Szczegolnie temat zbyt dobrego dziecinstwa oraz o posiadaniu dzieci i nadwrazliwosci - myslalam o tym niedawno i odkrylam w sobie pewne powiazania. Rozwine to niedlugo.
"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,
wszystko co po niej nastąpi
również stanie się lepsze. "
Paulo Coelho
niedziela, 9 lutego 2014
niedziela, 19 stycznia 2014
Swiateczno-Noworoczne historie.
Juz jakis po swietach. Ciezki to byl dla mnie czas w tym roku. Rok temu mialam najlepsze swieta w zyciu – moge to odwaznie powiedziec. Ale cud zdarza sie rzadko lub jeden raz, dlatego ma taka definicje. W tym roku moj Brat znowu zanurzyl sie w otchlan swoich demonow I odmowil nam swiatecznej kolacji. I byla to odmowa w bardzo nieprzyjemny sposob. Mielismy przez to male starcie. Mam swoje granice szacunku do siebie.
W psychologii znana jest definicja transferu emocjonalnego. Na przyklad mamy starcie z partnerem/partnerka z samego rana. Idziemy do pracy I tam zaczynamy wybuchac na innych, lub okazywac inne formy niezadowolenia. Potem idziemy do sklepu I tam burczymy do sprzedawcy jak pod wplywem odurzajacego srodka, ktorego zrodlo zostalo rozniecone rano. Transfer emocjonalny moze byc dokonany w kazdym momencie. A najbardziej jest to odczuwane przez osoby najblizej nas. Moj brat dokonuje takiego transferu za kazdym razem gdy cos budzi jego demony z zamierzchlych czasow. I ani ja, ani moja Siostra czy Mama nie sa temu winne. I to mnie wkurza najbardziej.
Tradycja w moim domu jest lepienie pierogow z Mama. I tak tez zrobilismy w tym roku. Jednak Brat juz na emocjonalnym demonicznym “haju” na pytanie mojej Mamy – Czy zjesz pieroga? – wiecie co odpowiedzial? - Nie moje rece je robily wiec ich nie chce. Kto do diaska odpowiada tak do ludzi, ktorych twierdzi, ze kocha? Wkurzylam sie okropnie I zapytalam kontrolujac mordercze mysli I reakcje – Co jest z moimi rekoma nie tak? Nic , po prostu nie zrobilem ich to ich nie jem – odpowiedzial bunczucznie. Ale co z nimi jest nie tak? – powtorzylam uparcie. Po prostu nie mam ochoty – dodal. To mow, ze nie masz ochoty, a nie ze cos jest z moim rekoma nie tak. I tak pozniej nie chcial usiasc z nami do stolu, przyszedl tylko aby podzielic sie oplatkiem mowiac – szybko Mama, bo jestem w zlym humorze. A potem zyczyl mi…radosci. Osobe rozumna kurwica moze normalnie strzelic (sorry za wyrazenie, ale jak mowilam, tak bedzie kiedy jest to adekwatne). Zyczyl mi radosci I nam wszystkim jednoczesnie traktujac nas jakbysmy byli powodem jego zlego humoru co automatycznie wplywalo na nasza psychike. Brat zatrzymal sie tylko na swoim demonie i on byl najwazniejszy. Poddal mu sie bez walki I my przy tym jeszcze dostalismy w twarz. Nie wazne, ze twierdzi, ze nas kocha, nie wazne, ze nigdy nie dostal wiekszego wsparcia niz od nas. Jego emocje z zamierzchlych czasow byly wazniejsze niz podjecie walki I ich przelamanie. Moja matka oczywiscie tlumaczyla go jak zawsze, co tylko pobudzalo moja pamiec o 20 latach zycia w tamtym domu gdzie ja nie moglam byc soba, bo nie bylam jak ona, ale dla Brata zawsze byly wymowki bo pasowal do jej osbowosci. Zreszta z matka tez mialam znowu przejscia.
Moja matka - jak juz Wam wspominalam – nigdy nie byla obecna emocjonalnie. A co najwazniejsze nigdy nie potrafila sluchac. Zreszta nie tylko ona w moim srodowisku. I tak, nigdy nie uslyszalam pytania – Jak sie czuje? Co mnie boli? lub Co o czyms mysle? W mysl zasady – dzieci I ryby glosu nie maja. A na jej nieszczescie bylam dzieckiem, ktore mialo duzo do powiedzenia I to rzeczy madrych jak na swoj wiek. Moim dziececym sposobem przebijania jej muru, zgodnie z moim temperamentem staly sie proby jej przekrzyczenia. A glos mam mocny I calkiem wysoki. Wyobrazcie wiec sobie caly szum w okol naszej rozmowy, a raczej huragan. Moja matka czesto przylepiala mi etykiety mowiac – Bo ty jestes krzykaczka, bo Ty jestes taka jak ojciec, bo Ty jestes taka a taka….. Nigdy sie we mnie nie wsluchala porzadnie, a wiedziala kim jestem. Ciekawe. A najgorsze jest to, ze dokladnie tak to odczuwalam kiedy bylam dzieckiem. Juz wtedy nie moglam zrozumiec –skad ona wie, kim jestem, kiedy nigdy nie zapytala sie mnie np. Dlaczego krzycze? Co mnie boli? Widziala tylko powierzchnie, mnie krzyczaca – ale glebia byla juz dla niej obca. Nie wspomne o samo refleksji - co robie takiego, ze moje dziecko tak krzyczy? Moze chce byc uslyszane? Nie – to ja bylam winna ze swoim zlym charakterem. Ciezko mi bylo zyc z takimi pytaniami bez racjonalnych odpowiedzi I ciezko bylo mi sie zgodzic na niesprawiedlwosc etykiet. To byla ciagla walka z tym co czulam w srodku, jak byc powinno – a zawsze mialam ogromna jasnosc jak byc powinno, jakbym urodzila sie z ksiega wiedzy w sobie – oraz tym jak bylo. Nic nie mialo dla mnie sensu. I tak w swieta wyszla sytuacja sprzed lat.
