"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,

wszystko co po niej nastąpi

również stanie się lepsze. "


Paulo Coelho



wtorek, 5 kwietnia 2016

Seria Mi£osna - Przyjazn.

Przyjazn jest moja ulubiona forma wiezi i widze ja jako forme mi£osci. Uwazam ja za najszlachetniejsze i najbardziej tworcze ogniwo £aczace jednostki.  To ona - nie ta tradycyjnie widziana mi£osc zwiazkowa (romantyczna) - jak to sie popularnie plecie - posiada potencjal do trwalej konstruktywnej zmiany bazujacej na wymianie nie podyktowanej czyms tak podstawowym jak wlasna reprodukcja, czy genowe pierszenstwo, ktore - w moim odczuciu - wspiera ta ewolucyjna agresje, zamykanie sie na swiat zewnetrzny oraz reaktywnosc. Przyjazn ukorzenia i otwiera. Jest bardziej stabilna. 


For friendship is based on knowledge, and love can be based on mere hope… You can love someone more than you know him, and he can be perfectly loved without being perfectly known. But the more you know a friend, the more a friend he is. 

A. Sullivan.
Przyjazn opiera sie na wiedzy, gdzie milosc moze opierac sie jedynie na nadziei. Mozesz kochac kogos bardziej niz go znasz i on moze byc kochany bez bycia calkowicie poznanym. Ale im bardziej poznajesz przyjaciela, tym bardziej jest on ci przyjacielem....

Ale znowu gdzies indziej czytalam, ze milosc to przyjazn z nutka erotyzmu. Tak przynajmniej myslimy, ze byloby idealnie. Jednak czy te dwie rzeczy sie nie wykluczaja? W podziale Arystotelesa Eros i Philia  - tak, bo Eros to pozadanie a Philia to braterska milosc, ktora nie zawiera seksualnosci, ale zawiera braterska forme intymnosci i bliskosci. Wowczas chemia nie oslepia nas tak jak w przypadku zakochania, gdzie bez racjonalnego powodu zaczynamy pa£ac uczuciem do drugiej osoby i na tym budujemy. Przyjazn przewaznie buduje sie z czasem poprzez wspolne przebywanie i przezywanie zyciowych chwil, poprzez emocjonale wsparcie, poprzez synchronizacje umyslow. Jest jakby nastepstwem pewnych czynnikow, a nie jak w romantycznej milosci po prostu uderzeniem koktajlu chemicznego w mozgu. Jednak i milosc zwiazkowa i przyjazn maja wspolne czynniki, chec dbania o druga osobe, dawanie, przekraczanie siebie. Dlatego jest to dla mnie forma milosci, ktora zawiera wiekszy potencjal niz milosc zwiazkowa. 

Arystoteles uwazal przyjazn jako podstawe spolecznego dobrobytu, intergralna czesc ludzkiego szczescia. Dobry przyjaciel, to po prostu dobry czlowiek - mawia£ Arystoteles. I to jest wlasnie ten potencjal, ktory rozciaga sie do humanizmu, o ktorym napisze w nastepnym poscie, i jeszcze dalej. Oczywiscie mozemy rozroznic przyjaciol od dobrych znajomych i dalekich znajomych. Osobiscie dodaje swoja prywatna dodatkowa kategorie - pomocny czlowiek. Przez przyjaciela rozumiem osobe dla mnie wyjatkowa, z ktora mam personalna relacje opierajaca sie na emocjonalnej, moralnej i intelektualnej synchronizacji. Jest ona naturalna i nie wymuszona, dlatego rzadka. Przyjaciel naturalnie interesuje sie moim zyciem, utrzymuje regularny kontakt, jest ciekawy moich mysli i emocji. I vice versa. Rozmowy schodza do glebin, nawet tych najbardziej ciemnych i sa zaakceptowane, ale takze obgadane i z wyczuciem, w odpowiednim czasie poddane ksztalceniu poprzez proponowanie rozwiazan, czy sugestii w danej sprawie. Popularna opinia to fakt, ze nie musisz sie widziec z przyjacielem lata ale i tak pozostaje przyjacielem. Ja sie z tym nie zgadzam. Chyba, ze mamy tu na mysli, ze nie musimy widziec sie ale regularna interakcja istnieje w formie komunikacji (skype, telefon). Wowczas rezerwowanie czasu do wspolnych aktywnosci nastepuje wtedy kiedy sie widzimy. Tu wlasnie przechodzimy do Pomocnego/Dobrego Czlowieka, ktory nie jest w kategorii dobrego znajomego, bo to za daleko, ale takze nie jest tez przyjacielem, bo nie dociera do tej aktywnej intymnej relacji, ktora buduje sie poprzez uczestniczenie w zyciu drugiego czlowieka. Pomocny Czlowiek to ktos kto wiem, ze zawsze mi pomoze jak bede potrzebowac, ale nie czuje potrzeby bycia towarzyszem w moim zyciu, ale za to zawsze czuje potrzebe pomocy jezeli taka zajdzie potrzeba. Tyle, ze wiem, ze pomoze on kazdemu, bo jest wlasnie dobrym czlowiekiem i lubi pomagac. Nie jestem wyjatkiem. A przyjaciel to dla mnie wyjatek, bo zaklada ta ciekawosc doswiadczen, mysli i emocji tej drugiej strony i chec uczestniczenia w nich. Dobry Czlowiek jest bardzo wazny w zyciu i ma swoje uprawnione miejsce, ale stoi za przyjacielem, a za nim stoja bliscy znajomi, a za nimi dalecy znajomi. Tak to wyglada u mnie. Osobiscie, jestem podejrzliwa kiedy ktos twierdzi, ze ma duzo przyjaciol, poniewaz taka relacja wymaga tej synchronizacji, ale takze wysilku uwaznosci, energii i czasu. A to mamy ograniczone samo w sobie. Poza tym jezeli mamy duzo przyjaciol to mozna by stwierdzic, ze dziwnie sami jestesmy jakby "powszechni", bo tak jak i w milosci tak i w przyjazni poszukujemy ludzi, ktorzy sa do nas podobni, a nie rozni na tych glebszych poziomach naszego jestestwa. A, ze wlasnie tam, czesto nie odkryci, bo wyprasowani na jeden schemat przez kulture, jestesmy bardzo roznorodni i kolorowi...... Wiec zawsze podejrzewam po prostu nakladanie samemu sobie iluzji, w celu poczucia bycia otoczonym przyjaznym tlumem. Ale wiem, ze sa wyjatki. 

A wiec przyjazn jest dla mnie wyjatkowa i nielatwa do spotkania. Charakteryzuje sie pewnego rodzaju intymnoscia, nawet erotyka, ale nie seksualnoscia. Dlaczego erotyka? Bo z przytulenia przyjaciela czerpie wiecej przyjemnosci niz z przytulenia znajomego. Ale nie pobudza to Erosa (pozadanie) tylko pobudza ta przyjemnosc z odczucia nie tylko bliskosci umyslu, ale takze przyjacielskiego ciepla, ktore oddaje cialo. Czy to nie ciekawy koncept?
Niestety przyjazn (czy po prostu bliskie znajomosci) jest czesto spychana z piedestalu kiedy znajdujemy zastepstwo w postaci rodziny. Cale szczescie nie wszedzie tak jest. W Irlandii przyjaciel czy bliscy znajomi to rodzina i nic sie bez niego/nich nie obedzie. "Dziwnie" jest czas na zadzwonienie, na spotkanie, na po prostu utrzymywanie kontaktu. Wymowka "brak czasu" jest tylko smutna prawda o priorytezowaniu w glowie i tunelowej percepcji tego co jest najblizej, czyli czytaj: co na codzien i najbardziej dostarcza mi poczucia przynaleznosci i znaczenia. Ewolucyjnie - podstawowo. Jak w bance. Jednak w szerszej perspektywie - smutno, buro i ciasno. A co mowi psychologia o przyjazni i jej wplywie na nasze zdrowie?

