"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,

wszystko co po niej nastąpi

również stanie się lepsze. "


Paulo Coelho



wtorek, 20 sierpnia 2013

Wakacyjne tendencje

Moje wakacje w Polsce trwaly dokladnie 3 tygodnie. Pierwszy tydzien wraz z Siostra i Mama wyjechalysmy do Pucka, nastepnie 2 tygodnie spedzilam w Warszawie. Uwielbiam Warszawe latem. Mieszkajac w Dublinie i bedac w kilku miejscach na swiecie odczuwam Warszawe jako zielone miasto. To co, ze jest nudna architektonicznie. Jednak zielonych miejsc mamy od groma a kolorowych budynkow przybywa coraz wiecej. Mialam okropnie zalatany czas. Jak nie lekarze, to renowacja mieszkania gdzie w Ikei spedzilam caly dzien, nie wspomne o Castoramach i inszych. Pomiedzy tym wciskalam spotkania ze znajomymi, z ktorymi sie ustawiam zawsze jak przylatuje. Przy tym paru sie zweryfikowalo. Pierwsza lekcja a raczej przypomnienie o polskich stosunkach miedzyludzkich – spotkam sie z Toba kiedy akurat nic nie bede miec do roboty. Bo jak musze cos poprzesuwac, wykazac wysilek w swoim planie dnia aby znalezc dla Ciebie miejsce to juz zbyt duzo. Cale szczescie byly to tylko gora dwa przypadki. A to dlatego, ze dobrze tworze swobie swoj spoleczny swiat i widze kiedy jestem wykorzystywana do zabicia nudy. Wiec pierwsza tendencja, ktora w tym roku odczuwalam byla tendencja “nie mam czasu”. Czego nigdy nie rozumialam i teraz nawet po emigracji nie rozumiem. Nie wiem czy mozecie takze pochwalic sie tym samym doswiadczeniem, ale przewaznie wyglada to w ten sposob; jestesmy dziecmi, bawimy sie z kolezankami i kolegami. Rosniemy, stajemy sie nastolatkami, imprezy, zabawy, zwierzenia, smichy i lzy dzielone z paroma najblizszymi psiapsiolami/kumplami. Do poki…. ktores nie wejdzie w zwiazek lub urodzi sie dziecko. Wtedy nie ma sie czasu nawet zadzwonic, napisac smsa a co zabiera moze 5 minut czasu. I kiedy slyszy sie ten tekst “nie mialam czasu” prawda jest taka, ze ludzie naprawde w to wierza, ale prawda bez iluzji i kognitywnych bledow umyslu jest taka, ze w glowie tworza sie priorytety, hierarchia ktore czesto dzialaja podswiadomie. Wowczas nie przychodzi nam po prostu do glowy aby zadzwonic do kumpeli, bo mamy teraz inne rzeczy wazniejsze na glowie. Czesto ta hierarchia jest tworem kultury w ktorej przyszlo nam zyc. Bo jak inaczej wyjasnic znowu kulturowe tendencje Irlandii w tych sprawach visa polskie. W Irlandii friends sa tak samo wazni jak rodzina. Ba! Grupa przyjaciol to tez rodzina! Nie spotkalam sie jeszcze aby irlandczk powiedzial “nie mialam/em czasu zadzwonic, bo dostalam nowa prace, bo urodzilo mi sie dziecko itd itd”. Robiac wywiad na ten temat wsrod ludzi tutaj takze nie slyszalam o innym doswiadczeniu. Kiedy dziecko sie rodzi jest to celebracja dla rodziny ale takze i przyszywanej rodziny, czyli przyjaciol. Natomiast jaka jest kultura w Polsce? Tendencja polska polega na tym, ze zostawiamy jedno calkowicie dla drugiego. Dla oznacza to prosta rzecz - fajnie bylo jak nie bylam/em zajety a teraz nie mam czasu wiec Cie wcisne jak mi sie okienko zwolni. Polacy szczyca sie tym, ze stawiaja rodzine na pierwszym miejscu. Jest to jednak moneta, ktora ma dwe strony. Rodzina jest wazna, oczywiscie, jednak zbytnie na nia zamkniecie i gloryfikacja odcina nas od swiata zewnetrznego do tego stopnia, ze zaczynamy myslec “oni – my”. Mialam o tym artykul, ale gdzies mi sie zapodzial - sorry;)

Wiec w tym roku szczegolnie to odczulam z tymi dwoma osobami. Przyjezdzam raz na pol roku – nie wierze, ze nie da sie jednego wieczoru zorganizowac na spotkanie. Podaje date pare tygodni wczesniej aby mozna bylo sie zorganizowac. Jednak i tak jak widac sa problemy. Jak to obserwuje i wnioskuje, poziom wysilku pokazuje jak bardzo jestesmy zdolni do glebokich relacji i jej uczestictwa. Zwiazek czy to przyjazni czy damso-meski zawsze wydawal mi sie czyms aktywnym a nie jak wielu ludzi mysli, czyms na czym mozna spoczac. Czyli aktywnie pokazuje swoje zaangazowanie, to, ze mysle o danej osobie, to ze jest dla mnie wazna. I nie mowie tu o kwiatkach i czekoladkach co wydaje mi sie - wybaczcie – osobiscie smieszne jako forma wysilku, ale o aktywnosci emocjonalnej, ktora jest wysilkiem przelamywania przeszkod na drodze do okazania przywiazania. Nie mowie, ze to latwe, albo ze zawsze sie udaje. Jednak uwazam ze wysilek sprawi iz wiecej bedzie sie udawac niz nie udawac.

