"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,

wszystko co po niej nastąpi

również stanie się lepsze. "


Paulo Coelho



czwartek, 23 lutego 2012

Aborcja - kontrowersje.

   Siedze w SADzie. I nie mam na mysli miejsca gdzie jablka ze wstydu przed sloncem nabieraja rumiencow. A raczej miejsce gdzie nic nie rosnie bo zimno, ciemno a moje cialo wpada w naturalna hibernacje. Eh…bedzie trzeba znowu wyemigrowac ale tym razem juz nie z powodu braku pracy i rozwoju ale zwyczjnie slonca i ciepla.

   Ale nie o tym chcialam rozprawiac. Dzis chce porozprawiac o kontrowersyjnym temacie, ktory rozgrzmial na ziemiach polskich dzieki pani Czubaszek. A mianowicie; macierzynstwie, prawie do aborcji i o tym jak szokujacy dla spoleczenstwa moze byc fakt, ze mozna po prostu dzieci nie lubic. Jestem przygotowana na reakcje oburzenia spowodowane faktem, ze moje wypowiedzi - choc niewulgarne - beda jednak opiewac w podejscie jak najbardziej dla nie ktorych nie do przyjecia. Ale to sa moje opinie, moje przemyslenia i mozecie byc pewni, ze wszystko co powiem nie wzielo sie z faktu programowania poprzez kraj w ktorym zylam, religie czy rodzicow. A takie myslenie latwo mozna rozpoznac. Tak jak kiedys powiedzialam, slowa mowiace o tym samym moga miec rozny wydzwiek, a czeste teksty niektorych mediow lub przedstawicieli religii sa sprytna manipulacja, ktora na pewno nie zmusza do szukania wlasnego zdania, ale do przyjecia ich swiatopogladu. Bo kto by chcial ZABIC dziecko z wlasnej wygody? Kto by chcial byc porownany do SS- mana I Holokaustu? Kto by chcial uslyszec, ze jest morderca? A takie wlasnie mocne w wydzwieku slowa sa uzywane przez osoby, ktore chca aby nikt wiecej nie wglebial sie w temat tylko przyjal to tak jak jest powiedziane w swej prostocie. Wystarczy spojrzec na mocna reakcje w naszym kraju I poczytac komentarze internautow. Wiekszosc powtarza common speech – tak powszechny jak common moze tylko byc. Dopiero jak zada sie im pytanie, ktore stawia ich oceny dobra i zla bez wyjscia, placza sie i tak naprawde nie daja odpowiedzi tylko powtarzaja jak papugi – to jest dobre, a to zle. Ale dlaczego? – Sokrates sie pyta.

   Zacznijmy od poczatku, od wypowiedzi pani Czubaszek. Pamietacie swoja reakcje kiedy o tym uslyszeliscie/przeczytaliscie? Zaloze sie, ze wowczas w wielu polskich domach ludzie czuli sie dotknieci, oburzeni, gotowi do rzucenia kamieniami I moralizowania. Pamietam doskonale swoje odczucia – przez lata cwiczenia swiadomosci wlasnej czesto mi sie zdarza siebie zauwazac. Obejrzalam caly wywiad z pania Czubaszek I jaka to wywolalo reakcje? Ano pochitotalam pod nosem. Tak, gigla£am sobie w najlepsze Przyje£am to co powiedziala jako jej opinie i decyzje w zyciu jakie podjela i zostawilam jak mi dano. To nieoznacza, ze takie tematy sa mi obojetne. Jak pewnie zdarzyliscie zauwazyc zadne tematy dotyczace zycia, dylematow etycznych etc nie sa mi obojetne. Moje zycie jest temu oddane. Nawet nie powiem poswiecone, bo to mnie po prostu rusza i interesuje od dziecka. Ktos moglby sie oburzyc I wystrzelic z procy agresji, ze nie ma sie z czego glupia smiac. Ale to zalezy znowu – jak zawsze – od nas w srodku, jak stabilni i jak wolni w duszy jestesmy. Co mam na mysli?

   Sluchajac pania Czubaszek widzialam tyle kolorow ile osoba majaca oczy umyslu otwarte by widziala. Ci co maja oko ustawione jednokierunkowo nie zauwazyli przejaskrawionych wypowiedzi pani Czubaszek, tylko uwierzyli jej na slowo. Slowo "bachory" na przyklad. Popatrzmy na jej zachowanie w wywiadzie abstrachujac od tego co mowi. Plynela na fali, reagowala automatycznie z dodatkiem swojej przekretnej, sarkastycznej i przejaskrawionej osobowosci. Wiem co chciala powiedziec. Chciala powiedziec, ze nie lubi dzieci, nigdy ich nie miala i miala sama dwie aborcje. Tak bardzo ich nie chciala, ze tego dokonala. A gdyby dowiedziala sie, ze jest w ciazy za pozno to wolalaby nie zyc niz miec dziecko. Ja to opisuje w lagodniejszej formie. Brzmi to inaczej prawda? A to dlatego, bo pani Czubaszek nie starala sie wytlumaczyc swojego stanowiska z zachowaniem konstruktywnej formy, tylko puscila sie na karuzeli wierzen spolecznych a ona przyspieszyla. Walnela jak noga w wiadro. Nie dbala o forme i pewne jej ulagodzenie. Dlaczego sie smialam? Bo myslalam, ze ona nie mowi do konca powaznie. Widzialam przejaskrawienie. To tak jak Nergal podar£ Biblie, tak i pani Czubaszek przejaskrawila ten temat. Czy chciala tak mocno wypasc? Nie wiem. Ale tak jak ogladam dr. Housa to wiem, ze jego mocne teksty nie wynikaja z tego, ze on tak naprawde ostro mysli. On przerysowuje to tak mocno aby ludzi zabolalo, ruszylo, zszokowalo I aby sie obudzili. Albo przynajmniej aby zobaczyc oslupialy wyraz twarzy takiego delikwenta, bo sarkastycznym osobom dodaje to tylko uciechy i potwierdzenia jak malo dystansu czlowiek ma do siebie, swiata, waznych pytan, roznorodnosci wszechswiata i jak malo wolnosci w odniesieniu do swojego zycia czlowiek daje innym. A to wszystko oznacza, jakim jest niewolnikiem wlasnych odzwierciedlen swiata.

   W takich momentach przypomina mi sie - juz pisalam kiedys o tym – jak ludzie ida do psychologa, lub spotykaja jakiegos spirytualnego nauczyciela i odrazu przyjmuja, ze jest on mily. Na pytanie czy Mistrz mowi rzeczy niewygodne – psycholog Eichelberger odpowiedzial, ze mowi zawsze rzeczy niewygodne. Sokrates zylby sobie dlugo I owocnie, gdyby nie rozsiewal zametu. Skoro rozsiewal zamet to go sie pozbyli. Bylo tak od stuleci i nic sie nie zmienilo. My, ludzie nie mamy co sie cieszyc z faktu, ze niby jestesmy tacy madrzy I sprytni bo i w glowie i w sercu nadal zachowujemy sie jak jaskinowiec, ktory jak mu sie cos nie podoba to wali maczuga po glowie innych. Od wiekow problem jest ten sam – wolnosc, granice tej wolnosci, dobro I zlo, drugi czlowiek, innosc, roznorodnosc, wladza, pieniadze. Wszystko kreci sie od wiekow w okol tego samego i niestety nie madrze sie kreci. Ewolucja emocjonalna jest dopiero na swoim wlasnym poczatku. I nie…. Nie mam na mysli, ze wyzszy poziom myslenia to stwierdzenie, ze aborcja jest dobra. Mam na mysli, ze wyzszy poziom myslenia to fakt mowiacy o tym, ze roznorodnosc odpowiedzi jest wielka, a praca nad kontemplacja tych odpowiedzi zabiera troche czasu. I nie mowie, ze pani Czubaszek czy dr. House to medrcy I dlatego sa tak twardzi. Nie. Mowie, ze spotykajac ich, sluchajac ich, doswiadczajac ich i z nimi, ukazuje sie nam jakimi mistrzami my jestesmy. Czy spimy, czy sie budzimy lub obudzilismy, czy mamy dystans, czy mamy w sobie spokoj wewnetrzny, ktory powoduje, ze stajemy sie gotowi na debaty, nie krzyki. Ostre reakcje na temat aborcji i sposobu mowienia pani Czubaszek splywa ze mnie jak woda po kaczce a to z jednego powodu, ktory wymagam od innych dla mnie, jak i innym takie prawo daje – prawo do wyboru. A drugi powod – widze, ze ostra wypowiedz kryla w sobie zupelnie cos innego. Oczywiscie chetnie sobie z nia podyskutuje na ten temat, chetnie wypowiem sie, moge miec nawet odmienne zdanie – jednak nie bede stawiala swojego JA od ktorego wszystko sie odbija jak pani Kolenda – Zalewska, ktora stwierdzila, ze pani Czubaszek wypowiedzla sie o aborcji jak o wyrwaniu zeba. Tak ta pani to odczula. Mogla. Ale czy ja musze czuc tak samo? A moze dla kogos jest to jak wyrwanie zeba, bo wyznaje wiare, ze tkanka to tkanka, nie dziecko. Musimy zastanowic sie glebiej.

   Mowiac o aborcji mamy przed oczyma jeden wcisniety w nasze zwoje mozgowe schemat – taki jakim pan Cejrowski dzieli sie na okolo– polamane male nozki, polamane male raczki. Ale aborcja wyglada inaczej w roznych stadiach rozwoju ciazy. Do 7 tygodniu przyjmuje sie silna tabletke hormonalna I tkanka wyplywa wraz z krwia jak przy cyklu miesiaczki. Gdzie tu polamane raczki? Aaaa pewnie chodzi o mikroskopijna komorke, ktora golym okiem widziec nie mozna, jednak po ilus tam powiekszeniach mozna zobaczyc cos co przypomina malego czlowieczka. Wiecie na czym polegaja kognitywne triki ?– ze patrzac na rame krzesla nasz mozg odrazu dodaje sam do calego obrazu schemat zakodowany wczesniej. Widzac rame krzesla juz widzimy krzeslo. Widzac cos na ksztalt reki, widzimy ramie I zaraz calego czlowieka. Jednak czemu nie widzimy drzewa w ziarnie? Albo kury w jajku? Pewnie dlatego, ze jajko to POTENCJAL, ktory moze stac sie kura, ale nie musi. Kura moze stac sie pod pewnymi warunkami, ale jajko to nie jest jeszcze kura. To zrodlo, z ktorego moze kura powstac. Ziarno posiada pewien potencjal do stania sie drzewem lub zbozem, ale nie jest jeszcze zbozem, bo nie ma gleby, nie ma deszczu. Nauka rozpoznala pewne cykle, I tu sie rozni od zwyklego Kowalskiego wychowanego w jednym swiatopogladzie. Najpierw jest embrion, plod I dziecko. Dla Kowalskiego jest dziecko, dziecko, dziecko. I rozumiem skad sie to bierze. Nie odbieram prawa do wlasnych wierzen. Ale tez nikt nie odbiera mi prawa do mojego zdania i mojego ciala. Wyobrazcie sobie, ze juz inna religia np muzulmanska (I nie mowie o skrzywionym terroryzmie) wierzy, ze dusza dziecka tworzy sie w 120 dniu zycia plodu. Nie wczesniej. Aborcja jest tam dopuszczana wlasnie do tego czasu. Kto dal nam prawo myslec, ze katolicka religia I myslenie daje nam prawo do okreslania rzeczywistosci dla wszystkich? Wierzysz, ze dziecko jest dzieckiem od poczatku? Swietnie, z ta swiadomoscia podejmuj decyzje. Nie wierzysz bo widzisz odgrom problematyki? Albo podchodzisz do tego racjonalnie i na swoj sposob? Stosuj to w swoim zyciu odpowiednio do swojego sumienia. Jednak programowanie, ze swiat wyglada tak jak wyglada bez odpowiednich na to dowodow……Osobiscie, patrzac na bigger picture temat nie jest prosty z jedna odpowiedzia.

   Kolejne komentarze przynosily kolejny brak logicznosci i dalsze sprzecznosci. Ktos napisal  – za aborcja pewnie sa ci co juz sie narodzili. Krotkie zdanie, ale ja widze znowu wiele problemow, ktore nie pozwalaja mi na jednoznaczna odpowiedz. To tak jak z pania Tysiac, ktora pytali jak sie czuje patrzac na dziecko, ktore chciala usunac. Znowy pamietajmy o forme pytania i twarde slowo USUNAC. Tyle, ze dla tego dziecka, dla swiata jak I jego samej swiadomosci, ono nie istnialo. Tu jest znowu problem prawa, ktore ludzie chca by dzialalo wstecz. Zycie nie dziala wstecz. Dziecko pani Tysiac nie istnialo samo w sobie, w takiej formie z niebieskimi oczkami I gladka skora. Istnial tej koncowej formy potencjal. Moja mama dokonala aborcji, jak juz wspominalam. Sama nie wie, ze ja wiem. Czy byloby dla mnie roznica gdybym to ja byla usunieta? Tu potrzeba troche wyobrazni abstrakcyjnej, wyjscie poza JA, cofniecie sie jakby do momentu nieistnienia, wejscie w sytuacje jakby sie bylo dzieckiem na jego poziomie swiadomosci. A to nie wiele ludzi potrafi. Dlaczego? Bo patrza przez pryzmat swiadomosci, ktora juz nabyli. Ich oczy juz widzialy slonce I swiadomosc, wiedza, ze to jest slonce. Kiedy patrzy sie na dziecko mysli sie, ze smutno by bylo gdyby ono tez tego slonca nie widzialo, bo ja je lubie I sprawia mi przyjemnosc, wiec dziecko tez powinno sie tym cieszyc. Widac powiazanie? Wszystko przechodzi przez subiektywnosc tu i teraz. Ja zyje, ja wiem ze zyje i umre. Ale jak to wyglada ze strony zarodka? Jak sie zna etapy rozwoju, biologicznego, psychologicznego I przede wszystkim WLASNEGO to na pytanie czy pamietalas jak sie narodzilas albo pamietalas jak lubilas jesc zupke Bebo o smaku marchewkowym to mozliwa jest jedna odpowiedz – NIE, NIE PAMIETAM.  To tak jak umiera osoba a bliscy ja oplakuja. Tak naprawde my placzemy nad wlasnym bolem I tesknota za ta osoba, a sam delikwent juz dawno ma to gdzies. Nawet nie ma gdzies, bo juz nie ma nawet tego "gdzies". Energia sie rozproszyla I wraca do zrodla, albo gdzies fruwa w przestrzeni. Nadal chce podkreslic, bo latwo stracic obiektywizm w sprawach tak ciezkich dla ludzkosci jak smierc, cierpienie itd – iz nadal to nie zmniejsza waznosci chronienia czy kochania, czy plakania nad zaistnialymi sytuacjami. Staram sie pokazac drugi biegun, perspektywe, ktora nie wywodzi sie z ego, z ja.