Rozmawiam z mama przez telefon, mowie jej o czyms, a ona mowila dokladnie w tym samym czasie jakbym nic nie mowila. Kilka razy przerwalam mowiac – ja teraz mowie – ale nie dawalo to skutku. W koncu juz nie wytrzymalam I wydarlam sie aby przebic sie przez jej sciane – Czy nie slyszy mama, ze ja ciagle mowie? (zostalismy nauczeni nie mowic rodzicom na Ty przez ojca tyrana, wiec mama, niech mama powie I makaron z kluskami ...). Rozlaczyla sie. Kiedy wrocila do domu oczywiscie nie odpuscilam I wpadlysmy w wymiane zdan gdzie uslyszalam, ze ona taka jest I tyle (ale ja nie moglam jako dziecko byc jaka jestem). A potem, dorzucila tekst prehistorii, ze jestem krzykaczka. Odpowiedzialam twarda pytaniami – Nie, nie jestem krzykaczka! Po prostu nie daje siebie ignorowac! A pomyslala mama dlaczego krzycze? Aby wlasna matka mnie uslyszala w koncu! Kiedy czlowiek rozmawia z drugim to nie po to by gadal do siebie tylko, czyz nie? I tratata tratata…. Po 5 minutach emocje opadly, choc slowa ktore oraly mi serce przez tyle lat poruszyly mna. Nic sie nie zmieniaja. Stoja w miejscu. Tylko kiedy ja przyjezdzam poruszam ich stale wody, co powoduje burze. Tego samego dnia poznym wieczorem ogladalismy razem Burlesque z Christina Aguilera I Cher, gdzie byla scena po protu chyba dana mi przez mojego Aniola Stroza. Cher w rozmowie z Christina w ogole nie przestaje mowic, albo jej przerywa. Christina dwa razy spokojnie stara sie zwrocic na to uwage Cher, ale ona to ignoruje. I wkoncu wydziera sie na nia – “Czy rozmawiasz tylko ze soba??”. Automatycznie odwrocilam sie do mamy mowiac – O! Widzi mama?? Tak wlasnie wyglada nasza rozmowa. Mama nie slucha a ja sie dre bo chce byc uslyszana. Na czas mojego pobytu chyba cos do niej dotarlo bo przez tydzien mi juz nie przerywala a nawet przerwala sobie samej kiedy chciala mi przerwac. Zobaczymy jak dlugo to bedzie trwac. Ale co sie normalnie czlowiek narobi…. Oczywiscie ktos moze zapytac – ale czemu sobie nie odpuscisz? Zreszta wiekszosc zadaje mi takie pytanie… Typowe. To dlatego, ze wiekszosc woli odpuszczac, bo dla mozgu tak jest latwiej. Mozg chce abysmy oszczedzali energie. Jednak nie jest to nie do przekroczenia, co jest wiadome patrzac na ludzi ktorzy potrafili przejsc swoja biologiczne dziedzictwo, ktore jest ruchome. Nie odpuszczam, bo czuje, ze nic sie nie zmieni jezeli nie bede nic robic. A akcja zawsze daje jakas nadzieje na zmiane. Nie mam iluzji, ze da sie calkowicie odbudowac dziecka we mnie I dac to co zostale mi wtedy nie dane. Musze to zaakceptowac, tak bedzie zdrowiej. Jednak w zyciu doroslym mam wiekszy wybor czy chce tego doswiadczac czy nie. I stawiam granice. Ze znajomymi moze byc latwiej – po prostu ksztaltuje swoje kolko towarzyskie, ale rodzina jest dana. I niestety moje silne poczucie odpowiedzialnosci za matke I siostre nie pozwala ot tak to wszystko porzucic…Jednak postanowilam zmienic podejscie. Nie bede juz starac sie dac im tyle z siebie, bo jak widac to jak grochem o sciane. Tylko kiedy sami zadeklaruja taka gotowosc, wowczas dam swoja energie do ich zmiany. Co nie oznacza, ze swoje granice nie bede trzymac.
Nastepna rzecza jaka przezylam to Nowy Rok, ktory tym razem przypomnial mi moja samotnosc w Polsce. A bylam bardzo samotnym dzieckiem, choc z drugiej strony (bo jestem jakby peknieta na dwie czesci) znajdywalam ukojenie w polaczeniu z natura, moim pieskiem Cezarkiem, z moja wyobraznia, ksiazkami, duchowoscia. To dar introwertykow. Bylam sama, jakby to czulam a tym samym nie czulam sie sama. Takie to dziwne. Ostatnio mialam taka mysl. Zadalam sobie pytanie kiedy najbardziej czuje sie samotna. Rzadko sie to zdarza, ale jestem czlowiekiem wiec nic nie jest mi obce. Pierwsza odpowiedz – wsrod ludzi. Tu odpowiedz by sie skonczyla gdybym nadal mieszkala w Polsce. Nienawidzilam ludzi i myslalam, ze nie mam serca jak tylko do natury. Ale wyrwalam sie I odpowiedz sie rozwinela – okazalo sie, ze mialam pecha I nie spotkalam po prostu odpowiednich dla siebie ludzi. Tacy, ktorzy by mieli ze mna wspolny mianownik glebi – jak ja to nazywam. Myslalam, ze jestem sama ze swoja osbowoscia I mozgiem, bo nic mi nie pasowalo. I nic w tym by nie bylo zlego, gdyby zostawili mnie w spokoju. Jednakze bylam ta pobudzajaca do myslenia – kto wszedl w moj obszar, otrzymywal wyzwanie, jak u Sokratesa. Wiec mnie nie lubiano, za czym idzie atakowano. A ja odpieralam ataki nierozumiejac czemu nie moge miec innego zdania. A potem wyjechalam I nagla nie musialam walczyc. Poznalam ludzi z calego swiata I okazalo sie, ze urodzilam sie w nieodpowiednim dla siebie srodowisku.
Wracajac do tematu samotnosci. Kiedy jestem sama, bez ogolnie rozumianego spoleczenstwa, w ogole nie czuje sie samotna. Mam swoj wlasny swiat, ktory daje mi komfort i szczescie. Uwielbiam w nim przebywac i nic z zewnatrz nigdy go nie przeroslo. Wewnetrzne bogactwo. Dlatego nie moglam nigdy zrozumiec calego tego trabienia jak bardzo czlowiek chce polaczyc sie z drugim czlowiekiem I ze bez tego nie przezyje. Nie zgadzam sie z tym. Jest to gloryfikacja gatunku ludzkiego, co w czlowieczym ego jest jak dla mnie jasne jak slonce. Lubimy myslec jakim wyjatkowym gatunkiem jestesmy I ciagle media I Kosciol nam wmawia, ze tylko czlowiek moze dac nam prawdziwe szczescie. Nie zgadzam sie z tym, choc niewatpliwie moze dac nam duzo pozytywow jak i negatywow. Patrzac glebiej, tylko my mozemy sobie dac ta podstawe ktora jest niezalezna, poprzez rozwoj naszej percepcji, naszego Ja, naszej duchowej sfery, i naszego umyslu. Ci co uwierza, ze tylko drugi czlowiek jest zrodlem naszego szczescia, rzeczywiscie tak sie stanie, bo to w co wierzymy tym sie dla nas staje. Jednak wtedy czarna rozpacz, bo drugi czlowiek nie jest w stanie wypelnic w nas wszystkiego. Paradoks jest taki, ze to wlasnie w zwiazkach odczuwamy najwieksza samotnosc, a to dlatego, ze obijamy sie o ludzi, ktorzy nie zawsze spelniaja nasze potrzeby i oczekiwania. Co jest naturalne, w koncu nie ma takich samych ludzi jak tylko podobni lub rozni.
W psychologii znana jest definicja transferu emocjonalnego. Na przyklad mamy starcie z partnerem/partnerka z samego rana. Idziemy do pracy I tam zaczynamy wybuchac na innych, lub okazywac inne formy niezadowolenia. Potem idziemy do sklepu I tam burczymy do sprzedawcy jak pod wplywem odurzajacego srodka, ktorego zrodlo zostalo rozniecone rano. Transfer emocjonalny moze byc dokonany w kazdym momencie. A najbardziej jest to odczuwane przez osoby najblizej nas. Moj brat dokonuje takiego transferu za kazdym razem gdy cos budzi jego demony z zamierzchlych czasow. I ani ja, ani moja Siostra czy Mama nie sa temu winne. I to mnie wkurza najbardziej.
