"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,

wszystko co po niej nastąpi

również stanie się lepsze. "


Paulo Coelho



niedziela, 31 maja 2015

Wiary mojej doswiadczenia cz.3

   Dzis chce sie podzielic z Wami co wyczytalam w Biblii. Zasiadlam do wysluchania jej (bo sluchalam audiobooka) z ciekawoscia. Zawsze slyszy sie  - znowu - powszechne stwierdzenia od ludzi wierzacych, ze np. trzeba przeczytac cala Biblie aby zrozumiec, a nie wycinac z kontekstu, lub tylko wybrani rozumieja Biblie, trzeba to studiowac aby to zrozumiec dokladnie itd itd. Wszystkie moim zdaniem bezpodstawne. Pierwsza czesc Starego Testamentu to piecioksiazg mojzeszowy - Tora. Powiem Wam szczerze, nieprzypominam sobie abym czytala tak krwawa ksiazke jaka jest Stary Testament. Nie wspomne o brakach spojnosci i logicznosci. Co wiecej, moje emocje wyraznie pulsowaly. Im wiecej czytalam, tym mocniej czulam gniew na swiat, ktory moze slawic tak okrutnego boga.  Poza tym dziwnie czytalam o liczbie mnogiej jak "A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam." Oczywiscie nie znam orginalu ale czesto Nasz, Nam sie powtarza. Wiec jest ich kilku?

   Wiekszosc ksiegi nawiazuje do rozmnazania i oczywiscie kobiety przeznaczeniem powinno byc tylko to. Przez to w ksiedze kobiety o niczym innym nie mysla. Dokonuja spiskow, manipulacji aby to ich dzieci mialy lepiej niz inne zony ich mezow. Bo mezczyzna mogl obcowac z kim popadnie, nie tylko z zona. I dziwnym trafem jedynym miejscem gdzie kobiety spotykaly swoim mezow to byla .... studnia. Usmialam sie gdy przeczytalam juz na samym poczatku - "Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc." A potem "Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem." Bo oczywiscie powiedziec Nie, to jednak okazala sie wielka trudnosc....

   Nastepne wersety nie byly lepsze:
 - Kain zabija Abla ale zostaje ochroniony przez boga i wypedzony. A ten znajduje zone... niewiadomo skad. Przeciez byla to pierwsza rodzina,
- Adam i Ewa zyli.... 900 lat,
- cialo jest widziane jako grzeszne,
- zwierzeta zostaly rozdzielone na czyste i nieczyste. Kryteria tego podzialu znowu z ucha wziete: parzysto kopytne, nieparzysto itd,
- palone zwierzeta byly "wonia przyjemna dla Pana".
 - Bog obiecal po potopie nie zgladzic juz czlowieka w ten sposob, ale przez cala ksiege rzadal mordowania innych ludzi, w tym dzieci i kobiety. Krew sie leje w tej ksiedze litrami...
 - najmlodszy syn Noego zobaczyl ojca nagiego, a ten za to przeklnal mu... jego syna...
- Noe byl wynalazca winnicy! I byl pierwszym pijanym jak widac...
 - jesc zwierzaka z krwia - zabronione,
 - Abraham - nastepny prorok - oddal swoja zone faraonowi, mowiac mu, ze to jego siostra "aby mu sie dobrze wiodlo" (za kozy i srebro),
 - Usuniecie napletka zostalo nakazane przez boga jako znak przymierza...(Czemu akurat do tego sie przyczepil?). Ten kto jest nieobrzezany lamie przymierze.
- Lot w Sodomie chcial oddac dwie corki tlumowi by ochronic poslancow boga, aniolow. Potem jak juz wszyscy uciekli, corki upily ojca, spolkowaly z nim i urodzily mu synow.
 - Malzenstwa w rodzinie to byla norma.
- Niewolnictwo blogoslawione przez boga.
 - Syn Issaca, Jakub nie chcial nakarmic wlasnego brata, ktory byl glodny chyba ze za oddanie pierworodztwa. Ale bog mu blogoslawil i tak i tak.
 - Syn Judy, Er, zostal zabity bo zle czynil wobec Pana. Jego brat namowiony przez ojca spolkowal z wdowa po bracie. Jednak byl to tzw. stosunek przerywany aby nie zaplodnic wdowe. Bog go za to zabil.
- Sam Juda zabawil sie z niezadnica, ktora tak naprawde byla wdowa jego syna za takowa przebrana. Chciala miec dziecko wiec wymyslila taki spisek. Kiedy Juda zauwazyl brzemienna wdowe kazal ja zabic bo byla w ciazy z niezadu. Jednak ona sie mu odkryla i ten jej wybaczyl.
 - Bog ciagle nakazuje innym lupic, grabic, mordowac..... 
 -  Faraon i plagi. Bog zsylal kilkanascie plag na ziemie faraona aby wypuscil izraelitow. Mojzesz byl poslancem. Tyle ze jednoczesnie bog: "ja znieczule serce jego i was nie wypusci." (???) Podobno po to aby pokazac egipcjanom swoja sile. Nie wazne, ze tysiace wymarlo... Szlachetniej byloby sie po prostu objawic.
 - "Jestem bogiem zazdrosnym i kaze do trzeciego pokolenia tych, ktorzy mnie nienawidza, a £aske okazuje do tysiecznego pokolenia." .... tiaa, to ci £aska....poprzez grozenie i strach. Pelno tutaj straszenia. Pelno mordow i spiskow. Oczywiscie spoleczenstwo izraelskie jest tym narodem wybranym.
 - Mojzszesz slyszy na gorze "Bedziecie szczegolna moja wlasnoscia." 
 - Bog daje detaliczny opis jak ma wygladac jego kosciol. Ma upodobania w zlocie, nawet popielniczki maja byc zlote. Opis niesamowity....Skad takie pomysly?
 - Pierwszy kaplan, Aaron - "jego pokolenie bedzie do tego przeznaczone." Jak widac rozrodczosc kaplanow byla wskazana.
- Pelno nakazow ofiar ze zwierzat bo to "won przyjemna dla Pana." Serio? Jest "ofiara ognista", "ofiara calopalenia", "obrzed potrzasania" mostkiem zwierzecim, zdzieranie skory ze zwierzat, branie specyficznych czesci ciala zwierzat, odzielanie tluszczu, miesni, kazdy ma specyficzny cel. Potem namaszczanie krwia platki uszu czy nogi, mazanie oltarzy....Ale miod i kwas zabrioniony na ofiary, to bylaby obraza. Toz to typowe barbarzynskie wierzenia jak u ludzi prymitywnych z dzungli. Pelno bylo bogow zadnych krwi.
 - Kiedy Mojzszesz byl na gorze, ludzie zbudowali cielca na dole. Bog chcial wszystkich zabic ale Mojzszesz uspokoil go "Odwroc sie od zapalczywosci gniewu swego." Ale potem sam zszedl i zabil 3000 ludzi...
 - duch swiety mogl natchnac innych do robienia tego co bog chce. To po co te nakazy i mordowania. Nie lepiej hurtem zeslac ducha swietego? Aha, nie bedzie wolnosci wyboru? Ale i tak wyboru nie ma sluchajac o ogniach piekielnych....
 - Bog zabil synow Arona bo dali mu nie ten ogien co bog lubil.
- dalsze nakazy co moze czlowiek jesc a czego nie " bedziecie jesc zwierzeta z rozdzielonymi kopytami i ktore przezuwaja. A te co nie maja rozdzielone kopyta sa nieczyste, nie bedziecie jesc." Okeeej....Ale... ziemia ma byc czlowiekowi poddana? Mozemy jesc co chcemy? Juz nie?
 - Lista co mozna jesc co nie zaczyna sie od tych co lata, co chodzi i co plywa.
 - Jezeli ktos zje cosik z zakazanej listy bedzie nieczysty do wieczora (musi dac ofiare oczyszczenia.)
 - Jezeli kobieta urodzi chlopca bedzie nieczysta 7 dni. 8-ego dnia chlopak bedzie obrzezany a kobieta zostanie w domu przez 33 dni. Jak ma okres tez jest nieczysta. Jezeli urodzi dziewczynke bedzie nieczysta przez... 2 tygodnie i zostanie w domu przez 66 dni a potym czasie przyprowadzi ofiare, roczne jagnie i je zarznie, plus golabka jako ofiare za upuszczenie krwi....
- "nie bedziesz sie mscil ani zabijal." chyba, ze bog ci nakaze...
 - nie wolno mieszac gatunkow bydla i materialow na ciuchy,
- nie podcinac wlosow dookola glowy i koncow twojej brody,
- smierc za homoseksualizm
- Smierc za seks z rodzina - tyle, ze nie przeszkadzalo to wczesniej...
 - wrozki - do ukamieniowania
 - Prawo Kaplanow - moga wziasc tylko dziewice ze swojego ludu, nie wdowy, nie rozwodnice,
 - jezeli jakis potomek Aarona ma wade (gluchy, kulawy itd) nie moze skladac ofiar bo jest ulomny. "Niech nie bezczesci swietosci swoja ulomnoscia przy oltarzu Pana."
 - "nic co ma wade nie znajduje upodobania w oczach Pana."
 - przeklinasz - do ukamieniowania
 - Prawo Sprzedazy Domow - dziwnie kaplani to grupa uprzywilejowana. 
- Niewolnicy moga byc dziedziczeni.
 - straszenie i szantazowanie kleskami, mordobiciem, "bedziecie jesc wlasne dzieci". 
 - podkresla, ze to przymierze z Izraelitami nie z ludzkoscia.
- Kaplani mieli wladze majatkowa,
- lud musi placic za nadwyzke ludzka gdy ilosc ludzi przekracza ilosc potomkow kaplanow,
- woda z prochem do picia za posadzenie zony o zdrade. Jezeli nie stala sie nie czysta woda nie przyniesie szkody. Jezeli przyniesie to wtedy "spuchnie jej £ono i zwiotczeja biodra." Nic o zdradzajacym mezu.
- zabij przyjaciela, zone, dzieci za odwiedzenie ciebie od boga,
- ukamieniowanie za czczenie slonca, ksiezyca, za bycie knabrnym, 
- kobieta nie bedzie nosci meskich ubran,
 - niespozadzaj podobizny boga,
 - jezeli zona nie byla dziewica - do ukamieniowania, 
- jezeli ktos ma odciete pracie lub zmiazdzone jadra, lub jest z nieprawego loza nie moze wejsc do zgromadzenia,
 - kiedy masz "zmazy nocne" £apac je, do dolka, zakopac, poblogoslawic,
- ciagle straszenie okropnymi cierpieniami "guzami odbytnicy, liszajem, wrzodami na udach i kolanach." To jest bog wojny i masakry.
 - Bog daje przyzwolenie na wybicie ludzi, zdobycie miasta "i wyrzneli wszystkich, kobiety i dzieci, zgrabili zloto i bogactwo i dali do skarbnicy Pana." (Miasto Jerycha).
 - chlop zostal ukamieniowany bo wzial co mialo byc w skarbnicy Pana, zabili jego dzieci i zony,
- 1200 wybitych w imie Pana.

