"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,

wszystko co po niej nastąpi

również stanie się lepsze. "


Paulo Coelho



poniedziałek, 12 września 2011

Zapisalam w czerwonym notesie....

W życiu nie widziałam żadnego próżniaka;
tylko kogoś, kto nigdy przy mnie nie biegał, nie skakał,
za to popołudniami drzemał, no i jeszcze
nie wychodził z domu w ulewne deszcze,


ale że był próżniakiem, nikt mi nie powie.
Mówisz, że mam źle w głowie?

Pomysl: czy to naprawdę był próżniak,
czy tylko miewał zagrania,
po których wedle naszego zdania
próżniaków się odróżnia?

Nigdy w życiu głupiego dziecka nie widziałam;
tylko takie, którego pomysłów nie rozumiałam,
a ono sprzeciwiało się moim planom.
Widziałam dziecko, co nigdy aeroplanem
nie leciało tam, gdzie ja latam nieustannie,
ale żeby było głupie? Co to, to nie. Mówisz, że
w głowie miało źle?

Pomysl: czy aby na pewno?
Może po prostu wiedziało nie to, co ty wiesz,
tylko co innego?

Rozgladam się, oczy wytrzeszczam,
Ale nigdzie nie widzę kuchmistrza,
Tylko kogoś, kto miesza zupę w kotle
albo na patelni podrzuca kotlet.
Widzę, jak ktoś gaz zapala, a potem ma pieczę
nad baterią garnków i piecem.
Widzę to wszystko, a kuchmistrza - ani trochę.

Powiedz mi: patrząc, jak ktoś dzierży chochlę,
czy na pewno widzisz kucharza?
Może to tylko ktoś, komu w kuchni pracować się zdarza?

Jedni powiedzą: "próżniak",
a inni: "zmęczony" albo "luzak".
Jedni powiedzą: "głupiec",
a inni: "wie swoje, nie cudze".
Więc doszłam do wniosku,
że unikniemy chaosu
jes1i przestaniemy mylić to, co ujrzane,
i nasze o tym ujrzanym prywatne zdanie.
Ale dodam: rob jak chcesz,
bo to też
tylko moje prywatne zdanie,
wiesz....

Ruth Bebermeyer
z ksiazki Porozumienie bez przemocy, Marshall B. Rosenberg

czwartek, 1 września 2011

A wiec o smierci....

Pytanie na temat smierci nie moglo pojawic sie w lepszym momencie. Moze wlasnie to jest ten czas by o tym pofilozofowac. A to badzo wazne by medytowac nad takimi tematami, bo one przyczyniaja sie do zwiekszenia elastycznosci naszego mozgu, a co z kolei pomaga w przejsciu “zdrowo” poprzez trudne etapy emocjonalne. Zdrowo oznacza plynnie, bez traumy, PTSD (post traumatic stress disorder), bez kompulsywnych zawiklan I ataku serca. Choc nie ma gwarancji jednak sa silne dowody, ze myslenie, wizualizowanie juz tworzy jakies neurony w naszym mozgu.. To jest jak ochronne kolo ratunkowe. Jednak najgorszym szokiem dla organizmu jest wiara w niezmieniajaca sie rzeczywistosc I wieczne zycie, ktora zostaje brutalnie rozbita na drobny mak wczesniej czy pozniej. Wszyscy umrzemy. Nasi bliscy umra I moze to bedzie jutro, albo za 20 lat. Kto wie?

    Oczywiscie latwo jest filozofowac, kiedy nas to bezposrednio nie dotyka. Ludzie chorzy, ich bliscy, tragicznie zmarli sa dziesiatka na tarczy bolu I strachu. A my gdzies tam w okol - Ci co maja szczescie narazie tego nie doswiadczac. Ale ostatnio cos sie dzieje I wlasnie teraz moze poczulam 1/1000 tego co naprawde moze sie stac I co naprawde moze bolec I budzic strach – mam podejrzenie boreliozy. I pewnie nie przerazaloby mnie to tak, gdybym nie doczytala sie, jak ciezki jest to wirus I jak moze sie skonczyc.

