"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,

wszystko co po niej nastąpi

również stanie się lepsze. "


Paulo Coelho



sobota, 28 maja 2011

Barcelona - Viva La Vida!

Juz jestem. Po egzaminach – ostatnich. Skonczylam je dwa tygodnie temu I nadal nie moge sie zrelaksowac. Wszystko nabralo tempa…. Trzeba bedzie zadbac o przystanki, gdzie wysiade by sie wyciszyc I pomedytowac.

Moj ostatni egzamin przypadl na 13 maja I juz wieczorem bylam w drodze do Barcelony. Kolezanka zaprosila mnie I 6 innych kobiet do jej apartamentu. Same polskie kobity. Czulam, ze to moze byc dla mnie problem. Po pierwsze nie jestem group person – lubie sama podejmowac decyzje, sama dzwigac odpowiedzialnosc I robic co chce. Bo niby dlaczego nie? A takze jestem kiepska w tzw. common speech. Gadanie o rzeczach powierzchownych z wieloma heurystykami (uproszczeniami myslowymi) bardzo szybko mnie nuzy. Dlatego juz przygotowalam kolezanke, ze nie bede sie prawdopodobnie caly czas trzymac grupy I bede chciala sama polazic po Barcelonie. Uwielbiam sama podrozowac I sama na siebie liczyc. Uwaga, analiza, logiczne myslenie, poczucie, ze moge liczyc tylko na siebie – to co przeraza wielu, mi dodaje energii. Nigdy ludzi nie potrzebowalam by podrozowac, by czuc sie pelna enegii I szczesliwa. I tak mialo byc w Barcelonie. Jednak – tak jak myslalam – wiekszosci sie to nie spodobalo.

Jednak od poczatku – juz w drodze do Barcelony wywiazaly sie dyskusje, ktore doprowadzily mnie do bolu glowy. I tak rozmowy o zdradzie. Kolezanki w wiekszosci mowily o tym jak o chwili zapomnienia, ekscytacji I mozna to wybaczyc. Ja to rozumiem, inni moga a inni nie. Jednak mowienie o tym tak lekko jakby to byla najnormalniejsza rzecz na swiecie tylko przywiodla mi na mysl cytat, ktory gdzies przeczytalam – jest roznica pomiedzy jak jest I jak byc powinno. A o tym jak powinno byc mozna tylko intuicyjnie wyczuwac – bo do czego mamy odniesc to powinno? Siedzialam cicho – co generalnie robie jezeli nie jestem zapytana wprost lub widze, ze nie mam sily wdawac sie w podstawowa dyskusje. Ale zostalam zapytana. Wiec odpowiedzialam, ze sprawa jest skomplikowana – latwo powiedziec – to byla ekscytacja – ale dla mnie osobiscie z czegos ona wynika. Oczywiscie wynika z faktu, ze jestesmy ludzmi bleb le, ale czy to oznacza, ze jestesmy niewolnikami biologi? Im wiecej o sobie wiesz I dynamice pewnych zjawisk tym mniejszy ma to na Ciebie wplyw. I tak kiedy jestes swiadomy etapow zwiazku, zachlysniecia I spadku chemii I wiesz, ze to nieuchronne, wowczas po latach kiedy mloda sarenka pokaze nogi lub jurny byk pokaze swoje miesnie, nie bedzie tak latwo poleciec za tak plytkim, biologicznym bodzcem. Chociaz, czy jest on plytki? Jest przeciez bardzo silnym I idealnym narzedziem natury po to bysmy sie prokreowali. Swietnie zorganizowanym I bardzo iluzorycznym, abstrakcyjnym – dlatego dla wiekszosci nie do zaobserwowania I nie do skontrolowania, szczegolnie w sobie. Do tego potrzeba uwagi, ciaglej swiadomosci, glebokiego wenetrznego skupienia I jakis wlasnych wartosci. Czyli to co jest na swiecie w deficycie.

I tak ciagnelam swoj wywod, jednak kolezanki juz po minucie sie nudzily. Jedna zarzucila, ze za dlugo mowie, ze ona zapomina juz co miala mi powiedziec na poczatku I w srodku, ze to nie jest normalne tak dlugo analizowac. No wlasnie – pomyslalam – dlaczego mnie to nie dziwi… Uwaga… skupienie… wsluchiwanie sie a nie sluchanie powoduje, ze bedziesz pamietac I cierpliwie poczekasz I godzine jak ktos postawi kropke na koncu zdania. To zalezy od spokoju w Tobie, o tym czy jestes nastawiony na siebie czy na osobe z ktora rozmawiasz. Kolezanka jest make up artist – I na moje slowa, ze niestety to wszystko wlasnie jest skomplikowane I nie da sie powiedziec jednym zdaniem, to nie jest make up – zjawiska I dynamika sa complex. I tu uslyszalam zdanie stulecia – “a ja uwazam, ze makijaz tez jest complex”. Gosh….. gdybym nie miala doswiadczenia w obcowaniu z takimi typowymi tekstami….rece opadaja… Wiedzialam, ze to bedzie ciezki wyjazd – znowu odczuwalam ta ukryta agresje w rozmowie, ktora czulam przez 24 lata zycia w Polsce, znowu to poczucie, ze trzeba sie przepychac z wlasnym zdaniem, znowu ten brak dobrej woli by cel dyskusji byl objety na analizie I posunieciu sie dalej w rozumowaniu a nie na udowodnianiu wlasnej racji. Kiedys znana aktorka p. Kurowska bardzo celnie moim zdaniem okreslila polskie tendencjea – buraczano – pszenne, a dokladnie kraj buraczano - pszenny. Haha usmialam sie po pachy…

Wrocmy do Barcelony – mielismy tam spedzic trzy dni. Pierwszy dzien podzielilismy sie na grupy – jedni poszli na plaze, inni na zakupy a moja grupa na zwiedzanie. Rozmowy w domu czy przy sniadaniu pierwszego dnia toczyly sie tylko na temat ciuchow, jaki kolor paznokci jest teraz fashionable, jaka jest roznica pomiedzy depilacja brazylijska a kanadyjska. Czulam sie taaaaaaak znudzona… nigdy nie potrafilam I nadal nie potrafie o tym rozprawiac. Tutaj chyba meska czesc mnie jest silna, bo naprawde dla mnie wchodzac do sklepu sekunda oznacza sekunde. A kolezanki znikaly w otchlaniach sklepu na godzine. Przy sniadaniu sluchalam tylko jak to trzeba sie malowac by o siebie dbac, ze kolezanka ktora tego nie robi powinna to robic, bo lepiej wyglada…. Jejku – myslalam sobie – pogadajmy o hiszpanskiej kulturze, albo o sztuce albo o tym jak powstaja gwiazdy, please!!!

Bylam juz raz w Barcelonie 3 lata temu. Pamietalam slynna ulice La Ramblas, pamietalam Sagrada Familia. Moja grupa liczyla trzy inne dziewczyny I niestety nie czulam jakby dotykala kultury do dna. Grupa ma swoja specyfike – czlowiek czuje sie bezpiecznie, jednak odgradza go to od bezposredniego poznawania ludzi z innej kultury, poniewaz grupa takze odstrecza pojedynczych ludzi od zaczecia rozmowy, chocby na ulicy. A takze w grupie – czy to ktos zauwazyl czy nie – uwaga jest rozproszona pomiedzy czlownkow grupy, na wymiane slow, pewnego przywiazania poprzez wspolne podrozowanie. Dla mnie osobiscie jedna osoba to max, jezeli chce z kims podrozowac. I tak mialam ciekawa sytuacje. Wracajac autobusem do domu odeszlam od grupy trzech kobit I usiadlam od nich dalej na wolnym miejscu. Obok mnie siedzial starszy czlowiek. Cos zaczal do mnie mowic po hiszpansku, poniewaz w Hiszpani bardzo malo ludzi mowi po angielsku. Nagle jego noga, ktora byla najblizej mnie zaczela drzec. Cos powiedzial, nic nie zrozumialam doslownie ale wyczulam, ze mnie przeprosil. W ogole to bylo dziwne… Przez caly pobyt w Barcelonie, rozmawialam z hiszpanami, nie rozumialam ani slowa, ale domyslalam sie o co chodzi z polaczenia brzmienia, ruchow ciala I mimiki. Niebywale… Czy posiadamy jednak kolektywna pamiec jak Jung sugerowal? Czy jest to podobne brzmienie czesci jezykowych z powodu laciny? Bedzie to poddane pod test kiedy pojade do Chin J.