 - Wiliam Deresiewicz w swoim artykule przywoluje czasy greckie gdzie przyjazn byla cnota wyzsza niz milosc romantyczna. Dla Arystotelesa i Cicerona byla to droga do dobra i prawdy, wyzsze wezwanie wymagajace niezwyklych cech charakteru. Potem nastapila chrystianizacja i uciela prywatne wiezi, kierujac skupienie na jedynego boga, ktoremu naleza sie wszelkie odruchy serca. Nawiazywano przyjaznie bazujace na przysiegach typu "rodzice chrzestni" i na roznorodnych poreczeniach. Nastepnie przyszedl renesans i powrot do greckiej filozofii. Dzis to era indywidualizmu, rownosci i wspolnej wymiany, jednak odchodzacej od klasycznego rozumienia przyjazni. Sa one plytsze, spoleczenstwo mniej sie w nie angazuje. Za to wiecej angazuje sie w "fast foody" czyli szybkie wypelnienie duszy niezdrowym i plytkim pokarmem. Plus "kontakt z dystansem" czyli spolecznosciowe media, ktora daja sens przynaleznosci do spoleczenstwa, ale jest to sens wirtualny. Oczywiscie mowimy o naszej czesci swiata. W krajach, gdzie indywidualizm nie jest powszechny podejscie do przyjazni takze sie rozni. Wskazuje to na spoleczno-kulturowy wplyw na przyjacielskie relacje, co nie dziwi, skoro i taki wplyw silnie ksztaltuje zwiazki milosne/malzenstwa.
 - Beverley Fehr w swojej ksiazce o procesie ze znajomosci do przyjazni mowi, ze proces ten przebiega stopniowo i polega on na stopniowej wymianie. Z czasem tematy sa glebsze, powazniejsze i bardziej personalne. 
- Weisz and Wood (2005) przeprowadzily dlugoletnie badania, ktore mialy wykazac czynniki wplywajace na pozostanie NAJlepszym przyjacielem po 4 latach. Wspieranie tozsamosci spolecznej okazalo sie najsilniejszym czynnikiem prognozujacym taki rezultat. Tozsamosc spoleczna to sens naszego "ja" w spoleczenstwie, czyli jak siebie tam widzimy. Przyjaciel nie musi reprezentowac taka sama tozsamosc, wystarczy zrozumienie i wsparcie takowej. Dodatkowo Oswald (2003) wymienia cztery podstawowe czynniki, ktore wspieraja powstawanie i utrzymywanie przyjazni. Sa to:
 - interakcja - czyli wspolne spedzanie czasu, wspolne aktywnosci jak chodzenie do kina czy po gorach. Jak wspominalam na gorze, to odroznia przyjaciela od dobrego czlowieka, ktorego od czasu do czasu fajnie zobaczyc. Co wazne, sama odleglosc nie zmienia przyjazni ale juz ustanie komunikacji (czyli interakcji) juz tak. 
- pozytywnosc - czyli rozjasnianie sytuacji konstruktywym podejsciem i humorem,
 - wsparcie - czyli wspieranie przyjaciela w jego dazeniu do poczucia szczescia i rozwoju,
 - otwartosc - czyli dzielenie sie wlasnymi przemysleniami, emocjami, sekretami i emocjami.
 - Schnall et al., (2008) wykonali ciekawe badanie, ktore pokazalo, ze psychologiczne zrodlo spolecznego wsparcia jakim jest przyjaciel moze wplynac na wizualna percepcje wysokosci. Osoby, ktore wyobrazily sobie towarzyszacego im przyjaciela ocenily pochylosc pagorka jako mniejsza niz kiedy nikogo tam nie bylo, lub kiedy byla tam osoba, ktorej nie lubili. A takze kiedy faktycznie taki eksperyment przeprowadzono rezultat sie powtorzyl.
 - Posiadanie przyjaciela okazuje sie byc szczegolnie wazne kiedy dorastamy. Allen et al.(2015) pokazuja, ze bliskie przyjaznie w wieku mlodzienczym wplywaja na pozniejsze zdrowie fizyczne. Solidny predyktor pozostal nawet wtedy kiedy wzieto pod uwage wczesniejszy stan zdrowia. Warto wiec wspierac dzieci w zaciesnianiu wiezow, bo takze nastepne badania Grabber et al. (2005) pokazaly, ze nawet jedna bliska osoba to wystarczajace aby wesprzec sprezystosc emocjonalna, ktora jest bardzo wazna w procesach adaptacyjnych do roznorodnych zyciowych sytuacji. Czas dorastania jest czasem bardzo wrazliwym, gdzie potrzeba przynaleznosci jest najsilniejsza. I pomimo faktu odcinania sie i wypierania checi do jakiekolwiek przynaleznosci spolecznej tworzymy zamkniete hermetyczne kregi, to jednak nasz umysl i cialo jest nakierowane na ta przynaleznosc. 

Z prywatnych archiwow pamieci przypominam sobie, ze kiedy dorastalam moim jedynym przyjacielem byl moj pies, Cezar. Mialam kolezanki i te blizsze i te dalsze, ale nigdy nie bylo przyjazni. Jednak pamietam takze czasy kiedy wszystkie Sylwestra, imieniny czy urodziny byly okazja do sielanki i tanca organizowanej przez sasiadow lub moich rodzicow. Mam duzo zdjec z takich zabaw. Wowczas widzialam moich rodzicow tanczacych, bawiacych sie i biesiadujacych przy wspolnym stole, a ja sama bawilam sie z rowiesnikami i zostawalam u nich na noc. To byla gratka. Niestety to wszystko ustalo, choc wiekszosc nadal zyje w tym samym bloku. Stali sie sobie odlegli. A szkoda. To sa moje najlepsze wspomnienia. Roznorodnosc spoleczna jest dla dziecka bardzo potrzebna, jak nie podstawowa. 

A jakie sa roznice pomiedzy przyjazniami ze wzgledu na plec?
 - mezczyzni wola laczyc sie w wieksze grupy bazujace na dominacji, hierarchi i konkurencji. Jest tam pewien emocjonalny dystans. Natomiast kobiety wola male ale intymne przyjaznie, bazujace na rownej wymianie, gdzie mozna porozmawiac o swoich uczuciach (Rose and Rudolf, 2006). Jednak te male kobiece grupy tez moga byc ewolucyjna strategia. Taka preferencja moze miec na celu obnizenia poziomu rywalizacji o partnera i zasoby. Nie zmienia to jednak faktu, ze kobiety wykazuja mniejsza rywalizacje niz faceci, a wieksza sklonnosc do budowania wiezi. Dlaczego?
- kobiety inaczej reaguje na stres niz mezczyzni. Okazuje sie, ze u kobiet znaczaca jest oksytocyna, ktora uwalnia sie wraz w kortyzolem i wplywa na reakcje walcz czy uciekaj. Kobiety maja wtedy tendencje do grupowania sie z dziecmi i innymi kobietami. U facetow oksytocyna takze jest uwalniana, ale takze i testosteron, ktory obniza dzialanie oksytocyny. Dlatego nie tworza takich samych wiezi jak kobiety. Ma to wplyw na zdrowie. Mezczyzni sa w wiekszej grupie ryzyka rozwoju chorob serca, podwyzszonego cholesterolu czy cisnienia. Kobiety obnizaja ten efekt sklonnosciami do wiezi, ktora daje ochrone a nawet przedluza zycie. Np. badania na kobietach, ktore zostaly zdiagnozowane na raka piersi pokazaly, ze  istnieje silna niezalezna korelacja pomiedzy prawdopodobienstwem przezycia a jakoscia i iloscia spolecznych wiezi. Szczegolnie tyczylo sie to wlasnie przyjazni i.... pracy poza domem. Okazalo sie dodatkowo, ze brak przyjazni wplywa tak samo silnie na zdrowie jak palenie papierosow czy otylosc. 
 - generalnie badania pokazuja, ze przyjaznie przedluzaja zycie. Meta analiza na 308,849 uczestnikach pokazala, ze silne wiezi spoleczne obnizyly prawdopodobienstwo smierci o 50% przez czas 7.5 roku. A ludzie, ktorzy dozyli 100 lat mieli regularny kontakt z przyjaciolmi, rodzina i sasiadami. Zwrocmy uwage na roznorodnosc kontaktow. W Polsce typowe myslenie to "Najwazniejsza jest rodzina" i zamykanie sie na szerszy swiat spoleczny. Oczywiscie rozumiem dlaczego. Ciezko byc otwartym kiedy w kolo taka a nie inna mentalnosc. Ale fajnie by bylo widziec wysilek wiekszej ilosci ludzi do przelamywania tego uwarunkowania, bo nie wplywa to dobrze na nasze i naszych bliskich zdrowie psychiczne i fizyczne.
 - I na koniec, czy istnieje przyjazn damsko - meska? Badania Bleske-Rechek et al.,(2012) pokazuja, ze jest ona inna niz tej samej plci. Poniewaz jest inna niektorzy badacze konkluduja, ze przyjazn damsko meska nie istnieje, bo zawiera jednak ta biologiczna ciagate do przeciwnej plci. Wyniki pokazaly, ze mezczyzni sa bardziej sklonni do poczucia atrakcji wzgledem swojej przyjaciolki, niz kobiety wzgledem przyjaciela. Roznice byly znaczace takze w tym jak mezczyzni mysleli o swojej przyjaciolce i jej atrakcyjnosci wzgledem nich. Zawyzali. Dzialalo to takze odwrotnie, kobiety myslaly, ze przyjaciel nie czuje wzgledem nich atrakcji, bo one jej nie czuly (projekcja). Mezczyzni odczuwali takze wieksza gotowosc do randkowania z zajeta lub wolna przyjaciolka, gdzie kobity nie odczuwaly takiego pociagu, kiedy przyjaciel byl zajety. Jednak obie p£cie uwazaja takie ciagaty za koszt, a nie benefit relacji. Chociaz zmienialo sie to z wiekiem. Im starszy mezczyzna tym bardziej odczuwal atrakcje wzgledem przyjaciolki jako benefit. Badanie to opieralo sie na kwestionariuszu i pytan o emocje wzgledem przyjaciela odmiennej plci, ale to nie oznacza, ze zostaly one spelnione. Badania pokazaly, ze osoby te nadal widza siebie tylko jako przyjaciol, a nie partnerow na zycie pomimo odczuwania troche innych emocji niz do przyjaciol tej samej p£ci. Czy mozna nazwac przyjaznia relacje, ktora zawiera doze poczucia atrakcyjnosci wzgledem drugiej osoby? Moim zdaniem jak najbardziej (Arystoteles nie zgodzilby sie pewnie hehhe), tylko intensywnosc jest inna. Tu juz wkraczamy w niuanse zjawiska. Tzw. friend with benefits, czyli przyjaciel z benefitami istnieje czesciowo na bazie odwiecznego programu ewolucyjnego, ktory dziala tak jak jest napisany (pary o roznej plci moga miec dziecko i czuja do siebie atrakcje). Ale to jest automatyczny wymiar, ktory sie budzi lub nie. Jest takze ten drugi, ktory sie naklada na ten program, czyli wlasnie po prostu chec tylko przyjazni, bo czegos tam nadal nie ma, cos brakuje. Jest roznica pomiedzy atrakcja do osoby, ktora widzisz jako kumpla a do osoby, ktora widzisz jako partnera zyciowego. To te odcienie szarosci. Jak juz wspomnialam, jest to roznica pomiedzy erotyka (z domieszka luzu), a ta chemiczna, romantyczna seksualnoscia. Atrakcyjnosc nie oznacza, ze widzi sie przyjaciela jako partnera na zycie w zwiazku romantycznym oraz nie oznacza to, ze pomimo odczuwania takich emocji wybraloby sie takowa opcje. To tak jakby w jednym czasie ciagnely nas sznurki w roznym kierunku. 