    Nie biegalam po lasach kiedy bylam w Polsce. Jednak raz, podczas sesji zdjeciowej z moja Siostra wyladowalysmy nad walem gdzie zaatakowaly nas komary, ale tak brutalnie, ze mialysmy babel na bablu. Spedzilysmy chyba tam z 15 min, bo dluzej nie bylo mocy. Nie przypominam sobie innej sposobnosci by natknac sie na kleszcze. To musialo byc tam. W tym roku w Warszawie komary I prawdopodonie inne pochodne byly nad wyraz w licznej gromadzie. Ale jakiego trzeba by miec pecha, by podczas 15 minutowego niewinnego spaceru natknac sie na kleszcza noszacego wirusa boreliozy. Przeogromnego pecha – musze powiedziec. Szczegolnie, ze statystycznie zdarza sie to raz na tysiac przypadkow.

     Po tygodniu od wakacji zauwazylam rumien na lewym biodrze. Byl bardzo okragly ale I dziwny w swoim kolorze, poniewaz w srodku byl jak siniak a na zewnatrz mial czerwona obwodke. Powiekszal sie, wiec poszlam do dermatologa. Okazalo sie, ze to moze byc borelioza. Poniewaz stadium jest wczesne, ciezko ja rozpoznac. Nie mam narazie symptonow, choc widzac ich dluga liste moge doczepic sie do dwoch lub trzech. Generalnie wczesne wykrycie boreliozy jest 100% wyleczalne, choc jak wszedzie, zdarzaja sie wyjatki. Gorzej, jezeli jest przewlekle, lub bardzo zlosliwe. Wowczas moze przekroczyc bariere krew-mozg. A to nie jest dobra wiadomosc.

    Slyszalam o boreliozie I wiedzialam, ze moze prowadzic do zapalenia opon mozgowych. Teraz wiem wiecej, I nie jest lepiej. Cierpienie jakie ludzie przechodza przy tym wirusie…. Najgorsze przypadki ktore nie zostaly wczesniej zdiagnozowane maja powykrecane stawy, bol kosci, staja sie niepelnosprawni. Najgorsze jest to, ze testy nie sa jeszcze tak rozwiniete by dokladnie stwierdzic przebywanie tego wirusa w organizmie, a takze by stwierdzic po kuracji, ze na pewno wirus zostal calkowicie zniszczony. Dlatego paradoksem jest stwierdzenie – 100% wyleczenia - kazda strona daje inne wiadomosci. To w ogole ciezki wirus. W moim przypadku podobno za wczesnie na badanie krwi, ktore bedzie sie wykazywac niska wrazliwoscia na test, ktory ma okreslic wirusa. Narazie czekam I obserwuje jak ta czerwona plamka rosnie I sie zmienia, smarujac skore dwa razy dziennie sterydowym kremem. I po nabyciu wiedzy na temat boreliozy, ktora ma tragiczne historie ludzkie na sumieniu, naturalnie przychodzi mi mysl o smierci, naturalnie moj organizm reaguje I czuje strach. Nie ma co narazie panikowac, ale takze nie ma co lekcewazyc swoich odczuc. Obiecalam sobie, ze juz nigdy nie bede tego robic, bo inaczej ignoruje siebie. I choc zyje I narazie mam sie dobrze, to oczami umyslu obiegam cale spectrum, od tego lagodnego do tego najbardziej drastycznego. Nie neguje strachu. Wiecie, ja lubie swoj mozg. Nie chcialabym aby cokolwiek przeszkadzalo jego pracy.

     Juz sama ta sytuacja stawia mnie przed faktem zagrozenia zdrowia. Teraz tylko troche wyobrazni, a mam jej troche. Pomyslalam o tych co dowiaduja sie ze maja raka, lub bliski ma raka. Ja juz sie boje przy podejrzeniu o borelioze. Co by bylo z rakiem? To daje mi odczucie empatyczne, choc troche.... Poprzez swoj strach moge wyobrazic sobie jak jest jeszcze wiekszy. Tak wlasnie mozemy najblizej dotrzec emocjonalnie do zrozumienia drugiego czlowieka. Jakby bylo z rakiem? Tez bym sie bala, bo tak dziala nasz organizm. Plakalabym, rece by mi drzaly, bylabym jak wszyscy. Musimy czuc strach I to nigdy nie bedzie latwe. Nie ma co tego negowac. Ale niektorzy przechodza przez strach I bol lepiej niz inni. Jedni sie zalamuja, drudzy zaczynaja walczyc I walcza do konca. Jeszcze inni slysza z tylu glowy echo swiadomosci, ktora raz wycwiczona nigdy calkowicie nie milknie – przejdz przez to czego nie mozesz zmienic ze spokojem. Walcz do konca.