   Mysle, ze to juz wystarczy by dac Wam smak Ksiegi Mojzeszowej. Krew mi sie buzowala dlugo, bo jednak sa ludzie ktorzy w to wierza. Na podstawie tej wiary dzialaja. A chrzescijanstwo czerpie z tego, bo miesza pomiedzy Ewangeliami a Starym Testamentem. Nie przeczytalam dalszej czesci Starego Testamentu, bo rece mi sie zalamywaly na sama mysl, ze akurat ktos moze to wziasc za prawde. Nie lubuje sie tez w horrorach. Dalej podobno nie jest lepiej. Wazne jest takze aby czytac Biblie jednoczesnie z historia rozwoju religii. Dla mnie jest jasne: ten bog to bog izraelitow, tak jak i my mielismy swoich bogow slowianskich. Niepismienni nomadzi przekazywali sobie z ust do ust historie, ktore tlumaczyly im swiat, ktore usprawiedliwialy ich czyny, ktore dalawaly poczucie, ze nie sa sami. Tak bylo zawsze. Taka jest psychologia mozgu reaktywnego. Tlumaczenia insze to dla mnie racjonalizacja, czyli wlasny serwis emocjonalny. I nie ma w tym nic zlego, ze staramy sie sobie pomoc i dac poczucie opieki i wyzszego prawa. Jednak sa dwa poziomy na ktorych ja osobiscie bazuje: Pierwszy - wierzacy - dopoki Twoj bog nie kaze ci zabijac, mordowac i zabierac mi i innym wolnosci, nie mam problemu z tym co nosisz w swojej glowie. Gorzej jak wiekszosc mysli np. o tym ze homoseksualizm jest zly bo bazuja na tej religii. Wtedy krew mnie zalewa jezeli moga, tak jak w Irlandii zaglosowac na NIE przy malzenstwach tej samej plci. Tu juz bede oporna i krytyczna do religii. Poza takimi aspektami chetnie poslucham, ale takze podebatuje zawsze z uprzejma intencja. Drugi poziom - moj osobisty, odnoszacy sie do mojego pragnienia -  jestem zainteresowana prawda i tylko prawda. To mnie zawsze nakrecalo. Nie potrzebuje pociechy w bogach, bo daze do wolnosci umyslu i do rozwoju gdzie podobno stoi sie ....w pustce a oparcie i bogactwo ma sie w sobie widzac prawde na zewnatrz. Mistrzostwo. Czyli zachwycam sie ogrodem, to jest moja duchowosc, ale nie kreuje wrozek. A jak powiedzial Ryūnosuke Akutagawa

Wolność jest jak powietrze na szczycie góry. I jedno, i drugie - nie do zniesienia dla słabych.



   Wszystko co opisalam na gorze to byl poczatek mojego zglebiania religii w ktorej przyszlo mi sie urodzic. Bylam zszokowana a takze zla. Czasami slysze, ze aby zrozumiec wierzacych nalezy zalozyc ze bog istnieje. Kiedy to robie, czuje sile strachu ktory chce we mnie wplenic i czuje sie ponizona. Czy chcialabym miec takiego boga? Jezeli takowy jest bede sie modlic aby znikl a nie aby zaprzagl mnie do tlukacych czolem w podloge owieczek.  Bo to jest wtedy karmienie jego dumy, nie mojego szczescia. 

   Jednak jasne jest takze, ze bogowie sa tworzeni na nasze podobienstwo. Juz sama hierarchia - zobaczcie, krol i jego orszak, to nic innego jak nasza zwierzeca hierarchia malpy gdzie osobnik alfa jest wodzem. Wielu nie potrafi jeszcze przytrzymac stanu pustki, niewiedzy, zastanawiania sie bez odpowiedzi. A ja mam dwa cwiczenia dla chetnych, ktorzy chca rozciagnac swoja swiadomosc i pocwiczyc nad wolnoscia umyslu. Podam jak zakoncze ta serie na temat wiary.

   
Nastepnym razem Nowy Testament.

CDN

niedziela, 24 maja 2015

Wiary mojej doswiadczenia cz.2

   Moje czytanie Biblii przypadlo na tragedie w Paryzu, gdzie dwoch braci postanowilo rozprawic sie z autorami karykatur magazynu Charlie Hebdo. Wystrzelali 11 ludzi, 11 zostalo rannych w samym biurze magazynu. Potem nastapily nastepne morderstwa. Swiat zawrzal. Debaty na temat wolnosci slowa zalaly siec i media. Ten temat jest mi szczegolnie bliski, poniewaz odkad pamietam czulam, ze nie mam wolnosci slowa. Bylam ciezko krytykowana od samego poczatku za wyrazanie swojego zdania, ktore prawie nigdy nie pokrywalo sie z tym powszechnym. Bylam wystawiana na zlosliwosci, obelgi, ponizanie i wyszydzanie. Nigdy nie moglam tego zrozumiec, dlaczego wyrazanie swojego zdania jest dla wielu polakow takie bolesne? W Irlandii doswiadczam innych reakcji. Tu czuje wolnosc, ze moge byc kim chce i wyrazac zdanie na temat zjawisk dokladnie tak jak mysle (co nie oznacza ze chamsko, bo nie posiadam takiej potrzeby). A wsrod polakow zauwazam dokladnie taki schemat;
Za przykladowy temat wezmy malzenstwo.

   Osoba zamezna, tradycyjnie z dziecmi pyta sie mnie czy chce wyjsc kiedys za maz. Ja odpowiadam, ze nigdy nie chcialam i nie marzylam o tym i nie jest to w moim planach. I mowie co mysle na temat malzenstwa. Jest to - jak wiadomo z historii - stworzona instytucja do organizacji spoleczenstwa. Kiedys miala na celu zwiazanie dwoch rodzin, zapewnienie przekazania majatku wlasnym genom czyli dzieciom (a to mezczyzni przewaznie mieli bardzo na wzgledzie) a kobieta byla przekazywana w celu zapewnienia takiego stanu rzeczy i poprawie statusu swojej calej rodzinie. Malzenstwo nigdy nie bylo wymyslem bogow czy nawet Kosciola. Nie stanowilo takze sakramentu podobno do roku 1563. Jak wiekszosc zjawisk ktore trwaja tysiace lat, takze i to zjawisko zostalo zinternalizowane i przeksztalcone. W naszych czasach i w tej czesci kuli ziemskiej stalo sie symbolem milosci, ktora okazalo sie nie trwa wiecznie. Jednak romantyzm zakotwiczyl sie w naszych glowach na dobre. Moim zdaniem dlatego, iz jest to generalnie tesknota do uczuc, ktore dodaja nam skrzydel i sprawiaja, ze swiat staje sie kolorowy. Bo prawda jest taka, ze swiat generalnie jest skomplikowany, czesto brutalny i nie taki jak w bajkach. Wiec nasz mozg doslownie pomaga naszej psychice w uniesieniu i tak nie latwych zasad zyciowych. Jednak cena jest ciezki bol kiedy realia spadaja nam na glowy. To sie takze tyczy religii.

   W rozmowie mowie to wszystko, bo lubie dyskutowac idee, lubie dzielic sie tym co sie nauczylam, swoja analiza i wnioskami. I odpowiedz jest techniczna, bez personalnych zdan. Ale tutaj nastepuje strasznie dziwna reakcja z drugiej strony typu:
Nikt ci przeciez nie kaze sie hajtac! (ale my nie rozmawiamy o prawie do malzenstwa(?)
Wspolczuje ci. (alez dzieki... za wspolczucie bez powodu...(?).
Kazdy robi jak chce... (alez czy ja powiedzialam iz komus zabraniam?)

   I teraz troche psychologii. Wyrazanie zdania "z drugiego bieguna" powoduje niekomfortowe uczucia w drugiej stronie, ktorej umysl od dziecka jest nauczony aby dawac energie takiemu a nie innemu schematowi. Sam fakt tylko debaty i dzielenia sie swoim pomyslem, wiedza i opinia na ten temat, ktore burza schemat wpajany od dawna, powoduje gniew, agresje i zlosc. Moim zdaniem trzy glownie uzywane emocje w polskiej mentalnosci. W Irlandii nie spotkalam sie jeszcze aby w debacie ktos mi powiedzial, ze ja cos komus kaze poprzez wyrazanie swojego zdania na rozne tematy. Ale uzywaja innego zdania, bardzo czesto. Mianowicie: "masz prawo tak myslec. To ok, ze tak myslisz." 
Widzicie roznice? W Polsce jest nacisk, ze "nie bedziesz mna rzadzil" choc nawet ci to nie w glowie. W Irlandii, iz mozesz byc tym kim chcesz, i masz prawo miec taka opinie, ale ja mysle inaczej. Druga strona jest podkreslana. Nie walka o wlasne prawo. Czy to nie jest ciekawe? Jezyk ukazuje bardzo wiele psychologicznych dynamik z naszej glowy. Kiedys napisze na ten temat post.