Tradycja w moim domu jest lepienie pierogow z Mama. I tak tez zrobilismy w tym roku. Jednak Brat juz na emocjonalnym demonicznym “haju” na pytanie mojej Mamy – Czy zjesz pieroga? – wiecie co odpowiedzial? - Nie moje rece je robily wiec ich nie chce. Kto do diaska odpowiada tak do ludzi, ktorych twierdzi, ze kocha? Wkurzylam sie okropnie I zapytalam kontrolujac mordercze mysli I reakcje – Co jest z moimi rekoma nie tak? Nic , po prostu nie zrobilem ich to ich nie jem – odpowiedzial bunczucznie. Ale co z nimi jest nie tak? – powtorzylam uparcie. Po prostu nie mam ochoty – dodal. To mow, ze nie masz ochoty, a nie ze cos jest z moim rekoma nie tak. I tak pozniej nie chcial usiasc z nami do stolu, przyszedl tylko aby podzielic sie oplatkiem mowiac – szybko Mama, bo jestem w zlym humorze. A potem zyczyl mi…radosci. Osobe rozumna kurwica moze normalnie strzelic (sorry za wyrazenie, ale jak mowilam, tak bedzie kiedy jest to adekwatne). Zyczyl mi radosci I nam wszystkim jednoczesnie traktujac nas jakbysmy byli powodem jego zlego humoru co automatycznie wplywalo na nasza psychike. Brat zatrzymal sie tylko na swoim demonie i on byl najwazniejszy. Poddal mu sie bez walki I my przy tym jeszcze dostalismy w twarz. Nie wazne, ze twierdzi, ze nas kocha, nie wazne, ze nigdy nie dostal wiekszego wsparcia niz od nas. Jego emocje z zamierzchlych czasow byly wazniejsze niz podjecie walki I ich przelamanie. Moja matka oczywiscie tlumaczyla go jak zawsze, co tylko pobudzalo moja pamiec o 20 latach zycia w tamtym domu gdzie ja nie moglam byc soba, bo nie bylam jak ona, ale dla Brata zawsze byly wymowki bo pasowal do jej osbowosci. Zreszta z matka tez mialam znowu przejscia.
Moja matka - jak juz Wam wspominalam – nigdy nie byla obecna emocjonalnie. A co najwazniejsze nigdy nie potrafila sluchac. Zreszta nie tylko ona w moim srodowisku. I tak, nigdy nie uslyszalam pytania – Jak sie czuje? Co mnie boli? lub Co o czyms mysle? W mysl zasady – dzieci I ryby glosu nie maja. A na jej nieszczescie bylam dzieckiem, ktore mialo duzo do powiedzenia I to rzeczy madrych jak na swoj wiek. Moim dziececym sposobem przebijania jej muru, zgodnie z moim temperamentem staly sie proby jej przekrzyczenia. A glos mam mocny I calkiem wysoki. Wyobrazcie wiec sobie caly szum w okol naszej rozmowy, a raczej huragan. Moja matka czesto przylepiala mi etykiety mowiac – Bo ty jestes krzykaczka, bo Ty jestes taka jak ojciec, bo Ty jestes taka a taka….. Nigdy sie we mnie nie wsluchala porzadnie, a wiedziala kim jestem. Ciekawe. A najgorsze jest to, ze dokladnie tak to odczuwalam kiedy bylam dzieckiem. Juz wtedy nie moglam zrozumiec –skad ona wie, kim jestem, kiedy nigdy nie zapytala sie mnie np. Dlaczego krzycze? Co mnie boli? Widziala tylko powierzchnie, mnie krzyczaca – ale glebia byla juz dla niej obca. Nie wspomne o samo refleksji - co robie takiego, ze moje dziecko tak krzyczy? Moze chce byc uslyszane? Nie – to ja bylam winna ze swoim zlym charakterem. Ciezko mi bylo zyc z takimi pytaniami bez racjonalnych odpowiedzi I ciezko bylo mi sie zgodzic na niesprawiedlwosc etykiet. To byla ciagla walka z tym co czulam w srodku, jak byc powinno – a zawsze mialam ogromna jasnosc jak byc powinno, jakbym urodzila sie z ksiega wiedzy w sobie – oraz tym jak bylo. Nic nie mialo dla mnie sensu. I tak w swieta wyszla sytuacja sprzed lat.
Rozmawiam z mama przez telefon, mowie jej o czyms, a ona mowila dokladnie w tym samym czasie jakbym nic nie mowila. Kilka razy przerwalam mowiac – ja teraz mowie – ale nie dawalo to skutku. W koncu juz nie wytrzymalam I wydarlam sie aby przebic sie przez jej sciane – Czy nie slyszy mama, ze ja ciagle mowie? (zostalismy nauczeni nie mowic rodzicom na Ty przez ojca tyrana, wiec mama, niech mama powie I makaron z kluskami ...). Rozlaczyla sie. Kiedy wrocila do domu oczywiscie nie odpuscilam I wpadlysmy w wymiane zdan gdzie uslyszalam, ze ona taka jest I tyle (ale ja nie moglam jako dziecko byc jaka jestem). A potem, dorzucila tekst prehistorii, ze jestem krzykaczka. Odpowiedzialam twarda pytaniami – Nie, nie jestem krzykaczka! Po prostu nie daje siebie ignorowac! A pomyslala mama dlaczego krzycze? Aby wlasna matka mnie uslyszala w koncu! Kiedy czlowiek rozmawia z drugim to nie po to by gadal do siebie tylko, czyz nie? I tratata tratata…. Po 5 minutach emocje opadly, choc slowa ktore oraly mi serce przez tyle lat poruszyly mna. Nic sie nie zmieniaja. Stoja w miejscu. Tylko kiedy ja przyjezdzam poruszam ich stale wody, co powoduje burze. Tego samego dnia poznym wieczorem ogladalismy razem Burlesque z Christina Aguilera I Cher, gdzie byla scena po protu chyba dana mi przez mojego Aniola Stroza. Cher w rozmowie z Christina w ogole nie przestaje mowic, albo jej przerywa. Christina dwa razy spokojnie stara sie zwrocic na to uwage Cher, ale ona to ignoruje. I wkoncu wydziera sie na nia – “Czy rozmawiasz tylko ze soba??”. Automatycznie odwrocilam sie do mamy mowiac – O! Widzi mama?? Tak wlasnie wyglada nasza rozmowa. Mama nie slucha a ja sie dre bo chce byc uslyszana. Na czas mojego pobytu chyba cos do niej dotarlo bo przez tydzien mi juz nie przerywala a nawet przerwala sobie samej kiedy chciala mi przerwac. Zobaczymy jak dlugo to bedzie trwac. Ale co sie normalnie czlowiek narobi…. Oczywiscie ktos moze zapytac – ale czemu sobie nie odpuscisz? Zreszta wiekszosc zadaje mi takie pytanie… Typowe. To dlatego, ze wiekszosc woli odpuszczac, bo dla mozgu tak jest latwiej. Mozg chce abysmy oszczedzali energie. Jednak nie jest to nie do przekroczenia, co jest wiadome patrzac na ludzi ktorzy potrafili przejsc swoja biologiczne dziedzictwo, ktore jest ruchome. Nie odpuszczam, bo czuje, ze nic sie nie zmieni jezeli nie bede nic robic. A akcja zawsze daje jakas nadzieje na zmiane. Nie mam iluzji, ze da sie calkowicie odbudowac dziecka we mnie I dac to co zostale mi wtedy nie dane. Musze to zaakceptowac, tak bedzie zdrowiej. Jednak w zyciu doroslym mam wiekszy wybor czy chce tego doswiadczac czy nie. I stawiam granice. Ze znajomymi moze byc latwiej – po prostu ksztaltuje swoje kolko towarzyskie, ale rodzina jest dana. I niestety moje silne poczucie odpowiedzialnosci za matke I siostre nie pozwala ot tak to wszystko porzucic…Jednak postanowilam zmienic podejscie. Nie bede juz starac sie dac im tyle z siebie, bo jak widac to jak grochem o sciane. Tylko kiedy sami zadeklaruja taka gotowosc, wowczas dam swoja energie do ich zmiany. Co nie oznacza, ze swoje granice nie bede trzymac.