    Jestem pewna, ze mysl o smierci towarzyszy dzieciom z rodzin dysfunkcyjnych calkiem czesto. Jest to mysl o ucieczce z tego piekla, gdzies gdzie moze bedzie lepiej. A nawet jak nic nie bedzie, to chociaz bedzie swiety spokoj. Sa tacy, ktorzy niszcza siebie podswiadomie, bo nie maja odwagi bezposrednio skonczyc z tym swiatem. Alkohol, narkotyki, okaleczanie sie, depresja – aby uciec od tego bolu jak najdalej. Ja czesto myslalam o samobojstwie. Wyobrazalam sobie swoj pogrzeb. Czy ojciec bedzie plakal? Czy matka bedzie plakac? Czy w ogole ktos zauwazy, ze mnie nie ma? Myslalam wtedy, ze jestem niewazna dla nikogo. Toczylam wojne ze swiatem, spoleczenstwem I wszystko mi sie nie podobalo. Swiat nie lubil mnie, bo nie chcialam wpasowac sie w jego ramy. Tylko medytacja, niebo, las byly moim swiatem, w ktorym czulam sie akceptowana. Moglam po prostu byc.

    Niedawno moja Siostra napisala mi, ze ma znowu jakas fobie. Co chwile nachodza ja jakies strachy, ktore I ja pamietam z okresu dojrzewania. W tym czasie temat smierci skumulowal sie z kilku stron. Napisala, ze boi sie smierci mamy, mojej brata I ze zostanie sama. Moja Siostra jest troche inna niz ja czy Brat – lubi spoleczne akcje, lubi byc w grupie I boi sie byc sama. I co mialam jej odpowiedziec? Najpierw, ze jest male prawdopodobienstwo, ze odrazu nas wszystkich szlag trafi, a poza tym, ze mamy dobre geny. Powinnismy troche pozyc. Jednakze nie ucieknie sie od pozegnania – to kiedys przyjdzie I trzeba o tym pamietac by docenic co sie ma, terazniejszosc I bliskich. A szczegolnie Starsza Siostre :))

    Ostatnio przeczytalam Dziennik, ktory wygral w konkursie Dzien po dniu w Zwierciadle (kwiecien, 2011). Przykuly moja uwage takie o to slowa:

 “Zmarl maly chlopiec. Mial dziesiec miesiecy I zly zapis genetyczny. Smutku nie da sie ominac, trzeba go przyjac, I wytrwac. Od kilku lat jestem pracownikiem hospicjum dla dzieci. Mam do czynienia z bardzo chorymi maluchami. Te dzieci nie zdrowieja. I jesli w takiej pracy nie zatrzymaja mnie pieniadze, to moze zatrzyma powolanie. Kazdy z nas ma pewne cechy, ktore sprawiaja, ze w okreslonych warunkach czuje sie dobrze, a wykonywane czynnosci daja zadowolenie. Dzisiaj wiem, ze tacy jak ja maja predyspozycje do wykonywania obciazajacej pracy. I chociaz odczuwam psychiczny bol, chociaz placze z bezsilnosc, a potem tesknie za kazdym dzieckiem, to jednak w takiej bezsilnosci smierci czuje sie jak najbardziej na swoim miejscu.”