    Wiec reakcja gniewna i zlosliwa ujawnia sie  kiedy rozmowa dotyka czegos co jest wrazliwe i wazne dla osoby pomimo, ze osoba wypowiadajaca sie mowi generalnie co mysli o zjawisku, co zamierza zrobic ze swoim zyciem w tym wzgledzie i debatuje swoj punkt. Czy to nie jest nielogiczne??? Jak mozna wtedy czuc sie swobodnie przy takiej osobie? Jak moge zglebiac tematy, co uwielbiam i sprawic aby osoba zrozumiala, ze to iz mysle tak czy siak to moja sprawa, a wybor drugiej osoby co z tym zrobi nie lezy w moim polu zainteresowania. W ogole. Ale chce miec wolnosc wypowiedzi, ktora nie jest opacznie zrozumiana. Dlatego, ze ludzie nie potrafia rozmawiac niektore kraje w ogole zachecaja do omijania rozmow na tematy wrazliwe. Jak dla mnie swiadczy to tylko o dziecinnosci ludzi. Jak ktos madry powiedzial, rozwoj emocjonalny naszego gatunku to 13-14 lat, chaotyczny mozg, nadwrazliwosc na rzeczy ktore takie nie sa. Ah, to byl Osho ;-)

A ponad to:
   Skoro nikt nie kaze sie hajtac, wierzyc czy nie wierzyc - dlaczego kaze sie nie wypowiadac na ten temat, co agresywna reakcja sugeruje? Takie dynamiki dokladnie zachodzily w glowach mordercow w Paryzu. Obraza ich boga i prorokow to tak jakby obrazic ich. Dlatego iz zinternalizowali takie wierzenie i nie ma zdrowego rozroznienia. Maja cel, maja gdzie przynalezec, znaja zasady i niby wymagania boga. Bezpiecznie. Ci co staraja sie naruszyc ta twierdze umyslu sa wrogami. I sa zabijani. 

   Glosna sprawa pana Urbana. Wezwany do sadu, bo na okladce zamiescil zdjecie zdziwionego Jezusa. Urazeni oskarzajacy wypowiadaja sie, jakby kazdy musial dzialac tak aby ich nie urazic. Ile tego moze byc? Bezkresne mozliwosci. Przeciez to co mnie razi, innego nie bedzie i czesto ciezko to wylapac. To mamy w ogole sie nie odzywac? Mamy wpadac w paranoje? I dlaczego zawsze wymagane jest aby nie mowic o rzeczach wrazliwych dla innych, ale co jak dla mnie wrazliwy jest fakt zabraniania debaty i dyskusji? Przeciez czlowiek moze to tak samo zinternalizowac jak religie i insze. Mamy sie sprzeczac ktora wrazliwosc jest wazniejsza? Ja po prostu nie robie tego co mnie razi i nie zadaje sie z tymi co mnie urazaja i tyle. Choc uwazam, ze nie ma granic w tematach do rozmowy (dziwia mnie tematy tabu jak seks, religia itd) o ile dwie osoby rozumieja to jako wymiane ideii, mysli, wiedzy i wlasnej opinii. I tylko tyle. Dopoki nikt nie jest zabity i nikomu nie dano w morde to nie sprawa sadu. Tu jest nastepna rzecz: brak rozumienia gdzie co przynalezy.
   
   Moje zdanie nalezy do mnie. Jezeli widze okladke, ktora mnie uraza to sie odwracam, nie kupuje, ignoruje. Ale mam na tyle szerokie spojrzenie iz rozumiem, ze mnie to uraza, ale sa tez inni o innym swiatopogladzie. Tyle, ze aby to widziec i naprawde poczuc, musi byc dokonane zdrowe tzw. zroznicowanie. Czyli powstac zdrowa przestrzen pomiedzy tym w co wierze (ja - moja wiara) gdzie bedzie umiejscowione to w  co wierza inni (inni - ich wiara). Jezeli przestrzen pomiedzy  ja - moja wiara jest jednoscia (i znowu wypracowana przez lata zycia w takiej a nie innej kulturze) wowczas rozmowy o samej wierze nie maja miejsca bo osoba miesza to ze soba osobiscie. Wowczas jest to juz osobista obraza. Wtedy co dla jednego w zarcie z Jezusem jest zabawne, dla drugiego to brak szacunku. Ale czy to nie Jezus powinien sie obrazic jak cos? Jak juz mowilam, nie chodzi o wiare. Chodzi co ona ludziom daje wewnetrznie.
   
   I znowu to co jest obraza a co nie jest, jest okropnie subiektywne. Kiedy odpowiadam na pytanie polaka, czy wierzysz ze bog stworzyl ludzi, a ja odpowiadam, ze nie bo wiemy iz jestesmy gatunkiem malpy i roznica genowa z szympansami to 2% (choc rozne studia pokazuja rozne liczby ale nie mniejsze niz 80% podobienstwa do DNA czlowieka), dla mnie nie ma tu nic z obrazy i kazania mu zmienienia zdania. Jednak tak moze to byc odebrane z powodu wewnetrznej dynamiki panujacej w osobniku, ktory pytal. Nazywamy to projekcja. Ktos projektuje na druga osobe intencje, ktore nie wystepuja, ale ze cos tego osobnika boli to trzeba powiedziec, ze to druga osoba jest winna i nie ma empatii, nie ze obrazony nie ma odpowiedniego dystansu do sprawy a w szczegolnosci wiedzy na temat wlasnych emocji. Zreszta, jezeli ktos "obraza", to chyba ta konkretna osoba nie doswiadczy zycia z dziewicami czy po prawicy ojca. Nie jest to chyba robota czlowieka aby odbieral prace bogu. Ale widzicie, to nie o to chodzi.Tu chodzi o prywate. Bog nie ma tu nic wspolnego.

  Ja osobiscie jestem przeciwko milczeniu. Kazdy odpowiada za swoje zycie. Granice wolnosci slowa sa dla mnie jednak jasne. Wielu podpiera sie tym sloganem przy hejtyzmie. Niestety, to jest jak danie karabinu osobie niedojrzalej i to z problemami emocjonalnymi. Osoba niedojrzala zareaguje na to z poziomu rozwoju nastolatka w bolu istnienia. Automatyczna mysl - bole zyciowe - reakcja. Osoby dojrzale maja poczucie odpowiedzialnosci i droga reakcji jest dluga. A w szczegolnosci - nie wazne czy jest anonimowo czy nie. Osoba dojrzala widzi sama siebie. Jak cytat mowi: "Osoba szlachetna wstydzi sie przed wlasnym psem." Dlatego Mistrze Madrosci mowia, ze nie ma wolnosci bez odpowiedzialnosci. A to dlatego, ze wtedy jest poczucie przestrzeni i do tego zalicza sie granica poza ktora jest jad. I to jad za nic bo tylko za wymiana wiedzy i opinii. Wysoka samo refleksja i glebia odczuwania nie pozwoli na jad. I ten wybor bedzie w odczuciu dojrzalej osoby wyborem wolnosci. Bo niczego innego w srodku tej osoby nie ma jak tylko rozmawiac i dzielic sie, a nie wyszydzac i nie wyzywac. 
Ale tak maja dojrzale osoby....

CDN

sobota, 16 maja 2015

Wiary mojej doswiadczenia, cz.1

   A wiec troche o wierze i religii. Odrazu zaznaczam na poczatku: moje przemyslenia i opinie nie maja na celu urazenia nikogo ani - jak to dziwnie sie przewaznie wynurza z debat na takie tematy (rozwine to pozniej) - zmiany czyjegos zdania lub zakazywania wolnosci wyborow. Mowie, co odkrylam, co przemyslalam, co przezylam, a co z tego zostanie wykorzystane to juz sprawa moich czytelnikow :-)

   Wychowalam sie w domu nie bardzo religijnym. Moj ojciec byl ciety na kosciol, ale ciezko bylo okreslic czy wierzy w boga, bo niby cos tam krytykowal, ale pozniej po latach do kosciola choc protestanckiego zaczal uczeszczac. Moja mama wierzy w boga i chodzi czasami do kosciola. Jednak nigdy nie bylo to mocno podkreslane wiec w sumie tez byla to bardziej letnia temperatura wrzenia niz goraca religijnosc. W dziecinstwie bylam prowadzana do kosciola, mialam komunie itd ale nigdy nie mialam silnych emocji z tym zwiazanych oprocz jednej, kiedy nie szlam do kosciola, bo mi sie nie chcialo - poczucie winy. I nie bralo sie ono od rodzicow, ale od zlamywania pewnego przyzwyczajenia i prawdopodobnie podswiadomego wrytego w umysl przeslania - to obraza wzgledem boga jezeli nie bedziesz dni swietych swiecic. Generalnie nie przypominam sobie innych emocji oprocz poczucia winy, kiedy zaniechalam, albo .... nudy kiedy juz w tym kociele bylam. Ciagle to samo, jak komputery na zawolanie tu wstajemy, tu kleczymy, tu klepiemy ciagle to samo. Nudzilo mi sie. Ale jeszcze wtedy nie zadawalam sobie pytan, czy to ma sens i czy bog istnieje. Kiedy czytam swoj pamietnik to napisalam w nim jeszcze jako nastolatka iz wierze w boga, ale nie wierzylam, ze mi dobrze zyczy. Rodzina pijacka i zimna emocjonalnie, szkola w ktorej czulam sie ciagle emocjonalnie terroryzowana, rzeczywistosc, ktora byla dla mnie zbyt ciasna. Az pewnego dnia, nie wiem skad zdecydowalam, ze nie ide do kosciola, bo mi sie nie chce i postanowilam walczyc z poczuciem winy.