Nastepna rzecza jaka przezylam to Nowy Rok, ktory tym razem przypomnial mi moja samotnosc w Polsce. A bylam bardzo samotnym dzieckiem, choc z drugiej strony (bo jestem jakby peknieta na dwie czesci) znajdywalam ukojenie w polaczeniu z natura, moim pieskiem Cezarkiem, z moja wyobraznia, ksiazkami, duchowoscia. To dar introwertykow. Bylam sama, jakby to czulam a tym samym nie czulam sie sama. Takie to dziwne. Ostatnio mialam taka mysl. Zadalam sobie pytanie kiedy najbardziej czuje sie samotna. Rzadko sie to zdarza, ale jestem czlowiekiem wiec nic nie jest mi obce. Pierwsza odpowiedz – wsrod ludzi. Tu odpowiedz by sie skonczyla gdybym nadal mieszkala w Polsce. Nienawidzilam ludzi i myslalam, ze nie mam serca jak tylko do natury. Ale wyrwalam sie I odpowiedz sie rozwinela – okazalo sie, ze mialam pecha I nie spotkalam po prostu odpowiednich dla siebie ludzi. Tacy, ktorzy by mieli ze mna wspolny mianownik glebi – jak ja to nazywam. Myslalam, ze jestem sama ze swoja osbowoscia I mozgiem, bo nic mi nie pasowalo. I nic w tym by nie bylo zlego, gdyby zostawili mnie w spokoju. Jednakze bylam ta pobudzajaca do myslenia – kto wszedl w moj obszar, otrzymywal wyzwanie, jak u Sokratesa. Wiec mnie nie lubiano, za czym idzie atakowano. A ja odpieralam ataki nierozumiejac czemu nie moge miec innego zdania. A potem wyjechalam I nagla nie musialam walczyc. Poznalam ludzi z calego swiata I okazalo sie, ze urodzilam sie w nieodpowiednim dla siebie srodowisku.
Wracajac do tematu samotnosci. Kiedy jestem sama, bez ogolnie rozumianego spoleczenstwa, w ogole nie czuje sie samotna. Mam swoj wlasny swiat, ktory daje mi komfort i szczescie. Uwielbiam w nim przebywac i nic z zewnatrz nigdy go nie przeroslo. Wewnetrzne bogactwo. Dlatego nie moglam nigdy zrozumiec calego tego trabienia jak bardzo czlowiek chce polaczyc sie z drugim czlowiekiem I ze bez tego nie przezyje. Nie zgadzam sie z tym. Jest to gloryfikacja gatunku ludzkiego, co w czlowieczym ego jest jak dla mnie jasne jak slonce. Lubimy myslec jakim wyjatkowym gatunkiem jestesmy I ciagle media I Kosciol nam wmawia, ze tylko czlowiek moze dac nam prawdziwe szczescie. Nie zgadzam sie z tym, choc niewatpliwie moze dac nam duzo pozytywow jak i negatywow. Patrzac glebiej, tylko my mozemy sobie dac ta podstawe ktora jest niezalezna, poprzez rozwoj naszej percepcji, naszego Ja, naszej duchowej sfery, i naszego umyslu. Ci co uwierza, ze tylko drugi czlowiek jest zrodlem naszego szczescia, rzeczywiscie tak sie stanie, bo to w co wierzymy tym sie dla nas staje. Jednak wtedy czarna rozpacz, bo drugi czlowiek nie jest w stanie wypelnic w nas wszystkiego. Paradoks jest taki, ze to wlasnie w zwiazkach odczuwamy najwieksza samotnosc, a to dlatego, ze obijamy sie o ludzi, ktorzy nie zawsze spelniaja nasze potrzeby i oczekiwania. Co jest naturalne, w koncu nie ma takich samych ludzi jak tylko podobni lub rozni.
W Nowy Rok zaobserwowalam jedno. W moim srodowisku wszyscy sa juz w parze, maja dzieci i zony/mezow. I tak kiedy pytalam sie co robia na Nowy Rok, wszyscy, co do jednego byli albo zaproszeni tez przez pary z dziecmi, lub po prostu pary, albo sami zapraszali takie konstelacje. Czulam tam, ze jestem otoczona schematem, ktory powoduje we mnie sprzeciw. Czy ktos pomyslal aby zaprosic mnie jako ta bez pary i dzieci? Nie. Spotykano sie ze mna wtedy, kiedy nie bylo zewnetrznego schematu Swiat czy Nowego Roku, gdzie polska rzeczywistosc spoleczna mocno podkresla ich rodzinnosc. Czulam ta innosc, ktora czulam cale zycie w Polsce. I wspomnienia mna ruszaly. Tu w Irlandii nie ma takiego podzialu. Swieta i Nowy Rok jest rozumiany jako swieta z ludzmi bliskimi ale takze szansa aby poznac nowych. Imprezy, spotkania, im wiecej ludzi tym lepiej. Wiec nie jest to zamkniecie na swoja rodzine ale takze na otwarcie sie na przyjaciol i nowych ludzi.