Tak, tak ciagle brzmie jak idealista. Jednak do czego innego mamy dazyc jak nie do czegos wyzej niz nizej?

Wracajac do wakacji, to bylo jednak doswiadczenie w mniejszosci, wiekszosc ludzi spotkalam, a Ci ktorzy pokazali kim dla nich jestem – wypelniaczem – bez problemu zostawilam w ich swiecie. Zreszta nie byli akurat jakims zaskoczeniem w tej sprawie. Widzialam, ze po prostu nie jestem na tyle wazna, aby po pol roku nie widzenia bardzo chcieli spotkac sie na piwko. I oczywiscie nie wierze, ze zrobili to specjalnie. Sa po prostu tak zaprogramowani przez kulture, doswiadczenia itd. Mamy takze na to nazwe - memy - czyli wszystko co uczymy sie poprzez modelowanie. Tzw. geny kulturowe. Tak tworza sie np. fale upodoban, jak np. jakiejs piosenki (hity) lub wlasnie zdan, stad common speech - czyli powszechne stwierdzenia.

Nastepna tendencja jaka przezylam w tym roku bylo ciagle wypytywanie o dzieci i meza. Myslalam, ze zyje w 21 wieku, ale chyba jednak pomylilismy sie w obliczeniach. Wszystko co teraz powiem – zaznaczam – nie ma na celu wytkniecia, ze posiadanie dzieci i rodziny jest zle czy cus, jednakze jak zwykle przeplatam swoje osobiste stanowisko z wiedza psychologiczna na ten temat bez wartosciowania. A wiec oto takie dialogi  non stop mnie spotykaly:
Wchodze z Siostra do klatki. Spotykam sasiadke i slysze:
- Oj Izabell, chyba Twoja Siostra pierwsza wyjdzie za maz.

Taki byl pierwszy tekst po pol roku nie widzenia mnie. Nie – co s£ychac? Jak w Irlandii? Co robisz? Co ciekawego w swiecie? Tylko jedyny pomysl na zycie ktore dzieli 99.9% ludnosci! Swoja droga – czy nie wydaje sie Wam podejrzane to, ze 99.9% ma takie same “hobby (dzieci, maz/zona) i na tym koniec? Dla mnie zawsze to bylo podejrzane dlatego od dziecka studiuje swiat i pscyhologicze zjawiska. Staje sie bardzo podejrzliwa jezeli cos wystepuje w wiekszosci w abstrakcyjnej dynamice i bardzo sie wysilam aby wir wplywow mnie nie wciagnal, chyba, ze sama tak zdecyduje swiadomie. A to ciezkie zadanie bo normalnie mozna czuc sie wykluczonym a nawet zle osadzonym. Np. moj krag znajomych w Polsce widzi mnie jako motyla skaczacego z kwiatka na kwiatek, wiatr w polu, osobe nie zdolna do zaangazowania sie i dlatego brak meza i dzieci. Na dodatek jestem pozytywna, usmiecham sie, ukazuje otwarcie swoja radosc (czego musialam sie nauczyc jak juz Wam wspominalam po zamrozeniu w dziecinstwie) i jakos nie widac depresji z powodu nie  posiadania dziecka i meza a to wydaje sie niemozliwe. Wiec takze nie jestem – w ich spojrzeniu – autentyczna lub wiarygodna. Znowu swietny artykul o usmiechu:





 Wiec wracajac do dialogu, zawsze mam w zanadrzu odpowiedzi rodem z piekla (hahaha) bo oczywiscie nie jestem typem, ktory pozwoli waskim horyzontom odejsc w spokoju. W terapii Gestalt frustracja jest bardzo popularnym narzedziem terapii. Dla mnie jest naturalnym haha Wiem dobrze, ze to co powiem moze rozezlic, ale mowie i tak, bo uwazam, ze milczenie nic nie zmieni. Jedynie co staram sie zachowac to szacunek. A wiec na zdanie sasiadki odpowiedzialam z tonem lekko zartobliwym:
- No, jak nie bedzie myslec to wyjdzie za maz (Siostra o malo nie prychnela smiechem)
- No jak sie zakocha to nie bedzie myslec i wyjdzie za maz  - odpowiedziala sasiadka
 - Mowie wlasnie, ze jak nie bedzie myslec to wyjdzie. Ja sie zakochuje i mysle – dodalam.