   Dokladnie – cialo reaguje, umysl reaguje, jest smutno, jest zle, ale powolanie dodaje energii. Pomimo ciezkiej rzeczywistosci. Ja wiem, ze jestem ta osoba z predyspozycjami do wykonywania ciezkiej pracy psychologicznej. Bede plakac w poduszke, rece beda mi sie trzasc nie raz…bede jak Wy, jak wszyscy i przyjme swoje czlowiecze emocje z pokora. To nie slabosc, to nie znak, ze czlowiek sobie nie radzi, choc dla wielu tak sie moze to jawic. To wlasnie znak, ze organizm stara sobie z tym poradzic.  Ale pozniej....... spojrze otchlani w oczy nawet wtedy kiedy spojrzy ona w moje. I bede starala sie ja uniesc w zgodzie ze soba i towarzyszyc w tym innym. I jest to bardzo egoistycznie - po prostu daje mi to spelnienie, jakas energie...coz zrobic...

Czytam dalej.

“ Od czasu do czasu patrze na siebie z gory. Z innej, odleglej perspektywy. Jakim dniem jest ten dzisiejszy? Jaka jestem ja, istota osadzona w wielkim swiecie pelnym ludzi? Czy ucieszylam sie, budzac sie rano I patrzac na rozesmiana buzke mojej coreczki? Nie. Za to pomyslalam, jak bardzo chce mi sie spac I jak bardzo bywam zmeczona. Los podarowal mi jeszcze jeden dzien, nawet nie wiem, czy nie ostatni.”

To swiete momenty swiadomosci.
Ona staje sie swiadoma.

Wiec dziele sie z Wami moim strachem, naturalnym i czlowieczym. Jednak z tylu glowy moj Aniol Staruszek czepcze mi do ucha - czujesz strach? boli? Czyli zyjesz. Idz do przodu.

Wiec ide...a raczej lece do Paryza na kilka dni:) Gotyk wola! Do nastepnego!

czwartek, 25 sierpnia 2011

Zapisalam w czerwonym notesie....


„Nie porzuciłam tradycji w proteście, ale zrobiłam to ponieważ, jakikolwiek autorytet, bycie czyimkolwiek wyznawcą, jakakolwiek przynależność do tego co jest znane, pamiętane i hołubione uniemożliwia dotarcie do prawdy. Żadna droga do niej nie prowadzi. Dlatego też nie ma tej jedynej! Prawdy nie znajdzie się przez dążenie do osiągnięcia celu w przyszłości, ale polega ona na zapytywaniu, dziwieniu się, i widzeniu tego co jest w tej chwili”.
"Wyłonienie się i rozkwit zrozumienia, miłości i inteligencji nie ma nic do czynienia z żadną tradycją, nieważne jak antyczna czy imponująca by nie była ( ...) Kiedy cichnie „ja” niebo i ziemia stają otworem. Tajemnica i istota życia nie są oddzielone od cichej otwartosci zwykłego słuchania."  




Toni Packer

My skin.




sobota, 20 sierpnia 2011

Co znaczy byc dobrym czlowiekiem? - polskie holidays


   Juz jestem. Gotowa do dalszego komentowania rzeczywistosci I stanow emocjonalnych. Dwa tygodnie odpoczynku od Irlandii, rutyny ale za to pelna doswiadczen z rodzimej ziemi. Bede sie tu pewnie powtarzac nie raz, ale coz ...jak sie cos zmieni w moich odczuciach to bedzie cos innego. Hehehe

    Za kazdym razem jak odwiedzam nasz kraj mam takie same odczucia. Im dluzej przebywam, tym bardziej staje sie podirytowana. Na poczatku pelna radosci, emocji, rozluznienia a przede wszystkim braku psychicznej gardy do odbioru spolecznych ciosow zachowawczych.– uwarunkowanie, ktoremu moj mozg zostal poddany na obczyznie. Jednak po tygodniu slady pamieciowe juz sie odnawiaja I obserwujac siebie, czyli starajac sie zawsze byc swiadomym swoich odczuc I przygladajac sie im jak badacz robakom zauwazam, ze irytacja naplywa. Ksiazka, ktora zaczelam czytac “Porozumienie bez przemocy” akuratnie znalazla swoje odzwierciedlenie w rzeczywistosci – wszedzie slysze jezyk szakali. Choc sa chlubne wyjatki I trzymam je jak zloto w szkatulce. Sa piekne polskie zyrafy. Co ja Wam bede truc na ten temat – Ci co odwiedzaja mnie w moim swiecie juz sie na ten temat nasluchali. Po prostu podziele sie z Wami malymi historyjkami, ktore  - jak zwykle naruszyly we mnie lawine filozoficzno – analitycznych mysli I odczuc.