   I przyszla niedziela, pamietam to, dziwnie, jakby to bylo wczoraj. Lezalam w lozku. Dochodzila 11, a ja sie nie szykowalam. Moja mama weszla do pokoju i sie zapytala: Nie idziesz do kosciola? Ja tylko pokiwalam przeczaco glowa. Nic nie odpowiedziala. Zostawila mnie w spokoju. Bilam sie z emocjami. Czulam sie winna. Szczegolnie, ze generalnie do dzis jestem osoba, ktora nie lubi mentalnego lenistwa, a wowczas czulam, ze to lenistwo wygrywa razem ze znuzeniem i  nuda w kosciele. Teraz uwazam inaczej. Po prostu sie budzilam. Wynurzalam sie na szersze wody. Ale wtedy mialam wprogramowane poczucie winy, bo tak mnie wychowano poprzez chodzenie na religie, sluchaniu historii religijnych i konsekwencji ich nie przestrzegania itd itd. Ale dziwnie, walczylam. Tutaj wylumacze pewien aspekt dynamicznych aspektow w naszym umysle:

   Emocje i mysli dzialaja na roznych poziomach i moga roznie sie na siebie nakladac. W moim przykladzie, mialam emocje, ktore zostaly we mnie uwarunkowane, ale jednoczesnie nie zostala mi zabrana calkowita przestrzen we mnie, aby to co bylo wcisniete nie zostalo zakwestionowane. Nazywam ta przestrzen wolnoscia mentalna. Ta wolnosc jest niezalezna i bardzo silna, choc w roznym stopniu u roznych ludzi. Ja akurat zawsze wyroznialam sie sklonnosciami do rebelii, wiec naturalnie wewnetrznie cos we mnie ciagle walczy o to aby zewnetrzny swiat mnie nie pochlonal swoimi schematami. Czasami bylo tak, ze generalnie nie bylam naciskana jak w tym przykladzie z religia, ale bylo czesto tak, ze w innych juz bylam a i tak to odrzucalam, bo cos mi nie pasowalo. Jak np. moja mama zawsze naciskala na to abym byla pasywna i ustepowala innym. Nie byl to nigdy moj wybor. Po prostu moj glos wew. byl zawsze bardzo silny. Jednak uwazam, iz mozna takze sie tego nauczyc, lub - bardziej dokladnie - rozciagnac, polepszyc u tych co maja inna strukture psychiczna, do poziomu w ktorej czlowiek staje sie mentalnie bardziej wolny niz mniej. Wowczas, to wlasnie wtedy zaczynamy naprawde decydowac o naszym zyciu, a nie, ze zyjemy wedlug wzorca programowania spolecznego.

   Ale jak walczylam z poczuciem winy? Uzywalam intuicyjnie to co jest uzywane w psychoterapii (ang.) CBT. £amalam automatyczne mysli, bo gleboko wewnetrznie cos mi kazalo sie z nimi nie zgadzac. A ze nic nie robilam w glowie przez cale zycie jak tylko debatowalam sama ze soba.... Wyobrazcie sobie moje zdziwienie po latach, kiedy pierwszy raz uslyszalam o CBT i okazalo sie, ze robie to naturalnie od lat. Mam wiele takich doswiadczen. Poprzez £amanie swoich automatycznych mysli uwalnialam sie od poczucia winy a to dlatego iz wspieralam sie logika i wiedza na dany temat. Najpierw logika. Wiedze zdobylam pozniej. Zadawalam sobie takie o to pytania:
Po co mam chodzic do kosciola?
Czy mnie to buduje?
Skad mam w ogole w glowie idee chodzenia do kosciola?
Czy sama te idee wybralam?
Co naprawde czuje na ten temat?
Co mysle na temat co czuje na ten temat? :-D
Czy to co czuje na ten temat pasuje do tego  kim jestem?
Czy moje poczucie winy ma logiczne podstawy?
A w ogole jaka jest prawda?
Czy chce ja znac?
Czy jestem na nia gotowa?
itd itd

   Debatowalam w glowie na dwie osoby, tak jakbym miala osobe przed soba z ktora rozmawiam. Wczuwalam sie w siebie ale nic nie zostalo zostawione bez sita rozumu. Automatyczne mysli/emocje moge porownac do czegos lekkiego, prostego, nie wymagajacego wysilku w ich przelknieciu. Po prostu sie pojawiaja i tyle. Ludzie, ktorzy reaguja na nie jak po pociagnieciu sznurka, nazywamy reaktywnymi. Inaczej sie dzieje kiedy do takich emocji dodamy samoobserwacje i logiczna, kompleksowa mysl. Droga do reakcji sie wydluza i moze byc bardziej swiadoma i trafna, niz reaktywna. Powstaje wtedy nowa jakosc. Ma sie wtedy takze inne odczucie. Ja odczuwam to jako odczucie glebi, jakby cisnienie, ktore sie zwieksza kiedy nurkujemy w wodach nizej i nizej. Medytacja na przyklad - jest nauka rozrozniania niuansowego stanow emocjonalnych. Na przyklad wiecie, ze poczucie intuicji a poczucie instynktu sie roznia? Kiedy czuje, ze intuicja do mnie przemawia, odczuwam to inaczej niz kiedy robi to instynkt. Ale roznica jest niuansowa. Dlatego tak duzo mowi sie o wczucie sie w siebie, o wsluchiwanie sie w rozne tonacje wlasnych emocji. Wtedy ma sie dostep do wiekszej wiedzy na temat siebie, a wowczas do lepszych wyborow w zyciu.

   Wrocmy do spraw wiary i religii. A wiec moje debaty ze soba trwaly jakis czas. Wytlumaczylam sobie logicznie czemu nie chce juz chodzic do kosciola. Po prostu.... cos mi sie racjonalnie nie zgadzalo, a emocje ktore mam sa jakby takie nadmuchane. No i... ciasno mi....Wiecie jak mozecie rozpoznac ze ktos narzucil Wam idee, ktore nie wybraliscie? Ze w koncu sie od nich uwalniacie. I ja sie uwolnilam. A jak rozpoznac te, ktore jednak choc narzucone naprawde okreslaja Was? Wtedy kiedy je porzuciliscie, wyruszyliscie w podroz zdobywania wiedzy za i przeciw tej ideii, kiedy £amaliscie je na wszystkie strony logicznie i emocjonalnie ale jednak na koncu Wasz rozum stwierdzil, ze to skad wyruszyliscie to jest wlasnie Wasze. Nazywam takie przejscie "odrodzeniem". Bo trzeba sie narodzic na nowo poprzez samotna podroz zdobywania wiedzy o temacie i samym sobie, aby powrocic do tego co jest prawdziwie Wasze.  Uwazam jednak, ze juz nigdy nie wraca sie takim samym i idea takze jest przeksztalcona. Na tym polega rozwoj. Idea zostaje wzbogacona w wiedze i komleksowe emocje, a moim zdaniem to wlasnie prawda, chocby najciezsza jest tym odpowiednim paliwem to osiagniecia tzw. osadzenia w swoim a nie czyims zyciu.
   Tymczasem, jak sie okazalo po drodze, odkrylam jeszcze inne uwarunkowania, ktore napotykalam kiedy zaczelam w koncu studiowac tematy religii, psychologie i filozofie. Na przyklad, strach przed sarkastycznym zartem na temat boga, albo strach przed generalnie powiedzeniem na glos: boga nie ma, a jak jest to nie podobaja mi sie pomysly tworzenia takiej rzeczywistosci na swiecie. Zaczelo to wychodzic powoli, a to dlatego, ze generalnie nie czulam jakiejs presji podjecia decyzji w tej sprawie. Ale jak juz na cos sie natknelam, czulam pewne blokady.

   Moj brat mial troche inna droge rozwoju w tej materii. Byl bardzo wierzacy a do tego sumienny w stosowaniu nakazow typu: szanuj blizniego swego, nie klam, nie kradnij itd. Dziwnie to on najbardziej zinternalizowal nauki zewnetrzne. Jednak takze i on ma nature poszukujaca i nie zatrzymal sie na jednym poletku. Zauwazyl, ze np. wcale nie jest mu lepiej kiedy sie modli, czy kiedy chodzi do kosciola a swiat na pewno nie stosuje sie do jezusowych nauk choc tlumnie chodzi na msze. Wpadla mu w reke ksiazka "Swiat Zofii" i kiedy ja przeczytal oznajmil, ze ta ksiazka zmienila jego zycie. Dorwalam ta ksiazke, bo chcialam zobaczyc co jest tam takiego co zmienia postrzeganie. Ksiazka bardzo jasno objasnia rozwoj ideii w umysle czlowieka. Ukazuje, ze rozwoj ideei ma swoja dynamike, schematy rozwoju, etapy rozwoju, swoja uwarunkowana w psychice czlowieka tendencje na bazie ktorej powstaje. W ksiazce zostaly opisane epoki filozoficzne, tendencje myslenia w tych epokach. Moj brat doszedl do wniosku, ze jak i inne epoki mialy swoja charakterystyke wierzenia i podkreslania roznych ideii, tak i my zyjemy w takim schemacie. W naszej czesci swiata to jeden bog, chrzescijanski bog i religia katolicka. I stracil wiare...