Otrzymalam w odpowiedzi ten lekko zszokowany “look”, dobrze mi znany od lat. Dodam, ze sasiadka wyszla za maz, maz bardzo zaawansowany alkoholik, ciagle burdy i krzyki w ich domu to rzecz powszednia. Jej chyba jednak zakochanie nie wyszlo na dobre. W wiekszosci malzenstw pokolenia mojej mamy – tych co znam oczywiscie – nie wyszlo im to na dobre. Znowu zaznaczam, nie mam nic przeciwko ludziom zawierajacym malzenstwa czy posiadania dzieci. To owczy ped i presja mnie irytuje. Kiedys w tysiecznej rozmowie na temat dzieci i mezow kolega zapytal – no ale co robic wtedy z czasem jak nie ma sie zajecia czyli dzieci itd? Czy widzimy jaki dajemy sobie self-service? Jeszcze w zyciu nie slyszalam by ktos powiedzial – chce miec dzieci by dawac i wykonac najlepsza robote jaka bede potrafic aby swiat mial o jednego dobrego czlowieka wiecej. Znowu idealizm co? heheh Za to inna sasiadka wytlumaczyla mi po co ma sie dzieci. Znowu kolejne spotkanie na schodach, dwie sasiadki. Jedna mowi: 
- Oj Izabell, Ty sie nic nie zmieniasz! Wygladasz ciagle tak samo!Szczupla, mloda! (kurcze, mysle sobie, ale fajnie, complement dostalam) A na to druga sasiadka: 
- Nie ma dzieci, stresow, meza to nie ma jak sie szybko zestarzec. Mialaby te wszystkie stresy to by inaczej to wygladalo. Jak milo co? ;) Pytam sie wiec
 – To wytlumaczcie mi, po co w takim razie ludzie maja dzieci? A na to sasiadka 
– Musza! Musza! Kto bedzie placil podatki, na przyszle emeryturyjakby wszyscy byli tacy jak Ty.  (no to mnie przekonala – pomyslalam sobie hahah). 
 - No ale nie lepiej jest miec dzieci po glebokim zastanowieniu lub nie miec po zauwazeniu, ze moze to nie jest nasz wybor tylko presja spoleczna. Moze byloby mniej dzieci, i tak zyjemy dluzej, a lepsza jakosc w wychowaniu? Druga sasiadka odpowiedziala;
 – Mowisz lepsza jakosc, ale to mozna mowic o ludziach ktorzy planuja dzieci. Ci co wpadaja moze nie sa tak w to zaangazowani. Ja na to
 – Ale przeciez wiekszosc ludzkosci to wpadki.......... I znowu ten look – bezcenny;) Czesto mysle sobie, kiedy widze ten look, ze chyba wlasnie tak musial to doswiadczac Sokrates. Zadawal trudne pytania, ukazywal brak spojnosci i logicznosci i to bylo irytujace wsrod populacji, ktora nie chciala myslec. Bo wiadomo, jak zaczyna sie glebiej czlowiek zastanawiac to wowczas wszystko staje sie bardziej skomplikowane i wowczas znowu – wysilek sie klania. A kto chcialby sie dowiedziec, ze zyciowe wybory moze nie sa jednak jego? Tak jak w Matrixie, prawda moze nie byc atrakcyjna. Znowu ciekawe badania:












 Oczywiscie realistycznie byloby sadzic, ze dzieci przynosza duzo radosci i duzo stresu, jednak gloryfikacja, ze tylko taka forma szczescia i milosci jest najwieksza i najbardziej wartosciowa kompletnie mnie nie przekonuje. A na pewno jako jedyny sposob na zycie, bez ktorego zycie bedzie puste i bez znaczenia. Nie zapomnijmy o troche przyziemnym wyjasnieniu potrzeby posiadania dzieci – wiemy jaka jest biologia, znamy nature, ktora zacheca do rozmnazania. Dlatego towarzysza nam przy tym emocje, potrzeby, pragnienia a dziecko wyglada slodko i maluszko co ma na celu prawdopodobnie zwiekszenia szans, ze ktos sie zaopiekuje bobasem nalezycie itd, itd.. I naprawde nie mowie, ze jest w tym cos zlego, uwazam ze to fascynujace jak wszystko jest zorganizowane. Dla natury i przetrwania ludzkiego, oraz zawierania glebokich wiezi jak najbardziej wazne. Jednak jest znowu ta druga strona monety – jako ludzie mozemy dokonywac swiadomych wyborow, ktore sprawia, ze nie bedziemy niewolnikami biologii, ale konstruktorami przyszlosci. Juz mozemy, kiedys bylo ciezej, brak zabezpieczen itd itd.  Fajnie decydowac sie na dzieci swiadomie, ale Ci co ich nie maja nie powinni odczuwac, ze sa tredowaci bo dziecko powinno byc chciane i zaproszone na ten swiat z gotowoscia do sprostania wszelkich wyzwan. Swiadoma decyzja o posiadaniu lub nieposiadaniu dzieci jest oznaka wielkiej odpowiedzialnosci z dwoch stron - o nieodpowiedzialnej wpadce i pozniej "jakos przetrwaniu" nie mozna tego powiedziec. I ja zawsze podziwiam takie osoby, ktore wykonuja dobra robote, bo to jest bardzo wazna i ciezka praca. Ale w wiekszosci widze znudzenie, stresy, lub ucieczki od uczestnictwa w zyciu dziecka, niestety...... Jak juz mowilam - nie wierze, ze wszyscy maja takie same "hobby" ale kultura zacheca do tego.