Wiec moj hiszpanski wspolrozmowca zakonczyl dlugi wywod po hiszpansku czekajac na odpowiedz. Spojrzalam sie niewinnie mowiac, no Spanish, English. Ku mojemu zaskoczeniu uslyszalam perfekcyjna angielszczyzna – English? no problem!.
Ah – jak ja uwielbiam wlasnie takie momenty! Rozmawianie z obcymi, na ulicy, w autobusach, a szczegolnie z takimi, ktorzy sa otwarci I opowiadaja o swoim zyciu. Kiedy podrozuje sama bardzo czesto mam takie sytuacje. To jeden z plusow podrozowania samemu (lub max z jedna osoba!). I tak dowiedzialam sie ze rozmawiam z czlowiekiem z Argentyny, ktory mieszkal 30 lat na Florydzie I w Los Angeles . Mowil, ze mial swietne zycie I ze byl “bad boy”. A teraz placi za to cene. Jest sam, nie ma dzieci, nikogo bliskiego tylko rodzicow. Zapytalam sie co sie stalo z noga – powiedzial, ze to Parkinson. Cala prawa strona od czubka glowy do palcow. Mowi, ze oglada czasami TV a tu nagle cala prawa strona zaczyna mu sie trzasc. Powiedzial, ze to jest tak naprawde jedna z  gorszych wiadomosci, bo najlepsza jest taka, ze nie ma to afektu na jego mozg I narazie jest stabilnie. Wiec stara sie nie tracic ducha. Mowil, ze Barcelona jest szybkim miastem, a on juz jest za stary na to. Wraca do Argentyny, do rodzicow by tam pozostac do konca.
Widzicie – zawsze jest cena za przyjemnosc, jezeli ciagle zyje sie na hedonistycznych popedach – niektorzy zaczynaja to rozumiec kiedy sila I mlodosc mija – inni umieraja nieswiadomi, inni rozumieja to od poczatku.

Gdybym trzymala sie na srednicy grupy, prawdopodobnie ten czlowiek nie zaczalby rozmowy I nie poznalabym kolejnej unikatowej ludzkiej historii. Zreszta nie byla ona jedyna.

Plan na wieczor byl taki, ruszamy w miasto na tance I swawole. Ja od poczatku mowilam, ze ide na salse, ze nie ide na zadne dyskoteki. Kolezanka miala miec przy okazji wieczor panienski. Wszyscy dowiedzieli sie o tym w drodze do Barcelony. Moj zamysl od poczatku byl celebracja ukonczenia szkoly I moich urodzin w Barcelonie I to kolezance powtarzalam. A ona nie lubi salsy, wiec powiedzialam, ze ide sama, nie ma problemu. I tu zaczely sie schody – nikomu nie podobalo sie, ze chce isc sama I typowe teksty, ktore mialy wywolac we mnie presje I mnie zlamac zostaly wyrzucane jak z karabinu maszynowego. A to, ze jestesmy w grupie wiec powinnysmy trzymac sie razem, a to ze ze wzgledow bezpieczenstwa, a to ze jest kolezanki wieczor panienski. Nie ugielam sie – bo nie widzialam powodu. Podrozowalam po Ameryce sama I o bezpieczenstwo umiem sama zadbac. Poza tym nie mam 15 lat I jezeli ma cos sie stac to moze stac sie I w drodze do pracy. Tym bardziej sie zdenerwowaly I trzy w jednym momencie darly sie na mnie w taksowce jak trza! Mam dosc doniosly glos I z latwoscia potrafilam dac im na rowni, jednakze wowczas zrozumialam na jakim poziomie reakcji jestem. W trakcie wscieklego ich ataku I mojego mocnego odbijania w ogole nie czulam sie zla, wsciekla czy chocby wkurwiona. Na zewnatrz widzielibyscie dziewczyne ktora argumentuje I podnosi glos, jednakze w srodku sie….. smialam. To bylo dla mnie zabawne. Odrazu cofnelam sie do przeszlosci w tym momencie – ja w szkole, jednej I drugiej, na podworku w pracy w Polsce. Ta czesc mojego zycia, ktora nazywam ciemna. Znowu, jak 10 lat temu ja jedna odbieram ataki kilku osob. I jak wtedy czulam nienawisc teraz czulam rozbawienie. I ta klotnia nic we mnie nie pozostawila. Przeminela jak burza.

W jednej z ksiazek Osho Dojrzalosc – odpowiedzialnosc bycia soba czytam pewne slowa na temat Buddy:

Jesli uderzysz Budde, bedzie on cierpial bardziej niz ty, jesli ktos cie uderzy. Budda jest nieskonczenie wrazliwy wrazliwoscia platka lotosu. Twoj kamien spowoduje glebokie cierpienie. Oczywiscie bedzie go swiadomy, oczywiscie bedzie mial do niego dystans, bedzie ponad to - obserwujac co sie stanie, nie stanie sie jego uczestnikiem, bedzie jak mgla, ktora otacza to wszystko, co sie wlasnie przydarza. 

To takie dziwne.... niby sie jest a sie nie jest, niby boli a nie boli.... dziwne....I dokladnie to czulam we mnie – paradoks, rozdwojenie, widzenie siebie, innych I sytuacji. Ale roznica byla taka, ze nie czualm bolu, czy smutku, czy wscieklosci. Tylko smiech. Moglam zachowac sie jak rozumiany przez powszechne myslenie psycholog. Bo to slyszalam co kazdy krok – jestes psychologiem, to powinnas to I tamto, jestes psychologiem to powinnas zrobic to I tamto, powinnas przelamac sie, ustapic. To jest chyba rzecz, ktora jeszcze mnie irytuje – teksty ludzi, ktorzy czytaja pop-psychologie I potem sa przekonani, ze sie psychologia interesuja. Ludzie, ktorzy nic nie wiedza na temat roznicy pomiedzy psychologiem a psychoterapeuta, a wiedza najwiecej jak takowy ma sie zachowywac. Laczenie zawodu psychologa z misja ksiedza, ktory ma ciagle gladzic ich ego by czuli sie dobrze, nawet na prywatnym gruncie. Uslyszalam nawet od kolezanki ze dla niej wszyscy psychologowie to szarlatani bo wiekszosc ma duze problemy ze soba I wiedza duzo o innych a nic o sobie. Zero wiedzy, zero zrozumienia – glupota ludzka. Tak, to mnie irytuje. To tak jakbym ja wypowiadala sie na temat fizyki kwantowej czytajac uproszczone ksiazki dla poczytnej gawiedzi. Tekst kolezanki – jestes psychologiem, powinnas zrozumiec wywolal we mnie prosta odpowiedz – dokladnie, rozumiem, ale to nie oznacza, ze sie zgadzam ze stanem rzeczywistym. Uczas sie, na temat bystander effect, czyli braku reakcji wiekszosci na sytuacje wymagajaca tejze reakcji jednak osobiscie zagrazajaca, nie oznacza, ze ja bede takze stac I nic nie robic. Albo uczac sie na temat halo effect czyli przeciagniecia jednego aspektu na temat osoby na cala jej osobowsc (czyli byla mila raz to juz jest oceniana jako mila I dobra osoba  I zawsze bedzie zachowywac sie tak milo), nieoznacza, ze sie z tym zgadzam I ze bede to stosowac. Jak to ktos powiedzial – jest roznica pomiedzy JAK JEST I JAK BYC POWINNO. Takie rzucane uproszczenia myslowe byly rzucane przez kolezanki co drugie slowo – niestety nie potrafilam tego wytrzymac. Po jednym dniu odlaczylam sie od grupy, o czym I tak jednej mowilam, ze to sie stanie, predzej czy pozniej.

