"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,

wszystko co po niej nastąpi

również stanie się lepsze. "


Paulo Coelho



niedziela, 2 grudnia 2007

Z planety PSYCHOL - ogia

W koncu dorwalam sie do jednego z numerow Charakterow ( starego, bo az z lipca 2006), ktorych caly stos lezy odlogiem I nie mam czasu ich przeczytac. Przywoze je z Polski za kazdym razem i odkladajac na polke organizuje w domu kiosk Ruchu :)
Ale w koncu otworzylam stronnice i prosze, co za fantastyczny temat; szczescie. Oto pare fragmentow, ktore poruszyly struny mojej duszy (chyba ze to choroba sercowa:)).


"Szczęście jest stanem bardzo wartościowym, ale poświęcanie życia na poszukiwanie szczęścia jest jedną z najgłupszych rzeczy, jakie człowiek może zrobić. A czynienie ze stanu szczęśliwości celu życia może być naprawdę niebezpieczne. Po pierwsze, w rozpaczliwej pogoni za szczęściem traktujemy otoczenie jako instrument, narzędzie, które ma nam posłużyć do osiągnięcia szczęścia. Po drugie, możemy bardzo poważnie uzależnić się od dążenia do szczęścia (...) "

"Ponoć generał de Gaulle zapytany przez dziennikarza, czy dąży do szczęścia, odparł: „Bierze mnie pan za idiotę?”. Marks lub Engels (albo obydwaj razem i jednocześnie) twierdzili, że szczęście to „ideał świń” (...)."

"Anthony de Mello przytacza taką przypowiastkę: Kobiecie, która skarżyła się, że bogactwa nie przyniosły jej szczęścia, Mistrz odpowiedział tymi słowy:– Mówisz tak, jak gdyby luksus i wygoda były składnikami szczęścia. Moja droga, byś rzeczywiście poczuła się szczęśliwą, potrzeba ci jednego, czegoś, co wzbudziłoby twój entuzjazm. Jednym słowem Mistrz powiada: nie czujesz się szczęśliwa, nic nie daje ci szczęścia, ponieważ... nie jesteś szczęśliwa. Bądź szczęśliwa, a wszystko ci przyniesie szczęście. Pewnie to brzmi banalnie, ale czyż szczęście nie jest banałem? Mimo to warto się nim zajmować, ponieważ wciąż dla zbyt wielu ludzi brak szczęścia jest męczącym i niszczącym utrapieniem. Tylko nielicznym wystarcza brak nieszczęścia."

"Poczucie szczescia to w gruncie rzeczy swiadomosc, ze posiada sie wszelkie srodki do realizacji swoich waznych potrzeb i celow oraz mozliwosci ich osiagniecia. W dluzszej perspektywie czasowej naprawde nieszczesliwi sa tylko ci, ktorzy nie maja zaspokojonych najbardziej elementarnych potrzeb bytowych; dachu nad glowa oraz pokarmu w garnku"

"Poczucie szczescia jest niejako wewnetrzna wskazowka dawana przez nieswiadomy umysl racjonalnej jego czesci, ze jestesmy na dobrej drodze."

"Wyniki badań nad wpływem poziomu dochodów na poczucie szczęścia ujawniają zadziwiający paradoks. Z jednej strony psychologowie, socjolodzy i ekonomiści zgromadzili przekonujące dane, że choć ogólnie ludzie stają się coraz bogatsi, to jednak nie czują się szczęśliwsi. Dobrym przykładem jest np. Japonia, która w latach 60. XX wieku była bardzo biednym krajem, a w 80. stała się bogata – w przeciągu 20 lat dochód na głowę mieszkańca wzrósł czterokrotnie, ale przeciętny poziom szczęścia Japończyków zupełnie się nie zmienił. Z podobnym zjawiskiem mamy do czynienia w Polsce. Z drugiej strony, w badaniach przekrojowych, poziom szczęścia mierzony np. tzw. drabiną Cantrila dość mocno wiąże się z wysokością dochodów. Tak więc bogatsi są szczęśliwsi, ale ogólne bogacenie się społeczeństwa nie powoduje wzrostu jego ogólnej szczęśliwości. "