To tyle na dzis. Mam nadzieje, ze ciekawie spedziliscie czas czytajac ten post. 
Nastepnym razem o spoleczenstwie/humanizmie - milosci, ktora bazuje na czyms tak nienaturalnym dla ludzkiej natury (czyli nie danym automatycznie, ale do zrobienia) jak szerokie odczuwanie i szeroka percepcja. Do tego dazymy, jako gatunek a potem jeszcze dalej, mam nadzieje....
Milego tygodnia.

środa, 17 lutego 2016

Zapisa£am w czerwonym notesie....

Ofiarowanie


„- Kto ostatni w kolejce do ofiarowania?
– Ja, mam numerek 852, a pani?
– Mam 853. Długo się czeka?
– Nie, szybko idzie. A pani w imię czego składa ofiarę?
– W imię miłości, a pani?
– Ja dla dzieci, wszystko bym za nie oddała…
– A co pani składa w ofierze?
– Swoje życie osobiste. Wszystko dla dzieci. Ze wszystkiego rezygnuję. Z nikim się nie spotykam, wszystkiego w domu muszę dopilnować. Nic sobie nie kupuję, nigdzie nie chodzę. Rzuciłam dobrą pracę, żeby być bliżej domu, teraz sprzątam w przedszkolu, żeby osobiście dzieci doglądać. Nic dla siebie nie chcę.
– Rozumiem panią. A ja składam swoje uczucia w ofierze. Wie pani, z mężem mi się dawno nie układa… ma inną. Mąż nie chce odejść pierwszy, mówi, że się przyzwyczaił do mnie. Ja też nie potrafię odejść – żal mi go… I tak sobie trwamy… O! Pani numerek się świeci! Boję się, co będzie jak nie przyjmą mojej ofiary?
853 zwija się w kłębek i czeka na swoją kolej. 852 długo nie wychodzi, w końcu drzwi do gabinetu się otwierają i 852 stoi oszołomiona.
– No i co? Co pani powiedzieli? Przyjęli ofiarę?
– Nie… Powiedzieli, że okres próbny. Kazali jeszcze się zastanowić.
– Jak to??? Dlaczego???
– Pani kochana, oni mnie spytali czy przemyślałam wszystko, bo to przecież nieodwracalne. Powiedziałam im, że dzieci jak dorosną to docenią, co matka dla nich poświęciła. A oni mi film pokazali. O mnie, o mojej przyszłości. Jak córka za mąż wyszła i się wyprowadziła do innego miasta, a syn dzwoni tylko raz w miesiącu. Ja go w tym filmie pytam dlaczego, a on mówi, żebym się do jego życia nie wtrącała i zajęła sobą. A jak mam się sobą zająć, kiedy się nigdy sobą nie zajmowałam, nie umiem!
– No to teraz ja idę… 853 się świeci…
– Dzień dobry pani. Proszę usiąść. Co pani nam przyniosła?
– Uczucia…
– Rozumiem… Proszę pokazać.
– Niech pan patrzy, niewiele tego, ale świeżutkie, nienoszone, pół roku mają dopiero…
– Co pani chce w zamian?
– Ocalić rodzinę.
– Czyją? Pani? A co tam jest do ocalenia?
– Mąż ma kochankę, dawno.
– A pani?
– Ja od pół roku mam kogoś…
– Te uczucia, co pani przyniosła, to do tego nowego?
– Tak. Żeby tylko ocalić rodzinę.
– Jaką rodzinę? Przecież sama pani mówi, że mąż ma inną kobietę, a pani innego mężczyznę, gdzie tu rodzina?
– Ale rozwodu nie było! Wciąż jesteśmy małżeństwem!
– I to pani odpowiada?
– Nie!
– Ale wymienić na nowy związek pani nie chce?
– Nie… to nie są jakieś wielkie uczucia…
– No to skoro pani ich nie szkoda, to poproszę, może pani złożyć ofiarę.
– Ale słyszałam, że film jakiś pokazujecie, o przyszłości… Dlaczego ja nie mogę obejrzeć?
– Różne tu filmy pokazujemy. Jednym o przyszłości, a innym o przeszłości… A pani pokażemy o teraźniejszości. Włączam proszę patrzeć.
– To ja??? Masakra, jak ja wyglądam??? To kłamstwo!!! Przecież dbam o siebie!
– Cóż, pani stan ducha przekłada się na wygląd.
– Ale jak to??? Przygarbiona jakaś jestem, usta zacięte, oczy mętne, włosy oklapnięte…
– Tak wyglądają ludzie kiedy ich dusza płacze…
– A co to za chłopiec? Taki słodki… O, tuli się do mnie!
– Nie poznaje pani? To pani mąż, w pani projekcji.
– Mąż??? Bzdura!!! Mąż jest dorosłym człowiekiem!
– A w głębi duszy jest małym chłopcem. I tuli się do mamusi…
– Ale tak mi wpojono w dzieciństwie, że kobieta musi być silniejsza, mądrzejsza, bardziej stanowcza. Że musi wspierać męża.
– No i tak pani ma: silna, mądra, stanowcza mamusia kieruje swoim chłopcem-mężem. I przytuli i nakrzyczy, ukarze i wybaczy, pożałuje i nakarmi.
– Ale przecież nie jestem mamusią tylko żoną! A on ma kochankę! Lata do niej, a potem wraca, a ja go i tak kocham!
– Oczywiście, ma się rozumieć, chłopiec się bawi w piaskownicy i wraca do domu, do ukochanej mamusi. Popłacze trochę w fartuch, pokaja się… Dobra, koniec oglądania. Będziemy finalizować. Składa pani miłość w ofierze czy nie?
– A przyszłość? Nie pokazaliście mi przyszłości!
– Bo jej pani nie ma. Przy takiej teraźniejszości pani chłopiec ucieknie, jak nie do innej kobiety, to w chorobę. Albo w ogóle – donikąd. Znajdzie sobie sposób wyrwania się spod mamusinej spódnicy. Przecież sam ma ochotę dorosnąć…
– To co mam robić? Dla kogo będę się ofiarowywać?
– To już pani powinna lepiej od nas wiedzieć. Podoba się pani rola mamusi widocznie. Bardziej, niż żony. Mamusie też bywają kochane. No to jak? Będzie pani składać ofiarę? W imię ocalenia tego co jest i żeby pani mąż pozostał synkiem?
– Nie, nie wiem, nie jestem gotowa… muszę pomyśleć…
– Dajemy czas na myślenie.
– A co ja mam zrobić, żeby mąż… no… tego… wydoroślał?
– Przestać być mamusią. Odwrócić się twarzą do siebie i nauczyć się być Kobietą. Atrakcyjną, tajemniczą, zajmującą, pożądaną. Taką, której ma się ochotę podarować kwiaty i śpiewać serenady pod oknem, a nie płakać na ciepłej miękkiej piersi.
– Pomoże?
– Z reguły pomaga. Ale tylko pod warunkiem, że się pani zdecyduje być Kobietą. Jakby co – proszę przyjść. Uczucia ma pani piękne, z przyjemnością je weźmiemy. Wie pani ile osób marzy o takich uczuciach? Jak się pani zdecyduje je ofiarować – zapraszamy!
– Pomyślę…
853 wychodzi w zamyśleniu z gabinetu, tuląc do piersi swoje uczucia. 854 umierając z niepokoju podnosi się z krzesła i zmierza w kierunku otwartych drzwi.
– Gotów jestem ofiarować swoje potrzeby, żeby tylko mamusia była zadowolona…,- szepcze 854.
Drzwi się zamykają. W poczekalni siedzą ludzie tuląc swoje marzenia, talenty, cele, plany, karierę, możliwości – wszystko to, co postanowili złożyć w ofierze…”