Ale jeszcze nie zakonczylam tematu imprezy. Po klotni w taksowce skierowalismy sie do klubu. Szlam na koncu. Podeszla kolezanka I pyta co sie stalo w taksowce. Mowie, to co mialo sie stac, ja chce isc na salse I moge isc sama. A ona ze dlaczego sie nie zlamie dla kolezanki panienskiego. Ona tez nie wiedziala, ze jedzie na panienski. A ja jej na to, ze dlatego iz nie przyjechalam tu na panienski I przygotowalam kolezanke ze ide na salse. Wiec dla niej nic nowego. W ogole nie mozna Cie przekonac – odpowiedziala z ta podszyta agresja w glosie. A dlaczego mialabys? Czy ja Cie przekonuje bys zachowywala sie tak czy siak? Wciskam Ci na sile presje? Odeszla.

To jest nastepny temat, ktory mnie nurtuje. Kiedy wypowiadam sie na rozne tematy nie mowie nikomu – masz zrobic to, przelam sie. Moja forma wypowiedzi zawiera stwierdzenia typu – moim zdaniem, jak zrobisz to czy tamto, to konsekwencje beda takie czy tamte, Ty wybierasz. Wypowiadam swoje slowa NIEINWAZYJNIE. Jezeli ktos ma ochote isc samemu pozwiedzac miasto – prosze bardzo. Nawet jakbym byla tylko ja I druga osoba, I ta druga chcialaby sobie sama gdzies pojsc – to cholera droga wolna – nie ma parcia czy zobowiazania, ze ma sie do mnie przykleic. Jednakze ludzie nie sa przyzwyczajeni do wolnosci. Wiaza sie tysiacami wymagan, ktore pochodza z uspoleczniania I ktore osobiscie nie uwazam za madre I wymagaja by inni takze cieszyli sie ze siedza w klatce. Uwazam sie za osobe bardziej wolna niz mniej. Umiem byc sama I nie jest mi zle kiedy tak jest. Nie ma dla mnie roznicy czy ogladam zachod slonca sama czy z kims – odbieram go tak samo pieknie I majestatycznie. Tak samo cieszy I tak samo czuje sie szczesliwa. Bo widze POZA schematy, bo odczuwam POZA granice spoleczne. Ale jak wiemy, swiat nie lubi ludzi wolnych bo naruszaja porzadek. Trzeba wtedy stanac w twarz z inna mozliwoscia spojrzenia I zycia a takze wlasnego niewolnictwa. A to boli.

Po krotkiej dyskusji odwrocilam sie plecami do grupy by spojrzec w niebo I ksiezyc, ktory lsnil tak mocno I byl tak piekny. To zawsze daje mi energie – niebo, w dzien czy w noc. Czy to piekne biale chmury, niebieskie niebo czy gwiazdy I Luna – Moja Siostra. Tam czuje, ze przynaleze. Odwrocilam sie po minucie z powrotem i…. dziewczyn nie bylo. Pusto. Domyslilam sie, ze prawdopodobnie weszly do klubu obok ktorego stalam. Zajrzalam przez okno – muzyka hiszpanska ala umca umca. Ale zaraz uslyszalam bachate w drugim klubie. Decyzja byla szybka – I weszlam tam gdzie serce mnie wiodlo.

Usiadlam na krzesle obserwujac ludzi. Salsa world jest specyficzny. Gdziekolwiek jestes na swiecie dzielisz ta sama pasje z ludzmi z innych kultur I odrazu czujesz sie jak u siebie w domu. Nie ma tam alkoholu, jest tylko taniec, pasja. Odrazu poznajesz duzo ludzi, tanczysz z wieloma ludzmi – czujesz sie zaopiekowana – jezeli jestes otwarta na to wszystko. I tak tam sie czulam, bo jestem otwarta. Nie mam paranoi rodu z horroru.  Kupilam drinka I rogladalam sie po wystroju. Na scianie migaly male swiatelka. Przypominaja mi gwiazdy – pomyslalam. Odwrocilam sie w druga strone I oniemialam. Nad barem wisiala wielka kopula ksiezyca! Znowu to zrobiles – szepnelam w sobie do swojego Stroza (ktory jestem przekonana jest stary I pomarszczony I ma ze 100 latJ). Wiedzialam, ze jestem w domu I nigdzie sie stamtad nie ruszam!

Byla to jedna z fajniejszych nocy! Wytanczylam sie, wybawilam, ludzie mnie zaczepiali by pogadac, bo widzieli, ze jestem sama. Poznalam dziewczyne z Bialorusi, jedyna blondynke wsrod ciemnookich I ciemnowlosych hiszpanow. Serce mi roslo. Czulam sie szczesliwa. Bawilam sie do 7 rano. Pare razy przeszlo mi przez mysl, ze powinnam poszukac dziewczyn. Pewnie zastanawiaja sie gdzie jestem. Poza tym nie znalam adresu do naszego mieszkania. Ale to wszystko wydawalo mi sie najmniejszym problemem jaki doswiadczylam w swoich podrozach. Bawilam sie tak dobrze, ze nie chcialam tego przerywac. I tak o 7 rano stanelam w swietle wschodzacego slonca,wsrod hiszpanskiego ludu I pomyslalam – ah… kocham Cie Zycie!
Nie wiedzialam gdzie jechac – ale to niebylabym ja gdybym zostala calkowicie bez magazynu nabytych wiadomosci w swoim mozgu. Zaczelam analizowac – to co takie tygryski jak ja lubia najbardziej. Pamietalam, ze podczas zwiedzania, kiedy juz wracalysmy, weszlysmy do autobusu numer 9. Tam rozmawialam z Bad Boy. Byl to plac Universitat. Weszlam wiec do taksowki I poprosilam na ten plac. Weszlam do autobusu I oczywiscie wdalam sie w mila pogawedke z kierowca. Taka hiszpansko – migowa pogawedke. Mowilam mu, ze nie jestem pewna gdzie wysiasc, ze pamietam tylko budynek przy apartamencie, ktory wygladal jakby go oblano biala farba, a zacieki byly zrobione z metalu. Utknal mi ten budynek w glowie, byl charakterystyczny. Oczywiscie taksowkarz mnie nie rozumial, ale byl cierpliwy I cos tam staral sie zalapac. Usiadlam wiec po prawej stronie I obserwowalam domy by wyjsc w odpowiednim momencie. W koncu wywiozlo mnie gdzies, gdzie nic nie rozpoznawalam. Budynku takze nie zauwazylam po drodze. Postanowilam wrocic. Cale szczescie autobus robil kolo. Tym razem po krotkim czasie zauwazylam znany budynek, Bingo! Okazalo sie ze pomylily mi sie strony I kierunki, jakbym siedziala po lewej stronie to bym zauwazyla budynek. Wypite wczesniej drinki takze mi nie pomagaly haha. Wysiadlam wiec zadowolona I pobieglam do apartamentu. Weszlam do srodka. Kolezanki zdziwione jak udalo mi sie wrocic. Jedna zaczela mowic jak sie martwily, bo ja tam sama I bez pieniedzy. Ale jak bez pieniedzy? – odparlam. 
Widzicie? – to jest przyklad pomyslow, idei, schematow bioracych sie tylko I wylacznie z wlasnych strachow, bolaczek I mysli, ktore znowu byly zaszczepione przez wiele zrodel; rodzicow, media etc etc. Dlaczego pierwszy pomysl to przekonanie, ze bylam bez pieniedzy??? Jak na zdrowy chlopski rozum, osoba ktora idzie na impreze nie bierze ze soba pieniedzy. I jeszcze sam fakt – JA, racjonalna jednostka, ktora wiedzac ze jest sama, to ma miec odlozona kase na taksowke chociazby – how come mialabym to wszystko przepic????