"Wszystkiemu „winne” są niebywałe zdolności ludzi do adaptowania się do zmiennych warunków. Jak niemal wszystkie mechanizmy psychologiczne, tak i ten dobrze służy wtedy, gdy przychodzi nam się zmierzyć z trudną sytuacją. Gdy zadaje się ludziom pytanie, co woleliby: zginąć w wypadku samochodowym, czy też odnieść obrażenia powodujące paraliż całego ciała – większość bez wahania wybiera tę pierwszą możliwość. Nie potrafimy sobie wyobrazić, że moglibyśmy być szczęśliwi przykuci do łóżka lub wózka do końca życia. A jednak jest to jak najbardziej możliwe. Nie doceniamy naszej niebywałej zdolności do racjonalizacji i adaptacji. Rzeczywiście, osoby sparaliżowane na początku popadają w głęboką depresję. Ale zazwyczaj po kilkunastu miesiącach odzyskują wolę i radość życia podobne do tych, jakie mają osoby w pełni sprawne. Do pozytywnych zmian przyzwyczajamy się jeszcze łatwiej i szybciej."

"Wedlug Robert'a Franka'a z Uniwersytetu Cornela, ogolna szczesliwosc nie wzrasta, wraz z bogaceniem sie spoleczenstwa, bo ci ktorzy sie bogaca, nadwyzke srodkow wydaja na poprawe swojej pozycji spolecznej. Nie moze to spowodowac ogolnego wzrostu szczesliwosci, bo to gra o status spoleczny jest gra o sumie zerowej. Oznacza to ze ktos winduje sie na szczyt hierarchii spolecznej to nieuchronnie spycha w dol kogos innego. Spychany zas stara sie utrzymac swoja pozycje. W konsekwencji duze wydatki sluza tylko temu, by nic sie nie zmienilo. Luksusowy samochod sportowy kosztuje 100 tys. dolarow, luksusowy zegarek na reke 20 tys. dolarow, a doba hotelowa w luksusowym apatamencie 2 tys. dolarow. Za 10 (a w przypadku zegarka za 500) razy nizsza cene mozna dostac przedmioty i uslugi o identycznej lub bardzo zblizonej funkcjonalnosci i uzytecznosci. Gdyby wszyscy, ale to naprawde wszyscy umowili sie, ze beda wydawac mniej, i rzeczywiscie mniej by wydawali, to uwolnione zostalyby ogromne srodki, ktore moglyby zostac wydane na inny cel. W przypadku pieniedzy ze zbrojen moglaby to byc pomoc dla najubozszych mieszkancow swiata. W przypadku pieniedzy wydawanych na towary luksusowe, ci, ktorzy by ich nie kupywali, nie musieliby na nie zarabiac, mogliby pracowac mniej, a wiecej czasu poswiecac rodzinie i przyjaciolom. Problem w tym, ze gdyby wszyscy ograniczyli wydatki, to kazdemu pojedynczemu panstwu oraz pojedynczemu czlowiekowi bardzo oplacaloby sie je zwiekszyc, bo w ten sposob zdobyliby przewage nad innymi. W konsekwencji, nikt nie zmniejsza wydatkow. Co wiecej - wydatki rosna."

"Dlaczego ludzie pozadaja wysokich miejsc w rankingach i dlaczego probuja budowac swoja pozycje spoleczna poprzez wydatki na pokaz? Na pierwsza czesc tego pytania odpowiada teoria dominacji, sformulowana przez Denise Cummins, amerykanska psycholog ewolucyjna. Jej propozycja opiera sie na dwoch podstawowych zalozeniach. Po pierwsze, ludzie jako zwierzeta tworza grupy o strukturze hierarchicznej. W takich gupach ci, ktorzy zajmuja wysokie pozycje, zyskuja w porownaniu z tymi, ktorzy sa nizej; maja wiekszy udzial w kluczowych zasobach materialnych (np. zywnosci) i psychologicznych (np. mozliwosc ksztaltowania rzeczywistosci i wlasnego zycia) co sprzyja przetrwaniu i sukcesowi reprodukcjynemu. Po drugie, ludzki mozg wyposazony jest w wyspecjalizowane moduly pozwalajace sprawnie funkcjonowac w grupach zhierarchizowanych. Moduly te radza sobie z rozumieniem przyzwolen, (np. komu wolno wchodzic do chaty zgromadzen), zobowiazn (np. kto ma pomagac komu w sytuacji konfliktu) oraz zakazow ( np. komu nie wolno dotykac wspolnego jedzenia). Wsparcie dla teorii dominacjii dostarczaja m.in. badania wskazujace, ze juz trzyletnie dzieci swietnie sobie radza z rozumieniem problemow zwiazanych z funkcjonowaniem hierarchii spolecznych oraz badania wskazujace na to, ze ludzie maja naturalna tendencje do lepszego pamietania twarzy oszustow o niskiej pozycji spolecznej, a o poproszeni o wyobrazenie sobie, ze zajmuja wysoka pozycje w grupie i sa postawieni przed zadaniem znalezienia sprawcy przestepstwa, poszukuja go przede wszystkim wsrod osob o niskiej pozycji w hierarchi. W kazdym razie w swietle teorii dominacji i badan ja wspierajacych, lepiej miec wysoka pozycje spoleczna niz niska. "