Na motywach opowiadania Iriny Sieminoj. Przekład I.Z

niedziela, 14 lutego 2016

Love Day

Szczesliwych Valentynek i Quirky-alone People w zaleznosci od preferencji! :-)

Niech mi£osc bedzie czestym gosciem w Waszym zyciu i abyscie zauwazali jej rozne twarze, od zwiazkow, po przyjazn, po pasje, po humanizm.

Dzis dziele sie z Wami artykulem na temat milosci zwiazkowej zamieszczonym w polityce do przeczytania tutaj.


Wazne rzeczy, ktore z atykulu wyciagnelam to:


"Ale pisze pan: „Kult miłości romantycznej jest w naszej kulturze równie rozpowszechniony co niedorzeczny”.
Bo nie podoba mi się jej rozdęcie do rangi jedynej odmiany miłości, która warta jest przeżywania i uwieczniania przez sztukę. Jest to pewien nonsens. To tak, jakby skoncentrować się w opisie życia człowieka wyłącznie na czternastym roku życia. Przecież to tylko jeden rok, więc dlaczego akurat na nim się skupiać?
To z jakiego powodu to robimy?
Może za sprawą intensywności przeżywania miłości romantycznej, która w dużym stopniu bierze się z tego, że miotają nami hormony. Niewiele wówczas rozumiemy, co się w nas i dookoła dzieje. Czujemy się jak ta szybująca w powietrzu krowa, która ni stąd, ni zowąd zaczęła latać."


"Kiedy generała de Gaulle’a ktoś zapytał, czy dąży do szczęścia, ten odpowiedział pytaniem: „ma mnie pan za idiotę?”. Bliskie relacje z drugim człowiekiem bywają bardzo silnym źródłem frustracji, szczególnie gdy traktujemy bliski związek jako jeszcze jeden obiekt do skonsumowania. Dlatego, gdy zaczynają pojawiać się problemy w relacji z partnerem, ludzie od nich uciekają w nadziei, że unikną cierpienia. Kiedyś po prostu tak nie było, bo nie istniała swoboda ruchu."

"Psychologom udało się dosyć dokładnie oszacować, że około 10 proc. poczucia szczęścia zależy od obiektywnych uwarunkowań zewnętrznych, takich jak wiek, bycie w stałym związku, wysokość zarobków itp. To naprawdę niewiele. Natomiast około 40 proc. poczucia szczęścia bierze się z tego, czy postępujemy w sposób zgodny z naszymi preferencjami i wyznawanymi wartościami.
Co z pozostałymi 50 proc.?
Zależą od indywidualnych cech człowieka i są prawdopodobnie uwarunkowane genetycznie. Nie jest to specjalnie przyjemne, bo jak człowiek urodzi się nieszczęśliwy, to mniej może w tej sprawie zrobić, niżby mu się mogło wydawać. Jednak zawsze coś może."

"Takim bardzo poważnym problemem, który nas dopada w bliskim związku, jest nierównomierny wpływ pozytywnych i negatywnych czynników. Mówiąc w skrócie: zło jest silniejsze od dobra. Jeśli zrobię partnerowi coś porównywalnie dobrego i złego, to wcale nie wychodzi na zero. Bilans jest ujemny. Dopiero jak jedno złe zachowanie jest przykryte powiedzmy pięcioma dobrymi, to osiągamy remis."

"Może ludziom pomogłaby również edukacja, jak zachowywać się w sytuacjach konfliktowych, które są nieuchronne. Na przykład wiedza, że najgorszym rozwiązaniem jest pójście na kompromis."

"Parę lat temu opublikowano wyniki badań, które wyraźnie pokazują, że związek utrzymuje się na lepszym poziomie, gdy ludzie robią wspólnie różne ekscytujące rzeczy. Ja również zwróciłem na to uwagę w swojej książce, pisząc, że nuda jest tym, co podstępnie zabija relację dwojga ludzi. Emocje, czy silne, czy słabe, karmią się bowiem pobudzeniem fizjologicznym, a to zawsze wymaga jakiegoś łamania schematów. Jeśli wtłoczymy się w koleiny, to wszystko się zautomatyzuje."

"Bardzo ważne jest również coś, co nazywam modelem dobrego wychowania, czyli powstrzymanie się od szkodzenia partnerowi. No i cieszenie się szczęściem partnera. To zdumiewające, ale niektórzy ludzie tego nie potrafią – czują się nieszczęśliwi z powodu satysfakcji drugiej strony."


"I wówczas moja odpowiedź na pańskie pytanie, czym jest to uczucie, brzmiałaby: kiedy, w jakiej fazie? Bo ono się zmienia i to nie ulega wątpliwości."

Spokojnej niedzieli.

sobota, 16 stycznia 2016

Nowy Rok

Witajcie, 

Swieta I Nowy Rok minely. Dwie okazje, ktore nigdy nie byly moimi ulubionymi. Ten czas jest dla mnie czasem tzw. martwym. Nic sie nie dzieje, tylko czlowiek siedzi, je i oglada filmy. Wszystko w ten czas jest zamkniete albo potrojnie drogie. Bylam w Polsce przez tydzien i ten czas plus zima nie wplywa na mnie pozytywnie. A takze atmosfera w domu, gdzie jak juz Wam wspominalam, ten czas  - z jednym wyjatkiem - jest czasem spiec i ciezkiej atmosfery. Zawsze mysle wtedy o DDA i generalnie o rodzinach dysfunkcyjnych, ktore poprzez tradycje spoleczne odczuwaja jeszcze bardziej jak bardzo sa samotni lub/i odcieci od relacji w domu. Ja przyjezdzam przewaznie po swietach, bo takie mam tansze loty, jednak u mnie w domu, po ostatniej k£otni z bratem na temat jego zachowania, ktore ma podloze reaktywne i projektujace swoj bol z dziecinstwa na niczego winnych czlonkow rodziny, na ktore sie nie zgadzam (w psychologii nazywamy to stawianiem granic tzw. self care), okazalo sie, ze jednak potrafi cos z siebie dac, a jak potrafi to oznacza, ze chce "rozciagnac sie" poza to co dla niego trudne, i zasiada do stolu. Stawianie granic jest narzedziem nieocenionym. "Nie" jest wazne jak "Tak", ale wyciagniecie odpowiedniej karty w odpowiednim momencie, po przeanalizowaniu sytuacji, a takze uczestnikow gry - to jest sztuka. To "rozciagniecie" jak juz Wam pisalam we wczesniejszych postach, jest wlasnie daniem cos z siebie do budowania poprzez przekraczanie naszych demonow, ktore moga atakowac innych, a ktorzy nie sa winni ich powstania. A najwyzszym i najmocniejszym wtedy celem jest budowanie relacji.
Nie bede dzis rozpisywac sie w tym poscie. Wrzucam Wam tylko link do ciekawej rozmowy w Pytaniu na Sniadanie na temat genetyki. Szczegolnie interesujace w nawiazaniu do psychiki jest rozmowa koncowa - czas video 6.44 - o psychogenetyce. Wspominalam Wam, ze jedyny powod, ktory ludzie niestety stereotypowo zinternalizowali, dlaczego ludzie nie sa w zwiazkach to fakt, ze sie ich boja. Nauka daje odgroma innych przykladow. Tutaj akuratnie wlasnie przyklad, ktory Wam podalam, ta wrazliwosc emocjonalna, kiedy ludzie znajduja trudnosci w byciu w relacjach z innymi. Nie boja sie, chca wchodzic w relacje i sa gotowi probowac. Ale po prostu ciezko jest z nich czerpac, kiedy naturalne procesy w zwiazkach zakladaja takze stresy, klotnie, argumenty, wymagania, a one sa odbierane jak smiertelne rany ciete. A wiadomo, kazdy siega tam, gdzie ma najwiecej przyjemnosci, bo nasz osrodek nagrody w mozgu jest wlasnie po to, aby kierowac naszymi wyborami. W filmiku, gosc programu bardzo swietnie to ujal - jezeli warunki w zwiazku sa odpowiednie, taka osoba kwitnie. Jednym z takich przykladowych warunkow moze byc kompatibilne poczucie humoru, ktore moze byc dyfuzorem ciezkich emocji. Ale dwie osoby musza ze soba wspolgrac - jak w tancu.
Polecam rozmowe. Bardzo ciekawa.
Dostepna tutaj.
Milego weekendu.

niedziela, 13 grudnia 2015

Zapisa£am w Czerwonym Notesie......