   Wiec moja odpowiedz na slowa, ze za aborcja sa osoby ktore juz tu sa jest prosta – gdybym byla usunietym potencjalem – nic a nic by mnie to nie obchodzilo. Nie mialabym nawet czym ruszyc by mnie to zaczelo obchodzic. To obchodzi tylko ludzi juz fully uformowanych, bo to oni staja twarza w twarz z dylematami, sumieniem, bo juz tu sa. Gdyby mnie nie bylo, to nawet bym nie wiedziala, ze mnie nie bylo. Teraz wiem, bo juz tu jestem, ale przed tym nie istniejemy jako tako. Tak bedzie I po smierci – w sensie tak z dotychczasowym obserwacji (bez dodawania wiary i nadziei) wynika – kiedy umre bede uwolniona. Nie bede miala czym plakac, czym cierpiec, bo wszystko co powoduje, ze bym to czula bedzie dawno rozlozone na atomy. Moja ciocia po smierci osoby jej bliskiej, ktora byla jak matka dla niej powiedziala, ze nie moze sie pozbyc smutku I pogodzic z ta smiercia, bo mysli, ze juz nigdy nie bedzie tak kochana jak przez ta osobe….. Oczywiscie znowu podkreslam, ze nikt nie odbiera tutaj prawa do smutku…… jednak powod tego smutku, kiedy sie patrzy glebiej wydaje sie juz byc inny niz myslimy. Ale przypominam - TO JEST MOJE ZDANIE WYNIKAJACE Z ANALIZY I SYNTEZY, i dalszej analizy i syntezy. Nie mowie, ze mam racje, jednak staram sie zlozyc do jednego logicznosc i rozumowanie. 

   Dalej.....

   Zdumiewa mnie fakt, ze ludzie sa tak szybcy do nienawisci I ostracyzmu po komentarzach pani Czubaszek, I sa tak szybcy w kwestii co jest dobre a co zle. Czy jak ktos zachodzi w ciaze a nie chce miec dziecka lub nie lubi dzieci, to ma je i tak I tak urodzic i oddac do adopcji? Czy taka jakosc zycia jest odpowiednia? Zdumiewa mnie tez fakt, ze odrazu zaklada sie, ze zycie to najwieksze dobro i kazdy je pragnie, nawet dziecko aborcyjne. Biologicznie, tak, kazdy organizm jest zaprogramowany na przetrwanie. Dopiero pozniej sie wszystko komplikuje, kiedy doswiadczamy swiat i swiadomosc istnienia sie formuluje. Moje stanowisko jest jasne; akceptuje co mi dano, nie mam nienawisci do zycia, ale je nie chlubie i nie gloryfikuje, bo moze byc ciezkie, paskudne i nie z powodu ludzi tylko, ale z powodu generalnych zasad o ktorych zapominamy w naszym czystym i pieknym mieszkanku, wychodzac do sklepu po jedzonko, majac cieplo i milo. Nie biegamy po dzungli za jedzeniem, lub nie cierpimy glodu, nie cierpimy (juz) rezimu, ktory odbiera nam godnosc i podstawowe warunki do przetrwania.  Zycie jest piekne! Ha! - ten tekst jest tak znany, ale jednoczesnie tak jednostronny i zamkniety. Jest piekne w roznych kondycjach, w roznych czesciach swiata – ale juz gwalcone kobiety w Afryce nie pomysla, ze zycie jest piekne i maja do tego PELNE PRAWO! Pani Kolenda Zalewska mowiac o wyrwaniu zeba musi zrozumiec, ze jak ona ma prawo podchodzic do tego jak do Holokaustu, co jak dla mnie jest przesada bo sytuacja w ktorej czlowiek stoi jest inna, jednak dla innych jest to po prostu dzialanie w zgodzie ze soba za czym idzie odpowiedzialnosc za zaproszenie kogos na ten swiat. Bo posiadanie dziecka to nie sielanka, to odpowiedzialnosc, to full time job, wiele wyrzeczen biologicznych dla kobiety i psychicznych i tak sie jedzie cale zycie. Nie kazdy chce doswiadczyc takiego wyzwania. To dziecko jest nierozerwalnie zwiazane z matka. To kobiety wybor czy chce przez to wszystko przechodzic. To jest oczywiscie MOJE ZDANIE.

   Znowu aby bylo jasne – nie jestem za aborcja jakos srodkiem antykoncepcyjnym, czy nawet posytuacyjnym. Ale jestem za tym, ze to jest kobiety sprawa, bo to ja dotyka najbardziej na wielu obszarach do konca zycia jak I moze dotknac dziecka na calej zyciowej lini. Przed tym wszystkim co juz napisalam jest jedna rzecz, ktora bedzie mnie bardziej wkurwiac, niz aborcja – G£UPOTA. Bo tak naprawde to od niej sie wszystko zaczyna i to jest zmora swiata. Posiadanie dziecka z glupoty jest gorsze niz nie posiadanie tego dziecka. Jest 21 wiek a ludzie nadal zapominaja cos tak prostego jak skad sie dzieci biora! Nad tym powinno sie pracowac. Nad edukacja, nad promocja zabezpieczen, ich latwiejszy dostep. A co slychac zamiast tego? Stosuj kalendarzyk, bo reszta to grzech, reszta to be. Pigulki dadza ci raka, zabijasz juz biorac pigulki, a prezerwatywa – o ile dobrze pamietam Papiez Jan Pawel II stwierdzil moze byc uzyta tylko w szczegolnych wypadkach. Trzeba sie powstrzymywac od seksu w dni plodne, a miec seks w dni nieplodne. Reszta to wstrzemiezliwosc seksualna i insze represje. Jestem w trakcie czytania jednej z ksiazek Osho i on widzi na przyklad drugie dno – sam Bog uprawial seks z Maria cudem zostawiajac ja dziewica. Jednak tak to ladnie nazwano, ze zeslal Ducha Sw. Pewnie chodzilo o potencjal. A gdzie on jest? W plemniku polaczonym z jajeczkiem. Nigdzie wiecej. Nie wspomne o fakcie, ze kobieta sie o to nie prosila, a kazde cierpienie powinna przyjac jako dar. A biedny Jozef musial uwierzyc na slowo i w swoj sen, ze to jest wola Boga. Ludzie…. Nie wspomne takze o slynnym sposobie zabezpieczenia – stosunek przerywany. Moj rozum sie wtedy gotuje – jakim trzeba byc idiota myslac, ze stosunek przerywany daje pewnosc, ze sie nie zajdzie w ciaze. Polowa ludzkosci wlasnie stad pochodzi. Czy ktos mowi o tym glosno, ze plemniki nie sa tylko w spermie ale takze I w sluzie? Podam Wam pare przykladow glupoty I to tu trzeba sie zalamywac. Bo aborcja niebylaby potrzebna gdyby ludzie zaczeli myslec I uzywac zdobycze cywilizacji a nie pod wplywem glupich hormonow I chuci pakowac sie na zywca w cos co ma jasna I prosta konsekwencje. A nie jest to lekka konsekwencja, to stworzenie nowej planety i jej losu.

   Mamuska, o ktorej juz raz Wam wspominalam po pierwszym dziecku przyszla do mnie po paru miesiacach z obwieszczeniem, ze jest w drugiej ciazy. Patrzac na mnie niewinnie dokladnie powiedziala takie slowa – Pamietaj, nawet zwykla zabawa bez wytrysku moze cie zaplodnic. Kobieta 34 letnia odryla Ameryke! Myslalam, ze zartuje mowiac mi to tak jakbym tego nie wiedziala, ale ona naprawde nie wiedziala. Jednak i tak chciala miec kiedys drugie dziecko, wiec przyjela je z radoscia.

   Drugi przyklad – co drugi to lepszy. Moj kumpel Francuz opowiedzial mi historie przy kawce, jak to spotykal sie z dziewczyna pare miesiecy I ona mu powiedziala, ze z poprzednim partnerem kochala sie bez zabezpieczenia I nie mogla zajsc w ciaze. Mysli, ze jest bezplodna, wiec moze sprobuja to sprawdzic. A Francuz????? Zgodzil sie! HA! I nie trudno sie domyslic, zaszla w ciaze! Czy to nie jest szczyt glupoty? Czy proste wyjscie z tej niepewnosci - idz do lekarza i to sprawdz - bylo tak trudne i skomplikowane, ze az nieosiagalne??? I teraz pytanie - czy dziecko powinno sie narodzic? On nie gotowy, ona tez nie, sa ze soba krotko.  Dziewczyna stwierdzila, ze nie chce dziecka, a ze we Francji spoleczenstwo nie jest zacofane I zostawilo kobiety swoim sumieniom, mogla dokonac aborcji (pierwszy trymestr ciazy na zyczenie). Ale nie polamala nozek i raczek tylko wziela hormony i zarodek opuscil cialo kobiety. I wiecie co najbardziej mnie wkurza w tej historii??? Wlasnie ta glupota! Wlasnie ta slabosc, te typowe ludzkie zachowania, czyli biologiczne automatyzmy. To co ludzkie nie jest madre. Ludzkie jest automatyczne tak jak u innych gatunkow zwierzat. Czlowiek rodzi sie dopiero wtedy kiedy przekracza te automatyzmy. Jak ostatnio czytalam u Osha – pies zawsze pozostanie psem. Jednak czlowiek moze spac nizej niz zwierze, ale takze moze stac sie Budda. Ma potencjal otwarty z dwoch stron. Jednak do takiego poziomu ludzkosc jeszcze nie dotarla, bo nie zna slowa ODPOWIEDZIALNOSC. Bo swiadomosc nie pozwolilaby na slepote hormonami. One by byly, ale poprzez poczucie silnej odpowiedzialnosci nikt nie posunalby sie do tak bezmyslnego ruchu miednica.

   Nastepny przyklad – kolega z pracy. Byl singlem I chcial sie bawic. A nie ma nic zlego w bawieniu sie jak sie to robi z glowa. Ale koledze tego potrzebnego narzadu zabraklo, bo spotkal kobite w barze I zdecydowal sie na tzw. one nigh stand. Nie byloby w tym nic dziwnego, jezeli wszystko rozgrywa sie uczciwie, jednak kolega po rozmowie z kobita na temat zabezpieczenia uslyszal, ze moga uprawiac seks bez zabezpieczenia bo ona wezmie pigulke po. Iiiiiiiii?????  I poszedl na to! Osobe pierwszy raz w zyciu widzial I jej uwierzyl. Teraz moze cieszyc sie 6 letnim synem, z obca mu kobieta, bo widzial I spal z nia tylko wtedy, a synek podrozuje iles tam kilometrow raz na miesiac by poczuc, ze ma ojca. Nie wspomne o swiadomosci jaki powod byl jego zaistnienial. Czy dziecko doswiadczy w zyciu co znaczy miec rodzine, kochajaca sie matke i ojca? Albo, ze chociaz kiedys sie kochali? A nie tak dawno jak wczoraj ogladalam historie rodzicow, ktorzy zdecydowali sie na drugie dziecko by z pepowiny pobrac komorki macierzyste dla swojego 3-letniego synka. Bez szkody oczywiscie dla malego niemowlaka. I oburzeni bogobojni krzycza o etyce. Cel przywolania dziecka jest niemoralny i przedmiotowy. Uratowanie zycia jest przedmiotowe? Polowa ludzkosci jest na swiecie z nieetycznych powodow. A ja mowie, nie ma nic bardziej niemoralnego niz glupota. "Nie jest grzechem byc glupcem, ale glupcy popelniaja najwiesze grzechy." Czy to nie wkurza???? Teraz patrzac na dziecko nie mozna sobie wyobrazic by go nie bylo. Ale wtedy – jego nie bylo. Prawo nie dziala wstecz. Rzeka nie plynie w gore by w zrodle zaniknac, tylko plynie ze zrodla.

   Znam wiele, wiele takich przykladow. Kolezanka pojechala na wakacje i uprawiala seks bez zabezpieczenia z jakims facetem z Chile. Mi powiedziala, ze sie zabezpieczala. Ale pozniej wyszlo, ze jednak nie. Aborcja. Facet przespal sie na zywca z kobieta, robiac dziecko a potem ze strachu I braku odpowiedzialnosci zwial I tyle go widziano. A kobiecie bylo to na reke bo wrocila do swojego…. faceta, z ktorym miala wtedy kryzys, wiec sie zabawila. A potem przez 11 lat wmawiala juz pozniej mezowi ze to jego dziecko. Jak te dziecko bedzie sie czuc wiedzac, ze otaczaja je sami klamcy, a wlasny biologiczny ojciec zwial i tyle go widziala? Oczywiscie sa wieksze tragedie. Ale moj punkt jest taki, ze dziecko ma prawo "BYC DZIECKIEM MILOSCI, POWITANYM TU JAK NAJLEPSZY Z GOSCI". 