Z tego wszystkiego najbardziej moglabym czuc sie urazona brakiem wiary w moja inteligencje. Albo w ogole brakiem zauwazenia faktu, ze  - sorry – glupia nie jestem I rzadne impulsy nigdy calkowicie mnie nie zaslepialy I nie zaslepiaja. A takze fakt, ze dwie kolezanki z szesciu znalam osobiscie (reszta byla mi obca) I po moich wyjasnieniach przez tyle lat kim jestem, jak dzialam etc etc byly jak grochem o sciane. Wkurzajace jest to, ze chcesz by ktos Cie poznal, wiedzial kim jestes, jak dzialasz, robisz co mozesz by osoby nie byly urazone lub wystraszone moim zachowaniem, slowami czy reakcja, a one tak jakby znaly mnie od wczoraj. Powtarzalam tysiace razy, ze mi sie przyklejaja do mozgu rozne rzeczy, widze pewne szczegoly, koduje wiele rzeczy – nawet przy zwyklym pojsciu do sklepu. Jestem obserwatorem, analitycznym umyslem, ktory nie jest bierny w istnieniu – jak ide po ulicy to mysle, ze ide po ulicy – lewa noga, prawa – patrze jak inni chodza – tak dzialam. Jestem swiadoma rzeczy, ktore sa automatyczne I o ktorych ludzie nie mysla, bo wlasnie sa automatyczne. Jestem swiadoma swojej nerki, chociaz mnie nie boli. Zakodowalam punkty podczas zwiedzania, plac Universitat, autobus numer 9, budynek jak oblany farba I wiele innych rzeczy. Gdybym nawet tego nie zapamietala, zawsze uwazam, jest wyjscie z sytuacji. Gdybym nie wiedziala jak wrocic, poszlabym do internetu I wyslala smsa z internetu – co to za problem! Kolezanki byly zaskoczone – a co masz numery telefonow w internecie? Kurcze – oczywiscie ze mam, bo wlasnie jak ktos logiczny to jest za wczasu przygotowany na wiele ewentualnosci. A nawet jakbym nie miala, to bym I tak cos wymyslila. Nie bylam w Afryce tylko Europejskim kraju – ludzie!

A propo kodowania – opowiadalam swojej mamie o moich przygodach I jak szwendalam sie sama po Barcelonie. Okazalo sie, ze moja mama to tez maszyna do kodowania. Teraz wiem, po kim to mam hehe A myslalam, ze malo po niej odziedziczylam. Albo tak mi wygodniej myslec, z powodow juz tu przeze mnie przedstawionych nie raz. Jedan ciekawie bylo sluchac, jak odnajduje droge nawet po 10 latach poprzez punkty zaczepne – tutaj stal ten budynek, a teraz jest inny, a tutaj jest to drzewo, nadal tu stoi. I w ogole sie na tym nie skupia, przyczepia sie jej do mozgu. Tak jak I mi :)

Wracajac do sytuacji – nasluchalam sie jak to sie o mnie kolezanki martwily, czy zyje, jak wroce itd. No wlasnie…. Martwily. Teraz pytanie – czy jak sie o kogos martwisz, to czy to rowna sie z ograniczeniem swobody tej drugiej osoby I przy tym zmniejszeniu Twojego stresu?? Bo tak to kolezanki rozumialy. Doceniam martwienie sie o mnie itd, jednak to nie oznacza, ze mam nagle zmienic cos co sprawia mi frajde I czego ja sie nie boje. Doskonale mozna to przyrownac do rodzica I dziecka. Rodzic sie martwi cale zycie o swoje dziecko. Taka Martyna Wojciechowska – podrozniczka – jakos tez musiala zaczynac. Rodzice sie bali nie raz I nie raz byla w niebezpieczenstwie – ale czy milosc to ograniczenie swobody bo sie rodzic martwi???? To rezygnacja z tego kim sie jest bo sie ktos martwi?? Niestety Free Spirits tego nie lubia, a ja na pewno nie odbieram tego jako milosc do mnie. Rozumiem poczucie strachu o druga osobe, ono tam bedzie I nienalezy sie jej wypierac, jednak to ja musze sobie z tym poradzic I dac drugiej doroslej osobie wolnosc wyboru co do swojego zycia. Moge porozmawiac, ostrzec lub opowiedziec o tym jak ja to widze, jednak na pewno nie wywolywac presji. Dlatego nie podobalo mi sie ich martwienie.

I teraz spojrzmy na to wszystko co napisalam – czy tak mysli przecietny czlowiek??? Normalny??? I tak polowe z tego co mysle, jeszcze tu nie wu£uscilam. Lubie takie porownanie: z mojej glowy wyrasta drzewo o tysiacach galezi, czesto poplatanych, jedna galaz wychodzi z drugiej i laczy sie z trzecia lub ta sama. Tak widze swiat, taka zlozonosc zjawisk obserwuje – ale jak to udowodnic kiedy to wszystko jest abstrakcja, plynna jak mleko. I tym zajmuje sie wlasnie psychologia! To wlasnie stara sie zrobic – zmierzyc I dac dowody na zjawiska, ktore sa wynikiem jakiejs dynamiki mikroskopijnej. Psycholog zajmuje sie obiektywnym mierzeniem takich zjawisk poprzez rozne narzedzia obiektywne – naprawde robiac statystyki nie musze znac siebie gleboko. Zyczylabym sobie by w koncu ludzie, szczegolnie moi znajomi, pojeli najprostsze fakty. Chca osobe, ktora musi siebie sama analizowac doglebnie I wtedy innych, poprzez wlasna intuicje, poprzez wlasna obserwacje – niech idzie do psychoterapeuty.
Ale ja optuje za psychologiem psychoterapeuta – wieksze prawdopodobienstwo widzenia szklanki I pustej I pelnej - obiektywnie I subiektywnie.

Nastepne 2 dni w Barcelonie spedzilam sama. I to byly najlepsze dwa dni ever! Pojechalam do Parku Gudiego – bylo surrealistycznie. Jego dreamy art I jeszcze artysta grajacy na dziwnym instrumencie jakas surrealistyczna muzyke. Ludzie rozmawiajacy ze mna – jedna kobita robila mi zdjecia I kazala zakrzyczec La Vida! Haha
Jak tu czuc sie samym? Jak sie ma swiat w sobie – nie jest sie nigdy samym. To jest wolnosc – istnieje sie w swiecie tylko dlatego by sie wymieniac ale nie by wypelniac pustke. Moze to wlasnie jest mniej egoistyczne? Moze wlasnie to jest emocjonalny rozwoj na wyzszym poziomie, o ktorym Medrcy przez wieki rozprawiaja?

Wspomne jeszcze tylko w skrocie zakonczenie wycieczki: kolezanka zatrzasnela klucze do domu i spoznilysmy sie na autobus do Girony. Musialam skakac przez balkon od sasiadki by otworzyc drzwi. Musialysmy lapac taksowke - 200e! bo to godzina od Barcelony, by dostac sie na samolot. I wyborazcie sobie teraz komedie - 40 min do wyjscia a kobity co robia? Jedna naklada trzy warstwy makijazu przez pol godziny, a druga myje wlosy godzine, by pieknie wygladac! W samolocie! Bo moze spotkac kogos fajnego i trzeba byc przygotowanym! Ja tylko lezalam na sofie i ponaglalam dziewczynki. Przez to spoznilysmy sie prawie na samolot, bylysmy normalnie minute przed wylotem. I wez tu nie zwariuj! ;)

Wkleilam pare zdjatek - viva La Vida!!!!

http://travel.webshots.com/slideshow/580266959zqfjvk



niedziela, 8 maja 2011

Zapisalam w czerwonym notesie....

"Podstawowym problemem w milosci jest stanie sie na poczatek dojrzalym. Wtedy znajdziesz dojrzalego partnera, wtedy ludzie niedojrzali nie beda Cie w ogole interesowac. Tak to jest (..). 