"... nie istnieje rzecz zwana „miłością”. „Miłość” jest abstrakcją, rodzajem bogini, z którą kłopot polega na tym, że nikt jej nigdy nie widział. W rzeczywistości istnieje tylko akt kochania. Miłość jest twórczą aktywnością. Zakłada troskę, wiedzę, reagowanie, afirmację i radość – nakierowane na osobę, drzewo, obraz, ideę. Kochać, oznacza powoływać do życia, powiększać jej lub jego życiową aktywność. Jest to proces samoodnawiający się i samonapędzający." 

Erich Fromm

sobota, 12 grudnia 2015

Seria Mi£osna - Pomiedzy dwojgiem cz.2

Witajcie,

ale Wam dzisiaj wywine posta :-) Podziele sie z Wami psychologicznymi badaniami na temat szczesliwych zwiazkow oraz wskazowkami na temat powodow ich szczescia, ktore mozna uzyc do budowania wlasnych relacji. Postanowilam wklecic takze na temat szczesliwych singli aby byla przeciw waga, bo takowi takze istnieja. Chce takze zaznaczyc, ze kazde studia maja swoje limitacje takie jak; korelacja, a nie przyczyna zjawiska, badania na wycinku populacji (przewaznie Amerykanskiej) lub brak mozliwosci manipulowania statusem, czyli nie da sie przydzielic osobom statusu singla a pozniej malzenstwa, potrzebne sa dlugoletnie obserwacje, a nie wiadomo jak sie zycie potoczy. A takze czesto sa to badania gdzie dane sa dostarczane przez kwestionariusze, wiec mozliwy jest duzy blad percepcji (np. przekonywanie sie, ze jest sie szczesliwym, a tak naprawde jest to tylko pisanie sobie bajki, aby poprawic sobie samopoczucie). Pomalu zaczynaja sie skany mozgu, ktore juz moga okreslic czy mozg jest zakochany, czy kocha, czy jednak sie oszukuje, ale wiadomo, sa kontrowersyjne. Pare takich badan uwzglednilam. Jednakze mysle, ze warto poczytac badania, zobaczyc, ktore wyniki sie powtarzaja i sprobowac je implementowac, jezeli ma sie taka potrzebe. Pamietajmy takze, ze badania pokazuja prawdopodobienstwo wystepowania zjawiska, czyli tendencje. Nie oznacza to, ze nie ma wyjatkow, bo sa uwzglednione w kazdych badaniach (tzw. ouliers). Czyli jezeli badania pokazuja, ze ludzie w zwiazkach sa szczesliwsi, nie oznacza to, ze nie ma wyjatkow i nie ma ludzi, ktorzy sa szczesliwi w opozycji do sugerujacych inaczej badan i ze takiego nie spotkacie. Niestety, czesto jest spotykane kwestionowanie czyjegos szczescia lub wyborow, jezeli nie pasuja do ogolnych norm ("oszukujesz sie") i skrzywianie badan, ktore nigdy nie mowia, ze wyniki odnosza sie do 100% populacji, ale do znaczacej wiekszosci.

Zaczynamy.

- Tak jak pisalam, wymagania co do zwiazkow I mi£osci zmieniaja sie w zaleznosci od zmian spoleczno-historycznych. Praca Finkel et al. (2014) stara sie przesledzic te zmiany w nawiazaniu do (oczywiscie :-) ) Amerykanskiej populacji I dochodzi do wniosku, ze w dawnych czasach wymagania co do zwiazku byly skupione na takich aspektach jak poczucie bezpieczenstwa I potrzeby fizjologiczne. Obecnie wymaganie to psychologiczne wype£nienie takie jak, poczucie wlasnej wartosci, poczucie samo-spe£nienia I Maslowskiej samoaktualizacji. Jednakze, jak pisze autor, ludzie nie angazuja wystarczajaco uwagi I wysilku w tej kwesti. A wype£nienie psychologiczne wymaga energii, a jak wiemy, jest ona w nas ograniczona.

- Wracam takze do tego co pisalam wczesnie na temat benefitow malzenstwa. Kiedy uslyszycie w Tv, ze znowu ktos schematowo mowi, ze bycie w zwiazku daje benefity mentalne I zdrowotne, bedziecie juz wiedziec, ze na pewno psychologia tego nie mowi, tylko jakis amator. Zycie jest bardziej skomplikowane. A wiec nie sam zwiazek tylko szczesliwy, wspierajacy zwiazek daje benefity. To chyba nie jest odkrywcze, ani racjonalnie trudne do ogarniecia, jednak ciagle Z£otoustni – jak nazywam pop psychologicznych guru (po ksiazce p. Witkowskiego “Zakazana psychologia") – nie zadaja sobie trudu aby wglebic sie w temat i karmia populacje schematami (wiem, wiem powtarzam sie, trudno :-) ). Spojrzmy na pare badan psychologicznych.

I tak Birmingham (2015) zbadal jaki wplyw na zdrowie naczyniowo sercowe ma bycie w zwiazku. I dowiedzial sie, ze jezeli jest to zwiazek charakteryzujacy sie ambiwalentnymi zachowaniami (mix negatywnych i pozytywnych, nie okreslony przez pary jako wspierajacy), wowczas bycie w zwiazku nie ma wsparcia pro zdrowotnego, szczegolnie w nawiazaniu do chorob serca, ktore wiaza sie z cisnieniem krwi. Dodatkowo inne badania pokazaly, ze rany (zwiazane z pecherzami) goja sie wolniej u par, ktore charakteryzuja sie klotniami z wrogim nastawieniem, niz te, ktore potrafily konstruktywnie nimi zarzadzac (emocjonalna regulacja, badania ponizej). Takze reakcja mozgu na trzymanie rak, kiedy para reportowala, ze jest szczesliwa, dziala jak srodki przeciwbolowe, ale nie stwierdzono tej samej rekacji wsrod par, ktore reportowaly niska satysfakcje ze zwiazku. Niska satysfakcja w zwiazku nie jest rowna singlowaniu. W zwiazku z niska satysfakcja zachodza interakcje (stres, frustracja), ktore wplywaja na czlowieka, gdzie singlowanie ma inne wplywy, ktore nie sa zwiazane z monogamicznym zwiazkiem, ale bardziej z srodowiskiem, przyjaciolmi, rodzina.

Przypatrzmy sie troche badaniom na temat singlow.
I co mowia?

Ano mowia, ze osoby bedace we wspierajacym zwiazku sa troche szczesliwsze niz single, natomiast osoby zyjace w zwiazku niewspierajacym – wiadomo – wskazaly na niska satysfakcje w zwiazku I czuja sie gorzej niz single. W tym, kiedy znowu przyblizymy mikroskop, badania wskazuja, ze to mezczyzni czerpia wiecej benefitow z zawarcia malzenstwa, niz kobiety. Kobiety reportuja mniejsze poczucie szczescia niz mezczyzni, widza wiecej I szybciej negatywne strony zwiazku (badania ponizej), oraz nie wstepuja w drugie zwiazki malzenskie po rozwodzie tak czesto lub w ogole w porownaniu do mezczyzn (choc to sie zmienia poma£u).

Nie wspomne o zdrowiu. Albo jednak wspomne ;-) Badania pokazuja, ze szczesliwe pary to takze… grubsze pary. Szczegolnie mezczyzni wykazali taka tendencje. Hipoteza naukowcow - kiedy juz zdobylo sie co sie chcia£o......

Generalnie badania na temat zwiazkow byly przez wiele lat oparte na wielu bledach kulturowych. Tendencja mowiaca, ze bycie singlem jest niekorzystne, a bycie w zwiazku to jest wlasnie to co potrzebujesz do szczescia dziwnie pokrywala sie z owczesnymi przekonaniami kulturowymi. Spoleczenstwo rzeczywiscie bylo zbudowane tak, ze bycie samowystarczajaca osoba, szczegolnie dla kobiet, wiazalo sie ze stresem i wykluczeniem. Nie dziwota, ze reportowaly dokladnie takie odczucia. Popatrzmy jak to bylo do tej pory I ciagle niestety jest w wielu miejscach na swiecie.

  • Podroze – taniej we dwojke,
  • Mieszkanie – taniej we dwojke,
  • Restauracje – stolik dla jednej osoby?
  • Zaproszenie na wesele? - musisz miec pare,
  • Podatki – ulgi roznorodne, rozliczanie razem,
  • Spo£eczna presja - jestes singlem, czyli ciagle szukasz? Bo trzeba szukac, nie mozna nie szukac i miec inne rzeczy, ktore rajcuja (MN).

