"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,

wszystko co po niej nastąpi

również stanie się lepsze. "


Paulo Coelho



wtorek, 20 sierpnia 2013

Wakacyjne tendencje

Moje wakacje w Polsce trwaly dokladnie 3 tygodnie. Pierwszy tydzien wraz z Siostra i Mama wyjechalysmy do Pucka, nastepnie 2 tygodnie spedzilam w Warszawie. Uwielbiam Warszawe latem. Mieszkajac w Dublinie i bedac w kilku miejscach na swiecie odczuwam Warszawe jako zielone miasto. To co, ze jest nudna architektonicznie. Jednak zielonych miejsc mamy od groma a kolorowych budynkow przybywa coraz wiecej. Mialam okropnie zalatany czas. Jak nie lekarze, to renowacja mieszkania gdzie w Ikei spedzilam caly dzien, nie wspomne o Castoramach i inszych. Pomiedzy tym wciskalam spotkania ze znajomymi, z ktorymi sie ustawiam zawsze jak przylatuje. Przy tym paru sie zweryfikowalo. Pierwsza lekcja a raczej przypomnienie o polskich stosunkach miedzyludzkich – spotkam sie z Toba kiedy akurat nic nie bede miec do roboty. Bo jak musze cos poprzesuwac, wykazac wysilek w swoim planie dnia aby znalezc dla Ciebie miejsce to juz zbyt duzo. Cale szczescie byly to tylko gora dwa przypadki. A to dlatego, ze dobrze tworze swobie swoj spoleczny swiat i widze kiedy jestem wykorzystywana do zabicia nudy. Wiec pierwsza tendencja, ktora w tym roku odczuwalam byla tendencja “nie mam czasu”. Czego nigdy nie rozumialam i teraz nawet po emigracji nie rozumiem. Nie wiem czy mozecie takze pochwalic sie tym samym doswiadczeniem, ale przewaznie wyglada to w ten sposob; jestesmy dziecmi, bawimy sie z kolezankami i kolegami. Rosniemy, stajemy sie nastolatkami, imprezy, zabawy, zwierzenia, smichy i lzy dzielone z paroma najblizszymi psiapsiolami/kumplami. Do poki…. ktores nie wejdzie w zwiazek lub urodzi sie dziecko. Wtedy nie ma sie czasu nawet zadzwonic, napisac smsa a co zabiera moze 5 minut czasu. I kiedy slyszy sie ten tekst “nie mialam czasu” prawda jest taka, ze ludzie naprawde w to wierza, ale prawda bez iluzji i kognitywnych bledow umyslu jest taka, ze w glowie tworza sie priorytety, hierarchia ktore czesto dzialaja podswiadomie. Wowczas nie przychodzi nam po prostu do glowy aby zadzwonic do kumpeli, bo mamy teraz inne rzeczy wazniejsze na glowie. Czesto ta hierarchia jest tworem kultury w ktorej przyszlo nam zyc. Bo jak inaczej wyjasnic znowu kulturowe tendencje Irlandii w tych sprawach visa polskie. W Irlandii friends sa tak samo wazni jak rodzina. Ba! Grupa przyjaciol to tez rodzina! Nie spotkalam sie jeszcze aby irlandczk powiedzial “nie mialam/em czasu zadzwonic, bo dostalam nowa prace, bo urodzilo mi sie dziecko itd itd”. Robiac wywiad na ten temat wsrod ludzi tutaj takze nie slyszalam o innym doswiadczeniu. Kiedy dziecko sie rodzi jest to celebracja dla rodziny ale takze i przyszywanej rodziny, czyli przyjaciol. Natomiast jaka jest kultura w Polsce? Tendencja polska polega na tym, ze zostawiamy jedno calkowicie dla drugiego. Dla oznacza to prosta rzecz - fajnie bylo jak nie bylam/em zajety a teraz nie mam czasu wiec Cie wcisne jak mi sie okienko zwolni. Polacy szczyca sie tym, ze stawiaja rodzine na pierwszym miejscu. Jest to jednak moneta, ktora ma dwe strony. Rodzina jest wazna, oczywiscie, jednak zbytnie na nia zamkniecie i gloryfikacja odcina nas od swiata zewnetrznego do tego stopnia, ze zaczynamy myslec “oni – my”. Mialam o tym artykul, ale gdzies mi sie zapodzial - sorry;)