   Czy to nie wkurza? To jest tragedia - glupota. Brak odpowiedzialnosci. To jest dla mnie brak myslenia o nowym zyciu, nie decyzja o nie pozwoleniu na rozwoj zarodka. Bo jak te zycie juz sie pojawia zaczyna sie rozwijac, zaczyna czuc, byc swiadomym czucia I dzieje sie wiele rzeczy w psychice. JAKOSC A NIE SAMO ZYCIE! Mozemy wierzyc, ze kazde dziecko zyjace w ciezkich warunkach ma szanse przejsc siebie, swoje wychowanie, warunki mieszkalne, rodzinne itd. Tylko ciekawe jakby to doknelo nas osobiscie. I wielu z nas dotknelo, jednak wyobrazcie sobie, ze moze byc gorzej. Zycie na przyklad z matka, ktora nas nigdy nie chciala.... itd itd Mozna mnozyc. Cierpiec, cierpiec, cierpiec. Jestem jak najbardziej za konstruktywnym stresem, jednak sa takie cierpienia, takie blahe powody do zaczetego zycia, ze mysle iz nie sa one wystarczajace by na sile przywolywac istnienie.

   Znowu podkresle, gdyby ktos zapomnial – JESTEM ZA PRAWEM WYBORU DLA KOBIET, PRAWEM WYBORU DO SMIERCI ALE PRZECIWKO GLUPOCIE, SLEPOCIE I NISKICH POBUDEK. Jestem za edukacja I mysleniem jako prewencja przed aborcja, jednak nie oznacza to, ze aborcja powinna byc zakazana. Czy ktos na zdrowych zmyslach chcialby zabijac dziecko? Gdyby rozumial konsekwencje wyborow, odczuwal to gleboko i madrze, gdyby byl szczesliwy, gotowy, mial dostep do opieki, antykoncepcji, stabilnosci finansowej, aborcja nie bylaby potrzebna Problem jest tak zlozony, ze ci co krzycza o morderstwie sa - jak dla mnie – mordercami godnego zycia i wolnosci wyboru. Ktos moze powiedziec – nie ty powinnas decydowac o zyciu i smierci tylko dziecko. Tyle, ze jak pozniej przychodzi do samobojstwa wspolczujemy, lub takze potepiamy. Juz nic nie mozna zrobic ze swoim zyciem. Przypomina mi sie odrazu kobieta, ktora ile dzieci urodzila po sztucznym zaplodnieniu? 15? Bo wierzyla, ze to dzieci i niepodjecie sie tego zadania to "zabijanie dzieci". Teraz te dzieci sa i nie jest latwo.

   Wracajac do aborcji, slowa aborcja tak jak inne, np. konkubinat, staropanienstwo, morderstwo, odrazu przywoluje na mysl wielki negatywizm.  Taki ma wydzwiek I prawdopodobnie taki jest cel. Przypomina mi to troche NOWOMOWE z ksiazki Orwella Rok 1984. Zostala ona stworzona, aby narzucic spoleczenstwu wierzenia, swiatopoglad, ideologie zgodna z wymaganiami wladz. Specjalnie uzywa sie lub zmienia slowa aby spoleczenstwo nie potrafilo formulowac nowych i odmiennych niz rezim ideii. Slowa "morderstwo", "Holokaust" sa bardzo mocne...Dzialaja w zgodzie do swojej natury, sprytnie wslizgujac sie do naszych sumien.

   Mieszkam w Irlandii, katolickim kraju, gdzie na wzor Polski aborcja nie jest dozwolona. Jednak juz wystarczy poleciez do Anglii czy Francji I tam pozostawia sie ta decyzje kobiecie, ktora naturalna koleja rzeczy jest najbardziej obciazajaca. Czy tam statystyki oszalaly i siegnely swojego momentum? Nie. Bo w glebi duszy zadna kobieta nie chce aborcji. Jednak niestety z powodu wielu czynnikow, jak glupota, ignorancja, brak edukacji, czy nawet niepoprawnie uzyte srodki antykoncepcyjne (lub ich brak a takze statystyczna liczbe jej zawodzenia) to sie zdarza. Tak zycie wplywa na ludzi. Posiadanie dziecka z glupoty jest dla mnie wieksza zbrodnia. Pol biedy jak jest jednak przyjete, kochane i wszystko sie uklada, bo kobieta lubi dzieci i wczesniej czy pozniej chcialaby je miec. Facet takze podejmuje odpowiedzialnosc, kocha dziecko i cieszy sie, starajac sie sprostac wyzwaniu. Wybor wtedy jest prosty - wita sie nowe zycie i nie mam nic przeciwko. Jednak bardzo malo znam ludzi, ktorzy swiadomie, po owczesnych przygotowaniach zaprosili istnienie na ziemie. Moja fryzjerka wyszla za maz bardzo szybko, jednak dala sobie czas na probe malzenstwa. Po pieciu latach byla pewna ze jest gotowa na dziecko I zaczely sie przygotowania. Sprawdzila swoje zdrowie, rozwiazala problemy zoladkowe, wyleczyla zeby, przeprowadzila sie do wiekszego mieszkania. Maz jej towarzyszyl we wszystkich przygotowaniach. Swiadomie odstawili zabezpieczenie. To jest dojrzalosc. Nie zabobony o tym jak to antykoncepcja czy in vitro zabija dzieci. To straszne slowa, programujace w bardzo negatywny sposob. 
   
   Konczac moje rozwarzania jest wiele pytan na ktore ciezko odpowiedziec I kazdy pownien odpowiedziec sobie na nie sam, bez ostracyzmu I nienawisci. Katolicki kraj..... Czy myslicie, ze Jezus wydarlby sie na taka Czubaszek I nazwa£ morderczynia? Pani Kolenda – Zalewska musi pogodzic sie z faktem, ze dla niektorych kobiet NIE MA TRAUMY poaborcyjnej i zaloze sie, ze wiekszosc dokonala to wlasnie w pierwszych tygodniach ciazy, gdzie instynkt macierzynski jeszcze sie nie rozwinal, chyba, ze ktos pracuje trwardo nad swoja wyobraznia i juz widzi w komorce niebieskie oczeta. Serio, nie mam nic przeciwko, ale to jest OSOBISTY oglad na sprawe. Wmawianie traumy, to jest wielka trauma. Podwojna. I takie kobiety nie sa zimne, chore, cos z nimi nie tak  - jak wielu powie - ale dokonaly choc drugi raz odpowiedzialnej decyzji, ze nie sa gotowe na przyjecie czy kochanie nowego zycia. Ale powinny sie WSTYDZIC i ZALOWAC utraty glowy na rzecz popedow. Tak jak i ich partnerzy. Wstydzic, nie traumatyzowac, ale wstydzic tak mocno, by nastepnym razem mozg, nad ktorym ewolucja pracowala przez lata zadzialal adekwatnie do swojego przeznaczenia - MYSLENIA.  Najwieksza aborcja zycia jest GLUPOTA! Wiec bierzmy zycie jakie jest, bez czary mary I jak nie chcemy miec dzieci uzywajmy to co mamy na karku I myslmy zas. Nie jest to romantyczne? Przywolanie zycia wtedy kiedy nie trzeba tez nie jest. W tym okazujmy szacunek do istnienia - tworzymy je z powodu gotowosci do dania milosci, czasu, a czesto i sily, energii i reszty swojego zycia.

   Ale widac to co niby proste w praniu juz proste nie jest...... Latwo tak rozprawiac, ale jak widac trudno niektorym zrobic....

   I zeby bylo jasne - i tez sie nie boje tego powiedziec, jednak uzyje poprawnej formy - TAKZE ZA DZIECMI NIE PRZEPADAM i ich nie planuje. Co nie oznacza, ze nie traktuje ich jako czesci ludzkosci. Dzieci nigdy nie byly dla mnie oczywistym planem. Lubie cisze, lubie wolnosc taka jaka mam teraz. Nie rozczulaja mnie male stopki i raczki. Zawsze bylam zbyt racjonalna i zbyt duzo widzialam powodow ludzkich zachowan i odczuc by byc latwo pewnymi rzeczami ruszona. Dlatego zabezpieczam sie jak moge. Jezeli nastapilaby sytuacja, ze mam pecha i bylabym w tym 1% gdzie antykoncepcja zawodzi z roznych biologicznych powodow - nawet bym sie nie zastanawiala i uzylabym farmakologicznych srodkow. Bo zrobilam co moglam i wiem, ze nie chce miec dzieci. A na pewno nie teraz. Jednak biedne dzieci, ktore juz tu sa, wlasnie przywolane przez brak odpowiedzialnosci, skrzywdzone przez los - takie mnie interesuja i bardzo ruszaja. Latwo dostrzec powiazanie - sama takim dzieckiem bylam. Na pewno nie zamierzam byc nieprzydatna dla spoleczenstwa, chce cos dac istnieniu, wybieram po prostu inna forme. Krzykacze, ktorzy nie widza innych form, lub uwazaja je za zle, skrzywione itd sa wiekszymi egoistami niz ci na ktorych krzycza. I majac swiadomosc tego wszystkiego, bedac szczera z zyciem tak chce je ukierunkowac... bez glupoty. I jakos mi sie udaje. Mozna??? Mozna! 

I kiedys napisalam nawet wiersz na ten temat, kiedy to po raz setny rozmyslalam nad zjawiskiem:

Moje dziecko???
Czy dobrze sciagac kogos z gwiazd,
Gdzie nie ma granic, nie istnieje czas,
Czy prawo mam w ten ziemski swiat,
Przykuc do zycia, czesto bez szans,
Bez szans by wiedziec, bez szans by trwac,
Nie lepiej zostawic , co nalezy do gwiazd?

Czy mam prawo sciagac jakas dusze z gwiazd?
Kiedy znam ten bol serca co teskni do dna…..



Dobranoc. 



Naszym prawem jest być dzieckiem miłości
Powitanym tu jak najmilszy z gości
Choć wiem, że tych uczuć nie odda mi nikt


Naszym prawem jest krew pełna ekstazy
Pięknych dziewcząt jak i mężczyzn bez skazy
I kość cienka tak - już nie powiem ci nic

Posłuchajcie nas i was nienarodzonych
Dotąd cichych dotąd zawsze bez obrony
Chcemy bowiem przemówić nareszcie
Bez zapału ku nam się nie śpieszcie - to prawo...

Naszym prawem jest radość istnienia
A nie martwa cierpliwość kamienia
I tak wiem, że z tą prawdą nie liczy się nikt


Naszym prawem jest pozostać w przestrzeni
W odległości od świateł i cieni

Być tym kimś kim każdy z was - też mógłby być

Posłuchajcie nas i was nienarodzonych
Dotąd cichych dotąd zawsze bez obrony
Chcemy bowiem przemówić nareszcie
Bez zapału ku nam się nie śpieszcie - to prawo...

środa, 8 lutego 2012

Zapisalam w czerwonym notesie....

Umysł uzależniony

Tym, co skazuje nas wszystkich na nieuchronne uzależnienie, jest niepewność co do naszej tożsamości prawdziwej i związany z nią lęk. W tej trudnej sprawie uzależnienie ma pozory rozwiązania idealnego. Znieczula niepokój, usypia wątpliwości, a na dodatek pochłania cały nasz czas i energię. Sprawia, że wydaje nam się, iż wreszcie wiemy, kim jesteśmy i czemu warto poświęcić życie. Na przełomie wieków ludzki świat zdał sobie sprawę z panującej od zarania dziejów epidemii uzależnień. Choroba ta przybiera formy tak wielorakie i pochłania taką liczbę ofiar, że nie sposób nie powziąć podejrzenia, iż istota ludzka w swojej konstrukcji ma jakiś podstawowy defekt. Jest to zapewne grzech pierworodny, który czyni uzależnienie niezbędnym sposobem na przeżycie poza rajem... Chyba nikt albo prawie nikt nie jest w stanie się go ustrzec. To jedynie kwestia momentu i okoliczności zetknięcia się z naszym „uzależniającym alergenem”. Porównanie do alergenu nie jest tu przypadkowe. Nie tylko dlatego, że choroba uczuleniowa również ma wymiar epidemiczny. Przede wszystkim dlatego, że nasza reakcja na „uzależniacz”, podobnie jak na alergen, często bywa dla nas całkowitym zaskoczeniem. A uzależnić się możemy niemalże od wszystkiego. Epidemia U zatacza więc coraz szersze kręgi, siejąc spustoszenie w naszych sercach i umysłach, unieważniając nasze dotychczasowe związki z ludźmi i ze światem. Sprawia, że albo się izolujemy i nikt nie ma z nas żadnego pożytku, albo, co gorsza, uznajemy, że nasze uzależnienie jest najlepszą receptą na problemy świata, i czynimy z niego zażarcie propagowaną ideologię. Jednak najbardziej niebezpieczne jest to, że uzależnienie staje się naszą pozorną tożsamością uwalniającą nas od konieczności poszukiwania naszej tożsamości prawdziwej. I tak np. alkoholik na pytanie: „kim jesteś?” - odpowiada: „jestem alkoholikiem”. Uzależniony od swojej ideologii liberał czy socjalista odpowiada: „jestem liberałem” albo „jestem socjalistą”. Uzależniony od religii swoje egzystencjalne i duchowe wątpliwości usypia zapożyczoną tożsamością religijną. Zagubiony nastolatek odetchnie z ulgą, gdy będzie mógł o sobie pomyśleć, że jest kibicem jakiegoś piłkarskiego klubu lub fanem rockowego zespołu. Podobnie rzecz się ma z uzależnionymi od statusu, pieniędzy, własnego wizerunku, firmy, od pracy i braku pracy, od domu i bezdomności - i z wieloma innymi, których nie sposób tu wymienić. Wygląda więc na to, że tym, co skazuje nas wszystkich na nieuchronne uzależnienie, jest niepewność co do naszej tożsamości prawdziwej i związany z nią lęk. W tej trudnej sprawie uzależnienie ma pozory rozwiązania idealnego. Znieczula niepokój, usypia wątpliwości, a na dodatek pochłania cały nasz czas i energię. Sprawia, że wydaje nam się, iż wreszcie wiemy, kim jesteśmy i czemu warto poświęcić życie. Gorączkowo kreujemy konflikty, bo w ogniu walki, w opozycji do inaczej uzależnionego wroga nasza chwiejna, iluzoryczna tożsamość stabilizuje się i wzmacnia. Wiemy, że zwycięzca dostaje dodatkową premię. Uzależnienie zwycięskie przybiera pozór obowiązującej prawdy - co odurza nas jeszcze mocniej i wydaje się nieść upragniony spokój. Dlatego wojna i konflikt są nieodwołalnie wpisane w świat uzależnionych umysłów.

