"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,

wszystko co po niej nastąpi

również stanie się lepsze. "


Paulo Coelho



wtorek, 8 kwietnia 2008

Zwariowac mozna....



Zdrowe psychiczne wyobrazam sobie jako nitke w naszej glowie, ktora napina sie I rozluznia. Kiedy ktos jest na wyczerpaniu psychicznym napreza sie niebezpiecznie I jezeli peknie, wowczas czlowiek traci kontakt z realem I zostaje skierowany do kliniki. Mozna zmudnie probowac sklecic dwa konce, jednak zawsze pozostanie supelek -znak przerwania. Czasami z naporu mysli, ktore naplywaja do mnie czesto bez kontroli, mam wrazenie, ze to juz.... ze moja nitka jest tak naprezona, iz na pewno peknie. Mialam jeden powazny moment gdy myslalam, ze zwariuje I jezeli pozwole by mysli wziely mnie we wladanie - wtedy juz koniec ze mna. Jestem stracona dla swiata -a co najwazniejsze - niebezpieczenstwo utraty siebie dla siebie. Wyczulam, ze dalej jest juz tylko szalenstwo. Bardzo sie przestraszylam. Potrzasalam glowa jak pies ktoremu cos wpadlo do ucha, chcac pozbyc sie nieprzyjemnego wrazenia. Powtarzalam w kolko, NIE, NIE, NIE. Staralam sie wylaczyc mozg by nie doszlo do ostatecznego przegrzania. Nie chce zwariowac. Choc czasami mysle, ze moze warto.......?


"- Co znaczy być szalonym? - Właśnie. Tym razem odpowiem ci wprost : zaleństwo to niemożność przekazywania swoich myśli. Trochę tak, jakbyś znalazła się w obcym kraju - widzisz wszystko, pojmujesz, co się wokół ciebie dzieje, ale nie potrafisz się porozumieć i uzyskać znikąd pomocy, bo nie mówisz językiem tubylców. - Każdy z nas czuł to kiedyś. - Bo wszyscy, w taki czy inny sposób, jesteśmy szaleni."
Paulo Coelho, Weronika postanawia umrzec

9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Szaleństwo to utrata kontroli nad liną wiążącą świat realny z jego wyobrażeniem istniejącym w naszym umyśle. Ta linia to emocje. To nie tyle zerwanie tej liny (choć to też się zdarza) co ciągłe szarpania i drgania nie pozwalające na utrzymanie harmonijnej więzi.

„ Lecz w takim razie cóż były warte moje rady i pouczenia - gdy wynikały z zasadniczej mojej niemożności sprostania życiu? Ja, dekadent, jak mogłem wskazywać drogę zdrowym?
Ale ten okropny problem, będący nie tylko moim udręczeniem, został już wielokrotnie przemyślany. Wszak wiadomo, że postęp że rozwój, nie są dziełem ludzi przeciętnie zdrowych tych zaledwie zdających sobie sprawę… lecz właśnie wypracowany bywa przez istoty kalekie, wygnane z zacnej „normalności”. Chory lepiej uchwyci treść najgłupszą zdrowia – dlatego że go nie posiada, że do niego tęskni. Ten komu brak wewnętrznej równowagi może przez to sam stać się znawcą od spraw zrównoważenia, a rada człowieka upośledzonego może przydać się tęgiemu życiu. Ci zaś, co w skutek osobistych skażeń nie mogą połączyć się ze stadem błąkają się na peryferiach, widzą wyraźniej drogę stada i lepiej znają las otaczający.”
Witold Gombrowicz "Dzienniki 1957-1961"


rasta
elo ;)

Anonimowy pisze...

Szaleństwo to sztorm szarpiący to liną rozciągając, rozrywając nasz sposób postrzegania świata na strzępy a to powoduje napięcia z drugiej strony liny i sam świat przybiera powyginane kształty (nie w naszej głowie lecz realnie reagując na nasze miotające się zachowanie) i tak ta więź staje się dla jej właściciela udręką łączącą dwa wypaczone światy. Czy jakoś tak :P

rasta

izabell pisze...

jak zwykle ZARABISTY cytat:)

ale czesto mysle...szalenstwo to to co odbiega od normy, czy wlasnie norma to szalenstwo:)

buzka

Anonimowy pisze...