Na koniec troche humorystycznie. Co mozna zyczyc Wam w Nowym Roku oprocz typowego Szczesliwego Nowego Roku? Dla mnie idealne sa wlasnie te:
Do nastepnego!
poniedziałek, 23 grudnia 2013
sobota, 21 grudnia 2013
Nie dajmy sie zwariowac
Swieta za pasem. Co roku zaczynam pisac o tym tak samo - czas kiedy w wielu ludziach budza sie smutne wspomnienia, albo ich swieta terazniejsze maja wiele do zyczenia (ale rym;)). Ale chce zachaczyc ten temat troche z innej strony. Wiele sie umowi o tym jak wielu ludzi w swieta jest lub czuje sie samotnie, bo ten czas najbardziej z innych swiat jest skierowany pro rodzinie. Czyli jak nie masz rodziny albo jak masz ale nie ma ona nic wspolnego z cieplymi emocjami, w czasie swiat najbardziej sie to odczuwa. I jak to przelamac? Wazne aby zinternalizowac pewna prawde (internalizacja do zrozumienie intelektualne plus poczucie tej prawdy, odczuwanie tego intelektualnego rozumowania, synchronizacja pierwotnej czesci mozgu z nowa czescia mozgu). To co jest zintensyfikowane w tym czasie nie jest prawda wewnetrzna, ani nawet obiektywna a tylko wplywem spolecznym. I tak, powtarzanie non stop jakie to sa swieta rodzinne, jak sie kupuje prezenty dla bliskich, jak to powinno wszystko wygladac przez media, Kosciol a pozniej nakreconych przez to ludzi powoduje, ze czlowiek zaczyna w to wierzyc i sie porownywac. Kiedy w porownaniu nie wyglada to tak jak jest to nam przedstawiane wowczas zaczynamy sie stresowac, smucic, zalamywac i zaczynamy odczuwac brak. Tak samo w dziecistwie, dzieci sie porownuja i jak nie maja tego co inni zaczynaja odczuwac brak. Chce mi sie parsknac smiechem kiedy w telewizji slysze tekst " Swieta to czas wyjatkowo ciezki dla ludzi samotnych", kiedy oni sami (media) i generalnie spoleczenstwo nakrecaja ta ciezszkosc. To tak jak z rozwodem - spoleczenstwo poprzez ogolne reakcje jakie to jest ciezkie i straszne sprawia ze staje sie to ciezkie i straszne i dla samych zainteresowanych ale takze dla dzieci w takiej sytuacji. Bo gdyby spoleczenstwo mialo inne podejscie typu: mozna przez to przejsc jezeli sie madrze do tego podejdzie, albo, to jest czescia zycia (zreszta napisze kiedys o tym wiecej bo wiele rzeczy mi sie tu nie podoba) to moze wtedy i w przedszolu dzieci nie powtarzalyby za doroslymi - a Twoi rodzice sie rozwiedli - jak na jakas chorobe przenoszona droga plciowa, ktora nalezy sie wstydzic. A tak na prawde swieta sa sztucznie stworzona celebracja na poczet upamietnienia kogos o kim malo wiemy, a na pewno kiedy dokladnie sie urodzil. Swieto to ewoluuje i obecnie jak dla mnie jest to swieto konsumpcji i stresu. Nie dawno jak dzis widzialam "aniolka" sprzedajacego oplatek. Cena - 8 zl. Jak pieknie... Z miloscia, cieplem i na pewno zyczliwoscia dla innych obecne swieta malo maja wspolnego szczegolnie, kiedy idzie sie na swiateczne zakupy a zebra sa wystawione na niebezpieczenstwo ludzkich lokci. Jednak powrocmy do wplywu na nasze emocje. Nie wiem jak jest u Was ale ja zawsze bardzo tego nie lubilam i przez cale zycie bylam skupiona na tym aby jak detektyw wylapywac kiedy sie na mnie wplywa, jak sie na mnie wplywa i kiedy sie naginam. Nie lubie byc niewolnikiem wplywow, ktore nie rozwijaja mnie w strone glebi odczuwania i glebi rozumienia. I tak jest ze swietami.
Kiedy zylam w Polsce z rodzina, swieta byly zrodlem wielkiego bolu bo zawsze byl to czas pijanego ojca i czerwonych oczu mojej mamy. Moj brat do tej pory ma emocje i zachowania ktore staja okoniem dokladnie w tym czasie. Pozostalosci z przeszlosci. Jednak z czasem duzo przelamalismy. Teraz swieta to dla mnie po prostu czas wolny i okazja do zjedzenia obiadu z rodzina i przyjaciolmi. Przewaznie jest duzo smiechu. Jednak w przeszlosci odczuwalam bardzo kiedy bebnilo sie ze to jest czas rodzinny i ze wtedy jest czas na posiadowki z rodzina. A ja tego nie mialam. I to wlasnie czas swiateczny najbardziej mi to okazywal, bo zewnetrzny swiat bombardowal mnie jak byc powinno. Z czasem zaczelam sie zastanawiac, a kto mi to wmawia, ze wlasnie tak ma byc? Dlaczego w to wierze? Co znaczy slowo "musi"? Ludzie, ktorzy nie maja rodziny zamiast bycia nauczonym, ze to jest czas kiedy sztucznie wmawia sie nam iz tylko istnieje jedno zrodlo szczescia odczuwaja to najbardziej. Bo ile rodzin zasiada do stolu a tak na prawde sie nie lubi? Ile ludzi doprowadzilo sie do stanu stresu i klotni z powodu przedswiatecznego gotowania, sprzatania i tego wszystkiego co byc "musi"? Nie dajmy sie zwariowac.
Swieta dla mnie teraz to czas odpoczynku i wtedy najbardziej opieram sie chaosowi, ktory niewatpliwie ze swietami sie wiaze. Lubie dawac prezenty choc nie lubie ich kupywac z powodu chaosu w sklepach. Lubie swiateczne gotowanie ale racjonalne, to co lubimy najbardziej, bez stresu tylko ze spiewem na ustach. Powolne i medytacyjne. Marketingowcy nie zarabiaja na mnie duzo bo nie obkupuje sie, moja rodzina tez nie i nie wariuje za niczym co jest uwazane za prawidlowy swiateczny wybor.
Konczac - tego chce Wam wlasnie zyczyc. Spokoju, ciepla i nie dajcie sie zwariowac. To czas wsluchania sie , wymieniania cieplymi zyczeniami i nie wazny obfity stol czy kosz prezentow. Wy sami badzcie najlepszym prezentem dla bliskich poprzez cieple gesty i slowa, ale nie tylko, kazdego dnia starajcie sie tak budowac rzeczywistosc w okol, nie tylko dla ludzi, ktorz sa bliscy Wam emocjonalnie. Ale po prostu dla swiata.
Merry Christmas!
Kiedy zylam w Polsce z rodzina, swieta byly zrodlem wielkiego bolu bo zawsze byl to czas pijanego ojca i czerwonych oczu mojej mamy. Moj brat do tej pory ma emocje i zachowania ktore staja okoniem dokladnie w tym czasie. Pozostalosci z przeszlosci. Jednak z czasem duzo przelamalismy. Teraz swieta to dla mnie po prostu czas wolny i okazja do zjedzenia obiadu z rodzina i przyjaciolmi. Przewaznie jest duzo smiechu. Jednak w przeszlosci odczuwalam bardzo kiedy bebnilo sie ze to jest czas rodzinny i ze wtedy jest czas na posiadowki z rodzina. A ja tego nie mialam. I to wlasnie czas swiateczny najbardziej mi to okazywal, bo zewnetrzny swiat bombardowal mnie jak byc powinno. Z czasem zaczelam sie zastanawiac, a kto mi to wmawia, ze wlasnie tak ma byc? Dlaczego w to wierze? Co znaczy slowo "musi"? Ludzie, ktorzy nie maja rodziny zamiast bycia nauczonym, ze to jest czas kiedy sztucznie wmawia sie nam iz tylko istnieje jedno zrodlo szczescia odczuwaja to najbardziej. Bo ile rodzin zasiada do stolu a tak na prawde sie nie lubi? Ile ludzi doprowadzilo sie do stanu stresu i klotni z powodu przedswiatecznego gotowania, sprzatania i tego wszystkiego co byc "musi"? Nie dajmy sie zwariowac.