"Na druga czesc pytania odpowiada koncepcja potencjalu przyciagania uwagi spolecznej (Paul Gilbert). Gilbert twierdzi, ze pozycja spoleczna danej osobie jest bezposrednio zalezna od ilosci pozytywnej uwagi, jaka inni jej poswiecaja. Zwykle duza uwage obdarzamy tych, ktorzy pelnia szczegolnie wazne dla nas w danej chwili funkcje, np. gdy bola nas zeby niemal cala uwage poswiecamy dentyscie, ktory je plombuje. Ludzie do niczego nam nie potrzebnych po prostu nie zauwazamy i tym samym pozbawiamy ich dostepu do zasobow pozostajacych w dyspozycji wspolnoty i kazdego z jej czlonkow. Mechanizm obdarzania uwaga tych ktorzy sa wazni w danej chwili dziala automatycznie a wszelkie automatyzmy maja to do siebie, ze sa dosc malo subtelne (by nie powiedziec glupie)."

"Do tej pory rozważaliśmy, co czyni nas szczęśliwymi. Warto więc również zastanowić się, co może nas uczynić nieszczęśliwymi? Jak to staram się wykazać, niewątpliwie najskuteczniejszym sposobem na unieszczęśliwienie siebie jest uczynienie z poczucia szczęścia celu w życiu. Szczególnie zdradliwe jest założenie, że raz osiągnięte szczęście będzie trwać stale. Wierzymy, iż raz osiągnięta satysfakcja lub poczucie szczęścia będzie trwać bardzo długo, a może nawet już od tego momentu cały czas. Niestety, szczęście trwa znacznie krócej niż byśmy chcieli, ba, trwa znacznie krócej niż byśmy się tego spodziewali. Jak pokazują to badania zespołu prof. Daniela Gilberta z Harvardu, radości ze zrealizowania marzeń jest stosunkowo niewiele, a w każdym razie nie trwa ona długo po tym, kiedy marzenia się ziszczą. Przyjemność z realizowania marzeń jest o wiele większa i daje większe poczucie szczęścia niż ich zrealizowanie. Musi tak jednak być, jeśli poczucie szczęścia ma dla nas cokolwiek znaczyć. Bez poczucia nieszczęścia poczucie szczęścia nie mogłoby nawet zostać jako takie rozpoznane."

"Genialny fizyk Wolfgang Pauli wielokrotnie narzekal do swoich kolegow, ze wie zbyt duzo i nie jest w stanie niczym sie zadziwic a tym samym wymyslec czegos nowego i orginalnego."

"Gdybysmy wszyscy sie umowili i nie gonili za pieniedzmi, to pracowalibysmy mniej i wiecej czasu poswiecalibysmy rodzinie i przyjaciolom. Spadlaby nasza produktywnosc, gospodarka rozwijalaby sie wolniej, zasoby naturalne bylyby wolniej eksploatowane, a wszyscy bylibysmy trosze szczesliwsi. Albo pracowalibysmy tyle samo, ale zamiast kupowac luksusowe towary, zainwestowalibysmy pieniadze w ochrone srodowiska lub profilaktyke zdrowia i takze bylibysmy szczesliwsi. Ale w najblizsej przyszlosci raczej sie nie dogadmy, bo wymagaloby to przezwyciezenie naszej ludzkiej natury"

I jeszcze pare slow z wywiadu z prof.dr hab. Januszem Czapinskim

"Poczucie szczęścia jest uwarunkowane genetycznie. Ale wrodzony mamy tylko pewien potencjał szczęścia i nie wszyscy go w pełni wykorzystujemy. Dlatego istnieją ludzie mniej lub bardziej szczęśliwi i zadowoleni z życia.( ...) Natomiast nie jest mozliwe, zebysmy przekroczyli jego gorny pulap. mozemy go przeskoczyc na chwile, albo oszukiwac sie, siegajac po rozne chemiczne wspomagacze."