   Ja po przeczytaniu tej ksiazki jakos nie czulam sie poruszona. Moze dlatego, ze zawsze bylam zafascynowana mitologia grecka i jakos podswiadomie rozumialam ze istnieja i inne pomysly na wyzsza forme istnienia. Ciagle nie czulam jakiejs presji okreslenia sie w tej sprawie i zaczelam okreslac siebie jako agnostyk, bo nie wiedzialam w sumie jak jest. Ale kosciol mnie nudzil i jakos mnie nie interesowal. Historie Jezusa, i ukrzyzowania i insze wydawaly mi sie tak malo inspirujace w porownaniu do mitologii. Tymczasem moj brat przeczytal Biblie i jeszcze bardziej utwierdzil sie w przekonaniu o manipulacji ludzkiego umyslu. Nie omieszkal przekazywac mi swoich odkryc, ale ja i tak bylam dziwnie letnia w tym temacie. Mialam wazniejsze sprawy na glowie, ciagle stres w domu, ciagle poczucie zycia w jakiejs klatce, wsrod ludzi, z ktorymi nic mnie nie laczylo. Ale obiecalam sobie, ze w koncu przeczytam ta Biblie, choc nie wydawalo mi sie, ze zrobie to szybko. Skoro w kosciele sie nudzilam, a oni czytali Biblie, to i czytaniem sama sie zanudze.

   I tak lata minely w tym temacie. Zatrzymalam sie na agnostycyzmie, czekajac momentu kiedy cos mnie natchnie i siegne po dalsze poszukiwania w tej materii. I dopiero po jakis 10-15 latach, w ostatnie bozenarodzenie (ciekawe, ze wlasnie wtedy:-)) doswiadczylam jakiegos emocjonalnego natchnienia i siegnelam po Biblie... i tu juz sprawy poszly szybko.

CDN.

czwartek, 19 marca 2015

Dzwiek

   Wielu mialo swoje ikony muzyki, mody czy filmu w dziecinstwie. Ja jakos ciezko znajdywalam osoby do zachwytu (jedna z cech introwertyzmu to niskie sklonnosci do pobudzen entuzjastycznych :-)). Jednakze jedna znaczaco zagoscila w mojej duszy. Zawsze mialam wiele podziwu dla wielkich talentow i Whitney Houston takowym byla (szkoda, ze sama tego nie docenila). Jej glos i utwory czesto towarzyszyly mi w moich dziececych niedolach i marzeniach. Najbardziej lubie utwory, ktore powoduja we mnie naplyw sily i mocy. Zauwazylam, ze sa to przewaznie piosenki z mocniejszym bitem i glosem (lubie rock i heavy metal), gdzie wokalistka podkresla mocne slowa swoim glosem jak dzwon.

Taka wlasnie jest dla mnie ta piosenka - madre slowa i moc. Czuje ten sam dreszcz co 20 lat temu.
Dobranoc.


.



I believe the children are our are future
Teach them well and let them lead the way
Show them all the beauty they possess inside
Give them a sense of pride to make it easier
Let the children's laughter remind us how we used to be
Everybody searching for a hero
People need someone to look up to
I never found anyone who fulfill my needs
A lonely place to be
So I learned to depend on me


I decided long ago, never to walk in anyone's shadows
If I fail, if I succeed
At least I'll live as I believe
No matter what they take from me
They can't take away my dignity
Because the greatest love of all
Is happening to me
I found the greatest love of all
Inside of me
The greatest love of all
Is easy to achieve
Learning to love yourself
It is the greatest love of all


And if by chance, that special place
That you've been dreaming of
Leads you to a lonely place
Find your strength in love

środa, 18 marca 2015

Taki mam drive....

   Niby wszystko gra, wszystko plynnie sie rozwija, ale normalnie oszalec mozna z ta zima. Co roku, czuje sie jak martwa, jakbym tracila zasilanie z braku kolorow, ciepla i wiecznego kamuflarzu typu czapa, kurtka, swetry. Jakby dusilo to mojego ducha. Szczegolnie, ze w Irlandii zima jest szczegolnie szara, bez zimowego slonca malujacego niebo. Wiecie, ze w piatek bedzie widzialne czesciowe zacmienie slonca? Ja wiem, ze sa male szanse obserwacji tego zjawiska w Irlandii poprzez chmury malujace przestrzen nad glowa na szaro...

   Ostatni esej napisany. Pomalu wtaczam sie do rozwiniecia profesjonalnych skrzydel psychologa psychoterapeuty pelna geba. Juz 200 godzin pracy z klientami za mna. Wizytowki wydrukowane. I wiecie co? Za kazdym razem gdy spotykam sie z czlowiekiem w takiej relacji gleboko rezonuje we mnie prawda, ktora kazdemu zycze aby odnalazl. Rob to co budzi Twojego ducha. Znajdz to co bedzie Twoim powolaniem. Znajdz "Flow", ktore psycholog o nazwisku nie-do-wypowiedzenia :-) (Mihaly Csikszentmihalyi) opisal w swojej pracy nad szczesciem i kreatywnoscia. 

   W mojej pracy mam dodatkowa ciekawa perspektywe - pracuje z Polakami i z Irlandczykami. Pomimo laczacych ludzkich emocji, ktore sa doswiadczane na calym swiecie, tendencje w ich wybrzuszaniu sa zupelnie inne. To charakter kulturowy, w tym problemy zinternalizowane poprzez ta kulture. Na przyklad, Irladczycy poprzez swoja wysoka spolecznosc ciagle martwia sie, ze zrania innych zachowaniem czy slowem. Czesto doprowadza to do lekow i zatracaniu wlasnych granic. Potrzeba bycia "dobrym" czyli niestety az do ignoracji wlasnych potrzeb prowadzi to roznych emocjonalnych turbulencji. Natomiast u Polakow, kultura schematu zycia i "jak byc powinno". Powinienem/am miec dzieci, powinienem wyjsc za maz/ozenic sie, powinnam zrobic to czy tamto. Oraz prze-intelektualizowanie i strach przed bycie widzianym glupim. I oczywiscie bycie inteligentnym oznacza znajomosc faktow z historii najlepiej lub ekonomii, a nie glebi, niuansow, odcieni zjawisk na co przypada inteligencja emocjonalna. Madrosc nie jest w cenie. Ciezko tez ludzie wybaczaja sobie bledy, ktorych nie zauwazali i znowu, czuja sie glupi. Ale czy ucza nas zauwazac? Nie. Nasze spoleczenstwo jest uczone aby byc dobrym pracownikiem uzytecznym dla przyszlej pracy, nie jak rozpoznac w sobie potencjal, czy jak poczuc trascendentne polaczenie z zyciem. Co znajduje wspolne z tych dwoch kultur to brak przyjazni z samym soba. Czesto zadaje takie pytanie:
    Jak to mozliwe, ze przez cale swoje zycie patrzymy sie w lustro, widzimy wlasna twarz, myjemy zeby i patrzymy w lustro, czeszemy wlosy i patrzymy w lustro i ani razu nie przyjdzie nikomu do glowy zadac pytanie Kim Jest Ten Ktos W Lustrze? Czego chce? Co sprawia, ze zacznie sie rozwijac i wydawac zdrowe owoce? Jakie bledy postrzegania sa jego udzialem? Co jest jego a co spolecznosci w ktorej przyszlo mu zyc? 

   W gabinecie terapeutycznym oprocz wielu innych rzeczy jest jedna, ktora juz na wstepie daje furtke do rozwoju: osoba ma juz tak dosc swojego zapetlenia, ze zaczyna szukac. Ma tak dosc swojego bolu, ze zaczyna sie budzic. I jest to dla mnie wielkie szczescie i wielki przywilej, kiedy moge byc czescia tej podrozy. I wspomne, ze dla mnie, osobiscie, widok osoby "rodzacej sie" na nowo jest doswiadczeniem prawie spirytualnym, bo nie doswiadczalnym w codziennym zyciu. Doslownie czuje dume, kiedy widze wysilek poszukiwania a pozniej laczenia kropek wlasnego obrazu emocjonalnego.

