"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,

wszystko co po niej nastąpi

również stanie się lepsze. "


Paulo Coelho



niedziela, 24 maja 2015

Wiary mojej doswiadczenia cz.2

   Moje czytanie Biblii przypadlo na tragedie w Paryzu, gdzie dwoch braci postanowilo rozprawic sie z autorami karykatur magazynu Charlie Hebdo. Wystrzelali 11 ludzi, 11 zostalo rannych w samym biurze magazynu. Potem nastapily nastepne morderstwa. Swiat zawrzal. Debaty na temat wolnosci slowa zalaly siec i media. Ten temat jest mi szczegolnie bliski, poniewaz odkad pamietam czulam, ze nie mam wolnosci slowa. Bylam ciezko krytykowana od samego poczatku za wyrazanie swojego zdania, ktore prawie nigdy nie pokrywalo sie z tym powszechnym. Bylam wystawiana na zlosliwosci, obelgi, ponizanie i wyszydzanie. Nigdy nie moglam tego zrozumiec, dlaczego wyrazanie swojego zdania jest dla wielu polakow takie bolesne? W Irlandii doswiadczam innych reakcji. Tu czuje wolnosc, ze moge byc kim chce i wyrazac zdanie na temat zjawisk dokladnie tak jak mysle (co nie oznacza ze chamsko, bo nie posiadam takiej potrzeby). A wsrod polakow zauwazam dokladnie taki schemat;
Za przykladowy temat wezmy malzenstwo.

   Osoba zamezna, tradycyjnie z dziecmi pyta sie mnie czy chce wyjsc kiedys za maz. Ja odpowiadam, ze nigdy nie chcialam i nie marzylam o tym i nie jest to w moim planach. I mowie co mysle na temat malzenstwa. Jest to - jak wiadomo z historii - stworzona instytucja do organizacji spoleczenstwa. Kiedys miala na celu zwiazanie dwoch rodzin, zapewnienie przekazania majatku wlasnym genom czyli dzieciom (a to mezczyzni przewaznie mieli bardzo na wzgledzie) a kobieta byla przekazywana w celu zapewnienia takiego stanu rzeczy i poprawie statusu swojej calej rodzinie. Malzenstwo nigdy nie bylo wymyslem bogow czy nawet Kosciola. Nie stanowilo takze sakramentu podobno do roku 1563. Jak wiekszosc zjawisk ktore trwaja tysiace lat, takze i to zjawisko zostalo zinternalizowane i przeksztalcone. W naszych czasach i w tej czesci kuli ziemskiej stalo sie symbolem milosci, ktora okazalo sie nie trwa wiecznie. Jednak romantyzm zakotwiczyl sie w naszych glowach na dobre. Moim zdaniem dlatego, iz jest to generalnie tesknota do uczuc, ktore dodaja nam skrzydel i sprawiaja, ze swiat staje sie kolorowy. Bo prawda jest taka, ze swiat generalnie jest skomplikowany, czesto brutalny i nie taki jak w bajkach. Wiec nasz mozg doslownie pomaga naszej psychice w uniesieniu i tak nie latwych zasad zyciowych. Jednak cena jest ciezki bol kiedy realia spadaja nam na glowy. To sie takze tyczy religii.

   W rozmowie mowie to wszystko, bo lubie dyskutowac idee, lubie dzielic sie tym co sie nauczylam, swoja analiza i wnioskami. I odpowiedz jest techniczna, bez personalnych zdan. Ale tutaj nastepuje strasznie dziwna reakcja z drugiej strony typu:
Nikt ci przeciez nie kaze sie hajtac! (ale my nie rozmawiamy o prawie do malzenstwa(?)
Wspolczuje ci. (alez dzieki... za wspolczucie bez powodu...(?).
Kazdy robi jak chce... (alez czy ja powiedzialam iz komus zabraniam?)

   I teraz troche psychologii. Wyrazanie zdania "z drugiego bieguna" powoduje niekomfortowe uczucia w drugiej stronie, ktorej umysl od dziecka jest nauczony aby dawac energie takiemu a nie innemu schematowi. Sam fakt tylko debaty i dzielenia sie swoim pomyslem, wiedza i opinia na ten temat, ktore burza schemat wpajany od dawna, powoduje gniew, agresje i zlosc. Moim zdaniem trzy glownie uzywane emocje w polskiej mentalnosci. W Irlandii nie spotkalam sie jeszcze aby w debacie ktos mi powiedzial, ze ja cos komus kaze poprzez wyrazanie swojego zdania na rozne tematy. Ale uzywaja innego zdania, bardzo czesto. Mianowicie: "masz prawo tak myslec. To ok, ze tak myslisz." 
Widzicie roznice? W Polsce jest nacisk, ze "nie bedziesz mna rzadzil" choc nawet ci to nie w glowie. W Irlandii, iz mozesz byc tym kim chcesz, i masz prawo miec taka opinie, ale ja mysle inaczej. Druga strona jest podkreslana. Nie walka o wlasne prawo. Czy to nie jest ciekawe? Jezyk ukazuje bardzo wiele psychologicznych dynamik z naszej glowy. Kiedys napisze na ten temat post.