Opowiem Wam jeszcze jedna historie i krotki tekst. Dzis zaslyszane od kolezanki, lat 36, po rozwodzie, bez dzieci. Slowa jej wlasnej matki: Jestes juz prawie 10 lat w tej Irlandii i nie osiagnelas nic, ani meza, ani dzieci. 
A takze ostatnio slyszalam oto taka historie. Kolezanka siedzi w Ameryce. Mowi mi ze tam posiadanie minimum trojki dzieci swiadczy o pozycji spolecznej. Wiec, jezeli masz jedno czy dwojke dzieci jestes widziana jako ta na nizszym szczeblu. Pewna prawniczka, na wysokim i waznym stanowisku posiada juz dwojke dzieci z mezem i nie mogla zajsc w trzecia ciaze. I zaczely sie hormony, sztuczne zaplodnienia a przez to tycie, szalenstwo hormonow i wiele cierpienia po to aby posiadac trzecie dziecko. I pomyslmy – ma dwojke dzieci, po co jej trzecie?? Po co meczyc swoj organizm psychicznie i fizycznie nie wspomne o pieniadzach, ktore moga byc wydane na dzieci ktore juz ma? Ano dlatego, ze tam posiadajac mniej niz dwojki dzieci ukazuje pewne uchybienie jak u nas nie posiadanie w ogole dzieci. Czesto nasze wybory i myslenie nie jest naszym wyborem i naszym mysleniem. Kiedys o tym mowilam – dopoki nie zlamiemy siebie, niezakwestionujemy siebie, swojej percepcji, swoich wierzen, a pozniej nie wyruszymy na eksploracje roznorodnosci – doglebna i drobiazgowa – wowczas nigdy nie staniemy sie wolni. Jezeli po wyprawie, po lamaniu sie z kazdej strony wrocimy do tego co przedtem – ale nigdy nie 100% tego samego bo kazde lamanie pozostawia slad wiedzy i wplywa na wiele innych czynnikow – wtedy mozemy byc bardziej pewni, ze zyjemy blizej prawdziwnego zycia, blizej prawdziwych nas, tego co chcemy i z czego bedziemy dumni. Nasze wybory zyciowe beda nas bardziej spelnialy i bedzie to odczuwalne: energia bedzie Was rozpierac. I bedziecie sie zastanawiac – skad ona sie bierze! Bo im blizej do prawdziwyego JA tym blizej do zrodla zycia. Wazne aby uczyc dzieci wsluchiwania sie w siebie a nie w podazaniu za zewnetrznym nawolywaniem. Moja kolezanka niestety boryka sie z brakiem aasertywnosci i sily przebicia wiec cierpiala po slowach wlasnej matki w milczeniu. Przykre....
Na dzis to tyle. Dokoncze nastepnym razem. Buziaki.

sobota, 17 sierpnia 2013

Wywiad

Zbieram mysli do kupy ale zanim urodze posta to w miedzyczasie ciekawy wywiad:
Jaroslaw Kuzniar - nie emigrowal a jakie trafne rozumowanie i spostrzezenia  - polac mu!. Dzielimy duzo doswiadczen oraz rozumiem jego pesymizm, ktory odczuwalam przez 20 lat - ale ja emigrowalam, a on nie;) Chociaz po moich wakacjach.... ale o tym w krotce..;)


czwartek, 8 sierpnia 2013

Jestem....

.....po 3 tygodniach wakacji w Polsce a raczej zabieganych i bardzo aktywnych dniach. Jak w tym roku przezylam polska goscine? Bede psioczyc czy chwalic? O tym w krotce, bo jak zwykle duzo lekcji, obserwacji i wnioskow rodzilo sie w mojej glowie. Narazie musze wrocic z powrotem do rzeczywistosci i rutyny, a co najwazniejsze potrzebuje porzadnie sie wyspac. Najlepiej tak z dwa dni a weekend tuz za pasem:)

Do w krotce.

czwartek, 11 lipca 2013

Zapisala£am w czerwonym notesie...

"Poznanie siebie nie jest celem samym w sobie, lecz środkiem do wyzwolenia spontanicznych sił rozwojowych. Praca nad sobą staje się więc nie tylko podstawowym moralnym obowiązkiem, ale zarazem podstawowym moralnym przywilejem. Gdy będziemy poważnie traktować sprawę własnego rozwoju – sami owej pracy nad sobą zapragniemy. Pozbywając się neurotycznej obsesji na temat własnej osoby, uzyskując wolność dbania o własny rozwój – wyzwalamy u siebie zarazem zdolność do miłości i do troski o innych ludzi. "
- Karen Horeny, “Nerwica a rozwój człowieka”

Krotka historia codzienna

Krzatam sie po domu. Domofon przeszywa cisze Drrrr Drrrr.
- Yes?
Dzien dobry  - slysze w sluchawce po polsku (dziwne, ze tak odrazu po polsku, jakby wiedzieli, ze polak tu mieszka - mysle sobie)
- Dzien dobry - grzecznie odpowiadam.
- Chcialbym sie zapytac czy moge wrzucic do Pani skrzynki zaproszenie na spotkanie.
- A na jakie spotkanie? - pytam zaciekawiona.
-  A takie spotkanie gdzie rozmawiamy o Bibli, Bogu, nauce Jezusa itd
Oh nie - mysle sobie - juz wiem dlaczego zagadal odrazu po polsku. Miesiac temu byla u mego domofonu  kobieta z zaproszeniem na rozmowe o zyciu w nawiazaniu do Biblii i pewnie zapisali sobie, ze pod tym numerem zyje polak.
- Ale ja nie wierze w Boga - odpowiadam majac nadzieje, ze to zamknie sprawe jak ostatnio.
 - Nie wierzy Pani w Boga - powtorzyl glos po drugiej stronie sluchawki - a moge wiedziec dlaczego?
- Studiowalam psychologie, filozofie itd - znowu krotko odpowiadam
 -  Ah i Pania przekonali?
(w mojej glowie uslyszane zdania jak polaczenia neuronalne tworza siec wiazan w ktorych wypaluje absurdalnosc wypowiedzi. Czuje kognitywna prace w mozgu i wzbierajacy naplyw informacji).
 - Nikt mnie nie przekonal ( kto tu zostal przekonany? - mysle sobie). Sama mysle i dochodze do wnioskow (staram trzymac krotko jednak spokojnie).
 - Aha, sama Pani mysli...... To smutno slyszec, ze..... tit tit tit (nagle domofon sam sie rozlaczyl w polowie zdania).
Odkladam powoli sluchawke - A jednak Bog istnieje  :D


środa, 3 lipca 2013

Lekcje odrobione.

