"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,

wszystko co po niej nastąpi

również stanie się lepsze. "


Paulo Coelho



niedziela, 13 stycznia 2008

Opowiesc swiateczna.

Witam wszystkich,

Ja juz po egzaminach I czas na oddech. Swieta minely I nie ukrywam, ze sie z tego ciesze. Ta celebracja szybko mnie meczy I cale szczescie u mnie w domu nie bylo rytualnych ceregieli, oprocz prezentow, skromnej kolacji I lampki wina. Ale od poczatku.

Urlop swiateczny zaczal sie z przygodami. Pol roku temu kiedy kupowalam billet do Polski, moj lot zostal ustawiony na godzine 7 rano. Na dwa tygodnie przed wylotem zostal przesuniety na godzine 16.45. Przybylam na lotnisko, stoje w kolejce a tu dostaje sms, Szanowny kliencie, informujemy ze Panski lot zostal przesuniety na godz. 1.30 w nocy. Swietnie, nie ma co. Niby z powodu mgly, o ktorej bylo glosno w telewizjii I radiu. Jednak, gdybym miala lot o 7 to nie byloby problemu z mgla. Jak sie dowiedzialam od ludzi CentralWings ma w zwyczaju przesuwanie lotow jezeli wczesniej nie zostala wykupiona odpowiednia ilosc miejsc. To nie zdarza sie pierwszy raz I zawsze jest to albo awaria albo pogoda. Ale wszyscy wiemy takze o tym, ze te linie maja malo samolotow I jeden samolot potrafi obslugiwac kilka lotow w rozne miejsca. Nasz okazalo sie nie mogl wyleciec skads tam, Wroclawia czy Katowic wlasnie z powodu mgly, a musieli doleciec do Warszawy gdzie z Warszawy mieli przyleciec po nas. Nie wspomne ze Rayanair choc mial opoznienie 2 godzinne do warszawy dolecial pomimo mgly. Ludzie byli zdenerwowani. Ja maialm zamiar wracac do domu na ten czas, jednak obslugujacy Pan stwierdzil ze nie jest to dobry pomysl, poniewaz moze sie okazac, ze lot bedzie jednak szybciej. Zalamka. Cale szczescie nie mam problemow z czekaniem. To to co Byczki lubia robic najbardziej, lezec na trawce ze slomka w zebach I obserowac krowki w okol. Hehhe Nie bylo tam oczywiscie zielonej trawki tylko szare lotnisko, ale lubie siedziec I przygladac sie ludziom. Poza tym, najpierw spotkalam kolege z salsy I dowiedzialam sie zaskoczona, ze jest po psychologii a teraz wyklada na uczelni. Mielismy ciekawa rozmowe psychologiczno – filozoficzna. Wzbogacil mnie tez bardzo waznym slowem, ktore do mnie przemowilo I pamietam je do dzis. To sa plusy sluchania innych; mianowicie rozprawialismy na temat religii ( ten temat czepnal sie mnie jak rzep psiego ogona I zaczyna sie tak samo pytaniem, jestes katoliczka?). Akurat dojrzalosc rozmowcy pozwolila na spokojna rozmowe, choc on katolikiem byl. Ale rzucil mi jedno zdanie filozofa – nie pamietam oczywiscie ktorego – ktore moze nie jest mile, ale kto powiedzial, ze zycie ma byc tylko mile? Brzmialo ono mniej wiecej tak; prawdy z zewnatrz wypelniaja tylko puste glowy i wypelniaja ja po brzegi przeslaniajac wszystko inne. Ciekawe...

Kolega niestety mial wczesniejszy lot wiec po godzinie mnie opuscil. A mi co pozostalo? Klapnelam na siedzenie, zerkalam raz do ksiazki a raz na ludzi, ktorzy rzeczywiscie przedstawiali imponujaca mieszanke. No I polacy…. Mialam ubaw po pachy. Najpierw jedna grupka zaczela wydzwaniac na linie Central Wings i tak jechali po biednych konstultantach, ze oni sami zakrecili sie we wlasnych tlumaczeniach. Jednak zaskoczyli mnie polacy tym, ze potrafili z calej sytuacji takze zartowac. Dawno nie slyszalam tak zabawnych stwierdzen. Zawsze uwazalam, ze pomimo wielu wad ktore mnie tak wkurzaja w naszej kulturze, to czym mozemy sie pochwalic to naszym poczuciem humoru. Tak wszystko umiemy przekrecic, ze czesto leze na podlodze jak szczeniak I rycze ze smiechu.

I tak czas lecial. W koncu nadeszla godzina 1 w nocy a tu mamy nowy komunikat, lot przesuniety na godzine 3. Pieeeknie. Cale szczescie na tym sie skonczylo przesuwanie I samolot w koncu wyladowal na dublinskim lotnisku. Wchodzimy na poklad, oczywiscie ludzie zaczeli odreagowywac na personelu pokladowym, ale oni niezle sobie radzili z odpowiedziami. Sami byli zdenerwowani. Usadowilam sie na fotelu a obok mnie podpity polak. Mysle sobie, ale bedzie jazda. Nie dosc, ze tyle czekalam to jeszcze bedzie mnie irytowac pijany gosc. I znowu nieaspodzianka. Okazalo sie, ze nie jest tak zle. Pan. E lecial do Polski razem z dwoma kolegami I znowu mialam ubaw po pachy. Zmarszczki od smiechu na pewno pozostana mi na dlugo. Zaczelismy kolowac. Az tu nagle jakis czlowiek poczul sie zle I wstrzymano lot. Booozzszeee… czekalismy na ambulans. Po pol godzinie zdecydowano, ze chory musi zrezygnowac z lotu. Wyobrazacie sobie? 12 godzin na lotnisku, czekal na lot I kiedy juz jest blisko celu -masz ci los - zdrowie odmawia posluszenstwa. Co za pech. W koncu po wielu problemach wzbilismy sie w powietrze I dolecialam do domu. Odsypialam caly dzien I noc, wiec jeden dzien w plecy. A potem ?

Swieta byly spokojne. Jedzenie, ogladanie TV. Nastepnie egzaminy na ktore nie mialam sily i na ktore ciagle psiocze do najblizszych. Ale powiem Wam, tesknilam za moim drugim domem Dublinem. I za blogowaniem.


Good to be back :)

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

no to poznaję Cię z całkiem innej strony:)))pozdrawiam

izabell pisze...

hmn..... mowisz tak jakby czlowiek mial jedna i nie zmienna strone. zreszta kiedy miales mnie poznac z kilku innych?:)

pa