Wiec w tym roku szczegolnie to odczulam z tymi dwoma osobami. Przyjezdzam raz na pol roku – nie wierze, ze nie da sie jednego wieczoru zorganizowac na spotkanie. Podaje date pare tygodni wczesniej aby mozna bylo sie zorganizowac. Jednak i tak jak widac sa problemy. Jak to obserwuje i wnioskuje, poziom wysilku pokazuje jak bardzo jestesmy zdolni do glebokich relacji i jej uczestictwa. Zwiazek czy to przyjazni czy damso-meski zawsze wydawal mi sie czyms aktywnym a nie jak wielu ludzi mysli, czyms na czym mozna spoczac. Czyli aktywnie pokazuje swoje zaangazowanie, to, ze mysle o danej osobie, to ze jest dla mnie wazna. I nie mowie tu o kwiatkach i czekoladkach co wydaje mi sie - wybaczcie – osobiscie smieszne jako forma wysilku, ale o aktywnosci emocjonalnej, ktora jest wysilkiem przelamywania przeszkod na drodze do okazania przywiazania. Nie mowie, ze to latwe, albo ze zawsze sie udaje. Jednak uwazam ze wysilek sprawi iz wiecej bedzie sie udawac niz nie udawac.

Tak, tak ciagle brzmie jak idealista. Jednak do czego innego mamy dazyc jak nie do czegos wyzej niz nizej?

Wracajac do wakacji, to bylo jednak doswiadczenie w mniejszosci, wiekszosc ludzi spotkalam, a Ci ktorzy pokazali kim dla nich jestem – wypelniaczem – bez problemu zostawilam w ich swiecie. Zreszta nie byli akurat jakims zaskoczeniem w tej sprawie. Widzialam, ze po prostu nie jestem na tyle wazna, aby po pol roku nie widzenia bardzo chcieli spotkac sie na piwko. I oczywiscie nie wierze, ze zrobili to specjalnie. Sa po prostu tak zaprogramowani przez kulture, doswiadczenia itd. Mamy takze na to nazwe - memy - czyli wszystko co uczymy sie poprzez modelowanie. Tzw. geny kulturowe. Tak tworza sie np. fale upodoban, jak np. jakiejs piosenki (hity) lub wlasnie zdan, stad common speech - czyli powszechne stwierdzenia.

Nastepna tendencja jaka przezylam w tym roku bylo ciagle wypytywanie o dzieci i meza. Myslalam, ze zyje w 21 wieku, ale chyba jednak pomylilismy sie w obliczeniach. Wszystko co teraz powiem – zaznaczam – nie ma na celu wytkniecia, ze posiadanie dzieci i rodziny jest zle czy cus, jednakze jak zwykle przeplatam swoje osobiste stanowisko z wiedza psychologiczna na ten temat bez wartosciowania. A wiec oto takie dialogi  non stop mnie spotykaly:
Wchodze z Siostra do klatki. Spotykam sasiadke i slysze:
- Oj Izabell, chyba Twoja Siostra pierwsza wyjdzie za maz.

Taki byl pierwszy tekst po pol roku nie widzenia mnie. Nie – co s£ychac? Jak w Irlandii? Co robisz? Co ciekawego w swiecie? Tylko jedyny pomysl na zycie ktore dzieli 99.9% ludnosci! Swoja droga – czy nie wydaje sie Wam podejrzane to, ze 99.9% ma takie same “hobby (dzieci, maz/zona) i na tym koniec? Dla mnie zawsze to bylo podejrzane dlatego od dziecka studiuje swiat i pscyhologicze zjawiska. Staje sie bardzo podejrzliwa jezeli cos wystepuje w wiekszosci w abstrakcyjnej dynamice i bardzo sie wysilam aby wir wplywow mnie nie wciagnal, chyba, ze sama tak zdecyduje swiadomie. A to ciezkie zadanie bo normalnie mozna czuc sie wykluczonym a nawet zle osadzonym. Np. moj krag znajomych w Polsce widzi mnie jako motyla skaczacego z kwiatka na kwiatek, wiatr w polu, osobe nie zdolna do zaangazowania sie i dlatego brak meza i dzieci. Na dodatek jestem pozytywna, usmiecham sie, ukazuje otwarcie swoja radosc (czego musialam sie nauczyc jak juz Wam wspominalam po zamrozeniu w dziecinstwie) i jakos nie widac depresji z powodu nie  posiadania dziecka i meza a to wydaje sie niemozliwe. Wiec takze nie jestem – w ich spojrzeniu – autentyczna lub wiarygodna. Znowu swietny artykul o usmiechu:





 Wiec wracajac do dialogu, zawsze mam w zanadrzu odpowiedzi rodem z piekla (hahaha) bo oczywiscie nie jestem typem, ktory pozwoli waskim horyzontom odejsc w spokoju. W terapii Gestalt frustracja jest bardzo popularnym narzedziem terapii. Dla mnie jest naturalnym haha Wiem dobrze, ze to co powiem moze rozezlic, ale mowie i tak, bo uwazam, ze milczenie nic nie zmieni. Jedynie co staram sie zachowac to szacunek. A wiec na zdanie sasiadki odpowiedzialam z tonem lekko zartobliwym:
No, jak nie bedzie myslec to wyjdzie za maz (Siostra o malo nie prychnela smiechem)
- No jak sie zakocha to nie bedzie myslec i wyjdzie za maz  - odpowiedziala sasiadka
 - Mowie wlasnie, ze jak nie bedzie myslec to wyjdzie. Ja sie zakochuje i mysle – dodalam.

Otrzymalam w odpowiedzi ten lekko zszokowany “look”, dobrze mi znany od lat. Dodam, ze sasiadka wyszla za maz, maz bardzo zaawansowany alkoholik, ciagle burdy i krzyki w ich domu to rzecz powszednia. Jej chyba jednak zakochanie nie wyszlo na dobre. W wiekszosci malzenstw pokolenia mojej mamy – tych co znam oczywiscie – nie wyszlo im to na dobre. Znowu zaznaczam, nie mam nic przeciwko ludziom zawierajacym malzenstwa czy posiadania dzieci. To owczy ped i presja mnie irytuje. Kiedys w tysiecznej rozmowie na temat dzieci i mezow kolega zapytal – no ale co robic wtedy z czasem jak nie ma sie zajecia czyli dzieci itd? Czy widzimy jaki dajemy sobie self-service? Jeszcze w zyciu nie slyszalam by ktos powiedzial – chce miec dzieci by dawac i wykonac najlepsza robote jaka bede potrafic aby swiat mial o jednego dobrego czlowieka wiecej. Znowu idealizm co? heheh Za to inna sasiadka wytlumaczyla mi po co ma sie dzieci. Znowu kolejne spotkanie na schodach, dwie sasiadki. Jedna mowi: 
- Oj Izabell, Ty sie nic nie zmieniasz! Wygladasz ciagle tak samo!Szczupla, mloda! (kurcze, mysle sobie, ale fajnie, complement dostalam) A na to druga sasiadka: 
- Nie ma dzieci, stresow, meza to nie ma jak sie szybko zestarzec. Mialaby te wszystkie stresy to by inaczej to wygladalo. Jak milo co? ;) Pytam sie wiec
 – To wytlumaczcie mi, po co w takim razie ludzie maja dzieci? A na to sasiadka 
Musza! Musza! Kto bedzie placil podatki, na przyszle emeryturyjakby wszyscy byli tacy jak Ty.  (no to mnie przekonala – pomyslalam sobie hahah). 
 - No ale nie lepiej jest miec dzieci po glebokim zastanowieniu lub nie miec po zauwazeniu, ze moze to nie jest nasz wybor tylko presja spoleczna. Moze byloby mniej dzieci, i tak zyjemy dluzej, a lepsza jakosc w wychowaniu? Druga sasiadka odpowiedziala;
 – Mowisz lepsza jakosc, ale to mozna mowic o ludziach ktorzy planuja dzieci. Ci co wpadaja moze nie sa tak w to zaangazowani. Ja na to
 – Ale przeciez wiekszosc ludzkosci to wpadki.......... I znowu ten look – bezcenny;) Czesto mysle sobie, kiedy widze ten look, ze chyba wlasnie tak musial to doswiadczac Sokrates. Zadawal trudne pytania, ukazywal brak spojnosci i logicznosci i to bylo irytujace wsrod populacji, ktora nie chciala myslec. Bo wiadomo, jak zaczyna sie glebiej czlowiek zastanawiac to wowczas wszystko staje sie bardziej skomplikowane i wowczas znowu – wysilek sie klania. A kto chcialby sie dowiedziec, ze zyciowe wybory moze nie sa jednak jego? Tak jak w Matrixie, prawda moze nie byc atrakcyjna. Znowu ciekawe badania:












 Oczywiscie realistycznie byloby sadzic, ze dzieci przynosza duzo radosci i duzo stresu, jednak gloryfikacja, ze tylko taka forma szczescia i milosci jest najwieksza i najbardziej wartosciowa kompletnie mnie nie przekonuje. A na pewno jako jedyny sposob na zycie, bez ktorego zycie bedzie puste i bez znaczenia. Nie zapomnijmy o troche przyziemnym wyjasnieniu potrzeby posiadania dzieci – wiemy jaka jest biologia, znamy nature, ktora zacheca do rozmnazania. Dlatego towarzysza nam przy tym emocje, potrzeby, pragnienia a dziecko wyglada slodko i maluszko co ma na celu prawdopodobnie zwiekszenia szans, ze ktos sie zaopiekuje bobasem nalezycie itd, itd.. I naprawde nie mowie, ze jest w tym cos zlego, uwazam ze to fascynujace jak wszystko jest zorganizowane. Dla natury i przetrwania ludzkiego, oraz zawierania glebokich wiezi jak najbardziej wazne. Jednak jest znowu ta druga strona monety – jako ludzie mozemy dokonywac swiadomych wyborow, ktore sprawia, ze nie bedziemy niewolnikami biologii, ale konstruktorami przyszlosci. Juz mozemy, kiedys bylo ciezej, brak zabezpieczen itd itd.  Fajnie decydowac sie na dzieci swiadomie, ale Ci co ich nie maja nie powinni odczuwac, ze sa tredowaci bo dziecko powinno byc chciane i zaproszone na ten swiat z gotowoscia do sprostania wszelkich wyzwan. Swiadoma decyzja o posiadaniu lub nieposiadaniu dzieci jest oznaka wielkiej odpowiedzialnosci z dwoch stron - o nieodpowiedzialnej wpadce i pozniej "jakos przetrwaniu" nie mozna tego powiedziec. I ja zawsze podziwiam takie osoby, ktore wykonuja dobra robote, bo to jest bardzo wazna i ciezka praca. Ale w wiekszosci widze znudzenie, stresy, lub ucieczki od uczestnictwa w zyciu dziecka, niestety...... Jak juz mowilam - nie wierze, ze wszyscy maja takie same "hobby" ale kultura zacheca do tego.

Opowiem Wam jeszcze jedna historie i krotki tekst. Dzis zaslyszane od kolezanki, lat 36, po rozwodzie, bez dzieci. Slowa jej wlasnej matki: Jestes juz prawie 10 lat w tej Irlandii i nie osiagnelas nic, ani meza, ani dzieci. 
A takze ostatnio slyszalam oto taka historie. Kolezanka siedzi w Ameryce. Mowi mi ze tam posiadanie minimum trojki dzieci swiadczy o pozycji spolecznej. Wiec, jezeli masz jedno czy dwojke dzieci jestes widziana jako ta na nizszym szczeblu. Pewna prawniczka, na wysokim i waznym stanowisku posiada juz dwojke dzieci z mezem i nie mogla zajsc w trzecia ciaze. I zaczely sie hormony, sztuczne zaplodnienia a przez to tycie, szalenstwo hormonow i wiele cierpienia po to aby posiadac trzecie dziecko. I pomyslmy – ma dwojke dzieci, po co jej trzecie?? Po co meczyc swoj organizm psychicznie i fizycznie nie wspomne o pieniadzach, ktore moga byc wydane na dzieci ktore juz ma? Ano dlatego, ze tam posiadajac mniej niz dwojki dzieci ukazuje pewne uchybienie jak u nas nie posiadanie w ogole dzieci. Czesto nasze wybory i myslenie nie jest naszym wyborem i naszym mysleniem. Kiedys o tym mowilam – dopoki nie zlamiemy siebie, niezakwestionujemy siebie, swojej percepcji, swoich wierzen, a pozniej nie wyruszymy na eksploracje roznorodnosci – doglebna i drobiazgowa – wowczas nigdy nie staniemy sie wolni. Jezeli po wyprawie, po lamaniu sie z kazdej strony wrocimy do tego co przedtem – ale nigdy nie 100% tego samego bo kazde lamanie pozostawia slad wiedzy i wplywa na wiele innych czynnikow – wtedy mozemy byc bardziej pewni, ze zyjemy blizej prawdziwnego zycia, blizej prawdziwych nas, tego co chcemy i z czego bedziemy dumni. Nasze wybory zyciowe beda nas bardziej spelnialy i bedzie to odczuwalne: energia bedzie Was rozpierac. I bedziecie sie zastanawiac – skad ona sie bierze! Bo im blizej do prawdziwyego JA tym blizej do zrodla zycia. Wazne aby uczyc dzieci wsluchiwania sie w siebie a nie w podazaniu za zewnetrznym nawolywaniem. Moja kolezanka niestety boryka sie z brakiem aasertywnosci i sily przebicia wiec cierpiala po slowach wlasnej matki w milczeniu. Przykre....
Na dzis to tyle. Dokoncze nastepnym razem. Buziaki.