"Ewolucja nie wierzyla w nasza madrosc i zlapala nas w pulapke dazenia do maksymalizownia szczescia."

"Anthony De Mello, hinduski jezuita uwaza ze nie potrzeba robic nic, zeby byc szczesliwym. Szczescie nie mozna zdobyc, bo juz je mamy w sobie. Natomiast wedlug Martina Selligman, guru psychologii pozytywnej, szczesie jest nagroda z wysilek, mozna je rozwijac, wrecz uczyc sie go.....

- Paradokslnie obaj maja racje. Szczescie bywa roznie rozumiane. W rozumieniu hedonistycznym szczescie jest przewaga poztywnych doznan emocjonalnych nad negatywnymi. Jest nam dobrze bo wiecej w nas radosci niz smutku. (...) Ale maja ja (racje) ci , ktorzy twierdza ze szczescie mozna wykuc w pocie czola i robic mase rzeczy by utrzymac w sobie stan zadowolenia z zycia (..) Takiej, ktora Arystoteles nazywal eudajmonizmem. Chodzi tu o odkrywanie swojego prawdziwego "ja" i tego na co nas naprawde stac. Aby te potencjaly odkryc, musimy zacza cos robic, (....) O szczescie eudajmonistyczne musimy walczyc, przezwyciezac zyciowe przeszkody. Szczescie hedonistyczne nie wymaga wytyczania przed soba dalekosienych celow. Wystarczy nie narazac sie na bol, bo jesli nic zlego nam sie nie przytrafia, to z definicjii jestesmy juz szczesliwi. W wymiarze eudajmonistycznym to nie wystarczy. A nawet to w ogole nie ma znaczenia, czy przytrafia sie nam bolesne rzecz, poniewaz one tez potrafia budowc i moga sie przyczynic do odkrycia nowych mozliwosci.(...) Tylko jeden czlowiek na tej drodze kolekcjonuje przyjemnosci, a inny zastanawia sie, czy jest bardziej madry i tworczy i ma pelniejsze zycie niz rok temu"

"Wazna jest cierpliwosc i samodyscyplina. To co gubi nas w zyciu indywidualnym i zbiorowym, to taka dziececa przypadlosc, mianowicie nieumiejetnosc odracznia gratyfikacjii. Jesli ma sie mi cos przyjemnego zdrzyc, to chce, zeby zdarzylo sie natychmiast."

"Mihaly Csikszentmihalyi uwaza, ze prawdziwe szczescie moze nam dac stawianie sobie celow autotelicznych, czyli takich, ktore nie sa srodkami do czegos, ale sa wazne same w sobie. (...) Stawianie sobie celow autotelicznych zawsze wiaze sie motywacja wewnetrzna."

"Wazna cnota jest odwaga. Bez niej nie bylibysmy w stanie do transgresjii i wejrzenia w potencjaly, ktore w nas drzemia.(..) Trzeba umiec ryzykowac, kierujac sie intuicja wskazujaca co moglbym robic i kim moglbym byc (....). Na rzecz intuicjii pracuje 95% naszej psychiki, tej poza nasz swiadoma kontrola. A mimo tego mamy wieksze zaufanie do tego, co wypracowuje te pozostale 5% naszej psychiki, ktore jest dostepne naszej swiadomosci. To 5% jest niezbedne na zasadzie Najwyzszej Izby Kontrolii"

"Fredrikson sformulowal teze, ze emocje pozytywne sprzyjaja lepszemu, bardziej tworczemu mysleniu. Pozytywne emocje rozszerzaja nam bowiem pakiet mozliwych sciezek, ktorymi moze podazac nasze myslenie. Negatywne emocje zwezaja myslenie, wrecz zmuszaja nad do wykorzystywania sprawdzonyh utartych schematow."

"Powininismy umiejetnie dawkowac sobie przyjemnosci."

" Zmieniajac sposoby interpretacji naszych doswiadczen, mozemy sie nauczyc optymizmu. Nie mozna natomiast zmienic biochemii naszego mozgu, odblokowac lub wzmocnic atraktora szczescia. Ale mozna nauczyc sie takiego sposobu zycia, ktory wzmacni cnoty, daje wiecej zadowolenia."