"A gdy dwie dojrzale osoby laczy milosc, pojawia sie jeden z najwiekszych paradoksow, pojawia sie cos wspanialego: sa oni ze soba ale jedoczesnie sa calkowicie sami. Sa ze soba tak bardzo, ze niemal stanowia jednosc, ale ta jednosc nie niszczy wcale ich indywidualnosci.(...)

"Gdy nie ma w Tobie milosci, prosisz druga osobe aby Ci ja dala: jestes zebrakiem (...)"

"Milosc jest luksusem, jest obfitoscia. Ma w sobie tyle zycia, ze nie wiesz co z nia zrobic, wiec zaczynasz sie dzielic. W Twoim sercu pojawia sie tyle piosenek, ze musisz zaczac je spiewac czy ktos slucha czy nie." 
"Wtedy milosc nie jest zwiazkiem, lecz stanem".

Osho - Dojrzalosc: Odpowiedzialnosc bycia soba. 

Milosc jest w nas...niezalezna....Kochamy wtedy kiedy mamy jej w sobie za duzo....
Izabell

poniedziałek, 2 maja 2011

Into the wild - polecam film....

Slysze ten krzyk wolnosci... ta piosenka wyjatkowo porusza.... Melancholia....pewne zmeczenie rzeczywistoscia, cywilizacja.... Skad ja to znam...W koncu czesto sama sie chowam.....
Choc bohater generalnie ucieka i to jest jego klatka. Zle sie do wolnosci przygotowal... Bo wolnosc to jednak latwa nie jest....





Oh it's a mystery to me.
We have a greed, with which we have agreed...
and you think you have to want more than you need...
until you have it all, you won't be free.


Society, you're a crazy breed.
I hope you're not lonely, without me.

When you want more than you have, you think you need...
and when you think more then you want, your thoughts begin to bleed.
I think I need to find a bigger place...
cause when you have more than you think, you need more space.

Society, you're a crazy breed.
I hope you're not lonely, without me.
Society, crazy indeed...
I hope you're not lonely, without me.

There's those thinkin' more or less, less is more,
but if less is more, how you keepin' score?
It means for every point you make, your level drops.
Kinda like you're startin' from the top...
and you can't do that.

Society, you're a crazy breed.
I hope you're not lonely, without me.
Society, crazy indeed...
I hope you're not lonely, without me
Society, have mercy on me.
I hope you're not angry, if I disagree.
Society, crazy indeed.
I hope you're not lonely...
without me.

sobota, 16 kwietnia 2011

P£ec psychologiczna

    Na drodze poznania siebie nalezy zadac szereg pytan I spojrzec z wielu katow. Pytanie JAK JESTEM SKONSTRUWANA/Y jest jednym z podstawowych, jednak Ci ktorzy lubia wiedziec takze dlaczego? co sprawilo, ze tak sie stalo musza wykonac dalsza prace wglebiania sie w swoje wspomnienia I mysli. Kazde odkrycie jakiegos aspektu o sobie powoduje w takich ludziach jak ja energetyczny dreszcz. Jest to radosc poszukiwacza, ktory przybliza sie do skarbu, ktory w moim przypadku jest zrozumienie siebie, a potem swiata. Ale to szczescie jest droga, nie ma drogi do szczescia. Samo poszukiwanie jest dla mnie wlasnie takim szczesciem.


    Ostatnio natrafilam na bardzo ciekawy temat, ktory dodaje nastepna teorie do pytan na temat uksztaltowanej osobowosci – p£ec psychologiczna. Jest to struktura utworzona w procesie socjalizacji (sex-typing). Mianowicie, pewne tendencje, ktore zostaly nam wtloczone poprzez wychowanie, przekazy slowne, postawy innych, ktore obserwowalismy I powielalismy. Na przyklad kiedy kobieta slyszy, ze dziewczynka powinna pomagac, nie odpowiadac nie pytana czy wykazywac duza wrazliwosc, wowczas takie moze miec tendencje w dalszym zyciu. Natomiast kiedy chlopcy przez lata slyszeli, ze “chlopaki nie placza”, lub ze chlopak to musi byc silny I wtedy osiagnie sukces w zyciu, wowczas takie dziecko moze powielac takie tendencje I np. miec problemy w okazywaniem emocji. Co powszechnie mozna zaobserwowac. Aczkolwiek moze stac sie takze odwrotnie, dziewczynka jest bombardowana afirmacjami sily I sukcesu, wtlaczana w wiare we wlasne sily I radzenia sobie ze wszystkim. A chlopak moze byc uczony, by zawsze pomagal innym, by byl wrazliwy, szczegolnie dla kobiet, bo to slabsze istoty. I taki chlopak np. w przyszlosci moze miec problemy z powiedzeniem “nie” I ustawieniem pewnych granic, a silna kobieta moze miec problemy z wrazliwoscia. Rozne moga byc konfiguracje I rezultaty. Nie doszlismy w wiedzy jeszcze do takiego momentu ze mozemy okreslic ile biologii, genow, wplywa na nasze ksztaltowanie a ile wychowanie I kultura. Obowiazkiem kazdego poszukiwacza jest znalezienie wlasnych schematow I konfiguracji. Ja zabralam sie za siebie dawno temu I nadal to kontynuuje. Plec psychologiczna dostarczyla mi wielu punktow do analizy. I tak…


…. zawsze mnie zastanowialo jak to jest mozliwe, ze moja matka, wieczna ofiara losu, placzliwa I wpajajaca mi posluszenstwo w stosunku do ludzi I autorytetow nigdy nie osiagnela celu. A takze to uczucie ktore wylapywalam w sobie; ta irytacja na jej nadwrazliwosc I brak konkretnych dzialan by zmienic nasz los. Takie poddanstwo…. Odkad pamietam, nigdy tego nie lubilam.Kumulowalam frustracje. Pozniejsze dorosle zycie przynioslo nastepne weryfikacje. Zwiazki, przyjaznie przynosily te same emocje jezeli chodzi o nadwrazliwosc lub brak sily do podejmowania okreslonych decyzji. Przyjazn jest innym tworem niz milosc, wiec tutaj mam duzo wiecej tolerancji. Najgorzej bylo w zwiazkach – tutaj wymagalam (I nadal tak jest) duzo wiecej. Takie cechy jak konsekwencja, wytrwalosc, przelamywanie sie, nie poddawanie i nie podleganie sytuacji czy wplywowi ludzkiemu jezeli prowadzi to do glupoty a szczegolnie z celu gromadzenia sobie sojusznikow -  to wszystko mialo I ma dla mnie ogromne znaczenie. I wiele lat czulam sie winna ze tak wlasnie jest, dopoki przestalam sluchac “swietych krzykaczy”. Wina wynikala z wiecznego  odbijania sie mojej osobowosci od polskiej kultury I srodowiska. To mnie kaleczylo I czulam sie winna.Nawiazujac do wtlaczanych nam postaw kobiecych I meskich patrzac teraz na te cechy, ktore wymienilam powyzej widze jak bardzo nie pasuja do….kobiety. Oczywiscie teoretycznie. Do wizerunku kobiety rozumianej przez nasze spoleczenstwo. Polska nie jest odosobniona, ale pozwole sobie skupic sie na rodowej ziemi bo tam sie wlasnie uformowalam. Odnosze analize do siebie w tym tekscie.