    Wiec reakcja gniewna i zlosliwa ujawnia sie  kiedy rozmowa dotyka czegos co jest wrazliwe i wazne dla osoby pomimo, ze osoba wypowiadajaca sie mowi generalnie co mysli o zjawisku, co zamierza zrobic ze swoim zyciem w tym wzgledzie i debatuje swoj punkt. Czy to nie jest nielogiczne??? Jak mozna wtedy czuc sie swobodnie przy takiej osobie? Jak moge zglebiac tematy, co uwielbiam i sprawic aby osoba zrozumiala, ze to iz mysle tak czy siak to moja sprawa, a wybor drugiej osoby co z tym zrobi nie lezy w moim polu zainteresowania. W ogole. Ale chce miec wolnosc wypowiedzi, ktora nie jest opacznie zrozumiana. Dlatego, ze ludzie nie potrafia rozmawiac niektore kraje w ogole zachecaja do omijania rozmow na tematy wrazliwe. Jak dla mnie swiadczy to tylko o dziecinnosci ludzi. Jak ktos madry powiedzial, rozwoj emocjonalny naszego gatunku to 13-14 lat, chaotyczny mozg, nadwrazliwosc na rzeczy ktore takie nie sa. Ah, to byl Osho ;-)

A ponad to:
   Skoro nikt nie kaze sie hajtac, wierzyc czy nie wierzyc - dlaczego kaze sie nie wypowiadac na ten temat, co agresywna reakcja sugeruje? Takie dynamiki dokladnie zachodzily w glowach mordercow w Paryzu. Obraza ich boga i prorokow to tak jakby obrazic ich. Dlatego iz zinternalizowali takie wierzenie i nie ma zdrowego rozroznienia. Maja cel, maja gdzie przynalezec, znaja zasady i niby wymagania boga. Bezpiecznie. Ci co staraja sie naruszyc ta twierdze umyslu sa wrogami. I sa zabijani. 

   Glosna sprawa pana Urbana. Wezwany do sadu, bo na okladce zamiescil zdjecie zdziwionego Jezusa. Urazeni oskarzajacy wypowiadaja sie, jakby kazdy musial dzialac tak aby ich nie urazic. Ile tego moze byc? Bezkresne mozliwosci. Przeciez to co mnie razi, innego nie bedzie i czesto ciezko to wylapac. To mamy w ogole sie nie odzywac? Mamy wpadac w paranoje? I dlaczego zawsze wymagane jest aby nie mowic o rzeczach wrazliwych dla innych, ale co jak dla mnie wrazliwy jest fakt zabraniania debaty i dyskusji? Przeciez czlowiek moze to tak samo zinternalizowac jak religie i insze. Mamy sie sprzeczac ktora wrazliwosc jest wazniejsza? Ja po prostu nie robie tego co mnie razi i nie zadaje sie z tymi co mnie urazaja i tyle. Choc uwazam, ze nie ma granic w tematach do rozmowy (dziwia mnie tematy tabu jak seks, religia itd) o ile dwie osoby rozumieja to jako wymiane ideii, mysli, wiedzy i wlasnej opinii. I tylko tyle. Dopoki nikt nie jest zabity i nikomu nie dano w morde to nie sprawa sadu. Tu jest nastepna rzecz: brak rozumienia gdzie co przynalezy.
   
   Moje zdanie nalezy do mnie. Jezeli widze okladke, ktora mnie uraza to sie odwracam, nie kupuje, ignoruje. Ale mam na tyle szerokie spojrzenie iz rozumiem, ze mnie to uraza, ale sa tez inni o innym swiatopogladzie. Tyle, ze aby to widziec i naprawde poczuc, musi byc dokonane zdrowe tzw. zroznicowanie. Czyli powstac zdrowa przestrzen pomiedzy tym w co wierze (ja - moja wiara) gdzie bedzie umiejscowione to w  co wierza inni (inni - ich wiara). Jezeli przestrzen pomiedzy  ja - moja wiara jest jednoscia (i znowu wypracowana przez lata zycia w takiej a nie innej kulturze) wowczas rozmowy o samej wierze nie maja miejsca bo osoba miesza to ze soba osobiscie. Wowczas jest to juz osobista obraza. Wtedy co dla jednego w zarcie z Jezusem jest zabawne, dla drugiego to brak szacunku. Ale czy to nie Jezus powinien sie obrazic jak cos? Jak juz mowilam, nie chodzi o wiare. Chodzi co ona ludziom daje wewnetrznie.
   