"Czasem cokolwiek dziecko osiagnie, rodzice daja mu do zrozumienia, ze to za malo. I utrwalaja w nim przekonanie, ze jest gorsze, ze nie spelnia wymagan rodzicow."

"Niezaleznie, czy ktos stawia na szczescie hedonistyczne, czy ktos inny probuje znalezc zadowolenie z zycia na drodze cnot charakteu - obydwa moga byc szczesliwi. Pod jednym warunkiem, ze uznaja swoje zycie za bogate. Puste zycie niesluzy szczesciu w zadnym wymiarze."

Moje stanowisko:

Nic dodac niz ujac. Dla mnie szczescie jest droga i na pewno jest to droga eudajmonistyczna (nie mogli wymyslec prosciejszej nazwy?) z mala mieszanka hedonistyczna. Zrozumialam to w momencie gdy zabralam sie za swoj syndrom DDA. Kiedy zylam w nieswiadomosci na temat swojego syndromu i mnie samej, nie powiem bym byla zadowolona. Po prostu tak trwalam. Czulam potrzebe walki, zawsze czulam potrzebe dzialania, ale zabieralam sie za to nie z tej strony co potrzeba. Nastepnie natrafilam na wlasciwy trop i pchalam sie jak slepy w las. Nawet jezeli jest to bolesne, nawet jezeli dotykam dna to nic...... To rozwija najbardziej i ta pamiec mi pomaga, daje niebywale szczescie. Nie widze szczescia w posiadaniu willi, samochodu. Nie cierpie z powodu bycia singielka, czyli z tych wszystkich powodow za czym goni swiat itd. Wszystko jest w nas, zalezy jak do tego podejdziemy, jak zmienimy nasze myslenie. Czlowiek ma niebywala zdolnosc przystosowawcza. Jezeli nie bede miec willi czy meza czy mam marnowac czas na bycie nieszczesliwa? O nie! Nie zgadzam sie na bycie ofiara, nie zgadzam sie by ktos decydowal o moim szczesciu!

Status spoleczny; hmn..... tu z jednej strony nie pasuje do tego myslenia, jednak zrozumiawszy ze czlowiecza tendencja do sluchania i ufania osob, ktore ja posiadaja powinna mnie do tego pchna, jezeli chce wykonywac zawod psychoterapeuty. To tak jak wchodze do lekarza i ok, gosciu moze miec talent ale jak mi nie pokaze certyfikatow zdobytych kwalifikacji, dotknac sie nie dam, a co dopiero mowic o zatrudnieniu takiego lekarza gdziekolwiek. Jednak jest to ocena umiejetnosci i zawodu poprzez etykiety (co tez moze byc mylne), jednak nie czlowieka i czesto nie jego talentu. Przypomina mi sie tu historia gdzie jakis polski znany artysta zostal zatrzymany przez ochroniarza w centrum handlowym i zdenerwowany krzyczal WIE PAN KIM JESTEM? WIE PAN? JAK PAN SMIE? No coz, chyba nie wiedzial ze jest czlowiekiem jak my wszyscy I podlega prawu jak wszyscy. Papiez czy ochroniarz, prezydent czy sprzataczka – ludzie wykonujacy jakies funkcje. Ale jak czytamy ludzie lacza to z osobowoscia i jakby wartoscia jako samego czlowieka, jego zdolnosci do bycia dobrym czy zlym, wartosciowym czy tez nie, madrym czy glupim ( bo Papiez nie moze sie mylic, ale juz sprzataczka? Co ona tam wie, to sprzataczka).