Badanie z 2013 roku przygladalo sie jak strach przed byciem singlem wplywal na wymagania co do zwiazku. Czesc 1 przygladala sie schematom mysleniowym na temat bycia singlem. Zbudowano skale, ktora miala mierzyc Strach Przed Byciem Singlem (Cz.2). Poczatkowe wyniki daly potwierdzenie co do hipotezy, ze strach przed byciem singlem powodowal obnizenie standardow co do wymagan w zwiazku, co zwiekszalo zaleznosc w niesatysfakcjonujacym zwiazku (Cz.3). Nastepnie replikacja tych badan ukazala znaczaca przewidywalnosc w nawiazaniu do strachu przed bycie singlem a zgodzie na obnizenie wymagan co do zwiazku a w tym mniejszym prawdopodobienstwem decyzji o jego zakonczeniu (Cz.4). Nastepne czesci (cz.5 i cz.6) pokazaly znaczaca przewidywalnosc co do wybory partnera ze wzgledu na jego atrakcyjnosc i poziom gotowosci do odpowiedzi. Okazalo sie, ze strach przed bycie singlem przewidzial zanizone wymagania co do tych dwoch opcji. Ostatnia czesc 7 badala uczestnikow szybkich randek (speed dates). I tu wyszlo, ze im wiekszy strach przed singlostwem tym mniejsza selekcja romantyczna.

Wspominalam to juz w ostatnich postach. Takie zanizone selekcje moga byc calkiem podswiadome, poniewaz nadrzedna potrzeba moze byc posiadanie potomstwa. Wiec bycie w zwiazku jest posrednikiem do wypelnienia potrzeby ale nie celem per se. Pokazuja to takze powyzsze studia, ktore zauwazyly, ze zglaszane stadardy co do rodzicielstwa byly konsekwentnie wyzsze w porownaniu do zglaszanych wymagan co do zyciowego partnera.

Dalsze ciekawe zestawienie co do rzeczywistosci spolecznej w odniesieniu do statusu zrobiono w Ameryce (oczywiscie hehe) I porownano ile placi podatkow singiel a ile osoba zamezna kiedy zarabiaja tyle samo przez okres 40 lat. Roznica pomiedzy tymi dwoma statusami kiedy osoby zarabiaja 40tys dolarow wynosila 39tys mniej dla osoby w malzenstwie. I im bardziej wspinasz sie na drabine finansowa bedac singlem, tym bardziej ta roznica sie oczywiscie powieksza. Placisz o wiele wiecej niz osoba w zalegalizowanym zwiazku. Jawna dyskryminacja.

Troche dalszych badan o singlach:

Single sa bardziej elastyczni. Ciekawe badanie weteranow pokazalo, ze osoby, ktore zawsze byly singlami wykazywaly sie mniejsza iloscia symptomow sugerujacyh PTSD, byli bardziej elastyczni I szybciej dochodzili do siebie, wykazywali mniejszy poziom depresji, I wykazywali mniejsze prawdopodobienstwo roznorakich mentalnych czy fizycznych problemow, ktore mogly przeszkadzac im w zyciu codziennym.

Inne badania, ktore trwaly 8 lat pokazaly, ze single nie roznia sie tak bardzo z parami malzenskimi jezeli chodzi o choroby serca, a nawet single, ktorzy nigdy nie byli w zwiazkach malzenskich, wypadali lepiej w tej kwestii.

Jak juz mowilam, single czesciej angazuja sie w pro spoleczne aktywnosci niz osoby nie zyjace solo, co znowu chyba nie jest odkrywcze, w koncu single maja wiecej na to czasu i przestrzeni w glowie. A takze - moim zdaniem - bardziej ich to kreci niz skupienie sie na tzw. wew grupie bliskich. I tak:

Single czesciej pomagaja rodzicom czy rodzenstwu i sa w czestszym z nimi kontakcie niz osoby, ktore sa w zwiazkach. Czesciej angazuja sie w dlugotrwala pomoc niz osoby w zwiazkach. W nawiazaniu do spolecznego zaangazowania I przyjaciol, single czesciej widza sie z przyjaciolmi czy z sasiadami. Single wypadli nawet lepiej niz pary bez dzieci w tych wzgledach. A kiedy im juz starczy zaglebiaja sie w bycie samemu I nie jest to poczucie samotnosci, ale odpoczynku I zrestartowania umyslu w ciszy I spokoju. Choc oczywiscie sa tacy, ktorzy i czuja odwrotnie....

Ale wrocmy do zwiazkow/malzenstw.

- Bardzo ciekawe wyniki pokazuja badania skupiajace sie na zawieranych malzenstwach z wolnego wybory i zaaranzowanych przez rodzicow, jak w przypadku kultury indyjsko - amerykanskiej. I tak badania braly pod uwage satysfakcje z malzenstwa, zaangazowanie, partnerska mi£osc I namietna milosc. Okazalo sie, ze nie ma znaczacych roznic pomiedzy zwiazkami z wyboru I bez niego w tych aspektach. Bardzo ciekawy artykul ukazal sie w magazynie internetowym Aeon, gdzie autor zastanawial sie na temat zmian jakie mozna wprowadzic co do zawierania malzenstw. Wspomina o tym jak kiedys realia byly inne; ludzie zyli krocej a sredni czas zawierania zwiazkow wynosil 12 lat, jak to kobiety czesto umieraly przy porodach i wowczas mezczyzni zenili sie kilkakrotnie, oraz jak to wymagania co do zwiazkow byly inne co wspomnialam na poczatku. Bardzo zgrabnie wskazuje na to jak sie gratuluje parom, ktore zyly ze soba 15,20,30 lat nie biorac pod uwage, ze te lata mogly obfitowac w gniew, pogarde, brak seksu i intymnosci. Ale, ze udalo sie to ciagnac az do smierci - jest to uwazane za sukces. A to nie dlugosc a jakosc powinna byc miara sukcesu. Dlugosc pochodzi od czynnikow spolecznych, czyli w moim mniemaniu, sztucznych wplywow, bo bazuja tylko na wierze i ideach przewaznie religijnych (swietosci malzenstwa).

Dalej:

- Badania przeprowadzane na ok 4000 Brytyjczykow (Open University, 2013) ukaza£y, ze najczesciej wymieniona potrzeba w zwiazku jest po prostu… uprzejmosc.

- Wdziecznosc I s£owo “dziekuje”, jak wykazaly badania, sa nastepnym kluczem do bliskosci (Algoe and Way, 2013),

- Kobiety czuja sie takze szczesliwsze, kiedy mezczyzna odczuwa z nimi ich bol/smutek, a raczej kiedy STARA SIE empatycznie go zrozumiec. Czyli nie dawaj rozwiazania, bo mamy wlasny mozg, ale daj wsparcie, abysmy na to rozwiazanie mialy sile I pozytywne podejscie. Ale co ciekawe, kobiety, ktore poprawnie odczytaly negatywne emocje w swoim partnerze byly szczesliwsze w zwiazku niz wtedy kiedy odczytaly te pozytywne (kobieca potrzeba opieki?). Natomiast kiedy mezczyzni potrafili rozpoznac emocje negatywne swoich partnerek, nie laczylo sie to z ich satysfakcja w zwiazku, natomiast £aczylo sie tylko z odczytywaniem pozytywnych emocji (brak odpornosci na emocjonalny stres?). Badanie sugeruje, ze odczytywanie negatywnych emocji swoich partnerow uszczesliwia kobiety, ale dla mezczyzn jest to juz niekomfortowe. Dodatkowe badanie przeprowadzila Carr et al. (2015). Ona I jej zespol przygladali sie dlugoletnim malzenstwom w nawiazaniu do reakcji na prolemy gdzie trzy aspekty byly badane: frustracja, smutek I zamartwianie sie. Badania pokazaly, ze u kobiet frustracja £aczy sie ze smutkiem I zamartwianiame, natomiast u mezczyzn tylko z frustracja. Dodatkowo malzenskie wsparcie £aczy sie z negatywnymi emocjami tylko u mezow, ale £aczy sie takze z mniejszym zamartwianiem sie. Raport mezczyzn dotyczacy poczucia napiecia malzenskiego koreluje z podniesionym poziomem frustracji u zon, ale kiedy zony raportuja wyzszy poziom wsparcia od meza wowczas wystepuje korelacja z wyzsza frustracja u mezow. Prawdopodobnie moze to miec cos wspolnego z poczuciem niekompetencji lub bezradnosci u mezczyzn – jak sugeruje autor. Kobiety przyjmuja pomoc pozytywnie.