   A wiec wpadl mi w rece test, ktory mial okreslic moja plec psychologiczna. Zwrocil moja uwage – jak ja to mowie – przykleil mi sie do mozgu – a to zawsze oznacza, ze mam sie temu przyjzec. Sandra Bem, badacz spoleczny,  okreslila cztery kategorie cech psychicznych w nawiazaniu do plci. Pod uwage zostaly wziete cechy typowo kobiece okreslone przez badaczke, ktore sa opisywane w stereotypach: dla kobiety jest to empatia, rozwiazywanie konfliktow, cieplo, wsparcie, zorientowanie na innych. Dla mezczyzn takie cechy to analityczne myslenie, sila, brak okazywania emocji, skupienie sie na problemie a nie emocjach, lepsze opanowanie itd. I tak cztery kategorie to:


1)      Osoby określone seksualnie: charakteryzują się one cechami typowymi dla ich płci; są to tzw. „męscy mężczyźni” i „kobiece kobiety”;
2)      Osoby krzyżowo określone seksualnie czyli wykazujące cechy przeciwne dla ich płci biologicznej:„męskie kobiety” i  „kobiecy mężczyźni";
3)      Osoby androgyniczne: można u nich zauważyć duże nasilenie cech zarówno kobiecych, jak i męskich, niezależnie od płci biologicznej;
      4)      Osoby nieokreślone seksualnie czyli takie, u których w niewielkim stopniu zostały określone cechy zarówno kobiece, jak i męskie.

Zaznaczam jeszcze raz – nie chodzi tu o plec biologiczna, ktora okresla orientacje seksualna, a psychologiczna, czyli nabyte cechy powszechnie okreslone za kobiece lub meskie. Mozna sie dowiedziec jakie cechy w procesie socjalizacji a takze pewnie tendencji genetycznych (bo nie wszyscy przyjmuja wszystko) przyjelismy do struktury swojej osobowosci I zachowan.

No I zrobilam sobie ten test…. I nastepna kurtyna spadla z moich oczu. Nastalo swiatlo w tym temacie.

Moj rezultat to 66% meski typ, 40% kobiect typ, 47 androgyniczny. 

Kurcze…. Jestem psychologicznym facetem jak widac. Jednak cieszy mnie to, ze typ androgyniczny nie jest daleko w tyle jak i kobiecy. Jestem blisko balansu a wlasnie to uwazam, za madrosc - droga srodka. W ostatnich miesiacach ten schemat zaczyna byc dla mnie coraz bardziej jasny. Po tescie zaczely wracac do mnie roznego rodzaju sytuacje. I stad prawdopodobnie wynikalo ze mnie poczucie winy, kiedy przeciskalam sie ze swoja osobowoscia juz na starcie okreslana najpierw jako dziecko (czyli nic nie wie) a potem kobieta (czyli ma siedziec cicho, musi chciec miec dzieci, w koncu ma macice, rodzina powinna byc pierwsza potrzeba no i kobieta plec slabsza trzeba jej pomagac). Jakos nie pamietam by matka wciskala cos takiego mojemu bratu.

Ale trzeba zaczac od poczatku by lepiej to zaanalizowac. Najpierw dziecinstwo - ciemny i ciezki czas dla mnie. Ciagla walka i brak akceptacji. Obserwacja mojego ojca, jego agresywnej i ponizajacej nas postawy mogl mnie zgiac gdybym tylko posiadala tendencje matki - tej cichej kobiety, wybaczajacej, i wiecznie placzacej. Postawa mojego ojca nauczyla mnie tylko tego, ze musze sama sobie radzic, bo nikt tego za mnie nie zrobi. Moja mama wtlaczala mi przez cale zycie, ze mam siedziec cicho, ze powinnam sluchac innych, podawala mi obcych ludzi za przyklady - a bo sasiadka dobrze sie uczy a Ty nie, spojrz jakie dobre dziecko itd itd. Dlatego nie moge do konca zgodzic sie na odzielenie biologi od psychologii w pracy Sandry Bem. Czy przyjmiemy stereotyp czy nie zalezy to od jakis naszych sklonnosci. Nie jestem zwolnenniczka myslenia, ze rodzimy sie Tabula Rasa. Na pewno analizujac siebie tego nie widze - jako dziecko nie mozemy swiadomie wybierac i rozumiec wyborow, po prostu reagujemy. I ja reagowalam bardziej jak chlopak (w nawiazaniu do stereotypow) niz dziewczynka. Zawsze denerwowalo mnie robienie czegos za mnie, jakbym nie mogla tego czegos udzwignac, myslenie za mnie, jakby cos nie moglo byc mi wytlumaczone lub moze juz o tym wiem. Nie wspomne o nadwrazliowsci - rozklejanie sie z powodow, ktore naprawde nie emanuja silna tego potrzeba czy nawet powodem by sie rozkleic. W zyciu towarzyskim zawsze napotykalam na opor, szczegolnie meski, jakbysmy sie przepychali - oni chcieli mi pokazac moje miejsce, a ja nie oddawalam im pola. Jednakze z drugiej strony, po latach okazalo sie ze najlepiej dogaduje sie z mezczyznami. Jednak znowu z tymi, ktorzy wykazuja sie takze cechami kobiecymi, sa w balansie mesko - kobiecej i potrafia sluchac, nie wdaja sie ze mna w emocjonalne przepychanki, bo nie musza udowadniac swojej meskosci a ja kobiecosci. To samo tyczy sie kobiet - te ktore wykazuja takze cechy meskie sa mi najblizsze. 

W doroslym zyciu wszystko jeszcze bardziej sie wyklarowalo. Nawet powiem ze im jestem starsza tym bardziej widze ze nie do konca stoje na przeciwstawych biegunach. I tak w zwiazkach coraz bardziej rozumiem jak potrzebuje byc kochana. Nie potrafie udawac, ze jestem wrazliwa, marzaca o dzieciach kobieta, ktora potrzebuje oparcia w postaci meskiego ramienia. Uwielbiam brac sama odpowiedzialnosc za wlasne wybory i bardzo nie lubie gdy ktos mi ta odpowiedzialnosc zabiera, jakbym byla dzieckiem. Najwiekszym darem jaki osoba moze mi dac to ufnosc w to, ze sobie poradze. To dodaje mi skrzydel. Jestem konsekwentna, jestem aktywna w decyzjach i mysleniu, podejmuje ryzyko i jestem racjonalna. Lubie analityczne myslenie i pare lat temu kiedy zastanawialam sie na jaki kierunek studiow isc bralam dwa pod uwage - psychologie lub informatyke. Nie rozczulam sie nad niemowlakami, i nad super ciuchem w sklepie, a takze rzadko placze na filmach, chyba, ze jest to film Never let me go - ktory goraco polecam. Czulam sie dotknieta historia w tym filmie i moge zapewnic, ze nie byla to niespelniona milosc ale traktowanie czlowieka jak sklep z organami. Poza tym film jest prosty w swej wymowie i to mnie rusza. Nie powiem wiecej, jednak serce zatrzymalo mi sie nie raz. A muzyka....piekna...... I jak widac po drugiej stronie widze w sobie cechy jak wrazliwosc, empatie, wsluchiwanie sie w swiat i w innych. Jednak empatia to nie nadwrazliwosc - czujac czesto skret kiszek w powodu czyjej histori nie oznacza, ze zaraz sie rozkleje i bede uzywac miekkich slow, rozklejajac sie razem z placzaca osoba. Mam odrazu gotowosc do aktywnosci i motywacji, ktore takze swiadcza o tym jak meska mam do tego postawe. Sama mowiac czy piszac nie uzywam slow JA CZUJE, tylko JA MYSLE. Czesto mam potrzebe sarkazmu kiedy ktos stara mnie sie przekonac argumentami rodem z Harlequina, jak to potrzebujemy innych by byc szczesliwymi a szczegolnie tego jedynego THE ONE, bo bez tego jestesmy niepelni, jak polowa jab£ka (niah!). Zreszta najwiekszy test jaki sobie przypominam swoich tendencji przyszedl pare miesiecy po emigracji. Byl to ciezki test - ale moja reakcja wiele mi o mnie teraz mowi. Kiedys juz tutaj o tym pisalam.