Kontynuujac, Freud powiedzial ze bycie za bardzo szczesliwym moze byc bolesne. Tu takze sie z tym zgodze. Sama mam male doswiadczenia kiedy uwielbialam sernik i moglam go jesc i jesc. Mama byla taka kochana i piekla bardzo czesto ...do momentu kiedy mialam dosc tej przyjemnosci haha. Pamietacie kiedy mowilam wam, ze obejmuje opcje planowania sobie rzeczy na ktore musze czekac. Taka mala pomoc sobie samej przeciwko demonom (czyt, depresjii). Z tego co czytam psychologowie takze wychodza z zalozenia ze taka metoda do wlasnie pomoc samemu sobie w byciu w szczesliwym, czyli gonic kroliczka ale nie zlapac go, albo lepiej nie wszystkie, ktore sie chce. Cieszyc sie z tego ze sie cos robi, z malych rzeczy i miec na co czekac. Znowu moje doswiadczenia; w Polsce bylam biedna osoba. Naprawde czesto nie mialam pieniedzy na podstawowe rzeczy, a na pewno na takie ktore moim zdaniem zalicza sie do zycia na wystarczajacym poziomie, gdzie nie czujesz sie stlamszony i za bardzo ograniczony. Kino, teatr czy nawet jakis fajny drink w klubie? Zapomnij. Teraz na to wszystko mi starcza i kiedy obserwuje ludzi widze ze wiekszosci nadal nie. Teraz mam wystarczajco, a nawet nie lubie miec duzo bo czuje przesyt i skrepowanie materialistycznymi linami. Sredni poziom, wystarczajacy poziom, oraz pamiec i umiejetnosc cieszenia sie z tego. Nie jest to latwe, wiem. Ale kto nie probuje ten nic nie ma i zyje na powierzchni goniac za marazmem.

Czesto tez slysze (czyt. programosy czyli ulozone w ten sam szyk zdania i nawet slowa tezy krazace wsrod spolecznosci i przez nich powielane) ze dla kazdego szczescie to co innego. Hmnn.. jak obserwuje swiat to widze ze to samo, tendencje sa oczywiste, kasa, skora i komora. Raz na wykladach z psychoanalizy, moj wykladowca wspomnial na temat amerykanskiej konstytucji i wzmiance, ze kazdy ma prawo dazenia do szczescia. Ale czy najpierw nie powinnismy okreslic czym ono jest? - zastanawial sie wykladowca. Bo przeciez dla kogos szczesciem moze byc dreczenie zony, meza, okradanie, ta ekscytacja? czy oni tez maja prawo do dazenia do szczescia w takim wymiarze? Jak mowilam, prawa mamy ale i obowiazki. Wolni do konca nie jestesmy jezeli zyjemy w spoleczenstwie.

Intuicja...to wlasnie ona pokazuje mi droge do mojego szczescia, i czuje ze jestem na dobrej drodze. Jednak sceptycznie sie odnosze do procentowania dzialania intuicjii w naszej psychice, jak i wielu innych mechanizmow. W tych samych Charakterach w innym numerze czytalam o mitach psychologicznych. O tym samym czytalam w ksiazce, pt. Myslec jak psycholog. Nie mozemy stwierdzic ile procent naszego mozgu uzywamy, a szczegolnie ile psychiki poniewaz nie znamy do konca wlasciwosci i umiejetnosci naszego umyslu, czyli nie wiemy ile to jest 100%. Jednak na pewno traktuje intuicje jako bardzo wazna czesc naszego "ja" ktora jest zagluszana przez wiele czynnikow cywilizacyjnych. Po prostu nie doceniamy jej. Kiedys kompletnie bylam glucha na "glosy" we mnie. Wiedzialam, ze sa ale puszczalam wszystko mimo uszu. Od momentu skierowania energii w glab siebie, sluchania wewnetrzego "ja", traktowania siebie jak najlepszego przyjaciela i osobe, ktora posiada najwiecej mocy ( pisze najwiecej, ale pamietajmy takze o np. brak strachu o byt, choc sa tacy co i to przezwyciezaja), by sprawic ze moge byc szczesliwa, od tego momentu moje zycie sie zmienilo.

Zakoncze swoj wywod piosenka, ktorej slowa wyrazaja melodie mojego serca; i choc opowiada o milosci i smierci, slowa IM ON MY ROAD to wszystko co w tym momencie kreuje moje szczescie. Czuje ze jestem juz na wlasciwej drodze, szukanie bylo ciezkie, bolesne i pewnie nie raz jeszcze sie zgubie, nie raz zabladze. Ale co z tego...... dam rade....to mnie rozwinie.....znajde zawsze droge do slonca...

"Now I feel I'm on my road Now I feel I can change the world "

http://www.youtube.com/watch?v=OckNAxJdX8c

1 komentarz:

julka pisze...

Witaj, nie wiem czy wchodziłaś na mojego bloga, bo tam zostawiłam ci komentarz. Ide do psychologa,ide z mamą. A brak kasy to był najmniejszy problem, nie mozna nakłonić chorej osoby żeby poszła sie leczyc wbrew swojje woli. TAkie psychologiczne gadki nie dają za dużo. JA doskonale wiem ze mój ojciec nie pije, bo chce, i wiem jak trudno zerwać z nalogiem.