   A co mnie we mnie samej zadziwia? 
Ze po tylu latach dostawania kopa od ludzi, po tylu latach ciezkich emocji, ponizania, agresji na kazdym polu kiedy zylam w Polsce, od szkoly, po dom i prace, potrafie polaczyc sie z druga osoba tak po ludzku. Powiem szczerze. Wowczas nienawidzilam ludzi. Wszystkich. Nie bylo nikogo kto w najwrazliwszej czesci zycia zapytalby mnie "co czujesz?" i dal mi poczuc, ze to wazne co czuje. I ze to nie jest moje "widzi mi sie", ze jest to powazne, bo moje. I aby dal mi poczuc wszystko co z tym zwiazane, i gniew, i smutek, i zal, bez glupich tekstow typu "ale moze oni nie mogli lepiej." Sztuka odpowiedniego dotarcia do osoby jest, no wlasnie, sztuka. Dlatego nikt mnie nie przekona, ze przeszlosc ma taka latwosc determinacji tego kim jestesmy w type 2 plus 2 to 4. Nie miala dla mnie.  Nie zostalam nauczona jak laczyc sie z ludzkim wnetrzem, ale umiem to poprzez brak umiejetnosci innych laczenia sie ze mna. Wiem, co nie bylo mi dane, wiec wiem co powinno byc dane. Ale spadlo to na grunt juz przygotowany, ktory dostalam od jakies specyficznej mieszanki genow. Doswiadczenie braku milosci nie zabilo we mnie zdolnosci do milosci, lub uciekanie od niej. Wprost przeciwnie, ja zawsze wiedzialam, ze to nie jest milosc to co dostaje. Ale skad wiedzialam, ze nie jest? Bo w okol tez jej nie widzialam. Istnieje teoria o "pamieci genowej" ktora zostala zaobserwowana u sawantow, szczegolnie uzdolnionych ludzi. Pytanie brzmialo skad umieja rzeczy, ktorych nigdy sie nie uczyli, jak np. granie na pianinie. "Dzisiaj hipoteza o genetycznym uwarunkowaniu cech osobowości nie budzi wątpliwości – stawiane pytania dotyczą stopnia, w jakim określone geny odpowiadają za zachowanie." pisze Elzbieta Hornowska (2003) w swoim raporcie na temat osobowosci i uzaleznienia od narkotykow. A dalej pisze " Do lat 70 ubiegłego wieku kluczową rolę, w rozwoju osobowości oraz występowaniu różnic indywidualnych, przypisywano środowisku – środowisku rodzinnemu, rodzajowi edukacji, wychowaniu. Słuszność tego twierdzenia podważyły badania genetyczno-behawioralne, które wykazały, że większość cech osobowości wykazuje umiarkowaną odziedziczalność. Badania populacyjne wykazują niezbicie, iż za blisko 40 – 50% wariancji wymiarów osobowości odpowiadają czynniki genetyczne, podczas gdy pozostała część wariancji zdeterminowana jest czynnikami środowiskowymi, pozagenetycznymi, przy pominięciu korelacji oraz interakcji genotypu i środowiska (Plomin i inni, 2001)." (s.4).
40-50% - to duzo Moi Drodzy. Ale pamietajmy, ze nasze geny to w duzej mierze geny regulacyjne, dlatego, mozemy sie "rozciagac". Jedne sa trudne do zmiany, jak temperament, ale juz nasze myslenie, bledy percepcji, wcisniete schematy w naszej glowie, moga ulec przeksztalceniom. A pop psychologiczne ksiazki robia czesto kiepska robote szufladkujac zjawiska tak, aby przecietny Kowalski cos tam mogl wystrugac. Potem dostaje jakies amatorskie komentarze, ze nie powinnam mowic tego czy tamtego, bo w ksiazce jest napisane tak czy siak. Nie jestem amatorka - tego mozecie byc pewni. Ucze sie ze zrodel z pierwszej reki i ciagle sie szkole. Ale....

.... pierwsze watpliwosci na ten temat powstaly z mojego poznania, z samorefleksji i umiejetnosci wylapywania w sobie niuansow emocjonalnych. Czyli, slyszalam w kolo "ahaaaa, robisz to i tamto poniewaz mialas takie dziecinstwo." Ale nikt nie zauwazal, ze nie robie tego i tamtego, bo mialam takie dziecinstwo. Czy ktos zadaje pytanie dlaczego??? Bo wyciagnelam jakos z tego wnioski. Generalnie zawsze bylam myslicielka. Duzo myslalam i analizowalam. Taka mam osobowosc. Wiec rzucone we mnie doswiadczenie, nawet w malego dziecka watpie, ze bylo przyjete bez jakies obrobki mojego mozgowia, szczegolnie tej przedniej czesci odpowiedzialnej za logike. Ludzie czesto mysla, ze dzieci sa glupie, bo dopiero sie rozwijaja. Nie sa glupie, to moge zapewnic. Na przyklad czytam w pop ksiazce, ze DDA czesto czuja sie winne, ze rodzic pije i kiedy jest zly, wierzy, ze to jego wina. Pamietam to jak dzis - ja ZAWSZE wiedzialam, ze to nie jest moja wina. ZAWSZE. Generalnie odkad pamietam zawsze mialam dobre rozpoznanie gdzie co przynalezy. Na przyklad bylam swiadoma transferu emocjonalnego od czasow nastoletnich. Oczywiscie nie wiedzialam, ze to ma swoja nazwe w psychologii, bo bylam nastolatka. Ale np. zawsze mialam odczucia zadziwienia, dlaczego ide do sklepu, a ktos kogo nie znam odzywa sie do mnie jakbym mu matke zabila. Czy to kasjerka, czy ktokolwiek. Dziwilam sie. Czyli zauwazalam jakas nielogicznosc. Jestem teraz na emigracjii i czesto slysze od Polakow, ze jak juz wyjechali dopiero teraz takie rzeczy ich raza. Wczesniej bylo to dla nich normalne. A dla mnie to nigdy nie bylo normalne. I nie dlatego, ze sobie slodze. Mowie, jak czulam. Dlatego zawsze bylam swiadoma gdzie moje rzeczy naleza. Bole z domu zostawialam z bolami w domu, bo co ma do tego moja nauczycielka na przyklad czy kolezanka? Pamietam te mysli jak dzis. I mam tak od zawsze ze swiatem. Czesto myslalam, ze musze byc glupia, bo nie rozumiem logicznosci ludzkich zachowan i dzialan. Dopoki nie odkrylam psychologii i pierwszy raz poczulam sie zrozumiana. Okazalo sie, ze moj mozg widzi rzeczy, taki ma talent. Wiele rzeczy nagle zaczelo miec dla mnie sens, ktory mowil, ze logiczny sens a emocjonalnie reaktywny sens to dwie rozne rzeczy. A nasz mozg czesto robi nas w konia i generalnie dziala na swoich prymitywnych czesciach. Tyle, ze ludzie nie chca o tym wiedziec. 

    Wiec doswiadczenie, z dziecinstwa spadlo na moja osobowosc, na moje kognitywne sklonnosci i zdolnosci, na moj temperament i wtedy utworzyly sie specyficzne twory, ktore - w moim przydku - w wiekszosci nie pasuja do opisow pop - owych. Nie mowie, ze wszystkie sa zle. Mowie, ze rzadko mozna znalezc dobre. I kiedy to mowie, od wczytanych w popowe ksiazki slysze "o tak, czesto DDA sie samemu oklamuje w ten sposob." A to juz jest brak szacunku, bo nie dosc ze takie gadanie moze sprawic, ze osoba moze przestac wierzyc w ogole w co czuje, to jeszcze zacznie sie naginac jak przystalo na sile wplywu spolecznego na strone gadajacego - amatora aby byc zaakceptowanym i poklepanym po ramieniu. Nie trzeba byc DDA aby sie oklamywac. Trzeba miec po prostu mozg, ktory sciemnia nas na okraglo, bo tak jest zbudowany. Wysilek aby poznac te mechanizmy powoduje, ze zyjemy blizej prawdy niz dalej. A ja zawsze mialam dziwna potrzebe poznania tej prawdy. Taki mam "drive" - naped samoistny. Ktos ma do malowania, ktos do matematyki a ja mam psychologiczny.Tak mialam od dziecka i mam do dzis. Nic nieporadze, ze taka ze mnie bestia - i co zrobic...

   I tak badania pokazuja to co mi sie paletalo po glowie od lat - nie jestesmy czysta karta, to kim jestesmy to zlepek genow plus doswiadczen i u kazdego moze sie on plasowac inaczej. Niektorzy przyjeli wiecej ze srodowiska, inni wiecej odrzucili nawet jak im wciskano. Uwazam, ze w moim przypadku po prostu mam silna osobowosc i nie wcisnieto mi tyle ile probowano. Kiedy spojrze na swoja rodzine, jest mi latwo zgadnac z ktorej galezi odziedziczylam geny, szczegolnie temperament (choc nad inteligencja sie zastanawiam hahaha). Zawsze mialam swoje prawdy i bylam oporna na wplyw zewnetrzny. Introwertyzm mi w tym pomogl. Jednak mam poczucie jakby ciaglej walki,od zawsze, bo spoleczenstwo ciagle chce nas zmieniac i musimy dazyc do rzeczy jakie glowny nurt nam wytycza lub byc tak jak pop - teksty nam wmawiaja. Dlatego tak wazne aby poznac do dna kim jestesmy, co jest nasze co nie, co przyjelismy a co nie i dlaczego. I... podroz tysiaca mil zaczyna sie od pierwszego kroku (Lao Tzu) - warto go podjac.

Dobranoc ;-)

Ps. Nastepny post bedzie o religii i Biblii, jak obiecalam juz wczesniej. Tu dopiero sie porobilo;-)

czwartek, 25 grudnia 2014

Swieteczne dywagacje.

   Wiec znowu jestesmy tutaj. Jak co roku. Swieta, rodzinne spotkania, obzarstwo, prezenty. Minelo juz wiele lat odkad moja rodzina byla razem, czyli ojciec i matka, brat i siostra i moj piesio Cezar. Teraz jest tylko mama i siostra, bo brat ucieka w tym czasie jeszcze dalej od swoich ciezkich wspomnien, a Cezar odszedl juz do krainy wiecznych £owow. Ojca nie widzialam juz jakies 15 lat, slysze o nim od czasu do czasu od swojej ciotki. W tym roku nie jestem na Swieta w Polsce, bede po Swietach. Mialam czas na przemyslenia  i nowe odkrycia dotyczace tego czasu. I oczywiscie chce sie nimi z Wami podzielic.