Prędzej czy później pseudolekarstwo uzależnienia musi okazać się gorsze od choroby niepewności i lęku. Lecz wtedy, niestety, naszym programem i legitymacją na resztę życia staje się wychodzenie z uzależnienia i błędne koło zatrzaskuje się wokół nas - wydawać by się mogło - na zawsze. Jednak wbrew pozorom nie tracimy szansy odnalezienia takiej tożsamości, która przyniesie nam prawdziwy spokój i radość. Zabrzmi to patetycznie, ale trudno - tą nadzieją jest nasza przyrodzona potrzeba poszukiwania wolności i prawdy nazywana również potrzebą wyzwolenia albo zbawienia. By pozostać jej wiernym, nie wolno ulegać pokusie identyfikowania się z czymkolwiek, co wydaje się być w naszym posiadaniu lub być naszym udziałem. Przy każdej okazji pytać siebie o to, czy posiadanie lub nieposiadanie, pozycja i przynależność (lub ich brak) mają się w jakikolwiek sposób do tego, czym w istocie jesteśmy. Bądźmy nieustraszeni i pytajmy dalej:jak to, czym jesteśmy, ma się do przemijania, do młodości i starości, zdrowia i choroby, rodzenia się i umierania. Te fundamentalne pytania uchronią nas przed gorączkowym identyfikowaniem się z pozorami, przed koniecznością rozpaczliwej ich obrony i wszystkich nieszczęść, które mogą z tego wyniknąć. Stare chińskie przysłowie ostrzega: skarb wniesiony frontową bramą nie jest prawdziwym skarbem domu.
Wojciech Eichelberger

czwartek, 2 lutego 2012

A ja jestem polna trawa....




Tyle chciałbyś mi dać,
ale we mnie pustka płonie,
zrywam z wieszaka stary płaszcz,
i uciekam, siebie gonię.

Bo nie mam imienia,
nie mam imienia,
abyś nim wołał mnie.


Bo nie mam imienia,
znaku na ziemi...
A muszę mieć,
by kochać cię.

Ty chcesz w wazony wstawiać mnie,
a ja jestem polną trawą,

garścią zieleni, którą wiatr,
nazwał różą dla zabawy.

Bo nie mam imienia,
nie mam imienia,
abyś nim wołał mnie.

Bo nie mam imienia,
znaku na ziemi...
A muszę mieć,
by kochać cię.

Ja bez miłości co dzień,
jestem jak bezdomna trawa...

piątek, 13 stycznia 2012

Cierp cia£o jak sie chcia£o.

   Juz po Swietach. Mamy Nowy Rok. Powiem Wam szczerze nudzi mnie ten czas swiateczny. Siedzi sie tylko i oglada Kevina samego w domu hahaha 

   Ostatnio petla sytuacyjna znowu sie zapetlila I co krok slysze wiadomosci o choroboach. Rak. Zjadacz ciala. Pozeracz zycia. Ostatnie dosieniesienia na temat raka pokazuja ze prawie polowa (40-45%) przypadkow raka moglaby nie nastapic gdyby czlowiek prowadzil zdrowy tryp zycia. W duzej mierze przyczyniamy sie do rozwoju Zjadacza Ciala. Zla dieta, papierosy, alkohol, stres. Oczywiscie wielu zwala wine na geny. Oczywiscie takze biora swoj udzial w tej makabrycznej uczcie, jednak w wiekszosci sami dokarmiamy je lyzeczka wlasnej ignoracji I lenistwa. Studia pokazuja, ze mutacja genowa wystepuje w 0.3% populacji I nawiazuje do 3-10% wszystkich Zjadaczy Ciala. Zla dieta I brak cwiczen na przyklad nawiazuje do 30-35% wszystkich Zjadaczy. Ale kto chce sluchac, ze mamy wplyw na swoje zycie, wowczas bedzie trzeba wykazac jakis wysilek I powziasc odpowiedzialnosc za wlasne zycie…..

   Generalnie nasz stosunek do wlasnego ciala, jako maszyny realnie dzialajacej I spelniajacej swoja funkcje jest jakoby albo obojetny albo negatywny. Cialo staje sie centralnym zrodlem naszej uwagi podczas dorastania, a przede wszystkim u kobiet nie zmienia sie to do konca zycia. Martwimy sie czy nie jestesmy za grube (bo jakos czy zachude to nie slyszalam), czy nie za duzo cellulitu, czy piersi nie zwisaja nam do kolan, oraz czy twarz nie wyglada jak po ataku pajaka z kompulsywnym syndromem tkania pajeczyny czasu…. A wszystko to po co? Aby sie podobac plci naszego upodobania. Moge dorzucic obserwacje kulturowe, roznice pomiedzy Polska a Irlandia. Irlandki sa na wiecznej diecie polegajacej na jedzeniu fastfoodow I slodyczy a za odchudzanie zabieraja sie przy wiekszych okazjach. Faceci w ogole jakby nie wiedzieli, ze maja cialo I nalezy o nie dbac cwiczac I jedzac zdrowo. Zyja z tym co akurat im sie utworzy. Lucky Ci, ktorzy z natury akurat sa szczupli. A Polacy? Od poczatku rosniemy w swiadomosci co jest dobre dla ladnego wygladu a co nie. Mc Donald nawet po tylu latach nie opeta£ polakow tak, jak w innych krajach typu US , Anglia czy Irlandia. Faceci biegaja na silownie I faszeruja sie proteinami, kobiety zdobywaja wiedze w zdrowym gotowaniu. Jednak czy mieszkancy Ziemi maja jakis osobisty stosunek do swojego ciala? Mam na mysli taka bliska relacje. Czy to przejadajac sie, czy glodzac, czy cwiczac za duzo lub za malo, stosunek wydaje sie bez pasji. Generalizujac tendencje sa takie, ze cialo jest widziane jako ten twor, ktory trzeba tu napompowac, tu naciagnac bo inaczej…..? Bo inaczej nie bedziemy akceptowani, nie bedziemy kochani, nie bedziemy dobrze sie czuli (a nie bedziemy sie dobrze czuli bo mamy schemat w glowie jak trzeba wygladac by tak bylo) co bedzie rezulatem porownan do wyszprychowanych ludzi w okol. I teraz wyobrazmy sobie mlode osoby, ktore przechodza przez trudy dorastania martwia sie jak wygladaja (czyli akceptacja rowiesnikow itd) a ktorym jeszcze dolozono psychiczne obciazenie ojca/matki alkoholiczki, lub despoty lub… itd itd. Poczucie I szacunek do wlasnego ciala jest jakby na ostatnim miejscu na liscie problemow z jamimi musi borykac sie mlody czlowiek. A pozniej doroslosc prawdopodobnie nie zmieni dazenia do akceptacji lub calkowitej pasywnosci wzgledem wlasnego ciala.

   Sama doskonale pamietam swoje doswiadczenie w tym temacie. Oczywiscie jako nastolatka czulam sie brzydka. Bylam w tej pechowej sytuacji, ze nikt mi nigdy nie powiedzial, ze jest inaczej, wprost przeciwnie. Jak na to patrze teraz to bylam nawet zwalczana w dobrym mysleniu o sobie, czy ciele, czy psychice. U nas w Polsce nie spotyka sie sytuacji powiedzenia czegos milego ot tak sobie osobie obcej, chyba ze jest to facet, ktory ma ochote poflirtowac lub poderwac kobite. Jednak uslyszec cos milego od polskiej kobiety dla innej kobiety? Poszukiwany/Poszukiwana Pilnie! Podam przyklad z mojego zycia. Przez 24 lata zyjac w kraju a takze teraz liczniej go odwiedzajac zdarzylo mi sie moze z 2-3 razy uslyszec komplement od kobiety I byl to zawsze dla mnie szok. W Irlandii zyje bardziej spokojniej od takich niespodzianek bo spontanicznosc jest cecha narodowa wiec sie juz przyzwyczailam, co nie oznacza, ze nie doceniam tego wciaz od nowa. I tak raz odwiedzilam salsowy klub z moim kumplem Mackiem, ktory przyjechal w odwiedziny. Stojac sobie zupelnie spokojnie obserwowalam tlum, kiedy jakas kobieta zaczepila mnie by mi powiedziec, ze mam ladna kiecke i ladnie w niej wygladam. Usmiechnelam sie, odpowiedzialam, powiedziekowalam. Ot taka mala rzecz. Moj kumpel Maciek nie zrozumial jednak o co chodzi I zapytal co ta kobieta chciala? Chciala mi powiedziec, ze mam ladna sukienke I ladnie w niej wygladam. Szok na twarzy rodaka – bezcenny! Haha Mialam kilkanascie jak nie dziesiat takich sytuacji, gdzie kobietom zalezalo, ot tak z siebie, aby podniesc osobie poczucie wlasnej wartosci oraz by podzielic sie faktem, ze zauwazaja piekno.

   Teraz przypatrzy sie blizszym powiazaniom w nawiazaniu do naszego ciala. Czy pomysleliscie kiedys, ze stan Waszego ciala jest wazny nie tylko dla Was? Niestety, nie patrzy sie tak na to, bo przewaznie mowimy "nasze cialo, nasz problem". Oczywiscie w wiekszosci to Wasz, Wasze zycie...... ale nie jak sie ma bliskich. A przewaznie kazdy ma. I tak przyklad mojej rozmowy z moja mama, ktora jak wspominalam niestety, jest kompletna ingnorantka w zyciu. I nie przeszkadzalo by mi to oddajac jej prawo do wlasnych wyborow I decyzji, gdyby nie fakt, ze to dotyka takze mnie, mojego brata I siostre. Kiedys wspomnialam, ze moja mama zignorowala guzek na piersi, ktory przez to urosl do takich rozmiarow, ze trzeba bylo ten guzek usunac razem z piersia. I niby to jej piers, tak? Co mi do tego? Jednak stres jest nie tylko jej. Jest roznica, kiedy widzisz, ze ktos dba o siebie, bada sie regularnie, cwiczy, odpowiednio sie odzywia, unika stresow i przepracowania i wtedy na przyklad dostaje raka. Wiesz, ze czlowiek zrobil wszystko I geny jednak nie daly sie przekierowac. Jednak kiedy widzisz, ze osoba sama sie zabija I to afektuje na Twoich bliskich bo wiadomo, kochaja, chca byc z osoba dlugo jak moja siostra z mama na przyklad, to to wkurza. Ale przeszlismy to. Jednak to nie zmienilo nic w mojej mamy swiadomosci. Powszechny common speech to stwierdzenie, ze czlowiek sie uczy na bledach. Odrazu spiesze zawiadamic, ze sie nie uczy, jezeli nie wykona kognitywnej pracy. Doswiadczenie moze napadac z gory, z przodu z tylu, raz za razem, ale jak sie jest zamknietym na kognitywna prace umyslu, rzadne sily nie pchna czlowieka do zobaczenia, rozwoju I zmiany. Wiec kiedy slysze, ze czlowiek uczy sie na bledach, majac przyklad tuz obok I znajac go cale zycie usmiecham sie tylko z naiwnosci ludzi, ktorzy nigdy sie nie wglebili w zaslyszane slowa. A propo  - profesjonalnie nazywa sie to b£ad atrybucji. Czyli bierzemy zaslyszane tezy I bez analizy I rozlozenia tego na czesci pierwsze przyjmujemy to jako swiatowy fakt.

  Wiec to nie doswiadczenie, tylko nasza kognitywna praca, nasza analiza sytuacji I nasze jej czytanie uczy. Zreszta pamietam slynny eksperyment, ktory porownywal obserwacje I praktyke. Studia pokazaly, ze osoba juz przez sama obserwacje I sprzezanie swoich kognitywnych mocy jak uwaga, skupienie, checi itd potrafila wykonac prace na skomplikowanej maszynie w 80% dobrze. A reszta to ewaluacja I dopracowywanie szczegolow w praktyce. Wiec zdolnosci obserwacji I otwarta na nie mozgownica to podstawa. Ale wrocmy do ciala…

   Moja ostatnia rozmowa z mama na ten temat przyjela obrot powiedzialabym ostrawy. Niestety, jezeli ktos ignoruje I odrzuca zwykla, konstruktywna rozmowe potrzeba silnych reakcji. Jak do alkoholika -  interwencja bez t£umaczenia I szukania okolicznosci lagodzacych. A tu nastepny schemat. Mama miala problemy z zylakami od dawna. Oczywiscie doprowadzilo to do faktu, ze jej noga zaczela dretwiec, a glowna zy£a wyszla jakby chciala isc na spacer poza cialo. Grozilo pekniecie zyl. W koncu mama zorganizowala sie w okol operacji usuniecia zyl I doprowadzenia nogi do stanu porzadku po dlugim czasie naciskania przeze mnie. Nie wspomne, ze aby badala sobie druga piers musialam tez sie nagadac…normalnie jak z dzieckiem. A wiec ustalono date operacji na poczatku stycznia ale tydzien przed otrzymalismy telefon, ze prawdopodobnie bedzie trzeba nia przesunac bo szpital nie podpisal jeszcze umowy z NFZ. Tiaaa…. Biurokracja…. No I juz sie zaczelo. Mama jakby sie ucieszyla, ze nie bedzie musiala moze isc W OGOLE, jakby to byl koniec historii. Zaanalizujmy ta postawe g£ebiej.