Jak juz wczesniej Wam wspominalam, negatywne emocje w tym szczegolnie frustracja I gniew okazuja sie byc waznym emocjonalnie aspektem w interakcji miedzyludzkiej. Znowu sie powtorze, ale to wazne. Popularne myslenie brzmi: “to strach przed miloscia powoduje jego brak lub zaangazowanie sie w nia.” Tak moze byc dla niektorych osobowosci, ktore charakteryzuja sie wysokim poziomem leku, brakiem efektywnej regulacji emocjonalnej I wowczas reakcja “uciekaj” (fly and fight response). Ale dla innych, ktorzy nie charakteryzuja sie duzym poziomem leku I probuja zwiazkow a jednak nie odczuwaja satysfakcji w nich, przyczyna moze byc brak umiejetnosci regulowania emocji negatywnych. Oczywiscie czasami sa faktyczne podstawy do tego aby stwierdzic, ze zwiazek osobie nie s£uzy. Ale czasami jest to wrazliwosc na bodzce, ktore dla jednego beda jak drasniecie, dla drugiego bedzie to jak sztylet w serce. Przyklad badan na ten temat to badania przeprowadzone przez Bloch et al (2013) lub Yuan et al (2010). W tym pierwszym przyjrzano sie regulacji w dol czyli uspokajaniu negatywnych emocji wsrod dlugoletnich zwiazkow ze szczegolna uwaga na role zon. Wyniki pokazaly ze umiejetna regulacja negatywnych emocji w tym zachowania na te emocje wsrod zon wykazalo duza przewidywalnosc satysfakcji w zwiazku I dla zon I dla mezow. Konstruktywna komunikacja byla tu mediatorem w nawiazaniu do dlugotrwalej satysfakcji. W drugich badaniach pokazano, ze regulacja w dol przyczynila sie do wzrostu pozytywnych zachowan wsrod par malzenskich.

- Badania przeprowadzone przez Lavner and Badbury (2010) wykazaly, ze styl komunikacji jest wazniejszy niz cechy charakteru, poziom zaangazowania czy stresowe sytuacje zyciowe. 136 par zostalo zaangazowanych do badania, ktore okreslily swoje zwiazki jako szczesliwe przez okres 4 lat. Nastepnie zbadano ich ponownie po 10 latach I porownano te zwiazki, ktore przetrwaly z tymi ktore zakonczyly sie rozwodem. Pary rozwiedzione wykazaly bardziej negatywny styl komunikacji w tym emocji I niskiego wsparcia spo£ecznego. Wyszczegolnione zostaly przede wszystkim pogarda I gniew jako emocjonalne czynniki wykazujace sie wysoka przewidywalnoscia rozpadu zwiazku.

- TransperachI Odbuch (2009) wykazali, ze w zwiazkach badanych przez okres 9 lat to wlasnie nuda przyczyni£a sie do obnizenia poczucia satysfakcji w zwiazku.

- Jedne z najdluzszych badan nad dlugowiecznoscia, ktore trwaly 80 lat (!) pokazaly, ze znowu, malzenstwo mialo aspekt pro - zdrowotny w wiekszosci dla mezczyzn. Kobiety po rozwodzie czesciej odzywaly i rozkwitaly niz mezczyzni. Mezczyzni po rozwodach czesto zenili sie ponownie, a ci co nie zawiazali malzenskiego wez£a ponownie wykazywali wysoka smiertelnosc. Jednak nadal kobiety i mezczyzni, ktorzy sie rozwiedli lub zostali wdowcami/wdowami zyli krocej niz ci w malzenstwach. Badanie nawiazuje tu do stresu zwiazanego z tymi wydarzeniami niz do roli malzenstwa. Paradoksalnie, nawet jak malzenstwo jest dlugie i jedno ze stron umiera, wowczas momentalnie stres i zmiana rzeczywistosci skraca zycie, szczegolnie dla ludzi starszych. Jednak kobiety czesciej opieraly sie wtedy na spolecznym wsparciu. Najdluzej zyly osoby ktore.... byly singlami.

- Open University (2004) przeprowadzil raport na 5000 uczestnikach, ktory wykazal, ze zwiazki bez dzieci sa…. szczesliwsze. Pamietajmy, ze chodzilo o relacje miedzy dwoma osobami, nie pytano o poczucie rodziny, a to dwie rozne rzeczy. Dodatkowe badanie na uczestnikach (ponad 2000) z pieciu roznych kultur pokazaly, ze takie problem jak potomstwo, seks, finanse I podzial rol byly znaczaco powiazane z satysfakcja w zwiazku. Jednak jedno – potomstwo - bylo najczesciej zaznaczana opcja. Studia znowu podkreslaja role uprzejmnosci (kindness) wzgledem siebie w tym jakze wymagajacym zadaniu wychowania dzieci.

Wspomne tu jeszcze pewien artykul, ktory nawiazuje do mojego wczesniejszego postu na temat sklonnosci do tunelowej uwaznosci tylko w odrebie wlasnej rodziny. Psycholog Jamil Zaaki, ktory zajmuje sie badaniami nad empatia, dzieli sie swoimi spostrzezeniami na ten temat oraz podaje ciekawe badania. Mowi on, ze po urodzeniu sie coreczki sam zauwazyl u siebie zmiane w postrzeganiu. Oprocz tego, ze poprawila mu sie cierpliwosc do np. placzacych dzieci w samolotach, zauwazyl takze wieksza podejrzliwosc do obcych. Do tego stopnia, ze rozwazal nawet lekcje boksu i silowni aby czuc sie mocniejszym. To bardzo szczera i uwazna obserwacja. Jamil wyjasnia, ze poczucie empatii zmienia sie w zaleznosci od kontekstu. Podaje definicje zaproponowana przez Donalda Winnicott-a, pediatre i psychoanalityka. To podstawowe matczyne zaabsorbowanie (primary maternal preoccupation), ktore wyklucza wszystko inne z pola widzenia. To zaostrzona tunelowa percepcja, wieksze skupienie na wszystko co ma wspolnego ze zdrowiem dziecka. Oczywiscie te reakcje maja podloze ewolucyjne po to aby wspierac przetrwanie wlasnego potomka. Jednakze ma to takze spolecznie ciemne strony. Badania Leckmana i jego zespolu wykazaly, ze mloda mama spedza srednio 14 godzin dziennie myslac o dziecku. Wiekszosc mysli bylo pozytywnych, ale takze bylo znaczaco tych nawiazujacyh do strachu o dziecko. Ten strach spelnial kryteria kompulsywne dla mamy i dla ojca dziecka. Badacz empatii sugeruje, ze wlasnie takie doswiadczenia moga powodowac wycofanie sie rodzicow ze swiata zewnetrznego limitujac w ten sposob chec wyciagania reki do drugiego czlowieka. Zwieksza sie podatnosc na zamykanie sie w male grupy a stres obniza empatie do ludzi spoza niej. Dalsze badania, ktore wymienia na ten temat pokazuja, ze cos tak prostego jak przywolanie do glowy obraz rodzinnego swieta i czasu z nimi spedzonego (Thanksgiving) powodowalo, ze osoby te bardziej zgadzaly sie z takimi stwierdzeniami jak "Niektorzy ludzie zasluguja na to aby byc traktowanym jak zwierzeta" w porownaniu do tych co przypominali sobie pojscie na zakupy. Autor uwaza jednak, ze jest to cos co czlowiek moze zmienic. Czyli byc uwaznym i nie zamykac sie w swoim malym swiecie. Dbac o kontakty z przyjaciolmi, sasiadami, pogadac z Pania w sklepie, czy usmiechnac sie do przechodnia. A wiec, jak mowilam, sam fakt posiadania partnera, dziecka itd wcale nie sprawia, ze jak typowy mit mowi, czlowiek jest nie-egoistyczny a single sa, bo mysla hedonistycznie. Singiel po prostu nie spelnia wymogow kulturowych i schematow w kulturze jak byc powinno, dlatego jest dyskryminowany i atakowany jako egoista. A jezeli jest wlasna rodzina, czlowiek robi sie z automatu jeszcze bardziej egoistyczny, nawet kompulsywny i skupia sie tylko na bliskiej grupie, ktora przeciez jest zrodlem jego dobrych emocji.

Ostatnio DDTV przeprowadzilo ciekawy reportaz i rozmowe na ten temat - link tutaj. Statystyki, ktore pokazuja nie sa zaskakujace jak na Polske. I to zawsze, zawsze mnie uwieralo, bo ja uwielbiam szerokie grono roznorodnych ludzi, co bylo irytujace w Polsce, gdzie znajomi znikali jak tylko udalo im sie znalezc partnera. Jednakze, poniewaz moge porownac doswiadczenia z dwoch kultur, w Irlandii nie zauwazam takich tendencji.

A na koniec o przyjemnosci :-)

- Najnowsze badanie pokazalo, ze seks raz w tygodniu jest optymalna do utrzymania intymnosci w zwiazku i takie pary sa najszczesliwsze. Wczesniejsze takze mowily ze wiecej seksu wcale nie oznacza wiecej szczescia.