      Swieta byly w moim domu zawsze bolesne. Moj brat do dzis bardzo je  przezywa, dlatego od nich ucieka lub wyladowuje emocje na nas. Jest wiezniem uwarunkowania ze swojego dziecinstwa. Przed swietami zawsze byla jakas pijacka awantura mojego ojca i czerwone oczy mojej mamy. A potem zasiadalismy do stolu wigilijnego w takim a nie innym nastroju. Moj brat ciagle ma te same uwarunkowane odczucia. Nawet odejscie ojca nic nie zmienilo. Projektuje swoje emocje na nas, na ludzi, ktorzy mu nic nie zrobili ale symbolizuja rodzine, w ktorej bylo cierpienie. Nie doswiadcza zycia, nie rozwija sie, reaguje agresja na wszelkie zmiany, chocby renowacja mieszkania. Pol roku temu moja mama zdecydowala sie na renowacje lazienki. Moj brat zareagowal jakby caly jego swiat runal. Slowa ktore wypowiadal i zachowania byly niebywale dramatyczne. Moja mama zawsze sie temu poddawala tak jak poddawala sie ojcu i jego bolom z przeszlosci, gdzie ja z drugiej strony zawsze walczylam o uwolnienie. Jak wspomnialam we wczesniejszycm poscie, zroznicowanie systemowe bylo zawsze moim mocnym punktem. Nigdy nie pozwolilam aby system rodzinny, szkolny, spoleczny wplywal na moj zdrowy rozsadek. Ale to nie oznacza, ze mnie jednoczesnie nie bolalo. Bolalo. Tutaj wchodzi zarzadzanie emocjami, posiadanie wiekszej a nie mniejszej kontroli nad swoimi emocjami. Bo one zawsze sie budza. Taka jest natura istot zyjacych, nawet roslin. I nie ma w tym nic zlego, ale jest trudno. Trzeba to zaakceptowac i uzyc analizy, czy chce za tym podazyc czy nie? Czy jest madre aby za tym podazyc? Czy chce aby ktos mial wladze nad moim zyciem? Ja czulam bole emocjonalne ale zawsze walczylam przeciwko poddaniu sie nim. Dlatego sie rozwijam. Moj brat nie. Myslalam o tym troche i skupilam sie na podstawowym przekazie, ktore w nas zaprogramowano poprzez Swieta Bozegonarodzenia. Mianowicie dwa slowa: swieta rodzinne, 


      Wszedzie trabia o tym, ze sa to swieta rodzinne, bo oto Maria poczela Syna i teraz sa Swieta Rodzina. W tym czasie ludzie, ktorzy tej rodziny nie maja, albo maja tylko jest tam wiele bolesci odczuwaja swoje nieszczescie jeszcze mocniej. Jak moj brat, choc minelo juz wiele lat. Srodowisko bardzo naciska. Sama doswiadczam reakcji na ten temat. W tym roku nie bylam w domu 24 grudnia, tak wyszlo. I wowczas wszyscy zaprogramowani jak jeden maz sypia reakcjami:oooo, i co bedziesz robic w Wigilje. Odpowiadam, spac, musze napisac esej, a potem lece za pare dni. I znowu reakcje: ooo, to bedziesz sama? Gdybym sam/sama nie wyjezdzal/a to bym/smy Cie zaprosili. Niezrozumcie mnie zle, na jednym poziomie doceniam ich gesty, jednakze na drugim czuje, ze w ogole nie maja nic wspolnego ze mna tylko z programem pt. "Swieta Rodzinne." Bo ja smutna nie bylam i nie jestem. Dlaczego? Bo sie rozwinelam do tego punktu, ze uwolnilam sie od tego spolecznego rytualu i mam do niego zdrowy stosunek. Zdrowy stosunek znaczy dla mnie: jezeli jestem w domu nie mam nic przeciwko obiedzie z rodzina w swieta, dawaniu prezentow co lubie itd. Nie boli mnie to a nawet cieszy, bo ich lubie choc wkurzaja mnie nie raz, jak na rodzine przystalo. Chce z nimi usiac bo akurat jest wolne, nie widze powodow aby nie usiasc, luz. A z drugiej strony jak tego nie zrobie, tak jak teraz bo bede pozniej, takze jestem ok, nie jest mi z tym zle, wprost przeciwnie, spokoj jaki odczuwam jest na pewno swiety :-) To sie nazywa wolnosc mentalna. Jest takie powiedzenie:

U medrcow dym ciagle sie tli, ale nie przylega on do scian.


    Za tymi myslami przypomnialo mi sie to co sie uzywa w terapii poznawczo-behawioralnej. Tam czlowiek przylepia swoje jestestwo do spolecznych, powszechnych zasad, nie pytajac siebie, czy naprawde reprezentuja nas. Kiedy zylam w Polsce, presja bycia z rodzina w okreslonym czasie jak swieta, wesela (nie wazne, ze raz na rok), posiadania rodziny itd byla przeogromna. I przez dlugi czas trzepotalam sie w tym jak mucha w pajeczynie. Czulam (emocje czyli odczuwanie wplywu): ja tego nie mam. Wiec musi byc zle, cos musi byc nie tak (i poczucie, ze cos jest nie tak). A wtedy moj kognitywny mozg zadawal pytania: ale dlaczego? kto tak mowi? (i kontra. Emocje opadaja). Czesto podejrzewalam u siebie schizofrenie, dopoki nie doczytalam, ze myslenie na temat swojego myslenia do zdolnosc niebywala :-D I tak sie pewnie dzieje z ludzmi, ktorzy odczuwaja samotnosc w ten czas. To spoleczenstwo powoduje, ze jest to dla nich odczuwalne jeszcze bardziej w tym czasie, nie koniecznie jest to naturalne. Gdyby zyli w innym srodowisku, nie odczuwaliby samotnosci bardziej bo nikt by im nie wkladal do glowy na ulicy, poprzez media itd, ze pewnie tak odczuwaja skoro to swieta rodzinne. Chcialabym aby swieta rodzinne byly codziennie i aby rozszerzylo sie to na ludzkosc po prostu. Wtedy codziennosc bylaby lzejsza. A tak to co widze w swieta? Pelno ludu w supermarketach, stres, gotowanie, a o historiach przy stole na pewno nierodzinnych mozna by ksiazke napisac. 

    W tym roku jeszcze jedno wazne natchnienie mnie nawiedzilo. W koncu zabralam sie za czytanie Biblii aby zrozumiec o co te cale Halo. To jeszcze bardziej mnie zroznicowalo. Zaznaczam, ze nie mam na celu nikogo urazac. Ale takie jest moje zdanie, zreszta nie tylko moje zdanie. Takie sa fakty.

   Od dawna zabieralam sie za przeczytanie Biblii, najbardziej rozpowszechnionej ksiegi na swiecie. Sama wychowalam sie w katolicyzmie i choc nie zinternalizowalam tej religii za bardzo, jednak zylam wsrod niej wiec musiala miec jakis wplyw na mnie. W dziecinstwie moja mama chodzila z nami do kosciola, ale nigdy mnie do tego nie zmuszala. Kiedy zdecydowalam pewnego piekna dnia, ze nie ide, pozostawila to mojej decyzji. Jednak nasz kraj jest nadal bardzo zatopiony w tej religii, I tak swieta bozego narodzenia kojarza sie nam z katolicka religia, narodzinami syna boga (swiadomie pisze z malej litery). Czesto wierzacy sie dziwia, czemu ateista obchodzi te swieta. Jednak dla mnie jest to racjonalne. Jezeli oddzieli sie rytual od religii czyli wiary w prawde a wiedzy na temat prawdy, swieta wygladaja calkowicie inaczej. Dla mnie wygladaja tak jak swieto rzucania wiankow do wody, czy indianskie tance w okol ogniska z prosba do bogow o dobre lowy. Rytualy, ktore nadaja czlowiekowi sens duchowy sa prawda wewnetrznych procesow czlowieka ale nie prawda rzeczywista. I nie mam nic przeciwko nim, jezeli nie traktuje sie ich powaznie do stopnia wypluwania jadu na zewnatrz. Nie mam nic przeciwko swietom jakimkolwiek. Dla mnie to dobry powod aby sprawic aby nasza rzeczywistosc byla roznorodna, bardziej kolorowa. Tutaj Swieta Bozego Narodzenia tam rzucanie kolorowym pudrem w swieto Holi, a gdzies indziej Swieto Matki Ziemi, ktore sa obchodzone przez Indian (a co dziwne, rytualy podobne do tych co opisuje Biblia, choc wierzenia Indian sa starsze niz sama ksiega).

    A wiec po przeczytaniu Biblii poczulam jeszcze wieksze uwolnienie. Dodalo to do mojego rozumowania swiata. Takiego boga jakiego tam opisuja nikomu nie zycze. A jak zaczelam czytac historie powstawania Biblii z trescia Pisma to juz wszystko stalo sie dla mnie jasne. Nie bede teraz rozpisywac sie wiecej na ten temat bo poswiece na to caly post, jednakze rozumienie uwalnia z emocjonalnego uwiklania. Taka jest psychologia naszego umyslu. Co sie zrozumie to odpada.  Jednakze aby zrozumiec trzeba jak to mowia medrcy "umrzec i narodzic sie na nowo" a proces umierania moze byc bardzo bolesny dla niektorych. To co sie zinternalizowalo emocjonalnie poprzez lata jako prawde moze takze nas niszczyc. I mam na to dowody za kazdym razem kiedy zasiadam do pracy z klientami. 