   Oprocz faktu stresu przedoperacyjnego, co jest zrozumiale pomyslmy jak jej zycie I dbanie o zdrowie wplywa na ludzi w okol niej. Wyobrazmy sobie, ze nie idzie na operacje, zyly jej pekaja, sa zatory, traci wladze w nodze. Pytanie, kto bedzie musial teraz zmienic zycie w okol tego faktu oprocz niej? Ano jej dzieci. Dbanie o siebie to takze dar dla ludzi ktorych kochamy. Znowu nadchodzi powtarzany w kolko tekst - ze trzeba zadbac o swoje ja, ale nie tylko to psychiczne, ale takze i zdrowotne. Wszystko zaczyna sie przez nas. Utarte jest, ze to nasz obowiazek opiekowac sie naszymi rodzicami tak jaki  oni opiekowali sie nami kiedy bylismy mlodzi, ale sa tutaj duze roznice. Rodzice mieli swoj czas radosci z posiadania dziecka, ktore same zaprosili na ten swiat. No i ladnie podcierac gladka pupe, prawda? Czy jest to dowod milosc kiedy rodzice robia wszystko (albo wlasnie nic nie robia) by ich wlasne dziecko mialo ciezej z ich powodu? Moja siostra powinna miec swoje dziecistwo jak najdluzej a brat swoje zycie, do tego zostalismy stworzeni, by zyc wlasnym zyciem, byc wolni w swoich wyborach. Teraz obskocz swoja rodzine, obskocz chora matke I jeszcze swoje zycie, zreszta, gdzie wtedy jest swoje zycie? Osobiscie nie wyobrazam sobie abym w jakikolwiek sposob pozwolila tak zaniedbac swoje sprawy aby moje dziecko zostalo ukrocone z mozliwosci wyborow. To jest milosc. Od teraz mysle o tym by oszczedzac, inwestowac by nie wisiec na dzieciach, by sie rozwijac I cwiczyc umysl by byc jak najdluzej zdolna umyslowo do pracy a takze I cialo, by zmniejszyc prawdopodobienstwo by moje dzieci zostaly obarczone przykrym obowiazkiem na ktore tak naprawde nie powinny byc skazane. Ktos pewnie powie, ze to nie jest przykre opiekowac sie rodzicami. Jednak prawo nie dziala wstecz. To tak jak powiedziec jednostronnie, ze rodzenie to samaprzyjemnosc. To jest ciezka praca, ktora fajnie jak sami ja zaplanowalismy. Zreszta posiadanie dziecka to wlasny wybor, ale zaniedbanie siebie to juz wybor rodzicow. Jak wspomnialam na poczatku jest roznica pomiedzy zaniedbaniem siebie, a po prostu czyms co jest po za nasza kontrola. Jednak samo myslenie od poczatku, albo jego brak juz powoduje, ze jestemy egoistyczni. Kiedy mama zaczela otwarcie cieszyc sie z wiadomosci przeniesienia operacji mialam tylko jedno jej do powiedzenia. Na moje slowa, ze moze miec problemy z noga I wowczas bedzie trzeba sie nia zajmowac przez taki brak odpowiedzialnosci za siebie, odpowiedziala, ze eee tam, tylko troche, przeciez wtedy bedzie sobie lezala jak nie bedzie musiala chodzic. Myslalam, ze szlag mnie trafi. I tutaj spokojne tlumaczenie sie konczy – trzeba bylo przywolac dr. Housa, niestety. Z zimnym spokojem w glosie odpowiedzialam, ze jezeli nie chce tego robic dla siebie, niech zrobi to dla swoich dzieci, bo wowczas to my bedziemy musieli ja wozic, przekrecac, myc I dbac o nia, a ostatnia rzecza jaka rodzic powinien dac swoim dzieciom jest wciskanie go w odpowiedzialnosc, za ktora nie odpowiada! Dziecko powinno zajac sie swoim zyciem, a nie zyciem matki z powodu jej zaniedbania.

   Wydaje sie to okrutne, ktos powie. A to dlatego, ze tak zostalismy nauczeni, poprzez przykazanie Czcij ojca swego I matke swoja. A gdzie czcij dziecko? Gdzie slowa, ze dajesz dziecko swiatu a nie sobie do przyszlego PZU? Gdzie wlasna odpowiedzialnosc za swoje zycie przy czym  - polaczeni z wieloma ludzmi w okol I ze swiatem  - kazda decyzja wplywa na wszystkich czy chcemy tego czy nie? Nie, bo nikt nie uczy odpowiedzialnosci. Uczy sie tylko wspolczucia, pomagania poprzez zapomnienia o samym sobie, jednak to wspolczucie nie plasuje sie z rodzica na dziecko jakos? Pamietam jak moja mama opowiadala dumnie sasiadce jakie ma dobre dzieci bo sie nia opiekuja, daja pieniazki, wspieraja. Moja brat ma 34 lata I nadal mieszka w domu. A dlaczego? Bo kto sie wtedy zajmie matka, ktora przez lata nie wlozyla rzadnego wysilku w to, aby stac sie niezalezna finansowo, aby pojsc do szkoly, jakos zawalczyc o lepsza przyszlosc I w tym wszystkim nawet nie dba o swoje zdrowie czujac sie bezpiecznie w tym, ze sie nia zajmiemy. Bo gdyby poszla do szkoly, jednej, drugiej, gdyby sie rozwijala, czytala madre ksiazki nie harlequiny, byla choc troche self – krytyczna I nadal by sie jej nie udalo, to juz zmienia postac rzeczy. Bo probowala, przekraczala siebie, ale sie nie udalo. Ale tutaj nic. Nic tak puste jak tylko moze byc. Wiec jej duma z faktu, ze wszystkie nasze marzenia, plany musielibysmy zmienic z powodu jej decyzji lub ich braku napawalo ja duma. Nie ma byc z czego dumnym, ze matka jest dzieckiem dla wlasnego dziecka. I zawsze byla, nawet jak dziecko bylo male, bo postawa matki byla postawa dziecka. Wiec dzieci musialy szybko ruszyc do nastepnego etapu rozwoju psychicznego I pozegnac dziecinstwo, ktorego slabo zasmakowaly I tak I tak.

   Widzimy wiec, ze nasze dbanie o zdrowie I umysl to dar dla ludzi, ktorych kochamy. Wtedy pomoc osobie, ktora starala sie jak mogla ten dar zapewnic jest o wiele lzejsza bo wymaga tylko zaakceptowania tego czego nie moglismy zmienic. Gorzej jest zaakceptowac cos co moglo byc zmienione ale z powodu ignorancji I wygodnictwa nie zostalo. Moja mama w koncu przeszla operacje. Dr. House dokonal jak zwykle niemozliwego. Albo superniania, ktora uczy madrej milosci ktora mowi takze NIE, jak I TAK. Duzo mam twarzy haha Mysle, ze moj argument do niej przemowil. Jej duma z nas, jej dzieci, nie jest nam pochlebna, bo niestety sytuacja ogranicza dalsze kroki mojego brata w zyciu. Najbardziej brata. Ja wyjechalam I zyje swoim zyciem, thank gods, moja siostra dorasta, jednak brat… zostal I utknal na etapie, ktory kazdy powinien przejsc, wyprowadzka I swoje zycie. Bo to jest obowiazek dzieci wzgledem swoim rodzicow, odejscie I stworzenie wlasnego zycia, a rodzicow wzgledem dzieci to dbanie o to aby usunac jak najwiecej przeszkod przed tym krokiem. Wlaczajac siebie, swoje cialo, swoj umysl. Moja ciocia zamiast cieszyc sie swoim zyciem I isc do spa czuje sie w obowiazku jezdzic do wlasnej matki, alkoholiczki co weekend, bo ona czuje sie samotna, czuje sie zle I nie ma co z soba zrobic. To jest matka, ktos powie, rodzic, ktory dal ci zycie. Takie zycie? Czy takie zycie chcemy dac naszym dzieciom?

   Jak juz mnie znacie, nie bawie sie w nieracjonalne iluzje aby wytlumaczyc brak wysilku ludzi w swoim zyciu. Jezeli nie bedzie sie wymagac wiecej, wtedy nic wiecej sie nie wydarzy. Rozwoj bez naszego wysi£ku bedzie tylko rozwojem biologicznym. Na przyklad, mozna by powiedziec, ze kiedys zylismy w jaskiniach I bylismy prymitywni, a teraz juz rozwoj nastapil, mieszkamy w cywilizacji, kulturze I juz nie jest tak prymitywnie. Tylko, ze cywilizacja stworzyla telefon komorkowy I laptopa ale co a nasza inteligencja emojconalna I spoleczna? Ano wyobrazcie sobie, ze studia pokazaly, ze przed XVII wiekiem przestepstwa na tle seksualnym wystepowaly w duzej mniejszosc niz teraz. Kiedys ludzie, nie zyli w tak duzych skupiskach I byli bardzo skupieni na przetrwaniu. Przeprowadzono eksperyment na szczurach, gdzie wlozono do klatki duza ich grupe, a do malej mniejsza ich czesc. Okazalo sie ze w tym duzym skupisku najbardziej agresywni przejmowali wladze, przymuszajac do seksu, homoseksualizmu I nawet wystepowal kanibalizm. Nieskontrolowany rozwoj oddal nam piescia w twarz, teraz juz nie zwierzeta zagrazaja naszej egzytencji, tylko inni ludzie. I nie jest to mile sluchac. Niestety nie jest. A nawet to moze wkurzac. Dlatego, ze rozwoj emocjonalny nie nastepuje sam, nie jest napedzany naturalnie. Jest napedzany przez nas, przez nasze pytania, decyzje I uwaznosc. Przez nasze checi. Jestesmy tak bardzo ze soba zlaczeni, ze kazda decyzja lub jej brak bedzie wplywal na nas, ale i na dzieci, partnerow, a nawet i ludzi na ulicy. Jednak jest tu pewna pulapka. Rezulalty tych zaniedban beda widoczne po latach. Tutaj klania sie dlugotrwale przewidywanie i szacowanie prawdpopodobienstwa. Na przyklad, wiem, ze mam w rodzinie raka piersi. Wiec nie tylko dbam o swoje cialo, jedzac zdrowo, cwiczac, ale takze i regularnie sie badam. Robie co moge by zminimalizowac ryzyko i nie byc w sytuacji, ze zaniedbam wlasne cialo a one odplaci mi a takze moim bliskim, bo beda dzielic ze mna ten stres. Tyle moge zrobic. Choc znany nauczyciel duchowny twierdzi, ze tak naprawde jestesmy ofiarami wiekszego systemu. Stwierdza: "Gdy na ludziach ciazy odpowiedzialnosc za zone, za starego ojca, za stara matke, za dzieci, sa oni tak obciazeni, ze nie moga sie buntowac. Lecz jesli nie mieliby obowiazkow, jesli rzad  zajalby sie starymi ludzmi , jak obiecywano przez rewolucja, jesli rzad zajalby sie dziecmi , a ludzie mogliby zyc razem, jak dlugo by sie kochali, nie potrzebowaliby ani rozwodow, ani malzenstwa , to bylaby ich sprawa osobista i rzad by sie nie wtracal. Lecz gdy wladza znalazla sie w rekach Partii Komunistycznej i Lenin zostal przywodca wszystko sie zmienilo. Ludzie zaczynaja myslec inaczej , w momencie kiedy otrzymuja wladze. Teraz rozumowanie bylo takie, ze uczynienie ludzi tak niezaleznymi od odpowiedzialnosci stanowiloby niebezpieczenstwo - staliby sie zbytnimy indywidualistami. Zatem pozwolmy im pozostac obciazeni rodzina. Pozostana w niewoli tylko z powodu starej matki, starego ojca, chorej zony czy dzieci oraz ich edukacji. Nie beda mieli czasu ani odwagi, by sie sprzeciwic rzadowi w jakielkolwiek kwestii. Rodzina jest jedna z najwiekszych pulapek, ktore spoleczenstwo wykorzystuje od tysiacleci, aby utrzymac czlowieka w kajdanach (...)".  Ciekawe....Oczywiscie trudno to wszystko ocenic jednak zawsze jedna rzecz mnie zastanawiala, dlaczego jest taka silna promocja zwiazkow, straszenia samotnoscia, na co sie przeklada, ze ludzie jej nie oswajaja itd itd. Dlaczego nikt nie promuje - chcesz byc z kims, badz, nie chcesz z kims byc tez jest super i bedziesz szczesliwa? Ale potem czytam na Onecie wypowiedz specjalisty od ekonomii i rozwoju gospodarczego: " Inaczej mówiąc, długoterminowe trendy gospodarcze kształtowane są przez demografię i wielkość naszej pracującej części społeczeństwa wraz ze wzrostem możliwości napinania tych mięśni. Duże znaczenie mają też czynniki, które znajdują się w dalszej części tego równania, czyli możliwości edukacyjne społeczeństwa, demokratyczne rządy oraz silne i skuteczne prawo." I wszystko staje sie jasne. Nie jest to dobre dla biznesu panstwa wiec panstwo uzywa swoich wplywow by nas programowac. Oczywiscie jest to jeden z elementow calej machiny. Teksty typu - jestesmy zwierzetami spolecznymi, kazdy potrzebuje milosci (czyli chodzi o posiadanie partnera, bo bez tego milosc nie ma sic!), to straszne byc samemu. Zauwazcie jak wiecej singiel musi placic za wycieczki, jedzenie, podatki. Oczywiscie na samotnej wyspie odczuwalibysmy brak ludzi i na poziomie ludzi w okol nas moze nas to bardzo efektowac. Zreszta po co sie odgradzac? Tyle ciekawych ludzi do obserwowania, poznania. Gdzie tu samotnosc??A na poziomie nie posiadania partnera??Jak mozna odczuwac samotnosc kiedy tyle milosci w okol, patrze sie na drzewo i juz mnie ogarnia energia. Smakuje maliny prosto z krzaka i czuje milosc! Ale to juz spirytualne wyzyny....
Strasznie to skomplikowane.... Wystarczy  - w koncu weekend!