Na studiach omawialiśmy kilka definicji normy ale najlepsza wisi w jednej z gablotek na korytarzu: "normalny to tryb w którym możesz włączyć suszarkę"

A odnośnie cytatu to jest w nim błąd: "Chory lepiej uchwyci treść najgłębszą (a nie najgłupszą ;] zdrowia"

Właściwie to wszyscy jesteśmy szaleni a że większość jest szalona w jeden sposób to nie znaczy ze ma racje

elo :)
rasta

aurora pisze...

Podázasz tropem trudnych tematów.
O szalenstwo ocieraja sié zazwyczaj ludzie wrazliwi lub ci, którzy nie potrafia zaakceptowac zaistnialych realiów - bo te przerastaja ich akceptacje - i uciekajá wewnatrz siebie chcác ratowac - o przewrotnosci - poczucie rzeczywistosci w sobie i poukladac siebie na plazczyznie tych wypieranych realiów.
Nie znam czlowieka stuprocentowo zdrowego psychicznie, któremu nic absolutnie nie dolega na tym delikatnym polu i jego system nerwowy nie zostal juz wczesniej uszkodzony na podstawie doswiadczen lub realiów, z którymi wchodzil w bezposrednie relacje.
Niektórzy ludzie chcác uciec przed szalenstwem, nie radzác sobie z otaczajácym swiatem - calym tym bagazem emocji i uczuc - wypierajá sié ich po prostu wpadajác tak naprawdé w kolejne zaburzenie - na pewno Tobie znane, a nazwane w psychologii narcyzmem.
Osobiscie uklad nerwowy czlowieka - samoswiadomosc i jej prawidlowe funkcjonowanie widzé jako ziemié wyzlobiona korytarzami plynácych przez nie rzek i za kazdym razem, kiedy woda w nich wylewa ( sytuacje stresogenne oraz te które uszkadzajá caly system) obniza teren ziemi... sztuka jest nie dopuscic do tego, by z naszego mózgu nie powstalo jedno wielkie jezioro;), gdzie nie widac juz ziemi nie wspominajác o walach ziemi oddzielajácych wodé od siebie.
Tylko dzieki tym podzialom - abstrakcyjnie ziemi - czlowiek jest zdolny odróznic fikcjé od rzeczywistosci i tym samym jeszcze posiada kontakt z ta druga wzbogacajác sié o pierwszá.
Kazdy stan depresyjny obniza prawidlowe funkcjonowanie mózgu.
A szalenstwo?
Jak dla mnie jest stanowczo przereklamowane, ba - nawet postrzegane w niektórych kregach za przejaw zmeczonego zyciem geniuszu.
Moze, jednak z tego stanu nie ma juz powrotu, a jesli nawet to tylko tymczasowy i za kazdym razem coraz mniej wyrazny, az do calkowitego zaniku samoswiadomosci takiej jednostki.
Izabell. Kazdy z nas ma takie chwile, w których jednak musi postanowic czy podda sié, czy tez zacznie walczyc z przyjemnym odplywaniem w siná dal pozaumyslowá...
Serdecznosci:*

izabell pisze...

racja Rasta:)

z ta suszarka niezle:)
buzka

izabell pisze...

pieknie to wszystko opisalas.

wlasnie jezioro ktore sie wylewa...to byl ten natlok mysli ktory nie potrafilam zatrzymac. czulam ze mozg mi sie gotuje. nigdy nie przezylam czegos takiego. ale chyba wybralam nie poddawac sie i zyc w realu...cokolwiek to jest.
tylko czasami mam wrazenie...ze to pewnego dnia i tak przyjdzie...

buziak:*

Anonimowy pisze...

Och Izabell, coś na kształ naciągnietej do maksimum nitki własnie przechodzę, mam za chwilę dzwonic do psychologa, aby się zarejestrować. Troche ratuje mnie blogowanie, ale nie chcę uciekać od reala:))) pozdrawiam ciepło*
mirabelka

Izabell pisze...

ojejej trzymaj sie Mirabelko!