Swieta dla mnie teraz to czas odpoczynku i wtedy najbardziej opieram sie chaosowi, ktory niewatpliwie ze swietami sie wiaze. Lubie dawac prezenty choc nie lubie ich kupywac z powodu chaosu w sklepach. Lubie swiateczne gotowanie ale racjonalne, to co lubimy najbardziej, bez stresu tylko ze spiewem na ustach. Powolne i medytacyjne. Marketingowcy nie zarabiaja na mnie duzo bo nie obkupuje sie, moja rodzina tez nie i nie wariuje za niczym co jest uwazane za prawidlowy swiateczny wybor.
Konczac - tego chce Wam wlasnie zyczyc. Spokoju, ciepla i nie dajcie sie zwariowac. To czas wsluchania sie , wymieniania cieplymi zyczeniami i nie wazny obfity stol czy kosz prezentow. Wy sami badzcie najlepszym prezentem dla bliskich poprzez cieple gesty i slowa, ale nie tylko, kazdego dnia starajcie sie tak budowac rzeczywistosc w okol, nie tylko dla ludzi, ktorz sa bliscy Wam emocjonalnie. Ale po prostu dla swiata.
Merry Christmas!
środa, 11 grudnia 2013
niedziela, 1 grudnia 2013
Przebudzenie
Kiedy zaczelam szkole psychoterapii nauczycielka powiedziala, ze po tej szkole duzo moze sie zmienic w naszym zyciu, w naszych zwiazkach, w naszych wyborach. Po tej szkole nagle mozemy zaczac zadawac sobie pytania, ktore wczesniej nie przyszly nam do glowy. Mozemy zaczac zauwazac w ludziach rzeczy, ktore juz nie bedziemy w stanie zaakeptowac. A to dlatego, ze ruszymy do przodu w swiadomosci i ciezko jest wowczas zaakceptowac rzeczy na etapie dziecka. Wowczas pomyslalam- a co jezeli ktos juz sie z takim mysleniem urodzil? Dziecko, ktore ciagle sie dziwi, nastolatek, ktory obserwuje i sie dziwi, dorosly, ktory nadal znajduje trudnosci w przynaleznosci do systemu, w ktorym sie urodzil i wciaz sie dziwi ludzkim dzialaniom i jak swiat jest zbudowany. Nigdy nie bedzie mi latwo zyc. Choc pisze Wam jak przezywciezam swoje problemy, swoj umysl, swoje myslenie, swoja rzeczywistosc, to nie oznacza, ze moje zycie jest latwe i przyjemne. Bo nie jest. Mozna myslec - wyjechala, ma juz prace, chodzi do szkoly, wszystko sie uklada - ale dla mnie prawda jest taka, ze nigdy nie bedzie latwo i przyjemnie. Bo mam umysl jaki mam, bo mam myslenie jakie mam. Swiat w ktorym zyje oprocz tego, ze - cale szczescie - , nie ma wojny, spolecznosc jest tu bardziej optymistyczna niz w Polsce i moge zaspokajac swoje podstawowe potrzeby, nie wypelnia potrzeb duszy, potrzeb rozumienia, potrzeb doswiadczania madrosci i piekna. O ile dobrze pamietam to Carl Rogers powiedzial, ze zrodlem problemow jest wlasnie spolecznosc. Po prostu ewolucja emocjonalna - jak powiedzialam juz raz - jest dopiero na poczatku swojego rozwoju. Ci co wyczuwaja "bigger picture" nigdy sie nie przystosuja i nigdy nie osiada na ramieniu spokoju i blogiego szczescia, a to dlatego ze swiat spoleczny taki nie jest.
Wiec nie, nie jest tak, ze zyje tylko w kolorach. Kazdy dzien jest dla mnie wyjsciem do ludzi, do spolecznosci i zwykle przejscie sie ulica powoduje odczyt w mojej glowie, ktory wplywa na mnie emocjonalnie. Ktos przechodzi i Cie potraca. Jedna, druga, trzecia osoba. I tego nie zauwazaja. A ja tylko patrze jak male codzienne rzeczy jak przejscie ulica powoduja wylaczenie ludzkiej uwagi. Jak mozg zarzadza ograniczona swiadomosc, bo nikt z wlascicieli nie walczy o jej otwarcie. Tak jest wlasnie w glowie "przebudzonych" - oni widza takie male rzeczy, a co najwazniejsze czuja je. I nie da sie zasnac z powrotem. I nie jest to kolorowe i lekkie ale....... Jednak jest druga strona monety. Paradoksalnie to wlasnie przebudzeni przezywaja szczegolna forme szczescia. Nie taka ziemska - jak dobra praca, pieniadze, rodzina. Ale taka eudajmonie - szczescie wychodzace poza swoje ego - jak w gniewie. Bo wszystkie emocje jakie mamy sa naturalne i nie ma co ich dusic. Ale przetransformowac je do stanu poza ego, do stanu wyzszego przezywania dla celow wyzszych niz tylko wlasne zadowolenie - to jest sztuka. I nie, moje zycie nie jest lekkie i kolorowe i optymistyczne. Ale jest konstruktywne, glebokie i czesto wystawione na probe w swiecie spolecznym, ktory nigdy, od malego dziecka nie byl czescia mnie. I jest mi i ciezko i jest mi lekko z tym jednoczesnie.
A teraz troche z innej beczki....