9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Iluż ja znajomych zweryfikowałam ich "brakiem czasu"... I jestem w kraju na stałe, a nie raz na pół roku. Co do dzieci, to te pytania z wiekiem zanikają. Społeczeństwo wierzące w jedynie słuszną drogę życia uznaje, że jestem już za stara i nie mam szans na męża ani za dziecko. Wygodna to sytuacja.
Pozdrawiam.
nosicielka samotności

Izabell pisze...

To mam jeszcze z10lat zdolności reprodukcyjnej więc jeszcze się naslucham:) pozdrawiam Nosicielko!

Anonimowy pisze...

A ja,spędziłam 1,5 miesiąca w Bieszczadach :) u znajomych,którzy prowadzą mała agroturystykę ,oraz u przyjaciółki ,która przeprowadziła się tam z dzieciakami z Gdańska:) Powiem Ci Izabell,że to było najwspanialsze wakacje jakie miałam w zyciu, mój mózg przeszedł taki reset,że to niewyobrażalne,był cały czas upał,mnóstwo słońca,gapiłam sie tylko w chmury i na góry,łaziłam non stop na boso i spotkałam ludzi dzieki którym wrociła mi wiara w ludzi i związki. Zobaczyłam że jest to mozliwe,tak po prostu,że istnieją ludzie ,którzy mysla tak jak ja i zyja po swojemu mając za nic konwenanse i zasady sztywniaków. Co do Twego postu,to mnie sie zdaje,że większosć nie ma ambicji, pasji,pomysłu na siebie i jedyna opcją,która usprawiedliwia ich bycie na ziemi,to posiadanie dzieci,mąż,żona,praca. oni czują sie bezpiecznie w kajdanach,bo zawsze na cos mogą zrzucić,że "nie zyja" tylko wegetują. Ja juz takich ludzi w ogóle nie słucham i omijam ich szerokim łukiem. Wiesz,to takie ciasne umysły, które muszą życ w jakichś ramach,bo wolnosc ich przeraża, wcale nie chca sami decydowac o własnym zyciu,bo to to ich przeraża.Ci którzy nie mieli dla Ciebie czasu,są najbardziej tchórzliwymi jednostkami,próbują pokazać jak to jest żyć "odpowiedzialnie" w ich mniemaniu,a nie tak jak Ty,bez zobowiązań itd. Ale powiem Ci,że mnie spotyka to samo,żyje jak chce,jestem sama z dzieckiem w sensie,ze w końcu dotarło do mnie,że lepiej byc samemu niz byle kim,i moja niby dobra kolezanka z kórą znam sie ze 20 lat,nagle zerwałą ze mna kontakt,a wiesz czemu? bo "wybrała rodzinę", zawsze gdy sie ze mna spotykała, przypominała sobie jak chciała życ, odczuwać itd.,ale gdy ze mna sie spotykała "odbijało jej" według jej męża i postanowiła zerwać ze mna kontakt. Trudno,współczuję jej i to wszystko. Poza tym jest jeszcze taka kwestia, ze wszyscy wokól maja rdzinki itd, i niechętnie zapraszaja takie osoby jak ja, "samotne" wg nich, bo mysla ze poluje na męża. Inna rzecz,ze ja mam słaby kontakt,z "normalnymi" kobietami, nie lubie babskich spotkań i tej smutnej gadki o facetach, tipsach czy pieluchach,nie odnajduje się w tym,zawsze dogadywałam sie z facetami, kolegami,a to nie jest mile widziane wsród moich koleżanek. Poza tym jak ostatnio obserwowałam te "normalne rodzinki" na spacerze niedzielnym, to zwymiotowac mi sie chciało, wszystko to ściema i pokazówka a w środku dno i kilo mułu.Byłam swiadkiem, jak moja przyjaciólka kłociła się ze swoim facetem,który naprawdę kiepsko ja traktuje ale na jej własne zyczenie po prawdzie i taki mnie nagle spokój ogarnal,ze mogę w każdej chwili wstać, nie tłumaczyc sie nikomu i pójśc dokąd chcę.Poza tym wiesz, ja skupiam się na moim synu w takim samym stopniu jak na sobie, uważam,ze stanowimy osobne osobowości,i życia i ja mogę tylko pokazywac mu różne mozliwosci i rozwijać jego umiejętnosci i dać poczucie bezpieczeństwa, ale nie uwieszam sie na nim, nie żyję jego zyciem tylko swoim.Poza tym w tych Bieszczadch spotkałam małzeństwo, które żyje jak chce razem, ida w tę sama strone, i bardzo sie kochają i szanują. Istnieja dobre związki. Jesli chodzi o mnie, to tak się od jakiegos czasu skupiłam dla od odmiany nad soba,że omało nie zauważyłabym że ktos sie do mnie dobija, próbuje dotrzeć :) dosłownie tydzień temu dotarło do mnie jak bardzo jest wytrwały, konsekwentny i pełen dobrej woli wobec mnie:) Pokazałam swoja twarz a on nadal chce mnie "poznac",to dziwne uczucie,bo nie przywykłam do czegos takiego. no ale spokojnie,co będzie to będzie. pozdrawiam,Agnieszka.p.s. wybierz sie w te Bieszczady,bo tam nie ma czasu :)