A wiec podsumujmy:

Dla par:
- uprzejmosc jest wazna
- unikaj komunikacji wrogiej, gniewnej czy ekspresji pogardy,
- nie nudzcie sie ze soba,
- mow "dziekuje", okaz wdziecznosc,
- rozpoznaj emocje negatywne w swojej partnerce i traktuj je jako wazne (dla mezczyzn), rozpoznaj emocje pozytywne w swoim partnerze (dla kobiet) - badania na heteroseksualnych parach.
- mi£osc romantyczna z wyboru wcale nie jest szczesliwsza niz kiedy zawarta z powodow racjonalnych,
- uwazaj na wage i dbaj o bycie atrakcyjnym dla swojego partnera,
- ambiwalentny, nie dajacy wsparcia zwiazek jest gorszy zdrowotnie i mentalnie niz bycie singlem, a bycie w zwiazku wspierajacym jest troche lepsze niz bycie singlem,
- szczesliwy zwiazek wspiera gojenie sie organizmu,
- ludzie w zwiazkach spedzaja mniej czasu z przyjaciolmi i maja mniej przyjaciol, mniej angazuja sie w spoleczne akcje i dlugotrwale pomoce. Nie zapominaj o dbaniu o cos wiecej, niz swoj mikro-swiat,
- seks raz w tygodniu to optymalna czestotliwosc dla poczucia szczescia w zwiazku (ale czujcie sie wolni i sie nie ograniczajcie ;-)),
- uwazaj na strach przed byciem singlem. Moze on wplywac na wybor partnera a takze uzalezniac od pozostaniu w zwiazku, ktory nie jest satysfakcjonujacy,

Dla singli:
- single nie roznia sie duzo od osob w parze, a nawet wykazuja sie wieksza elastycznoscia i wytrzymaloscia na trudy zyciowe,
- nie roznia sie znaczaco zdrowiem, szczegolnie w badaniach sercowych, w porownaniu do ludzi w parach,
- bardziej dbaja o siebie, sa szczuplejsi,
- single sa szczesliwsi niz ludzie w ambiwalentych lub niewspierajacych sie zwiazkach,
- maja szerokie grono spoleczne, czesciej utrzymuja kontakt z rodzicami, rodzenstwem i czesciej angazuja sie w dlugotrwala pomoc,
- uwazaj na strach przed byciem singlem, bo moze to wplywac na Twoje wybory co do partnera. Dbaj o przelamanie schematu, ktory narzuca negatywna ocene stanu wolnego,
- niestety, single sa dyskryminowani.

Konczac moj esej, mi£osc oczywiscie istnieje, jest potrzebna i ewolucyjnie i zdrowotnie (psychicznie i fizycznie), ale jest rozna dla roznych ludzi. Dla niektorych moze byc krotka ale gleboka i znaczaca, dla innych dluzsza i nie taka gleboka, a jeszcze dla innych jest odwrotnie. Nie widze powodu aby oceniac prawdziwosc i szczesliwosc mi£osci tylko przez pryzmat jej trwania az do smierci. Wchodza w to roznorodne czynniki i roznorodne ich konfiguracje. Mi£osc w konfiguracji "na zawsze az do smierci", taka ze szczerych emocji a nie z wiary, ze tak byc powinno, z kultury, ktora taki przekaz narzuca, lub z przyzwyczajenia, nie jest koniecznie czyms regularnym, czestym do spotkania. Szczegolnie kiedy zyjemy dluzej. Ale kiedys zrobiono taki ciekawy eksperyment pod nazwa Konkurs Mi£osci i wklejam to Wam aby pokazac wlasnie te wyjatki, ktore zostaly sprawdzone przez skany mozgu. Niestety napisy sa tylko po angielsku, ale mam nadzieje, ze dotrzecie do sedna. Wyjasnie tylko, ze osoby zostaly poproszone o myslenie na temat obiektu, ktory wywoluje w nich najwieksze poczucie milosci. Wygra ten o najbardziej rozswietlonym przez reakcje neuronow mozgu :-)

Niech wygra najlepszy ;-)
Milego weekendu.








niedziela, 29 listopada 2015

#stopmowienienawisci

Ciekawy artykul. Polecam. Moje doswiadczenie w zyciu i w necie.

Co się dzieje w głowie hejtera?

„Wielu ludzi nie wie, jak rozładować frustrację. W sieci mogą zrobić to bezpiecznie, nie narażając się praktycznie na żadną karę” – mówi dr Małgorzata Wójcik, psycholog z Uniwersytetu SWPS Katowice. Co więcej, ludzie najczęściej odreagowują w ten sposób własne życiowe problemy. „Jeśli nie możemy wyładować swej frustracji np. na szefie, który nie dał nam podwyżki, przenosimy ją na inny obiekt, pisząc o imigrantach, którzy odbierają Polakom pracę. Jeśli widzimy piękniejszą od nas celebrytkę, napiszemy, że jest głupia, by podnieść własną samoocenę i lepiej się poczuć”. - pisalam juz Wam o transferze emocjonalnym. W Polsce to nagminne i wszechobecne. Juz jako nastolatka nie moglam zrozumiec, czemu ktos na mnie krzyczy w sklepie, kiedy nic nie zrobilam, a osoba mnie nie zna. Nie mia£o to sensu, ale teraz wiem, ze ma to sens emocjonalny dla osoby atakujacej. Niestety....


"Jest to szczególnie nasilone wtedy, kiedy uważamy, że czyjeś zachowanie odbiega od normy." - oh, gdybyscie wiedzieli, ile mi sie dostalo za moje poglady, decyzje zyciowe i wiedze, ktora lubie sie dzielic. Jezeli ktos slyszy/widzi cos co burzy jego schemat, ktory zostal gleboko zinternalizowany, wowczas dochodzi do dysonansu poznawczego. Wowczas w osobniku zachodzi kaskada emocji, od poczucia dyskomfortu, zlosci, czesto agresji, obwiniania i osadzania drugiej osoby, oczywiscie poprzez pryzmat schematow w tym osobniku. Niestety ludzie maja problem z odroznieniem w rozmowie personaliow od £amania logicznie argumentow drugiej strony. Przewaznie narzucaja drugiej stronie wizje jej samej, oczywiscie przewaznie negatywnie i agresywnie, zamiast ukazac swoja inteligencje i znalezc dziure w argumentacji. Na tym polegaja debaty, a debaty rozwijaja.

"Gdybyśmy mogli zajrzeć do głowy osoby piszącej nienawistny komentarz w internecie, zapewne zobaczylibyśmy pobudzenie ważnego fragmentu jej mózgu – tzw. układu nagrody." - a nie mowilam, ze nic nie robi sie bez egoizmu, czyli wlasnej przyjemnosci? Tu nie chodzi o to, ze same poczucie przyjemnosci jest zle, chodzi o to z czego je czerpiemy czyli jaki to ma wp£yw na innych. A skoro czlowiek zyje w spolecznestwie to poniekad ma, bo to kim jestesmy pokazujemy w ciaglej interakcji z innymi. To samo dotyczy sie np. wiary w boga. Nie o to chodzi czy ktos wierzy czy nie. To nie wazne, kazdy niech sobie wierzy w co chce. Ale wazne jest co ten bog osobie mowi na temat co jest dobre a co nie, i jak nalezy karac lub rozdawac nagrody, bo to ma si£e razenia spolecznego.

"Niektórzy działają pod wpływem impulsu, by rozładować emocje. Inni jednak są spokojni i cierpliwi. „Mają wystarczająco dużo czasu, aby napisać tak, żeby zrobić komuś przykrość. Dobierają słowa tak, aby jak najbardziej zabolały." - jak pieknie....

"Hejterzy stanowią tylko część tego jednego procenta – możliwe, że mniejszą niż ci, którzy są zdolni do kulturalnej dyskusji. Problem jednak polega na tym, że ci niekulturalni mają też większą motywację do pisania."- bo napedza ich potrzeba wy£adowania.

„Nadmierne restrykcje wywołują tzw. efekt mrożący – skłaniają do milczenia »na zapas« i to nawet wtedy, gdy to milczenie bynajmniej nie jest pożądane. Bo osłabia i hamuje debatę w sprawach publicznych, bez której nie ma demokratycznego społeczeństwa” - a z tym sie nie zgadzam. Jest roznica pomiedzy debata a hejtem. Restrykcje na hejt powinny istniec, aby one ksztaltowaly debate, czyli walke na logiczne argumenty. Zalozenie, ze rezultatem restrykcji bedzie milczenie, i ze lepszy hejt niz milczenie, brzmi dla mnie masakrycznie, bo co mozna sie dowiedziec od "jestes nikim" jestes zalosny" "cwok, imbecyl" i insze....

Ale to moje zdanie :-)
Mi£ego tygodnia.