Ostatnio mialam powtarzajaca sie wiadomosc od spolecznosci, ktora uzmyslowila mi znowu, ze moj umysl chodzi wlasnymi sciezkami. Poznalam paru nowych ludzi i odkryli przede mna fakt, ze ciagle cos robie. A oni – jak sami stwierdzili - nic nie robia. Dzieci, praca, dom, dzieci, praca, dom. 33letni nowy kolega mowi, ze zmarnowal caly ten czas poniewaz podazyl typowym polskim schematem – rodzina, praca a jedyna rozrywka to piwo przed telewizorem i ogladanie meczow. A lubil kiedys archeologie. A lubil architekture. Drugi kolega mowi do mnie bym moze zaczela mowic czego nie robie w zyciu, a nie co robie, bo bedzie szybciej. I nie chodzi tu o zapelnianie czasu i hedonistyczne zapedy. Po prostu podazam za swoja pasja, studia, terapia, rozwoj zajmuje mi caly czas. A weekend to odpoczynek dla umyslu, medytacje, robienie na drutach, ogladanie filmow, wpatrywanie sie w krajobraz za oknem. Powiem teraz tylko z mojej perspektywy, przymykajac oko na wiedze zewnetrzna – jak mozna nic nie robic indywidualnego w swoim zyciu? Nie wyobrazam sobie aby spoleczne schematy mowily mi czemu mam oddac swoj czas, ktory nigdy, ale to nigdy nie wroci. Powracajac do zamknietego oka na tylko swoje personalne doswiadczenie, otworzmy go i spojrzmy poza to. Dlaczego ludzie wybieraja to co wybieraja? Dlaczego nie daza do spelnienia swoich marzen? Albo, dlaczego nie slysze roznorodnosci marzen, skoro wszyscy sa tacy rozni? Tak jak juz Wam ostatnio pisalam – nie wierze, ze kazdy ma takie same hobby i musi to byc rodzina – praca, rodzina – praca. Czesto slysze, ze ludzie sa rozni. Nie lubie tego stwierdzenia. Jest zbyt plytkie. Jezeli spojrzymy na ludzkie wybory w danej kulturze zauwazymy, ze ludzie wybieraja to co wiekszosc wybiera, bo w tym sie wychowywali. Do glowy im nie przyjdzie, ze zycie moze byc roznorodne. Potem przekonuja mnie, ze tego wlasnie chcieli, ze to jest wlasnie ich najwyzsza wartosc, ale jakos szczescia w ich oczach (co powinno sie przekladac na wylewanie tego szczescia na innych) nie widac. Chce zaznaczyc, ze jestem daleka od moralnej oceny – takie zycie jest dobre a takie zle. Jedyna miara jest czy osoba czuje sie z tym szczesliwa (wtedy wylewa sie to na innych). Czlowiecze spoleczne zachowania polegaja jednak na tym aby wygladac na szczesliwego, ale wcale to nie oznacza, ze jest tak naprawde. To samo dotyczy na przyklad zachowan moralnych – studia pokazuja, ze chcemy byc odbierani za takich, jednak to nie oznacza, ze tak jest. Szczegolnie jak nikt nie patrzy, czlowiek pozwala sobie na wiecej. To samo tyczy sie odgrywania szczescia, takze przed samym soba. Niektorzy moga oklamywac sie cale zycie, ale sa tacy, ktorzy sie nagle budza – przewaznie pod wplywem jakis szokujacych wydarzen. Wowczas kaskada ulud spada im z oczu. I to przynosi wielki bol.
Na przyklad ogladalam felieton na temat matek, ktore nie pokochaly swoich dzieci, instynkt im sie nie obudzil. Do swiata sie usmiechaja a inni ludzie odrazu zakladaja, ze sa szczesliwe. Bo macierzynstwo to najwyzszy poziom emocjonalny jaki mozna osiagnac w zyciu – tak sie mysli w tradycyjnym panstwie. Jednak to nie jest prawda dla kazdego. I tak slucham jak pani psycholog mowi o tym, z takim tonem wielkiego taboo, z mina jakby to byla tragedia o ktorej sie nie mowi. Fakt. Nie mowi sie, bo kroluje brak zrozumienia czlowieczej natury. W kazdym miocie matka moze odrzucic swoje dziecko. A my takze jestesmy czescia zwierzecej natury, czy sie to nam podoba czy nie. Roznica tylko jest taka, ze mozna podjac decyzje konstruktywne – poszukac pomocy, oddac dziecko do adopcji co jest lepsze niz zimnota emocjonalna itd itd. A najlepiej sluchac siebie od poczatku i nie miec dzieci jak sie tego nie czuje. Jednak to jest taboo, bo spoleczenstwo, czyli wiekszosc chce widziec szczesliwa matke i szczesliwego ojca. To samo zreszta tyczy sie rozwodow. To sa dopiero historie! Ostatnio duzo w okol mnie takowych wyplywa. I tak po parunastu latach malzenstwa kolezanka odkrywa, ze wyszla za maz nie z tych powodow co powinna. Ma juz dwoje dzieci z mezem i nagle sie budzi. Powod stworzenia rodziny to strach bycia soba i wybor czegos przeciwnego. To jest dopiero szok. Gdzie sie bylo kiedy zostaly podjete decyzje o wlasnej przyszlosci? Moja mama zawsze powtarza takie zdania “Wtedy tak sie nie myslalo” albo “ Wtedy bylo sie mlodym to sie nie myslalo”. Osobiscie nie wiem co to znaczy. Osobiscie ciezko mi zrozumiec, jak mozna swoje jedyne zycie, jedyny czas, ktory nigdy, ale to nigdy nie wroci oddac na zycie, ktore nie jest naszym wyborem? Jednym z glownych odpowiedzi to jest wlasnie spoleczenstwo i jego presja. Czy ktos sie zastanawia jak wplywamy na innych pytaniem z tonem oskarzenia "a dlaczego nie masz jeszcze dzieci?". Albo to jest dobre " dziecko to wyzbycie sie egoizmu" i oczywiscie Ci co ich nie maja sa egoistami. To jest dobre. Najbardziej biologiczny egoizm mowi mi, ze nie jest to egoistyczne. Zawsze wybucham smiechem, choc w duszy mam jedne odczucie - "nie nalezysz do tego zlobka spolecznosci". Ale nie, nie jest to latwe. Czuje presje spoleczna prawie caly czas. Presje do bycia jak inni, do tego aby widziec swiat jak wiekszosc. Ale nic nie poradze, ze widze poza to. A moim szczesciem jest fakt, ze mam taka osobowosc a nie inna i predzej umre zakamieniowana niz oddam jedyna rzecz, ktora nigdy nie zostanie mi juz dana - moje zycie... moj czas....
Milej niedzieli!
Wiec nie, nie jest tak, ze zyje tylko w kolorach. Kazdy dzien jest dla mnie wyjsciem do ludzi, do spolecznosci i zwykle przejscie sie ulica powoduje odczyt w mojej glowie, ktory wplywa na mnie emocjonalnie. Ktos przechodzi i Cie potraca. Jedna, druga, trzecia osoba. I tego nie zauwazaja. A ja tylko patrze jak male codzienne rzeczy jak przejscie ulica powoduja wylaczenie ludzkiej uwagi. Jak mozg zarzadza ograniczona swiadomosc, bo nikt z wlascicieli nie walczy o jej otwarcie. Tak jest wlasnie w glowie "przebudzonych" - oni widza takie male rzeczy, a co najwazniejsze czuja je. I nie da sie zasnac z powrotem. I nie jest to kolorowe i lekkie ale....... Jednak jest druga strona monety. Paradoksalnie to wlasnie przebudzeni przezywaja szczegolna forme szczescia. Nie taka ziemska - jak dobra praca, pieniadze, rodzina. Ale taka eudajmonie - szczescie wychodzace poza swoje ego - jak w gniewie. Bo wszystkie emocje jakie mamy sa naturalne i nie ma co ich dusic. Ale przetransformowac je do stanu poza ego, do stanu wyzszego przezywania dla celow wyzszych niz tylko wlasne zadowolenie - to jest sztuka. I nie, moje zycie nie jest lekkie i kolorowe i optymistyczne. Ale jest konstruktywne, glebokie i czesto wystawione na probe w swiecie spolecznym, ktory nigdy, od malego dziecka nie byl czescia mnie. I jest mi i ciezko i jest mi lekko z tym jednoczesnie.