Izabell pisze...

Czesc Aga! witaj z powrotem! oh jak zazdroszcze (pozytywnie) Bieszczad! a mialam sie wlasnie zapytac czy mozesz dac namiary na ta znajomych agroturystyke, to sie moze wybiore w nastepnym roku, bo mysle o tym od pewnego czasu:) ja lubie takie ukryte zielone miejsca. i taka pogoda Ci sie w tym roku trafila! super!

Dokladnie, dokladnie zgadzam sie z tym wszystkim co napisalas. Tendencja jest taka, ze nikt nie stara sie wyjrzec z jaskini, zobaczyc ze jest inne zycie i wiele rzeczy ktore rajcuja, bo wola kajdany i to co znane. a potem taki czlowiek przekonuje sie, ze to jest wlasnie jego cel zycia, ale czemu nie widac tego w jego oczach? tej energii, pasji?

no to kolezanka niezla...naprawde przykre takie zachowania sa, no ale co robic...

a to trzymam kciuki za nowe emocje w nowej znajomosci! :) czekam na rozwoj wypadkow i opowiesci! pozdrawiam i sciskam!

Anonimowy pisze...

Chętnie dam Ci namiar.Mała wioska Smolnik co do szczegółów to wytłumaczę Ci wszystko jak już będziesz gotowa do drogi :)

Jasne, chętnie napiszę o moich nowych doznaniach,jak już się wszystko uporządkuje :) pozdrawiam,A.

Izabell pisze...

Super! Milego tygodnia!

amino qwas pisze...

Jak złamać siebie?Jak zmienić percepcję?

amino qwas pisze...

Jak złamać siebie?Jak zmienić percepcję?

Izabell pisze...

swiadomosc najpierw, siebie, mechanizmow ludzkich,
nauka uwaznosci co bedzie prowadzic do rozpoznywania momentow bledu,
przekierowanie na konstruktywne tor mysli, zachowan, emocji,
cierpliwosc i wytrzymalosc

chyba powinnam napisac o tym post :)