   I znowu to co jest obraza a co nie jest, jest okropnie subiektywne. Kiedy odpowiadam na pytanie polaka, czy wierzysz ze bog stworzyl ludzi, a ja odpowiadam, ze nie bo wiemy iz jestesmy gatunkiem malpy i roznica genowa z szympansami to 2% (choc rozne studia pokazuja rozne liczby ale nie mniejsze niz 80% podobienstwa do DNA czlowieka), dla mnie nie ma tu nic z obrazy i kazania mu zmienienia zdania. Jednak tak moze to byc odebrane z powodu wewnetrznej dynamiki panujacej w osobniku, ktory pytal. Nazywamy to projekcja. Ktos projektuje na druga osobe intencje, ktore nie wystepuja, ale ze cos tego osobnika boli to trzeba powiedziec, ze to druga osoba jest winna i nie ma empatii, nie ze obrazony nie ma odpowiedniego dystansu do sprawy a w szczegolnosci wiedzy na temat wlasnych emocji. Zreszta, jezeli ktos "obraza", to chyba ta konkretna osoba nie doswiadczy zycia z dziewicami czy po prawicy ojca. Nie jest to chyba robota czlowieka aby odbieral prace bogu. Ale widzicie, to nie o to chodzi.Tu chodzi o prywate. Bog nie ma tu nic wspolnego.

  Ja osobiscie jestem przeciwko milczeniu. Kazdy odpowiada za swoje zycie. Granice wolnosci slowa sa dla mnie jednak jasne. Wielu podpiera sie tym sloganem przy hejtyzmie. Niestety, to jest jak danie karabinu osobie niedojrzalej i to z problemami emocjonalnymi. Osoba niedojrzala zareaguje na to z poziomu rozwoju nastolatka w bolu istnienia. Automatyczna mysl - bole zyciowe - reakcja. Osoby dojrzale maja poczucie odpowiedzialnosci i droga reakcji jest dluga. A w szczegolnosci - nie wazne czy jest anonimowo czy nie. Osoba dojrzala widzi sama siebie. Jak cytat mowi: "Osoba szlachetna wstydzi sie przed wlasnym psem." Dlatego Mistrze Madrosci mowia, ze nie ma wolnosci bez odpowiedzialnosci. A to dlatego, ze wtedy jest poczucie przestrzeni i do tego zalicza sie granica poza ktora jest jad. I to jad za nic bo tylko za wymiana wiedzy i opinii. Wysoka samo refleksja i glebia odczuwania nie pozwoli na jad. I ten wybor bedzie w odczuciu dojrzalej osoby wyborem wolnosci. Bo niczego innego w srodku tej osoby nie ma jak tylko rozmawiac i dzielic sie, a nie wyszydzac i nie wyzywac. 
Ale tak maja dojrzale osoby....

CDN

4 komentarze:

szpilka pisze...

Dziękuję za posty. Ciekawe są Twoje przemyślenia. Ja również dużo się sobie przyglądam, temu co i kto wokół. Mam podobne przemyślenia w związku z tzw."prawem do własnego zdania".

Izabell pisze...

Hej Szpilka,

dzieki ze jestes i czytasz.
Pozdrawiam

fix me pisze...

Chciałabym zaprosić do zapoznania się z moim blogiem. Jest on w dojść nietypowej tematyce, jednakże jest to moja historia, z którą chciałabym się podzielić. Nie robię tego, by wzbudzić jakieś współczucie, bo to nie o to chodzi. Sama daję sobie z tym wszystkim radę. Bardzo bym chciała, aby ten blog był dla innych oparciem, dla osób, które doskonale wiedzą o czym piszę, co czuję. W ten sposób będą mogli uchronić się przed popełnieniem najgorszych błędów…
Zapraszam : http://bol-ktorego-nie-zapomnisz.blogspot.com/

Izabell pisze...

Witaj,

mam nadzieje, ze Twoj blog bedzie takze dla Ciebie narzedziem uwolnienia sie od wielu emocji i wzrostu - nie tylko dla innych.
Pozdrawiam.