Czego nauczylam sie w ostatnim tygodniu, ktory znowu obdarowal mnie zawirowaniami? Cos ostatnio nie ma konca. Jak mowi kolezanka "kiedy juz pada, to musi to byc ulewa". Ale zawsze staram sie tanczyc nawet wtedy. Oto moje ostatnie lekcje:

 - Najpierw potwierdzila sie moja obserwacja dawno temu - jezeli ktos jest mily teraz, to nieoznacza, ze bedzie mily pozniej. W wiekszosci zalezy to od wplywow sytuacyjnych pod ktorymi czlowiek sie ugina, zew jak i wew. A jak juz rozprawialam na ten temat ostatnio, udzwigniecie sytuacji jest moim zdaniem miara naszego czlowieczenstwa. Dlatego dopiero stajemy sie ludzmi, ewolucja trwa.
- Kiedy wszystko sie sypie, za 5 minut wszystko moze nagle powstac i to jeszcze lepsze niz wczesniej bylo.

- Myslenie konstruktywne nawet albo szczegolnie na etapie spadania pozwala umyslowi ciagle dostrzegac swiatlo w tunelu. Zawsze jest jakies wyjscie.

- Przez lata emigracji nauczylam sie prosic o pomoc ludzi, kiedy przez 20 lat swojego zycia dzwigalam wszystko sama. Ostatnio poczulam wielka roznica i czuje sie o wiele lepiej z proszeniem o pomoc innych. Odczulam, ze moge pokazac iz tej pomocy potrzebuje i korona mi z glowy nie spadnie.

- Mam przyjaciol…. Takich na dobre i zle… Kiedy przez 20 lat swojego zycia mialam jedynie psa….
Czuje sie dziwnie majac na kim sie oprzec…. Zaobserwowalam, ze jak zaczynam o tym myslec, to chce mi sie plakac… I nie sa to lzy bolu, tylko ogromnego wzruszenia. Uczy mnie to, ze to co dla niektorych normalne dla mnie jest jak dostanie gwiazdki z nieba. Ktos chce mi pomoc? Ot tak sobie? Bez flaszki w zamian? To dziwne…..dziwne ogromnie. I strasznie mnie to wzrusza za kazdym razem.


Reasumujac: nauczylam sie nowych krokow podczas ulewy. Zawsze jest dobry moment aby sie czegos nauczyc.

Milego tygodnia!



sobota, 15 czerwca 2013

Wanka-Wstanka

W ostatnich tygodniach moja energia nie grzeszyla ogniem. Wiele rzeczy spadlo za jednym razem, od stresujacych i wymagajacych mojej emocjonalnej energii wydarzen w pracy, po ciazacy na mnie przedluzajacy sie wraz z zimnem w tym roku SAD, po smierc mojego zwierzecego przyjaciela.... I pare jeszcze dodatkowych irytujacych “pchelek”. Nie zeby to bylo cos nowego w zyciu (w koncu na tym zycie polega) i ciezej bywalo, jednakze zachowawszy czlowiecza nature zawsze nacisk jest odczuwalny i trzeba sobie jakos radzic. W ostatnim tygodniu nastapilo w koncu odbicie. Ide znowu w gore, ale jeszcze na zielonym szczycie nie jestem. Choc duzo mam zielonego w kolo. W Irlandii przyszlo niespodziewane lato, najdluzsze w historii chyba, az tydzien (!). W weekend wylegiwalam sie na sloncu jak kot i wciagalam witamine D do mozgu. Drugi raz od 9 lat zalozylam sandaly i bikini w Irlandii! Nie ma co, zyc nie umierac. Nadal czuje jednak, ze nie jestem cala soba w tym sloncu. Od tygodni czulam kumulacje emocji, od calkowitego zniechecenia do zycia i struktury w jakiej operuje po calkowita martwote energii, ktora napedzala moja pasje, kreacje i inspiracje. Zdarzalo sie juz tak nie raz. I powiem Wam, ze rozumiem co Viktor Frankl mowil o utracie znaczenia, sensu w zyciu w swojej ksiazce “Czlowiek w poszukiwaniu sensu”. Kiedy trace z widoku swoj żagiew, wowczas nastepuje martwota. I tu nastepuja dwie rzeczy (ktore probuje wytlumaczyc moim nauczycielom namietnie). Na tym polega moim zdaniem wyciaganie siebie samego z dolkow zyciowych. Pierwsza rzecz, emocje. Druga, praca kognitywna naszego mozgu, czyli czesc prymitywna i czesc nowa. Czujemy sie zle, wszystko nam sie wali, potykamy sie, szarpiemy pod naplywem uczuc lub odwrotnie, nic nie czujemy i mamy wszystko w ciemnosciach dupy. I tu wiekszosc ludzi sie zatrzymuje… a potem laduja u terapeuty, psychiatry czy u wrozki. Emocje sie fiksuja, szaleja, lub na drugim ekstremum, w ogole ani sladu po nich w naszym odczuciu i zaczynamy miec jedna chec, skonczyc z tym, zapic sie, przepuscic wszystko lub samemu sie dobrze i bez myslenia puscic. Zrobic cos co w koncu ruszy nas wewnetrznie lub da upust emocjom. Ostatni dolek dal mi duzo do myslenia. Jak widac nawet w dupie mozna byc konstruktywnym, tylko trzeba poszukac – dzisiaj sarkazm mi sie chyba niezle tworzy – glebiej… haha (chyba jednak wracam do siebie:))