A teraz troche z innej beczki....
Ostatnio mialam powtarzajaca sie wiadomosc od spolecznosci, ktora uzmyslowila mi znowu, ze moj umysl chodzi wlasnymi sciezkami. Poznalam paru nowych ludzi i odkryli przede mna fakt, ze ciagle cos robie. A oni – jak sami stwierdzili - nic nie robia. Dzieci, praca, dom, dzieci, praca, dom. 33letni nowy kolega mowi, ze zmarnowal caly ten czas poniewaz podazyl typowym polskim schematem – rodzina, praca a jedyna rozrywka to piwo przed telewizorem i ogladanie meczow. A lubil kiedys archeologie. A lubil architekture. Drugi kolega mowi do mnie bym moze zaczela mowic czego nie robie w zyciu, a nie co robie, bo bedzie szybciej. I nie chodzi tu o zapelnianie czasu i hedonistyczne zapedy. Po prostu podazam za swoja pasja, studia, terapia, rozwoj zajmuje mi caly czas. A weekend to odpoczynek dla umyslu, medytacje, robienie na drutach, ogladanie filmow, wpatrywanie sie w krajobraz za oknem. Powiem teraz tylko z mojej perspektywy, przymykajac oko na wiedze zewnetrzna – jak mozna nic nie robic indywidualnego w swoim zyciu? Nie wyobrazam sobie aby spoleczne schematy mowily mi czemu mam oddac swoj czas, ktory nigdy, ale to nigdy nie wroci. Powracajac do zamknietego oka na tylko swoje personalne doswiadczenie, otworzmy go i spojrzmy poza to. Dlaczego ludzie wybieraja to co wybieraja? Dlaczego nie daza do spelnienia swoich marzen? Albo, dlaczego nie slysze roznorodnosci marzen, skoro wszyscy sa tacy rozni? Tak jak juz Wam ostatnio pisalam – nie wierze, ze kazdy ma takie same hobby i musi to byc rodzina – praca, rodzina – praca. Czesto slysze, ze ludzie sa rozni. Nie lubie tego stwierdzenia. Jest zbyt plytkie. Jezeli spojrzymy na ludzkie wybory w danej kulturze zauwazymy, ze ludzie wybieraja to co wiekszosc wybiera, bo w tym sie wychowywali. Do glowy im nie przyjdzie, ze zycie moze byc roznorodne. Potem przekonuja mnie, ze tego wlasnie chcieli, ze to jest wlasnie ich najwyzsza wartosc, ale jakos szczescia w ich oczach (co powinno sie przekladac na wylewanie tego szczescia na innych) nie widac. Chce zaznaczyc, ze jestem daleka od moralnej oceny – takie zycie jest dobre a takie zle. Jedyna miara jest czy osoba czuje sie z tym szczesliwa (wtedy wylewa sie to na innych). Czlowiecze spoleczne zachowania polegaja jednak na tym aby wygladac na szczesliwego, ale wcale to nie oznacza, ze jest tak naprawde. To samo dotyczy na przyklad zachowan moralnych – studia pokazuja, ze chcemy byc odbierani za takich, jednak to nie oznacza, ze tak jest. Szczegolnie jak nikt nie patrzy, czlowiek pozwala sobie na wiecej. To samo tyczy sie odgrywania szczescia, takze przed samym soba. Niektorzy moga oklamywac sie cale zycie, ale sa tacy, ktorzy sie nagle budza – przewaznie pod wplywem jakis szokujacych wydarzen. Wowczas kaskada ulud spada im z oczu. I to przynosi wielki bol.
Na przyklad ogladalam felieton na temat matek, ktore nie pokochaly swoich dzieci, instynkt im sie nie obudzil. Do swiata sie usmiechaja a inni ludzie odrazu zakladaja, ze sa szczesliwe. Bo macierzynstwo to najwyzszy poziom emocjonalny jaki mozna osiagnac w zyciu – tak sie mysli w tradycyjnym panstwie. Jednak to nie jest prawda dla kazdego. I tak slucham jak pani psycholog mowi o tym, z takim tonem wielkiego taboo, z mina jakby to byla tragedia o ktorej sie nie mowi. Fakt. Nie mowi sie, bo kroluje brak zrozumienia czlowieczej natury. W kazdym miocie matka moze odrzucic swoje dziecko. A my takze jestesmy czescia zwierzecej natury, czy sie to nam podoba czy nie. Roznica tylko jest taka, ze mozna podjac decyzje konstruktywne – poszukac pomocy, oddac dziecko do adopcji co jest lepsze niz zimnota emocjonalna itd itd. A najlepiej sluchac siebie od poczatku i nie miec dzieci jak sie tego nie czuje. Jednak to jest taboo, bo spoleczenstwo, czyli wiekszosc chce widziec szczesliwa matke i szczesliwego ojca. To samo zreszta tyczy sie rozwodow. To sa dopiero historie! Ostatnio duzo w okol mnie takowych wyplywa. I tak po parunastu latach malzenstwa kolezanka odkrywa, ze wyszla za maz nie z tych powodow co powinna. Ma juz dwoje dzieci z mezem i nagle sie budzi. Powod stworzenia rodziny to strach bycia soba i wybor czegos przeciwnego. To jest dopiero szok. Gdzie sie bylo kiedy zostaly podjete decyzje o wlasnej przyszlosci? Moja mama zawsze powtarza takie zdania “Wtedy tak sie nie myslalo” albo “ Wtedy bylo sie mlodym to sie nie myslalo”. Osobiscie nie wiem co to znaczy. Osobiscie ciezko mi zrozumiec, jak mozna swoje jedyne zycie, jedyny czas, ktory nigdy, ale to nigdy nie wroci oddac na zycie, ktore nie jest naszym wyborem? Jednym z glownych odpowiedzi to jest wlasnie spoleczenstwo i jego presja. Czy ktos sie zastanawia jak wplywamy na innych pytaniem z tonem oskarzenia "a dlaczego nie masz jeszcze dzieci?". Albo to jest dobre " dziecko to wyzbycie sie egoizmu" i oczywiscie Ci co ich nie maja sa egoistami. To jest dobre. Najbardziej biologiczny egoizm mowi mi, ze nie jest to egoistyczne. Zawsze wybucham smiechem, choc w duszy mam jedne odczucie - "nie nalezysz do tego zlobka spolecznosci". Ale nie, nie jest to latwe. Czuje presje spoleczna prawie caly czas. Presje do bycia jak inni, do tego aby widziec swiat jak wiekszosc. Ale nic nie poradze, ze widze poza to. A moim szczesciem jest fakt, ze mam taka osobowosc a nie inna i predzej umre zakamieniowana niz oddam jedyna rzecz, ktora nigdy nie zostanie mi juz dana - moje zycie... moj czas....
Milej niedzieli!
sobota, 9 listopada 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)
.jpg)