Mianowicie - moje pierwsze miesiace na emigracji byly ciezka przeprawa, szczegolnie z naszymi rodakami. Polacy dali mi sie niezle we znaki i mieszkajac z paroma w jednym mieszkaniu postanowilam znalezc inne lokum. Wlasciciel tegoz mieszkania mial pokoj do wynajecia w innym domu. Poszlam by go obejrzec tyle ze.... wlasciciel zamknal za mna drzwi. To byla moja wielka glupota, ze poszlam tam sama. Typowy schemat - osoba, ktora w sumie znasz moze stac sie Twoim najwiekszym zagrozeniem, nigdy do konca nie wiesz. I tak sie wtedy stalo - stalam w tym pokoju sluchajac grozb pod swoim adresem, ze jezeli nie zgodze sie na seks polubownie wowczas bedzie niepolubownie. I teraz przygladam sie w glowie tej dziewczynie, stojacej tam i skupionej na analizie sytuacji. Tak - analizowalam sytuacje. Balam sie bardzo. Bylam zestresowana, jednak nadal analizowalam i nie wykonywalam pochopnych ruchow. Ktos mi powiedzial moglas kopnac go miedzy krocze i uciekac. Nie wszyscy rozumieja jak ciezko to zrobic, szczegolnie kobiecie w szoku - a wiele ktorych to zrobilo wyszlo z pocharata twarza lub w ogole z tego nie wyszlo. Wtedy uwazalabym to za porazke. Utrata zycia czy okaleczenie to porazka. Z kopniecia mozna sie latwo wywinac, wystarczy zacisnac kolana i kopniecie wcale nie musi dac az tak duzego efektu jak by sie chcialo, a moze to takze rozsiedzic napastnika. To nie film. Ten facet byl duzy i silny, a ja bylam w szoku fizycznym - jednak nie psychicznym. Widzicie? Nie psychicznym - bylam wycofana wglab siebie. Oszacowalam sytuacje, tego czlowieka i jego mozliwosci i wybralam najlepsza opcje, moim zdaniem. I wygralam. Zaczelam mowic, zadawac pytania i nawet udawac, ze mi sie podobal i myslalam, ze bedzie to wygladac inaczej. Rozmawial ze mna nie dotykajac mnie. Przedluzalam minuty. Udawalo mi sie to. I moge takze powiedziec, ze moje czesto kontrowersyjne opinie i wierzenia pomogly mi trzymac wszystko pod kontrola, czyli gwalt nie byl dla mnie najgorsza opcja.  Bo reagujemy tak jak wierzymy. Jezeli mamy do swojego ciala postawe swietosci, lub widzimy siebie tylko jako cialo i nic wiecej, wtedy wszystko co sie stanie naszemu cialu bedzie miec glebokie implikacje psychologiczne. Albo jezeli widzimy, ze seks jest tylko wyznaniem milosci, czyms co Kosciol neguje jezeli tak nie jest, czyms swietym - wowczas takze ciezko mozemy podchodzic do pewnych sytuacji zwiazanych z cialem. Albo takze, jak zle sie czujemy ze swoim cialem, wstydzimy sie, chowamy - to wszystko ma wplyw jak do niego podchodzimy. Na przyklad kobiety po amputacji piersi ciezko to przezywaja ale sa takie, ktore nie traktuja piersi jako wymiar swojej kobiecosci. I to buduje ochrone dla ich psychiki. Moje myslenie tez jest inne -  i wiem, ze to by takze chronilo mnie w jakis sposob psychicznie.

Mianowicie - uwazam ze gwalt jest bardzo ciezka sprawa. Jest psychiczna trauma, pogwalceniem nie tylko ciala ale takze czlowieczenstwa i duszy. Nikt nie ma prawa do wymuszania czegokolwiek od drugiej osoby - jak to robi, to tylko swiadczy o niskiej pozycji w lancuchu ewolucji i na pewno totalnej patologii i zimnoty emocjonalej.  Jednak zostalam postawiona (lub sama sie w to wpakowalam z braku myslenia) w takiej a nie innej sytuacji i trzeba bylo walczyc. Jednak w moim przypadku myslenie bylo takie: walka o co? o cnote? To wydawalo mi sie nawet smieszne w porownaniu z walka o zycie. Osoba patologiczna doprowadzona do wscieklosci staje sie zabojca. Jezeli mam umrzec to nie z braku opanowania i myslenia, nie z czystej reakcji bronienia swojej cnoty (?). Ta fizycznosc choc ja szanuje i nigdy nie chcialabym byc zmuszona do jej uzywania kiedy tego nie pragne - jednak nie jest czyms za co gotowa jestem umrzec. Bo bedac na tamtym swiecie i sluchajac poematow jak to bronilam swojej cnoty i jak swiat jest ze mnie dumny - na pewno ja bym dumna z siebie nie byla. 

Jednak nie o tym chcialam sie rozpisywac. Takie momenty sa ciezkie i prowadza do traum. Mi sie udalo, bo gosciu mnie nie tknal. Jednak gdybym byla ta ciepla, wrazliwa, cicha typowa kobieta, podazajaca za emocja (a byl to ogromny stres, strach) - czy udaloby mi sie tam to wszystko tak zaanalizowac? pod wplywem ogromnego w sumie paralizu energetycznego?  Dlatego przestalam czuc sie winna, ze lubie byc zosia samosia, ze sie nie rozklejam z byle powodu, ze lubie sama podejmowac decyzje i na prawde nie potrzebuje porad dopoki sama o nie nie poprosze. Czesto nawet mnie wkurza jak ktos zaklada, ze czegos nie wiem tylko dlatego, ze jestem kobieta. I wierzcie mi - zdarzaja sie na prawde tak prostackie zachowania jakbym byla typowa blondynka. Raz na przyklad mialam sytuacje ze swoim ex of 5 years w Polsce. Jechalam raz samochodem i zaczelo mi cos piszczec. Dzwiek pochodzil z przedniej maski. Otworzylam ja i dzwonie do faceta i mowie, ze cos tu mi piszczy. Powiedzial, ze tak, bo cos tam sie odkreca samo i trzeba po prostu cos tam odlaczyc. Wiec mowie, to powiedz co dokladnie, znajde to. A on, z kompletnym brakiem wiary juz na samym wstepie ze lepiej nie, zebym przyjechala to on to zrobi. Rzucilam pare ostrych slow na temat szowinistycznych zachowan wiec sie przelamal i zaczal tlumaczyc. Bo minucie bylo po wszystkim. A teraz wyobrazcie sobie obrazek, kobieta zawisa nad przednia maska, cos tam dlubiac a tu nagle przechodzi dwoch facetow patrzac na nia jak na kogos kto pomylil samochod z torebka. Jestem w wielu rzeczach samoukiem. Psychologia, filozofia, fotografia, komputer, photoshop, teraz nawet gitara, kiedys syntezator itd itd - jestem logicznym ciagiem i nie bede za to przepraszac. Jak chce sie czegos nauczyc to sie naucze sama bo mam mozg i ja nim zarzadzam. Lepiej aby swiat przestal mnie stopowac.

Tu juz ostatni przyklad ktory juz Wam opisywalam - Miami. Ukradzione dokumenty, wscieklosc, a facet przebywajacy ze mna staral sie zrobic wszystko za mnie, nawet rozmawiac przez telefon w sprawie ukradzionej karty. Myslalam, ze szlag mnie trafi. I teraz pytanie - czy on pomagal mi czy sobie? Bo ja jakos nie czulam by mi pomagal bo w ogole nie wyczuwal jakiej ja pomocy potrzebuje. Zalozyl ze jestem kobieta wiec trace kontrole.