Dbajcie o cialo i umysl bo wtedy takze dbacie o swoich bliskich i swiat!

Pozdrawiam!

piątek, 23 grudnia 2011

Merry Christmas!

I znowu Ziemia zatoczyla swoj krag i mamy znowu Swieta. Jezeli zapytacie sie mnie jaki mam do nich stosunek powiem, ze obojetny. Czy by Swieta byly czy nie byly, prawdopodobnie nawet bym nie zauwazyla. Emocjonalnie nic mnie nie ruszaja, chociaz rozumowo wiem, ze fajnie miec cos tak kolorowego w zimie, kiedy ciemno i zimno. W Irlandii odczuwa sie to takze bardziej spolecznie, poniewaz wszyscy wymieniaja sie kartkami, malymi prezencikami, pelno imprez swiatecznych i spotykania na swiatecznych obiadach z przyjaciolmi. Tak...tutaj nie mozna byc samotnym. W Polsce sie mowi, ze samotnosc jest najbardziej odczuwalna wlasnie w tych dniach szczegolnie. Tutaj - nie ma bata. Wygadaj sie, ze spedzasz czas sam na swieta, zasypia cie zaproszeniami. Wiec lubie te Swieta w Irlandii bardziej, niz w Polsce, jednak jak co roku odwiedze swoje rodzinne strony by spedziec choc troche czasu z rodzinka.

Nie widzimy sie zza ekranu komputera. Jestescie tam, a ja tu i komunikuje sie z Wami pisanym slowem. Jednak w tym roku postanowilam obdarowac podroznikow, ktorzy zatrzymali sie na chwile w mojej przystani  czyms wiecej niz tylko klikaniem w klawiature. Oto moj muzyczny prezent dla Was, Moi Drodzy wraz z cieplym przeplywem energii przechodzacym przez moje struny glosowe (mam nadzieje, ze wytrzymacie:)).


Zycze Wam abyscie zawsze powstali, kiedy upadniecie i aby upadki byly wrotami do nowych odkryc i nauki o samym sobie. A takze, abyscie nigdy nie stracili wiary we wlasne mozliwosci!

Pozdrawiam Swiatecznie!

wtorek, 13 grudnia 2011

Zapisalam w czerwonym notesie....

    Z ksiazki Poprawka z matury - Ewy Woydyllo.

    "Jako psychoterapeutka zauwazylam pewna prawidlowosc. Im bardziej nieszczesliwe dziecinstwo, tym trudniej dorosnac. Ludzie bowiem skrzywdzeni w kolebce czesto dlugo, za dlugo, sa dziecmi – nie-doroslymi, zleknionymi, zniewolonymi (…) Od kazdej reguly zdarzaja sie wyjatki. Tu wyjatek stanowia osoby krzywdzone I zaniedbywane w dziecinstwie, ktore jednak, niczym sprezyste pi£ki rzucane z wielka sila o twarde, kamieniste lub grzaskie podloze, zamiast peknac, wypuscic powietrze, sflaczec I pozostac na dnie – odbijaja sie za kazdym razem wysoko. Z poczatku moze z trudem, ale z czasem coraz £atwiej I wyzej, odbijaja sie I szybuja poza zasieg razenia I ranienia. Ludzie sprezysci. Ludzie dojrzali I dorosli. Zaprawieni w treningu odbijania sie od dna. Potrafiacy w koncu poszybowac na taka wysokosc, z ktorej juz zadna sila nie jest w stanie zepchnac ich w dol (…)." str 8.

   "Wierze, ze nad wolna wola mozna zapanowac. Mozna uczynic ja jeszcze bardziej wolna mimo wewnetrznych I zewnetrznych ograniczen. Wiaze sie to z procesem osiagania dojrzalosci psychicznej I emocjonalnej, a moze nawet z nia tozsame. Wolna wola jest w pewien sposob tej dojrzalosci wyrazem I miara. Im dojrzalszy jest czlowiek, tym bardziej wolna jest jego wolna, tym mniej moze (musi? Chce?) poddawac sie lub ustepowac uwarunkowaniom. Z drugiej strony wiem, ze oddanie wlasnej woli calej w£adzy I odrzucenie wszelkich ograniczen (gdyby w praktyce bylo to w ogole mozliwe…) czyli wolnosc absolutna, a wiec po prostu samo – wola, musialaby spowodowac totalny chaos, a w konsekwencji samounicestwienie, str 9-10

   "W potocznym repertuarze porzekadel czesto powtarzana sentencja pociesza, ze co cie nie zabije to cie wzmocni. Jej autorem jest Fryderyk Nietzsche, ktory odniosl ja najprawdopodobniej do samego siebie na poczatku rozprawy Zmierzch Bozyszcz. Mysl te rozwinal, piszac dalej: “ Ludzie najwiekszego ducha, zalozywszy, ze sa najodwazniejsi, rowniez w znacznie wiekszym stopniu przezywaja najbolesniejsze tragedie, ale dlatego wlasnie czcza zycie, ze przeciwstawia im sie ono jako ich najwiekszy przeciwnik.” (Wiecie dlaczego zo£w ma twarda skorupe? Bo chroni swoje miekkie wnetrze... przyp. Izabell) str.12

   Przeczucie mi mowi, ze to, co sie dzieje w ko£ysce, jest nam jakos dane. To zas, co potem, musimy sami zdobyc, osiagnac, zrobic, wypracowac. Innymi s£owy: nie sztuka urodzic sie dzielnym zuchem. Sztuka nim zostac, gdy przyjdziemy na swiat jakos bojazliwy s£abeusz. str 13

    "Co zrobili ci, ktorzy nie urodzili sie w czepku szczesciarzy I szczesliwcow? Troche juz wiem, bo wielu mialam okazje poznac podczas leczenia ich zaburzen psychicznych I emocjonalnych po wielkich nieszczesciach. Niektorym terapia cos podpowiedziala, zdo£a£a skierowac uwage w dobra strone, doda£a mocy, by mogli w koncu zrzucic klatwe przeszlosci. Wszystkiego jednak nie wiem. Najmniej znam tych, ktorzy poradzili sobie bez leczenia. Tacy do psychologa sie nie zglaszaja. Psycholodzy najlepiej znaja ich przeciwienstwa, czyli osoby cierpiace z powodu nieszczesliwego dziecinstwa. Sa one ilustracja rownania ciezkie dziecinstwo = ciezkie zycie, przyjmowanego przez wielu za aksjomat. Mnie frapuja osoby bedace zywymi dowodami na prawdziwosc innego rownania: ciezkie dziecinstwo + x = pogodne zycie. Wlasnie owo x interesuje mnie najbardziej. (I mnie :). przyp. Izabell) str14

   (…) Michal Olszewski: “ Oczywista staje sie watpliwosc czy polskie przemiany ostatnich lat maja charakter g£ebszy. Tak, niewatpliwie nalozylismy na tutejszy smutek karnawalowa maske. Gdybym jednak mial do wyboru kraj smiertelnej melancholii I kraj, w ktorym kryje sie ona pod sztucznym usmiechem, wybralbym bez wachania ten drugi”. str.20 (nawiazujac do ciaglych smiesznych tekstow polskich, ktore zarzucaja usmiechnietym krajom sztucznosc I maski. Wierzcie mi, ludzie w takich krajach naprawde chca by bylo milo I nawet jak pod okiem £za, nie topia w nich caly swiat! przyp. Izabell).

   “Daja jednak nadzieje, ze rozpadnie sie w koncu na kawalki odstreczajaca polska geba, niezadowolona, agresywna, z grymasem wiecznego zalu do swiata, geba milosnika traum I rytualnych samookaleczec”. str 20

   “sprezystosc emocjonalna” str.22

   "Z£y los gdy wygrywa bierze wszystko. Gdy sie go pokona, wszystko oddaje." str 23 (challenguj swiat, mysli, Boga, siebie przyp.Izabell)

   "Zycia, czyli tak naprawde czego? Nie samej sekwencji zdarzen – bo nad nimi przewaznie niemamy kontroli, lecz swego zaangazowanego udzialu w tych zdarzeniach". (to wybor. Brak decyzji to tez decyzja przyp.Izabell)

   "Bede jednak utrzymywac, ze lepiej zawczasu wyrobic odpowiednia sprezystosc emocjonalna I zdolnosc do samodzielnego odbijania sie od dna, zanim jeszcze nadejdze kryzys. str 35 (ciagly rozwoj, nauka wolnosci, nauka uwagi, nauka glebszego spojrzenia na zjawiska, rozbijanie ego powoduje lepsze przygotowanie i przewidywanie konskwencji a za tym trafniejsze wybory, przyp. Izabell)."

piątek, 18 listopada 2011

Swiat oczami DDA - Zwiazki

   Tym razem skupimy sie jednym aspekcie milosci; zwiazkach miedzyludzkich. Ten zwiazek jest wyjatkowy w swojej problematyce dla DDA. Tak jak wspomnialam pierwszy przyklad jest silny, bo przezywany w najbardziej wrazliwym momencie kiedy to nasz system nerwowy dopiero co sie ksztalci. Naruszony silnie pod wplywem negatywnego I przekraczajacego swoje limity stresu, pozostawia zakodowane slady pamieciowe, ktore moga odzywac sie po latach. Moga, ale nie musze. Nie ma jednego schematu; inni doskonale radza sobie z tym aspektem, inni przeginaja w jedna albo w druga strone uciekajac od zwiazkow lub zbytnio sie w nie zatapiajac. Rozpoznanie swojego schematu to pierwszy I podstawowy krok.

   Podejscie do zwiazku z drugim czlowiekiem ksztaltuje sie pod roznymi wplywami. Pierwszy przyklad to oczywiscie dom. Moje obserwacje zwiazku moich rodzicow zakodowaly mi antyprzyklady – mam zakodowane jak zwiazek NIEPOWINIEN wygladac. Brak odpowiedzialnosci za siebie za czym idzie za wlasna rodzine, brak szacunku, brak komunikacji, brak ciepla, przyjazni, wsluchiwania sie w siebie nawzajem. W mojej glowie, prawdopodobnie pod wplywem mojej osobowosci wszystko zakodowalo sie jako antyprzyklady. Patrzac wstecz nie zauwazam abym wybierala facetow pod jeden mianownik - byli to roznorodni ludzie. Nie chcialam powielac ich schematow bo instynktownie czulam, ze to nie tak powinno byc. Dlatego nie zgodze sie na nic mniej. Natomiast u wielu Doroslych Dzieci z rodzin dysfunkcyjnych zachowania w domu moga zakodowac sie jako schematy do powielania. Na przyklad znam osobe, ktora wychowywala sie w domu, w ktorym matka byla do rany przyloz, wycofana i ofiarna, a ojciec byl zimny emocjonalnie I czesto egoistyczny. Kobieta ta teraz w swoim doroslym zyciu jest doslownie ZEBRAKIEM MILOSCI. Czyli zebrze o uwage od mezczyzn, o ich zaangazowanie. Nie moze zrozumiec, ze jej brak powodzenia w tej sferze zycia jest spowodowany jej desperacja oraz klamstwami, ktorych uzywa by sie facetowi przypodobac. Na przyklad mowi facetowi, ze jest atrakcyjny, ale juz za jego plecami mowi, ze jest brzydki i nie chce miec brzydkich dzieci. Nie zdaje sobie sprawy, ze wszyscy w okol, od sfery prywatnej po prace przejrzeli jej gre I niestety nikt nie ma do niej szacunku. Co wiecej, w kazdym przypadku odrzucenia jej przez faceta, kobieta tlumaczy to sobie sytuacjami zewnetrznymi, kompletnie nie odnoszac tego do siebie. To sie nazywa zewnetrzny locus of control. Czyli to nie jest fakt, ze po prostu facet wybral kogos innego, poczul cos szczegolnego do kogos innego, lub po prostu po paru spotkaniach stwierdzil, ze to nie jest to. Kobieta nie potrafi sie z tym pogodzic, obwinia ta druga, lub ignoruje fakt decyzji faceta o niedopasowaniu I braku chemii i nadal go nagabuje, dzwoniac, piszac, i robiac wywiady w pracy za jego plecami. Schemat powtarzany przez ta kobiete jest niestety zalosny, bo stawia ja na poziomie zebraka, na ktorego nikt niechce spojrzec. To jest smutne, bo ludzie wyczuwaja, ze jej tak na prawde nie ma, nie ma twardej struktury tylko desperacja pierwszego przykladu – ojca, ktory ja takze ignorowal i jej wszelkie proby wolania o uwage nie odnalazly odzewu. Kobieta dodatkowo byla w stanie na przyklad odezwac sie po 10 latach do dawnego faceta – przyjaciela (a moze i wiecej niz przyjaciel), ktory zerwal z nia kontakt nie tlumaczac dlaczego. Nie potrafila  pozegnac sie z kims, kto widac nie mial odwagi wytlumaczyc decyzji, tylko znalazla go na FB I zaczela pisac. Aby historia byla ciekawsza odezwala sie jego zona. Zaczela sie wymiana slow, zona zarzucala jej podejrzane intencje, kobieta zarzucala jej czarno-bialy swiatopoglad, nie widzac faktu, ze ona tak samo traktuje swoje zwiazki czy to z facetami czy z przyjaciolmi. Podejrzany jest jednak fakt, ze kobieta potrafi wytlumaczyc faceta, wybaczyc mu, zebrac o powrot, jednak nie jest wstanie byc tak samo otwarta do kobiet. Wprost uwaza ich za wrogow czychajacych na jej faceta. Tutaj pewnie nawiazanie do jej matki, ktora byla cicha ofiara, ciepla I cierpiaca w milczeniu, czyli bez silnego wplywu na swoje dzieci. Kobieta stala sie jak swoj ojciec, ktory nie mial szacunku do wlasnych kobiet w domu z egoistycznych pobudek. Ona takze stawia faceta na piedestale, potrafi sie nawet slizgac aby tylko byc w jakimkolwiek zwiazku, nawet jezeli facet od niej ucieka. Jednoczesnie kobieta dyskryminuje inne kobiety, tak jak ojciec nie zwracal uwagi na nia.