Pamietam takie pytanie, ktore wyczytalam w ksiazce p.Woydyllo o wankach wstankach, albo inaczej o sprezystosci emocjonalnej (resilience). Bedac w szkole patrzac na ludzi, ktorzy czesto zostaja w pewnych ciezkich dla nich emocjach zastanawialam sie dlaczego tyle mi sie udalo w pracy emocjonalnej i jeszcze pchalam uparcie kamien na gore a wielu z nich ciagle boryka sie z duzymi zawirowaniami. Zylam bolem tak jak oni, pamietam te ciemnosci. Czasami jak jestem w Polsce i doswiadczam tych samych schematow co 9 lat temu, te zachowania tzw. buraczane, zlosliwosci, oko za oko, agresja w glosie ktora zawsze byla przeze mnie odczuwalna, te pytania typowo tradycyjne (a kiedy dzieci, a kiedy maz etc?) zawsze czuje scisk w zoladku i oddech przeszlosci na plecach. Jednakze w tym samym czasie odczuwam wdziecznosc, ze zmienilam swoj caly swiat, najlepsza odwazna decyzja jaka podjelam. 2 tygodnie temu mialam gosci z Polski, znajomych ktorych znam 15 lat. Malzenstwo z dlugim stazem, dwoje dzieci i “wszystko dla dzieci”, przylepieni do jednej opcji zyciowej jak do kola ratunkowego. W rozmowach wylapywalam co rusz schematy mysleniowe i zachowania uwarunkowane poprzez kulture. To jeszcze nie byloby az takie zle gdyby nie fakt, ze nie widze w nich zycia... Kiedy wyjechali pozostalam z pytaniem, czy tak bym chciala aby moje zycie wygladalo? I dziwne, ze zycie wiekszosci moich znajomych wyglada jota w jote tak samo, praca, dzieci, praca, dzieci. Jakby ktos ich zaprogramowal. Mysle sobie, co czuja tam w srodku. Czy tez sie borykaja? Czy po prostu narzucaja sobie iluzje, ze tak wlasnie chca aby ich zycie wygladalo. U moich znajomych jest to drugie, moim zdaniem. Nie widac tam nawet juz kobiety i mezczyzny, a szkoda zatracic to w zwiazku. I tu przypomniala mi sie piosenka z mojego ulubionego filmu Piekna i Bestia, kiedy Bella spiewa o prowincjonalnym miasteczku, gdzie wszystko jest tak samo od lat, a ona chce czegos wiecej. Ja bylam i jestem wlasnie taka Bella. Zawsze chcialam czegos wiecej. Jakis wiecznie odczuwalny glod duszy.... I nie mowie o karierach czy jakichs innych plytkich jak dla mnie celach. Ale wlasnie o tych celach, glebokich, szerokich, przekraczajacych mnie sama a na pewno juz klatke, ktora daje poczucie bezpieczenstwa ale daje martwote. Ale wrocmy do tematu. Wiec na co sie sklada ta sprezystosc psychiczna?

Zawsze mialam wrazenie, ze jestem split (rozszczepiona, ale nie w sensie zaburzenia tozsamosci, choc kto wie, i to jest mozliwe;)) – czyli sa dwie czesci mnie. Jedna to ta spirytualna, duchowa, wrazliwa, druga to ta silna, racjonalna, kognitywnie ciagle w swojej glowie, analizujaca. Moja hipoteza dla wanki wstanki jest taka, iz gloryfikacja emocji i zbytnie plawienie sie w nich powoduje, ze czesto idziemy na dno. Na poczatku dzieje sie to poza naszym wyborem. Jako dzieci nie dokonujemy decyzji sily czy ugiecia sie swiadomie, jest to jakby wybor natury z jaka przyszlismy na swiat. Jednakze to jak przyjmiemy doswiadczenie zalezy od naszych kognitywnych procesow. Pracuja one od poczatku ale u kazdego inaczej. Kiedy sytuacja zostaje odebrana przez nasza kognitywne procesy, zostaje w jakis sposob zapisana emocjonalnie. Tyle, ze moja hipoteza zaklada, ze w zaleznosci od sily kognitywnego dzialania te emocje jak woda poprzez sito przelatuja lub nie aby wyladowac jako program umyslowy bardziej lub mniej zapisany. Jezeli sito posiada szerokie luki, wowczas emocje zalewaja nasz umysl. Pozniej plawimy sie w nich dlugo, nie radzimy sobie, czujemy ze emocje jak rozszalale wulkany rzadza naszym bytem i naszym umyslem. Mozemy nazwac to nadwrazliwoscia.  Jezeli sito jest bardzo geste, wowczas nastepuje kumulacja i pietrza sie one jak rzeka przy zamknietej tamie. Jednak my o tym nie wiemy (inaczej, represja, zamrozenie, zaprzeczenia itd). Wydaje sie wtedy, ze osoba jest jak skala, jakby szywna i emocjonalnie bez wiekszych fal. Inaczej jest z sitem o srednich lukach, ktore cos przepuszcza, cos tamuje, jednak rozprasza impakt zdarzen. Wowczas wanki wstanki, ani nie przytloczone nadmiarem emocji, ani kompletnie nie zablokowane jednoczesnie dostaja mozliwosc bycia elastycznym. Sa jakby w balansie, ktory pozwala na ruchy. Warto rozpoznac w sobie tendencje do zamrazania, negowania itd lub do zbytniej emocjonalnosci. Za tym idzie nie tylko przypatrzenie sie swoim emocjom, ale takze myslom, naszej filozofii zyciowej, wierzeniom i przekonaniom, ktore moga sie okazac nie nasze. Te dwa swiaty sie przenikaja i plynnosc pomiedzy nimi powoduje, ze ruszamy do przodu.