A propo zwiazkow - wyroznione zostaly pewne wskazowki dotyczace roznych plci psychologicznych- jezeli chodzi o mnie bardziej meskiego typu a potem androgynicznej i na koncu kobiecej - lepiej nie mozna bylo tego okreslic. Jezeli wezme pod uwage kobiecego faceta - ta nadmierna uczuciowosc i wrazliwosc to jest wlasnie to co mnie irytuje. Pewnie dlatego, ze wlasnie moja matka byla taka nadmierna i to wcale nie pomoglo nam w zyciu. To w ogole nie pomaga. Moj ojciec byl meskim mezczyzna - typowy stereotyp faceta, ktory staral sie wtloczyc mojemu bratu. Jednak moj brat byl wlasnie wrazliwcem i moj ojciec nie uwazal tego za postawe "prawdziwego faceta". Androgyniczny typ to chyba ideal Balans! :) Ale gdzie te Androgyny!!!   :)



Oto kilka wskazówek jak postępować z osobami o określonej płci psychologicznej:
  • Kobieca kobieta: to osoba bardzo wrażliwa, łatwo ją zranić. Najlepiej czuje się, gdy może zaoferować innym swoją opiekę i troskliwość. Pozwól jej na to i jednocześnie sam często zapewniaj ją o swoich uczuciach;
  • Męska kobieta: wydaje się być niewrażliwa, twardo stąpająca po ziemi, nastawiona na osiąganie konkretnych celów. Nie staraj się na siłę udowadniać jej, że jest krucha i bezbronna. Jej zachowanie niekoniecznie musi świadczyć o braku uczuć; prawdopodobnie woli wyrazić je poprzez działanie niż słowa;
  • Kobiecy mężczyzna: zdarza się, że w otoczeniu taka osoba uchodzi za nieudacznika. Podobnie jak kobieca kobieta, mężczyzna taki kryje w sobie ogromne pokłady wrażliwości i uczuciowości, co może okazać się jego dużą zaletą. Nie okazuj zniecierpliwienia, jeśli wydaje Ci się, że traktuje Cię niczym małe dziecko. Pozwól mu wykorzystać jego ogromne pokłady troski w stosunku do Ciebie – on naprawdę robi to z miłości;
  • Męski mężczyzna: to prawdziwy mężczyzna i zapewne często wydaje Ci się, że nic nie może go załamać. Wiedz, iż to tylko pozory. Twój partner po prostu zachowuje się zgodnie z modelem, jakiego prawdopodobnie nauczył się w dzieciństwie. Bądź ostrożna, naprawdę możesz go zranić, nawet jeśli otwarcie tego nie okaże! Tego typu mężczyźni także wolą okazywać uczucia do partnerki poprzez działania wobec niej. Nie miej zatem pretensji, jeśli zbyt często nie powtarza Ci, jak bardzo Cię kocha: jedno takie wyznanie naprawdę wiele go kosztuje.
  • Osoby androgyniczne: zgodnie z teorią S. Bem takie osoby można uznać za partnerów najbardziej zbliżonych do ideałów: potrafią być zarówno silne, jak i czułe, poradzić sobie z różnymi typami trudności w związku. Musisz jednak pamiętać, że osoby takiej nie można ograniczać: nakazywać jej, by zachowywała się w sposób typowo kobiecy czy męski. Twój partner nie będzie szczęśliwy, jeśli okażesz mu, że oczekujesz od niego zachowania według określonego schematu.

Wiec reasumujac - nastepna podroz po nowa czesc ukladanki zostala zakonczona. Im bardziej siebie rozumiem, tym bardziej bede potrafila tworzyc zdrowe relacje i byc w nich szczesliwa. A wtedy i swiat bedzie bardziej szczesliwszy bo nie ma innej drogi jak przez siebie.

 Zapraszam takze do sprawdzenia swoich tendencji w tescie S. Bem. Test jest niestety po angielsku, ale nie jest jakos wielce skomplikowany, poniewaz zawiera jedno okreslenie emocjonalne. Mozna skorzystac z google translator w przypadku bardziej skoplikowanego slowa. To wazne aby zrozumiec dokladnie o co jestesmy pytani. Dajcie znac jakie macie wyniki :)


Dzis na tyle - za dwa tygodnie zaczynam ostatnia serie egzaminow - wiec bede znowu nieobecna na blogu przez jakis czas. Ale juz blizej niz dalej do wolnosci!

I ta wiosna! ah... wszystko pachnie i ja budze sie do zycia! 

A tutaj piekna muzyka z filmu Never let me go.
Do nastepnego! 

niedziela, 27 marca 2011

Optymistycznie.

Dzis zakonczylam pisanie pracy licencjackiej obejmujacej 11.000 slow! Nigdy nie przypuszczalam, ze bede w stanie napisac tyle w jezyku angielskim! I tyle sie przy tym nauczylam! Rozwoj na zawsze pozostanie moja najwieksza miloscia. Nic jej nie dorowna. Rozwoj swojego poznania, wglebianie sie w swiat a takze duchowe smakowanie. I wytrwalosc... o tak, to wazne. Daje mi to tyle radosci, tyle szczescia, ze czesto zastanawiam sie jak mozna narzekac na brak tej radosci kiedy wystarczy, jak powiedzial Einstein, ciekawosc swiata.
"Nie mam żadnych szczególnych uzdolnień. Cechuje mnie tylko niepohamowana ciekawość."
ale...
"Przeciętny człowiek nie jest specjalnie ciekaw świata. Ot, żyje, musi jakoś się z tym faktem uporać, im będzie to kosztowało mniej wysiłku - tym lepiej. A przecież poznawanie świata zakłada wysiłek, i to wielki, pochłaniający człowieka. Większość ludzi raczej rozwija w sobie zdolności przeciwne, zdolność, aby patrząc - nie widzieć, aby słuchając - nie słyszeć."
Ryszard Kapuściński — Podróże z Herodotem


A ja chce slyszec, widziec i nie boje sie wysilku.


Juz niedlugo powroce z nowym postem, w koncu wiecej czasu. A dzis dostalam akuratna piosenke - dzieki Ania! - piosenka na optymizm. Bo tak wlasnie dzis we mnie muzyka gra!


Moge obiecac sobie i Wam - zawsze bede sie trzymac mojej drogi!
Luctor et Emergo
Milej niedzieli!







Nie będzie łatwo przygotuj się
pogoda w drodze często zmienną jest
Nie jedna burza zaskoczy Cię
nie jeden raz utracisz z oczu cel


pytaj drzew , pytaj gwiazd
masz przyjaciół w nich nie jesteś sam

Póki wiesz gdzie chcesz dojść kiedyś dojdziesz tam!

Nawet jeśli deszcz zmoczy Twoje włosy
nawet jeśli śnieg zmrozi stopy Twe
nawet jeśli pech...
Ty się zawsze trzymaj drogi swej
nawet jeśli most zarwie się pod Tobą

Nawet jeśli noc będzie dłużyć się
nawet gdy zły los...
Ty się zawsze trzymaj drogi swej

Nie będzie lekko przygotuj się
nie każdy człowiek Twego szczęścia chce

Są tacy ludzie co noc i dzień
patrzą źle i życzą Tobie źle

Ty się śmiej, śmiej się z nich nie zmarnuj ani jednej łzy
Póki wiesz gdzie Twój dom nie zniszczy cię nikt!
Nawet jeśli deszcz zmoczy Twoje włosy..



.

niedziela, 20 marca 2011

Zapisalam w czerwonym notesie....

‎"This is another great difference between our civilization and yours. 

You admire the man who pushes his way to the top in any walk of life, while we 

admire the man who abandons his ego. " 

7 years in Tibet


"Jest to kolejna wielka różnica między naszą cywilizacją i waszą.

Wy podziwiacie człowieka, który rozpycha się w drodze na szczyt w każdej dziedzinie życia, a my

podziwiamy człowieka, który porzuca swoje ego. "



7 lat w Tybecie

sobota, 12 marca 2011

Wiersz o p£aczu...




Kto umie płakać,
- umie kochać.
I umie nienawidzić.
Kto umie płakać
- umie być człowiekiem.
Kto płakać umie
- nie wstydzi się łez.


Kto umie płakać
- nie jest płaksą.
Płacz jest bronią zaczepną,
i jest białą chorągwią poddania.
Jest powiewem nadmiaru szczęścia,
eksplozją serca.

Jest kulkami wody,
jest cząstką człowieka.
Śmiech poprzez łzy
także jest płaczem,
tylko wesołym.
Płacz rozpaczliwy
jest bratem agonii.

O płaczu dzieci
nie powiem ni słowa.
Przeszkadzają mi łzy...