  Wiec jak widac, samo-refleksja nie jest czesto rzecza nadana. Niektorzy musza ja po prostu wypracowac. Ale to trudne w obliczu programowania z dziecinstwa. Jednak ci co pragna dojrzalosci I madrosci podniosa rekawice.

   Niedawno przeczytalam fajna ksiazke z gatunku pop-psychologii; Dlaczego mezczyzni kochaja Zo£zy. Zauwazcie, ze w sferze kobiecej ta walka o samca czesto przyjmuje priorytetowy cel. W przypadku wyzej opisanej kobiety, jest ona w stanie zrobic wszystko, nawet oczernic w oczach faceta inne kobiety, nawet jakby to byla kolezanka czy bliska przyjaciolka, aby tylko mu nie przyszlo do glowy ktorakolwiek polubic i vice – versa. Jednak tak postepuja zebracy, nie zo£zy. Jednak z ewolucyjnego punktu widzenia, takie zachowanie jest znane psychologom. Oto co czytam w Charakterach (Wrzesien 2010), "Szarpanie reputacji seksualnej rywalki pelni konkretna funkcje - ma sprawic, ze stanie sie ona mniej atrakcyjna jako kandydatka na przyjaciolke w oczach innych kobiet i jako stala partnerka w oczach potencjalnego partnera seksualnego (...). Badania przeprowadzone przez zespol z Laboratorium Davida Bussa wykazalo, ze w trakcie rywalizacji seksualnej kobiety stosuja takie strategie, jak nazywanie konkurentki kobieta, ktora zmienia mezczyzn jak rekawiczki, rozpowszechnianie opinii, ze rywalce zalezy tylko na tym zeby ktos ja przelecial, powiedzenie, ze miala zbyt wielu partnerow, powiedzenie, ze sypia z kim popadnie." W przypadku wyzej opisanego przypadku, kobieta potrafila uzywac jeszcze lepszych tekstow za plecami wlasnej kolezanki, aby tylko zdyskredytowac ja w oczach jej owczesnego celu, u ktorego zebrala o uwage - ze ta inna dla jednego orgazmu jest gotowa zrobic wszystko! Znowu mozemy zaobserwowac jak prymitywne instynkty, ewolucyjna walka i zakodowane w umysle schematy moga utworzyc mieszanke wybuchowa, ktora tak naprawde unieszczesliwia ta osobe osobiscie.

   Jednak Zo£za jest zupelnie inna - to kobieta, ktora nie zniza sie do takich niskich zachowan. Ksiazka o zo£zach traktuje o poczuciu wlasnej wartosci, o dumie kobiecej, ktora nie gania za facetem na sile aby wypelnic w sobie pustke. Zo£za to niezalezna kobita, ktora doskonale czuje sie w zwiazku jak i bez niego. Jezeli facet ja zostawia, lub zle ja traktuje, lub zachowuje sie jak pies biegajacy za cieczka, Zo£za nie poniza sie I nie zachowuje jakby byla przyklejona do niego na super-glue a jego brak spowoduje rozsypke wszystkiego tym, czym jest. Zo£za mysli “ skoro nie chce ze mna byc, jego strata” lub “skoro wybral inna, widac to nie to. Znajde kogos odpowiedniejszego”. Oczywiscie odpowiedz na Zo£ze jest Zo£zik. Zo£zik takze nie jest zebrakiem milosci, potrafi zyc w zwiazku jak i bez niego. Traktuje kobiete z szacunkiem, jednak nie jest Kacprem, ktory jest gotowy zmiesc kazdy kurz spod stop wybranki. Zasluga Zo£zika jest wspieranie Zo£zy w rozwoju, jaki i Zo£zy wspieranie jego w rozwoju. Jest to takze dawanie wolnosci wyboru. Zo£zik wie, ze moze odejsc kiedy chce, ale nie chce bo dobrze mu z Zo£za. I nawzajem. A dobrze jest mu dlatego, bo Zo£za nie jest Zebrakiem, nie wisi na nim, jak i on nie jest – nie zalewa ja wlasnymi niespelnionymi potrzebami. Milosc to nadmiar. Milosc to nie potrzebowac kogos, ale pragnienie po prostu dzielenia sie nadmiarem. Jezeli takiego kogos nie ma w osobie partnera, wowczas Zo£za I Zo£zik dziela sie tym ze swiatem, z rodzina, przyjaciolmi, z samym soba, ludzmi napotkanymi. Bo Zo£za I Zo£zik nie gloryfikuja jednego typu milosci. Kazde jego oblicze jest wartosciowe tak samo.

   Osobiscie podchodze do zwiazku bardzo serio. Dodam wiecej – bardzo, bardzo serio. Dlatego bo bylam sama swiadkiem I odbiorca bolu jaki mozna odczuc w takim kontakcie. I dlatego, ze jestem nadwrazliwa na wiele bodzcow z natury. Jest to rzeczywistosc w ktorej staramy sie byc jak najblizej z drugim czlowiekiem. I jak blisko jestesmy tak mocno tez mozemy byc zranieni. Jest to odpowiedzialnosc na kazdym kroku, za siebie, za czym idzie za druga osobe. Bo kazde nasze decyzje i slowa beda afektowac druga osobe. Dlatego to jest unia dwoch planet. Jednak nie oznacza to faktu klamania czy ukrywania niewygodnych rzeczy. O bolu mowie wlasnie w nawiazaniu do klamstwa, w nawiazaniu do oszustwa, do zniszczenia zaufania. Bol prawdy jest inny, on uwalnia, choc bolesnie ale jednak zachowuje sie wtedy szacunek do osoby, ze dala nam wybor, ze nie manipulowala faktami, aby egoistycznie nas zatrzymac. Przynajmniej tak podchodza do tego ludzie co dotkneli Agape ;)

   Wiec czym jest dla mnie zwiazek? Kilkoma rzeczami.

   Zwiazek to chemia. Tak… wiemy, ze uwalnia sie fenyloetyloamina oraz dopamina I zalewa mozg. Jednak tutaj jest roznica w jakosc chemii, na ktora ma wplyw nasza znajmosc siebie, czlowieka, zjawisk zyciowych. Chemia moze powstac od pierwszego wejrzenia, ale takze moze sie tworzyc w czasie. Mam oczywiscie na mysli chemie milosna. Ja jestem zwolennikiem tej drugiej opcji. Zakochanie, zauroczenie, ktore jest jak grom z jasnego nieba czesto zaslepia tak bardzo, ze po latach zaczynaja otwierac sie oczy a widok moze nam sie juz nie podobac. Oczywiscie polscy rycerze sredniowieczni beda optowac za “pojsciem za glosem serca” lub za spontanicznoscia I szalenstwem, jednak jak wiemy na dluzsza mete to po prostu nie dziala, jezeli myslimy o glebokim polaczeniu emocjonalnym z druga osoba. Zreszta porywy serca to nic innego jak biologia spelniajaca swoja powinnosc, do czasu dzieci, ich wychowania itd. To za malo na bliskosc. Bliskosc wymaga czego swiecej. Druga opcja to powolne kroczenie I poznawania krainy pt. drugi czlowiek. Czyli chemia jest ale nas nie zalewa, nie jest najwazniejszym I podstawowym czynnikiem naszych emocji. Energia przeplywajaca tylko nas dopinguje do poznania drugiej osoby, kim jest? Co mysli? Jakie ma zasady? Jak sie zachowuje? I na koncu do ewaluacji czy to co soba reprezentuje jest dobrym kapitalem do stworzenia zwiazku. Znowu slysze glosy sredniowiecznych rycerzy I ksiezniczek – co tak zimno? Gdzie spontanicznosc? To nie powinna byc kalkulacja! A ja sie z tym nie zgadzam. Analiza nie odbiera nic z piekna. Znowu przytocze przyklad jaki podal moj przyjaciel John – to, ze analizuje kwiat, dlaczego jest zielony, jak powstaje, w jakiej ziemi najlepiej rosnie, jakie barwniki I chemie zawiera, nie przeszkadza w poczuciu podziwu I milosc do tego malego cudu natury. Daje to takze cos wiecej - znajmosc jak sie z tym kwiatem obchodzic, by kwit£. Pewna psycholozka rodzin, ktorej imienia nie pamietam powiedziala, ze podejscie romantyczne jest najbardziej zgubne, choc daje najwiekszy haj. A ludzie niedojrzali chca haju, nie poglebienia relacji. I moze to sie romantykom nie podobac, ale malzenstwo na przyklad jest oczywiscie zwiazkiem ludzi, ktorzy sie kochaja, ale jest takze biznesem. Czy sie chce czy nie. Firma pt. malzenstwo. I wowczas nalezy sobie zadac pytanie, czy osoba jest odpowiedzialna, czy dokonuje odpowiednich wyborow, bo mozna wpasc w tarapaty.  A chemia nie zrobi tego za nas. Zapytacie pewnie a co z zaufaniem w takim razie. Prof. Sztompka na pytanie czy mozna zracjonalizowac proces zaufania, nie darzyc nim slepo, odpowiedzial w Charakterach, ze trzeba. Bo wiecie spoleczenstwo niemieckie takze Hitlerowi zaufa£o i wiemy jak sie skonczylo. Obserwujemy, analizujemy czy osoba spelnia kryteria do tego aby moc na nim/na niej polegac. Czy dotrzymuje slowa, jakie byly jej/jego wczesniejsze wybory, czy ma poczucie odpowiedzialnosci ale takze czy jest czuly/a, czy komunikacja jest otwarta i czy czujemy sie w tym wszystkim soba. Rokowania opieraja sie na obserwacji pewnych tendencji w czlowieku.. Czyli patrze co osoba soba reprezentuje, czy nagina sie do systemu, czy dotrzymuje slowa, czy szanuje slowo,za czym idzie zachowanie w ich relacji. Duzo tego. Nie zyciowo - ktos by powiedzial. A ja odpowiadam - teraz wlasnie wglebiacie sie w zjawiska zyciowe. I tam pod spodem siatka pajeczyny jest bardzo gesta.

   Zwiazek to decyzja. Decyzja, ktora najlepiej jak jest podjeta po czasie chemicznym. Decyzja jest podjeta na podstawie rokowan oraz naszych emocji. Czyli czy czujemy cieplo na sercu, ale takze czy do odpowiedniego dla naszego szczescia czlowieka. Decyzja bedzie poddawana probom I pokusom kazdego dnia. Ostatnio czytalam w Twoim Stylu na temat Testerek Zwiazkow. Kobiety wynajmuja taka testerke, ktora ma za zadanie sprawdzic czy jej facet jest sklonny ja zdradzic. Oczywiscie nie dziwota, ze to wiecej kobiet niz mezczyzn szuka takiej usulugi. Z wielu powodow: to facet, nie kobieta ma wieksze tendencje do szukania przygod. Jest w tym troche biologii (bo kobieta rodzi I czesto kieruje sie bardziej na dzieci niz przygody plus testosteron meski), kultury (patriarchat), wychowania spolecznego. Wiec taka testerka sprawdza decyzje takiego faceta, ktora w wiekszosci nie byla nawet podjeta prawdopodobnie choc troche z glowa, tylko szlo sie z fala. Wiec szpieg kamufluje sie na rozne sposoby w zaleznosci od faceta upodoban. Lubi silne kobiety – testerka odgrywa businesswoman, lubi kobiete z sasiedztwa, testerka przyjmuje naturalna i przyjacielska postawe. Wedka zarzucona jest podstepem; a to prosba o wymiane kola, a to poproszenie o ogien, a to ksiazki wypadniete z reki. I sie toczy rozmowa, potem od A do B zaczyna sie flirtowanie. Testerka daje odczuc jak duzo maja ze soba wspolnego. Uwodzi. I z 10 przypadkow 6 wpada, a 4 nie £apie przynety – jak oceniaja same testerki. To wywolalo moj optymizm, bo dawalam gorsza statystyke (hehe) Z moich obserwacji i doswiadczen powiedzialabym 2 na 10 nie £apie przynety. Tak czy siak, biologia nadal wygrywa – nie sila znaczenia, decyzji. Pamietam kiedys slowa aktora Ma£aszynskiego, ktory stwierdzil, ze kiedy rozpoznaje, iz rozmowa idzie we frywolnym kierunku i atmosfera sie zageszcza, poprostu ucina to i wychodzi. Dlaczego? Zbyt dobrze zna swoja biologie. Podjal decyzje z kim chce spedzac swoje dni wiec trzyma sie decyzji. Woli skierowac energie na poglebienie tej relacji. Ladne s£owa, mam nadzieje, ze jego czyny tez sa takie £adne. Bo pokusy sa i zawsze beda, a po latach moga byc odczuwalne mocno – i to takze bedzie miara sily naszej decyzji.