Od  dawna pamietam pewne wrazenie. Kiedy czuje, druga czesc przypatruje sie tym uczuciom, analizuje je, rozpoznaje, czy warto za nimi podazyc, czy nalezy je zaakceptowac, czy troche powalczyc. Ja patrzy na Mnie. I nigdy nie bylo to moim wyborem. Moja terapeutka mowi, ze nie spotkala jeszcze nikogo kto w sumie wychowal sie sam, i radzil sobie sam z problemami wyciagajac wnioski, a pozniej uzywal ich do wyciagania siebie z dolkow i zawirowan. Byla to cholernie ciezka praca. Pamietam ile lez wylewalam, w jakich ciemnosciach bylam, przeklinalam wszelkich bogow za swoj los – to ta czesc emocjonalna. Ale kognitywna mowila mi "nie poddawaj sie, sprobuj tego, potem tego, jestem z Toba, nie jestes sama”. Zawsze mialam takze dziwne poczucie ze ktos jest ze mna, we mnie. Nazywam to Glos, ale to jest wlasnie ta czesc Mnie, ktora mowi do Ja. Gdybyscie byli w mojej glowie uslyszelibyscie doslownie takie rozmowy:

- Wszystko jest do dupy, mam dosc. Mam dosc pracy, rutyny, ludzie mnie wkurzaja, co ja robie na tej planecie. Kto mnie tu przyslal??!!! (i kaskada emocji ciagnacych w dol, cialo traci energie, chce tylko spac, mozg zaweza widzenie, nawet slonce nie pomaga. Tutaj wiekszosc ludzi sie zatrzymuje, dlatego ciezko im ruszyc.)

- Alez Izabell, przesadzasz, spojrz obiektywnie. Czekalas na slonce, zielen, przebudzone drzewa? Sa. Jedziesz na wakacje za miesiac? Jedziesz. Masz coraz wiecej zamowien w fotografii, gdzie sama tworzysz wszystko od zera? Masz. Jestes juz na koncu drogi do pracy, ktora byla i jest Twoja pasja? Jestes. Gdzie tu jest tylko tak zle. Nie rycz Glupia ( jak widac w dialogach ze soba do siebie takze jestem sarkastyczna. Humor bardzo mi pomaga rozladowac emocje). Jestes zmeczona, to zrozumiale. Odpocznij. (kognitywna praca, ktora wyciaga jakby mnie tonaca na realny lad. A wyciaga mnie z krainy gdzie emocje tworza negatywna iluzje rzeczywistosci zewnetrznej).

- Ale ja zawsze mam pod gorke.
- Jak masz pod gorke? Teraz to juz lekki pagorek, nawet wzniesienie bym powiedziala. Pamietasz w jakiej czarnej otchlani bylas pare lat temu? To byly wtedy Himalaje, teraz to Bieszczady. (i zaczynam sie smiac sama do siebie. Otwartosc glowy pozwala na przyjecie wielu mozliwosci i reakcji. Czyli jakby rzeka plynie i pozwalamy sobie na wiele frywolnosci.)

Tak prowadze ze soba rozmowy – na poziomie emocjonalnym sa odczucia, to kognitywne prace powoduja wyciaganie siebie i powrot do balansu. Trzeba tylko po to siegnac. Brzmi to prosto, ale jezeli ktos jest bardziej emocjonalny lub bardziej kognitywny moze byc ciezko. W tym pierwszym emocje nie pozwalaja myslec, w tym drugim nie slyszy sie emocji. Rozmowa ze soba na zasadzie tezy i antytezy moze dac doskonale wyniki. Rozmawiam ze soba od zawsze, jednakze pozniej doczytalam sie, ze zasada ma swoja nazwe w psychologii i filozofii i jest stosowana w psychoterapii. Dlatego widze za i przeciw, debatuje za i przeciw, i jestem otwarta na za i przeciw. W szkole uslyszalam bardzo fajne, proste tlumaczenie dwoch mechanizmow o ktorych mowie - emocje, czyli prymitywna czesc mozgu (system nizszy). Kognitywne procesy, myslenie, wglebianie sie, analizowanie - to nowa czesc mozgu (system wyzszy). Moim zdaniem naszym celem w rozwoju jest nauka uzywania nowej czesci mozgu. To wlasnie ona daje nam przewage posrod innych zwierzat, mozemy wtedy madrze wybierac emocje za ktorymi warto podazyc. Bo nie jest tak, ze za kazda emocja warto podazac. Proste jak dla mnie powiedzenie - "wybieraj sercem" jest dla mnie problemowe. Czasami serce robi w nas konia, a potem jak decydujemy tworzyc swiat w okol nas, inni ludzie (dzieci np.) takze zaczna to odczuwac. Jednakze nie osiagnelismy bieglosci w uzywaniu tych wszystkich narzedzi. Wszelkie zlo, niszczenie, agresja, zlosliwosci, oko za oko itd itd bierze sie z braku glebi zrozumienia, ktora wplywa na glebie emocji. Agresja jest reakcja emocjonalna. Ludzie o silnym prymitywnym mozgu beda mieli problem aby przekroczyc siebie i swoje ciezkie emocje i stanac na wysokosci zadania.
Maly zewnetrzny bodziec i latwo przestac byc dumnym z siebie.

Przyznam sie, ze kiedy widze szybka reakcje agresywna, lub zlosliwa (ktora niestety latwo wywolac wsrod ludzi, jezeli ktos nie ma dystansu) wlacza mi sie obraz wlasnie widoku rozszalalego zwierzecia.  Poniewaz nowa czesc nie jest czesto uzywana nie reflektuje nad soba, ale za to emocje oceniaja zawsze na zewnetrz tzw. zewnetrzne centrum oceny. I aby nie bylo tak serio:)


Dokladnie o to chodzi Hihihihihihi

A teraz podam Wam przyklad ze swojego zycia.