   Konczac moj post swiateczny chce Wam zyczyc, abyscie spedzili ten czas wolny spokojnie i bez stresu. Abyscie byli dobrze zroznicowani i raczej sie bawili swietami niz mysleli o tym jako o obowiazku. Tym co nie jest dane przezywanie swiat tak jak zostali nauczeni, ze powinni, radze stworzyc swoj wlasny rytual w ten czas. Nawet jezeli oznaczaloby to, bycie samemu. Nauczcie sie byc samemu, bo nie ma wiekszej rodziny na poczatku jak Wy sami dla siebie, a pozniej inni. Mowie o ulozeniu to sobie w glowie w takiej wlasnie kolejnosci. Z pustego dzbana nic nie nalejesz. Wlaczcie muzyke lub sluchajcie ciszy, utworzcie rytual gotowania, to co najbardziej lubicie. Obejrzyjcie film, ktory daje Wam radosc. To moze byc czas spotkania z Waszym wewnetrznym zrodlem energii. A Ci co maja kontakt z tym zrodlem - moim zdaniem - to wlasnie oni sa blogoslawieni :-)


Merry Christmas!!!

sobota, 6 grudnia 2014

Pude£ko

Witajcie moi Czytelnicy,

       tak, zyje, zyje. Wszystko przyspieszylo ostatnio poniewaz juz w lutym koncze szkole. Obecnie mam kilka esejow do napisania, plus po glownej pracy praktykuje w klientami jako psychoterapeuta. Mowie Wam jakie szczescie mnie ogarnia kiedy zasiadam na fotelu i podrozuje z druga osobe przez jej zycie. To musi byc pasja. Jednak czasami marzy mi sie taka maszyna, ktora podlaczylabym do swojego mozgu i ktora spisywalaby moje myslenie, filozofowanie, konkluzje itd jako posty dla Was. Byloby to o wiele latwiejsze i szybsze niz spisywanie tego juz "po" kiedy zycie jest wypelnione po brzegi. Szczegolnie, ze slowa moga ograniczac a mysli szybko znikac. Slowa nie lapia tyle niuansow, ktore wyczuwam i ktore ciezko przypisac czemukolwiek. Kiedy siedze w swojej glowie czuje wieksza wolnosc. Jednakze problem jest w tym, ze tylko ja tam siedze.... Nikt nie ma tam dostepu a chce ten dostep dac aby czerpal kazdy kto chce czerpac. Bo oprocz bycia introwertykiem gdzie czuje sie super z sama soba i w ogole nie wiem co to znaczy miec potrzeby socjalizowania, mam takze potrzebe dzielenia sie tym co w ciszy zrozumialam. Bo moja potrzeba jest inna forma spolecznego zwiazku - zwiazku glebszego, trudniejszego ale mysle, ze bogatszego. Bazuje to na podstawach humanizmu. W ciszy jednak nie wielu umie przebywac. A moim zdaniem wlasnie tam nasz wewnetrzny glos jest slyszalny najglosniej. Nie jest wowczas zagluszany przez dystrakcje dnia codziennego albo nie ignorujemy go az tak bardzo. Moj glos byl zawsze glosny od dziecka. Swiat probowal mnie zmienic wedlug swoich regul nie raz. Poprzez swiat mam na mysli rodzinny system, szkole, prace, zycie prywatne. Ale nigdy nie potrafilam zignorowac glosu w sobie, ktory sposrod tych systemow byl najsilniejszy. Coz robic... ;-)


     Aby podzielic sie co ostatnio zaprzata moje mysli to wlasnie natura systemu. W ostatnim poscie napisalam na temat szkoly i dynamiki w niej. System obejmuje takze nasza rodzine, prace, spoleczenstwo itd i tam pojawiaja sie zasady dynamiki grupowej. Osobiscie w kazym systemie mi ciasno. W kazdym systemie zachodzace dynamiki wydaja mi sie na poziomie mojego obserwowania stada szympansow. Nie chce tu nikogo obrazac. Tym jestesmy. I moim zdaniem dopoki nie zrozumiemy fundamentow ludzkiej natury nie osiagniemy jej wyzyny. Czyli jezeli nie nauczymy sie chodzic, latac tym bardziej sie nie nauczymy. Ale ludzkosc chce odrazu latac! I ma glowe w chmurach ideii jednak podskornie dzialaja podstawowe biologiczne mechanizmy i to nasze latanie jest jak ciagle uderzanie w mur.


    Kiedys wklejalam Wam chyba ta opowiesc:


1. R. Stephenson umieścił w klatce 5 małp oraz drabinę z bananami na jej szczycie.Za każdym razem, gdy małpa wchodziła po drabinie, aby zabrać banany, naukowiec włączał zimny prysznic, który oblewał wszystkie pozostałe małpy.

2. Po jakimś czasie, zawsze gdy małpa chciała wejść po banany, pozostałe małpy ją biły, zniechęcając do wchodzenia po drabinie. W efekcie po pewnym czasie żadna małpa nie chciała już wchodzić na górę.

3. Stephenson postanowił zamienić jedną małpę, wprowadzając nową. Pierwszą rzeczą, za którą się zabrała nowa małpa, było oczywiście wejście na drabinę. Natychmiast (nie wiedząc nawet dlaczego) dostała lanie od pozostałych małp.

Wyobraź sobie zdziwienie na jej twarzy, gdy obrywała tylko dlatego, że chciała sięgnąć po ulubiony smakołyk. Po kilku bijatykach odechciało jej się wchodzenia na drabinę.

4. Gdy następna małpa została podmieniona, wydarzyło się dokładnie to samo. Przy kolejnej również. W końcu wszystkie małpy zostały podmienione.

5. Co zostało? 5 małp, które nigdy nie padły ofiarą zimnego prysznica, bijące każdą, która chciała wejść po drabinie.


Koncze niedlugo juz moja druga szkole i ciagle mam takie same doswiadczenia i przemyslenia na ten temat. A mianowicie....

    Szkola (jak i wiele innych systemow) jest jak male pudelko. Uczy Cie tylko to co to pudelko obejmuje. Nie wspiera ucznia w sieganiu mysla po za pudelko. Nie wspiera wizji, procesu tworczego opartego na kreowaniu nowych rozwiazan, mysli, czy ideii. Jezeli zaczynasz kwestionowac to co jest w pudelku, szkola (system, nauczyciele itd) sciaga Cie w dol i mentalnie bije po glowie. Bo co ty mozesz wiedziec, skoro dopiero zaczynasz nauke?Tyle, ze wizja nie pochodzi od dyplomow, a umiejetnosc siegania do "bigger picture" nie wynika z nauczania. Wynika to z pracy wyobrazni i z umiejetnosci tworzenia perspektywy, z wlasnej tendencji i pasji do szukania odpowiedzi poza znany system. Z odwagi w spojrzeniu prawdzie w oczy wiekszej niz pudelko. Jest to wewnetrzna umiejetnosc. Jezeli tysiace razy system sciagal Cie w dol, to znaczy, ze wprawiales system w stres pochodzacy od kwestionowania stalosci tego systemu. To jest niekomfortowe dla tych co zyja tym systemem. Wowczas slyszysz "A co Ty mozesz wiedziec jak nie jestes ekspertem?". Tyle, ze jak poszlam do specyficznej szkoly, jak w moim przypadku psychologii, osobiscie na pusta gebe tam nie poszlam jak moze co nie ktorzy. I siedze w tych lawkach i slysze teksty, o ktorych myslalam i ktore przelamalam kiedy mialam 15 lat. Opuscilam juz to myslenie dawno temu i stworzylam cos nowego. I jak przekonac pudelko, ze umyslu nie da sie zamknac w malej przestrzeni i ze wiesz wiecej niz jego przedstawiciel?

Bardzo dobry wywiad na ten temat z Mateuszem Grzesiakiem

     Jest taka teoria stworzona przez Murray_Bowen na temat systemow rodzinnych ale takze obejmuja wszelkie systemy. Mowi on tam miedzy innymi na temat zroznicowania wewnetrznego (differentiation-of-self). Co ciekawe Buddyzm nazywa to detachment czyli odlaczenie, a o tym takze wspominal moj ulubiony Anthony De Mello. Zroznicowanie nastepuje wtedy, kiedy w systemie jestesmy w kontakcie emocjonalnym z reakcjami w nas i na zewnatrz ale one nas nie kontroluja. Innymi slowy, nie reagujemy impulsywnie, reaktywnie na zewnetrzne sytuacje ale przybieramy bardziej obiektywna postawe. Wowczas jestesmy wstanie argumentowac temat a nie wytykac personalnie komus jego osobowe punkty. Jezeli w argumentacji zaczynamy rzucac teksty typu " bo Ty zawsze tak czy siak, bo jestes klotliwy, co za ignorancja" itd oznacza to, ze reagujemy na poziomie zwierzecego mozgu, a nie wyzszego poziomu, ktory ma za zadanie pomoc nam w balansie zachowawczym. Moim zdaniem po to go mamy a Bowen uwaza, ze to wlasnie ta czesc rozni nas od prostszych form zycia. Tylko jestesmy na etapie gdzie malo ta czesc uzywamy. Dalej, czesto jezeli czujemy, ze przegrywamy jakas debate uruchamiaja sie w nas ukryte programy na temat naszego poczucia wartosci. Uwazam, ze szczegolnie w Polakach jezeli zostanie udowodniona niewiedza, jest to brane jako afront i wowczas zaczyna taki czlowiek walczyc jak maly agresywny zwierzak. Jezeli jestesmy dobrze zroznicowani, wowczas nie myslimy o sobie, ze wiemy, albo powinnismy wiedziec wszystko i brak wiedzy bedzie nas motywowal do zdobycia tejze wiedzy. Bez personalnych reakcji. Natomiast jezeli cos jednak wiemy, bedziemy debatowac ta wiedze bez impulsywnych reakcji. Bowen nazywa to dojrzaloscia. Dojrzala osoba nie reaguje impulsywnie jak dziecko, tylko potrafi sie skontrolowac i widziec szerzej niz male pudelko. 

    Ale ciezka to praca jezeli patrzymy na nasz system spoleczny i widzimy, ze nawet w szkole od samego poczatku jestesmy usadzeni w pudelku i lepiej sie nie wychylaj. I ja bedac w szkole psychoterapii nie doswiadczylam niczego lepszego, niestety.... A niby powinne tam byc osoby, ktore cholubia roznorodnosci ludzkiej, ktore daja duzo przestrzeni na bycie soba tak jak to sie robi na terapii. Ale nawet tam pudelko jest pudelkiem i tyle. Cale szczescie jestem dzieckiem Wewnetrznego Nauczyciela. I On ma najglosniejszy glos!

Milego weekendu!