   Zwiazek to odpowiedzialnosc. Podjete decyzje beda obejmowac juz nie tylko jedna osobe, ale i dwie. Kazda decyzja bedzie jakos wplywac na emocje drugiej. Kazda sytuacja bedzie wplywac na ta druga osobe. Kazdy smutek, radosc, nawet tylko z zakresu na przyklad pracy, bedzie wplywac na druga osobe. Nawet powiem wiecej, kazda przeszla decyzja moze wplywac na druga osobe. Czyli glupoty, brak odpowiedzialnosci w przeszlosci moze miec dlugotrwale konsekwencje, ktore moga byc ciezkie do zaakceptowania lub usuniecia w przyszlosci. Dla niektorych przeszlosc to przeszlosc, ale dla innych – jak i dla mnie – przeszlosc mowi o naszych tendencjach, naszych zasadach, mora£ach, sile ducha. Nie ma ucieczki od przeszlosci, ona okresla kim jestesmy. Kto ja ignoruje i wierzy, ze czlowiek ot tak sie zmienia w trakcie rozwoju spiesze powiedziec, ze podstawowe rzeczy ciezko zmienic a nawet wiele jest niemozliwe do zmienienia. Osoba nieodpowiedzialna nie stanie sie nagle odpowiedzialna, a klamca nie zacznie nagle mowic prawdy, szczegolnie pod wplywem stresu. To jest niski stopien samokontroli, bo u kazdgeo plasuje sie na innych poziomach. Cytujac znowu s£owa prof. Sztompki (Charaktery, grudzien 2010) “ W relacji z kims dokonujemy kalkulacji, oceniamy jego wiarygodnosc tak zwana inferowana – bedaca wynikiem wnioskowania. Aktywnie poszukujemy informacji o partnerze, weryfikujemy jego obietnice, dokonujemy projekcji jego interesu – czy ma on interes w tym, by spelnic nasze oczekiwania. Na wiarygodnosc immanentna z kolei skladaja sie: reputacja partnera, rekomendacje I referencje (..). Wazny jest nie tylko wizerunek ale takze jaki ktos jest w dzialaniu. Obserwujemy, czy spelnia on wspomniane kryteria, czy jest skuteczny, moralny, lojalny. Jednym ze sposob sprawdzenia tego jest patrzenie na jego przeszlosc: czy dowiodl, ze jest uczciwy, ze potrafi sprostac moralnym wyzwaniom I podjac moralnie decyzje. Na tym w moim rozumieniu polega charakter – oznacza on konsekwencje, konsekwentna postawe”.
Amen bym powiedziala.

   Wydaje sie to znowu bezduszne? Oczywiscie latwiej nie myslec o takich sprawach, ale jak mowilam, mnie nie interesuje £atwiej. Mnie interesuje dostac sie do dna. Postawa analizy na pewno nie uchroni nas od pomylek I czesto mozemy zadecydowac o podjeciu ryzyka. Jednak analiza zmniejsza prawdopodobienstwo skonczenia z reka w kiblu. Choc wspominajac kobiete, ktorej przyklad podalam na poczatku, dla niej rzadne znaki ostrzegawcze nie beda wystarczajaco silne aby powstrzymac jej glod zwiazku. Kody w umysle sa zbyt silne.

   Poczucie odpowiedzialnosci jest bardzo waznym aspektem w zwiazku. Szczegolnie gdy ktos planuje stworzyc rodzine z dziecmi. Przywolanie dziecka na swiat to wielka odpowiedzialnosc. Nikt kto ja czuje nie pozwoli na to aby pojawilo sie na swiecie przypadkowo, w relacji, ktora ma tylko chemie w swojej strukturze lub w relacji destruktywnej. Dorosle Dzieci bedac same w traumie wiedza, jak to £atwo jest zniszczyc komus psychike, a jak ciezko ja jest odbudowac. Nie wszyscy niestety biora sobie ta lekcje do serca. Alkohol, seks bez zabezpieczen, platanie sie w toksyczne relacje itd itd – mozna tak mnozyc. A prawo dziecka do bycia dzieckiem milosci, czyli glebokiej bliskosci stworzonej przez dwie osoby jest jak najbardziej oczywista. Tak jak ptaki buduja gniazda dla pisklakow, tak I obowiazkiem rodzicow jest przygotowac sie emocjonalnie do przyjscia malego czlowieka I stworzenie mu cieplych warunkow do rozwoju. 

   Pisalam kiedys na temat cech DDA, o tym, ze przewaznie sa ekstremalne. Jedna z nich mowila, ze DDA sa nieodpowiedzialni, a ja dopisalam ze jest drugie ekstremum, sa nad wyraz odpowiedzialni. Ja reprezentuje ten drugi typ. Jestem ekstremalnie odpowiedzialna, poniewaz odczuwam nawet fizycznie w scisnietym zoladku ciezar decyzji, ktore moglabym podjac. Wielu granic nie przekrocze i wierze, ze przewidywanie i myslenie o konsekwencjach swoich czynow jest dobrym poczatkiem. Szczegolnie jezeli obejmuje to nowe zycie, ktorego rzeczywistosc mialaby zalezec ode mnie. Zawsze zadaje sobie pytanie, jak mozna w 21 wieku wpasc??? Jakby swiat zapominal skad sie biora dzieci a cywilizacja nie wymyslila sposobow by sie zabezpieczyc. Jak sie ma glowe na karku to nigdy nie zapomina sie o odpowiedzialnosci tworzenia nowego zycia. Zadne pozadanie i emocje nie zaslepia tego poczucia. Przynajmniej moje nigdy nie zaslepily. Moje dziecko we mnie nie pozwala mi zapomniec o tej odpowiedzialnosci. Ale powiem wam, ze wlasnie to zapominanie jest bardzo sprytnym narzedziem Natury, do ktorego czlowiek tanczy jak mu Natura zagra. Gdyby tak nie bylo, pewnie polowy ludzkosci by nie bylo hehe  Ale to wszystko to takze zlozony temat, wrocmy do zwiazku.

   Zwiazek to komunikacja. Komunikacja bez tabu. Nie ma tematow o ktorych nie mozna porozmawiac. Milczenie, ukrywanie, unikanie komunikacji zapetla dynamike zwiazku i pozniej po latach staje sie jednym klebkiem nerwow. Partnerzy oddalaja sie od siebie, przestaja przebywac emocjonalnie w drugiej osobie i nastaje proznia. Slowa sa wazne. Mowilam juz o tym. Slowa i za tym zachowanie to brat i siostra. Sa tak samo wazne. Komunikacja negatywna to taka w ktorej czlowiek sie unosi, emocjonuje, zaglusza druga osobe i przestaje ja slyszec. Jezeli jest jeszcze w tym agresja i ponizanie slowne to granica za ktora jest juz przepasc jest przekroczona. Jak w piosence Perfectu - Gdy emocje już opadną, Jak po wielkiej bitwie kurz, Gdy nie można mocą żadną, Wykrzyczanych cofnąć słów.... Jezeli raz przekroczy sie granice szacunku, juz nigdy nie bedzie jak przed dokonaniem feralnego kroku. Kiedy bylam w 5-letnim zwiazku, daaaawno temu, ostatni rok byl pasmem zadawania sobie ran. Komunikacja generalnie nie istniala, tylko wyrzucanie sobie nawzajem. Przekroczylam granice slowna, rzucilam niecenzuralne wyzwisko Ty huju! i po tym poczulam, jak moj szacunek do niego jako czlowieka zostal przeze mnie zdeptany. Wstydzilam sie pozniej tego, bo to swiadczylo o moim braku refleksji nad moja zloscia i braku kontroli. To ja poleglam. Gryzlam jak wsciekle zwierzatko, jak prostak, ktory nie potrafi konstruktywnie poradzic sobie z sytuacja. To byl nasz koniec.

   To dziala takze w druga strone - nie wyobrazam sobie czulosci, ciepla i zaangazowania w kims, kto w ogole osmieli£ sie mnie wyzwac. Oddanie moich lat osobie, ktora nie patrzy co mowi czy co robi, ktora nie ma pokory w sobie i kontroli. Nie wyobrazam sobie nawet przyjazni z osoba, ktora przekracza taka granice. A przyjazn jest nastepna relacja bardzo wazna w zyciu. Przyjazn to zwiazek dusz. Buduje sie ja dlugo i na wielu probach. I zawsze wyznawalam zasade -kto przestal byc przyjacielem, nigdy nim nie byl.

Zwiazek to czu£osc. Cieple gesty jak uscisk dloni, przytulenie, pocalunek, jakikolwiek gest, ktory swiadczy o  tym, ze dbamy o druga osobe, o jej dobre samopoczucie, o jej szczescie. Mnie osobiscie rozczula jeden gest  i pewnie nie trudno mozna znalezc powiazanie do mojej przeszlosci - cieply pocalunek na czole. Mowi sie, iz jest on ojcowski. Ja go nigdy nie doswiadczylam i pewnie dlatego paradoksalnie uruchamia we mnie poklady poczucia bezpieczenstwa, kiedy go otrzymuje. Moze podswiadomie zawsze mi tego brakowalo, takich gestow od pierwszego meskiego przykladu. Jednak dlaczego akurat pocalunek na czole? Czemu nie czuje tego tak mocno w innych cieplych gestach, ktore przeciez tez sa przemile? Pocalunek na czole rozczula mnie ogromnie i czesto sama obdarowuje swoich najblizszych takim to pocalunkiem. W ten sposob mowie i czytam - dbam o ciebie, dbam o twoje bezpieczenstwo. A bezpieczenstwo do deficyt w psychice DDA.

   No i na koniec najlepsze haha. Zwiazek to intymnosc. Specjalnie nie pisze, ze zwiazek to seks, co jest niby oczywiste, jednak seks jest dwojaki - taki, ktory wyraza intymnosc, przywiazanie, oddanie - ten mozna ladnie nazwac kochaniem sie lub uprawianiem milosci. Ale jest takze taki, ktory jest narzedziem hedonistycznej uciechy - ten to po prostu uprawianie seksu. W zwiazku taniec cial jest tancem milosci. Jest zatapianiem sie w oczy partnera, jest obserwacja cial, jest proba zlepienia sie w jedno. I najlepiej przy zapalonym swietle!!! hahaha W zwiazku seks wyraza nasza potrzebe polaczenia sie z druga osoba. Nie mozna juz byc blizej fizycznie z drugim czlowiekiem, jak tylko przez seks. Jego brak sygnalizuje jakis nierozwiazany problem, jakies zablokowanie lub oddalenie. Jego naduzywanie....? Prawdopodobnie ciagle nadmierna chemie haha. Kiedy czlowiek odslania swoj umysl i cialo, nie ma juz co ukrywac. Oczywiscie jezeli jest na tyle odwazny by to zrobic. Czesto £atwiej jest odkryc cialo niz wlasne mysli i to kim sie jest. Intymnosc jest wrazliwa sfera w zwiazku i zdrada tej intymnosci wywo£uje wielki bol. I tutaj raz przekroczona granica powoduje rozsypke intymnosci, za czym idzie oddalenie. . . Intymnosc to kredyt zaufania, delikatny twor, wrazliwy, szczegolnie u kobiet. My kobiety podchodzimy do tego bardzo powaznie w zwiazku. Podobno nadajemy temu wieksze znaczenie (generalizujac statystycznie). Powodow takiego stanu rzeczy mozna znowu doszukiwac sie w wychowaniu, biologi czy psychice. Oczywiscie kobiety potrafia uprawiac seks tylko dla hedonistycznych uciech, ale nie zgodze sie z faktem, ze z tych samych powodow co faceci. Czesto patrze na Irlandki, dla ktorych weekend bez imprezy i seksu to weekend stracony, jak biora garsciam to co kiedys bylo zarezerwowane tylko dla mezczyzn. Jednak obserwuje takze, ze motywacja takiego zachowania jest zle rozumiana emancypacja - czyli badzmy jak mezczyzni. 

   Dzis znowu sie rozspisalam, ale temat jest znowu jak rzeka, jezeli sie do niej g£ebiej wejdzie. Zwiazki miedzyludzkie sa skomplikowane, pelne emocji i niestety czesto uginaja sie pod wplywem tychze emocji. I nie byloby w tym nic tragicznego, gdyby te emocje byly dojrzale, widzace, a nie emocje automatyczne, reagujace, emocje dziecka. Bo wiecie....kiedy kocham jedna osobe, przez nia kocham innych i caly swiat i siebie. Uczucie do jednego czlowieka to poczatek drogi w poznawaniu milosc i jej ogromu. A mowie Wam, czuje ze jest ogromna.... ze jest.....  


Na dobranoc piosenka zwiazkowa :) Hit sprzed paru lat!

Nite Nite




Mówią, mówią że
Mówią, że to nie jest miłość... nie
Że się tylko zdaje nam, zdaje im
Że już się nie złożą w żaden rym
Mówią, mówią że
Mówią, że to wszystko skończy się
Koraliki wspólnych lat i zim
Fotki gdzie na zawsze ona z nim

Mówią, mówią że
Mówią, że to nie jest miłość... nie
Że się tylko zdaje im
Że dawno już przegrali z losem złym
Mówią, mówią, że już nie
Mówią, że to wszystko skończy się
Wspólnie radowanie byle czym
Tym, że on w jej myślach - ona w nim

To co mam
To co się zdarzyło nam
To pachnący chlebem dom
Z roześmianą buzią twą


To co mam
To co się zdarzyło nam
Twój policzek, kiedy mróz
Na pierzynie Wielki Wóz


Niech mówią, że to nie jest miłość
Że tak się tylko zdaje nam
Byle się nigdy nie skończyło
To wszystko co od ciebie mam...


Mówią, mówią że
Mówią, że to nie jest miłość... nie
Że się tylko zdaje im
Że dawno już przegrali z losem złym
Mówią, mówią, że już nie
Mówią, że to wszystko skończy się
Wspólnie radowanie byle czym
Tym, że on w jej myślach - ona w nim

To co mam
To co się zdarzyło nam...
Całe Tatry wzdłuż i wszerz
Tęcza wstążki, kiedy deszcz

To co mam
To co się zdarzyło nam...
Zmierzchy z nagłym brakiem tchu
Noce bez godziny snu


Niech mówią, że to nie jest miłość
Że tak się tylko zdaje nam
Byle się nigdy nie skończyło
To wszystko co od ciebie mam...

Niech mówią, że to nie jest miłość
Że tak się tylko zdaje nam
Byle się nigdy nie skończyło
To wszystko co od ciebie mam...