Opowiedzialam swojej terapeutce, ze bylam na drodze do anoreksji. Wazylam 48 kg przy 170cm, spalam na wlasnej miednicy, nie mialam okresu 7 miesiecy. Zapytala sie czy ktos to zauwazyl. Ja, ze tak, zauwazyl i jeszcze mi gratulowali bo w Polsce wszyscy skupiaja sie nadmiernie na wygladzie. Kiedy schudlam, zaczelam pasowac do ich wizji atrakcyjnosci. Jednak sama zawrocilam z tej drogi. Po prostu podczas wielu rozmow ze soba i poprzez ciagle szukanie informacji zewnetrznych doszlo do mnie, ze nie tedy droga. Mialam wtedy ok 15-16 lat.  Byla zdziwona, ze w nastolatkowym wieku prostowalam sama wlasne drogi. Zapytala sie o mame, czy nie zauwazyla tego. Cos tam przebakiwala ale nigdy ze mna nie rozmawiala albo mnie nie prostowala. Pamietam swoje myslenie: najpierw, presja spoleczna, kolezanki nazywali mnie gruba, czulam sie brzydka. Pchnelo mnie to do zaprzestania jedzenia. Jednak z powodu konitywnej czulosci zaczelam wylapywac, ze cos jest nie tak. Myslenie, zastanawianie, chec wiedzy - to sa ogromne sily. I zaczal sie dialog Ja z Mnie: dlaczego chcesz byc chuda? Nie lubisz przeciez jak cos na Ciebie wplywa i Toba rzadzi, czemu sie dajesz teraz? Czyj glos masz w sobie, kolezanek czy Twoj osobisty na temat wlasnego ciala? Itd itd. I moja kognitywna czesc zaczela wyciagac tonacego z odmetow wplywow. I zaczelam jesc. Wszystko wrocilo do normy. Jednakze nie wrocilam do starych przyzwyczajen. Wypracowalam zdrowy styl zycia, duzo warzyw, owocow, chudego miesa i ryb. Znowu chec wiedzy pchnela mnie do czytania wszystkiego na ten temat, jak zdrowo zyc, jesc, dbac o siebie. Nie wyobrazam sobie sie glodzic teraz. Znowu dowod konstruktywnego uzycia gowna na poczet zakwitu pozniejszych kwiatkow.  Nie wrocilam do starych nawykow, na nowym doswiadczeniu zbudowalam nowa jakos. Tym razem na dobrej, zdrowej drodze.

Obecnie patrze na przeszlosc jako na cos dalekiego. Odzywa sie czasami ale nie jest to juz moj caly swiat, nie ma we mnie juz lez przeszlosci, to jest odczucie zamknietego rozdzialu, zaloba sie zakonczyla. Juz na takie setne czesci rozlozylam swoje dziecinstwo, ze teraz tylko przypatruje sie malym okruszkom gdzieniegdzie ktore wymknely sie ze zrodla. Wiem jak dzialam. Wybralam to co chce naprostowac, a to co mi sie podoba zostawiam. Przekroczylam swoje dziecinstwo i teraz patrze w przyszlosc. Wiem gdzie ide. Mysle takze, ze jestem szczesciara. Dostalam ciezki poczatek zycia, jednak dostalam takze narzedzie do przetrwania, to moja czesc kognitywna, ktora nie pozwalala mi zatopic sie do konca w bolu istnienia. Moj Brat np. juz jest troche inny. Pomimo widocznego myslenia emocje bardzo mocno wycisnely na nim pietno. Ostatnio pytalam sie mamy jaka bylam w dziecinstwie i jakie mialam stosunki z Bratem. Powiedziala, ze Brat od poczatku byl bardzo cieply i czuly. Opiekowal sie mna, zaprowadzal do przedszkola. Zawsze zastanawialo mnie dlaczego mam tyle emocji wzgledem niego. Oblewa mnie zawsze cieplo jak o nim mysle. Teraz juz wiem, on dal mi duzo ciepla, moj mozg to pamieta. Mowila takze, ze on wydawal sie zawsze bardzo wrazliwy. Ja jakby mniej plakalam. I to moj Brat dostal najwiecej kopow emocjonalnych od ojca. Tlumaczy to dlaczego Brat sie wycofal i zamknal w sobie. Zaczal dzialac na drugim ekstremum, kognitywnym, kompletnie odcinajac sie od emocji, ktore i tak widzialam. Przyjal duzo z powodu swojej wrazliwosci. Paradoksem jednak jest to, ze tez jestem nadwrazliwa, ale mam silnie rozwinieta czesc wyzsza, wiec potrafie sobie z tym poradzic. Wywarzalam te zamkniete drzwi, ktore Brat zatrzasnal nie raz, aby uwierzyl, ze jego cieplo i wrazliwosc jest tu jak najbardziej potrzebna. Ciagnelam do balansu, do elastycznosci, do korzystania z jak najwiekszej mozliwosci mozgu. Bylo ciezko nie raz. Ale ja sie nie poddaje tak latwo;) I teraz wszyscy kochamy sie mocno i to pokazujemy, ale takze uzywamy racjonalnosci, myslenia, kopa w dupe jak trzeba:) Ale kopa z miloscia:)


A na koniec ciekawy artykul, ktory przybliza bardziej dzisiejszy temat.
Pozdrawiam Was cieplo Moi Drodzy! 












 Charaktery, 2013