Historia nr 1;

    Z milosci do nauki I wszelkiej wiedzy jaka moze przyblizyc mnie do zrozumienie tego co niezrozumiale, wybralam sie z Siostra do Centrum Kopernika w Warszawie. Pomysl jest dla mnie naprawde swietny. Poprzez zabawe I ciekawe podejscie dzieci I dorosli maja szanse dowiedziec sie czegos o swiecie. Niestety organizacja we wspomnianym Centrum jest co kot naplakal. Bilety mozna nabyc tylko stojac w kolejce, co tworzy doslownie ogon weza na kilkanascie metrow. Nalezy zebrac sie wczesnie rano I tak jak kiedys po cukier czy mieso ustawic w kolejce przed otwarciem. Nie wspomne, ze kolejek jest dwie. Jedna na wystawe, a druga do planetarium. Tyle ze w planteraium jest przedsprzedaz, wiec po odstaniu swojego mozna kupic bilety na odpowiadajace nam dni, czego nie mozna powiedziec o wystawie. Niestety bookowanie online w 21 wieku jeszcze nie dotarlo do tak europejskiego miejsca. I to bardzo szybko nadwyrezylo polska cierpliwosc.
     Zdecydowalysmy z Siostra, ze wybieramy kolejke do planetarium. Stalismy tak chyba z 40 minut I kolejka ani rusz. Zaczely sie szemrania az w koncu jakis Pan zaczepil sprzedawce tonem wyrzutu, dlaczego to tak dlugo trwa. Kasjer nie odpowiedzial, za to ochroniarz sie przylaczyl I zaczela sie dyskusja. Pani za mna, ktora zauwazylam jeszcze wczesniej bo wdala sie w sprzeczke z jakas inna kobieta, przylaczyla sie w natarciu najpierw na Pana a potem na ochroniarza – I tutaj skecz  nadaje sie do kolejnego filmu Mis lub jakiegos kabaretu. Kiedy Pan zagadnal kasjera, Pani zwrocila sie najpierw do Pana I powiedziala – Ale prosze stanac za zolta linie, to moze bedzie kolejka szybciej isc, prosze sprobowac. Zobaczymy.
Mnie zamurowalo I zdarzylam odpowiedziec zartobliwie – a to jest jakas magiczna linia?
Bo jak to mialo pomoc kasjerowi I nam to nie wiem.
Pozniej Pani zmienila front I przylaczyla sie w natarciu na ochroniarza rzucajac wielce wymyslne pomysly typu “Ale dlaczego Pan z nami dyskutuje, dlaczego Pan nie powie, ze przekaze skargi do szefostwa, jak to sie traktuje klienta”. Jakoby to wszystko bylo w kompetencji ochroniarza. Dodalam znowu zartobliwie – “Ale to odrazu prosze podrzucic pomysl bukowania online”. A inna mloda odpowiedziala “Tak I bedziemy stac po te zarezerwowane bilety”. Wszystcy wybuchnelismy smiechem, odrazu atmosfera sie rozluznila. Nie ma to jak zdrowy smiech. Jednak po krotkim czasie dodalam – nie, bedziemy je sami drukowac. Kobitka spojrzala sie na mnie jakbym odkryla Ameryke I jest tym bardzo zaskoczona.

Historia nr.2


Wlasnie spacerowalam sobie po osiedlu kiedy natknelam sie na sasiadke, ktora niedawno urodzila dlugo oczekiwane dziecko. Jak mam w zwyczaju z ciekawosci zadalam pare pytan oraz to, jak poszedl porod. Kolezanka opowiedziala jak to rodzila 18 godzin, nie miala pelnego rozwarcia I lekarze trzymali ja  ile mogli by urodzila naturalnie. Nie pomogly prosby jej, jej matki, aby zrobili cesarke, bo jednak to chyba za dlugo trwa. Co za ciemnogrod…. W koncu po 18 godzinach otworzyli kolezanke I wyszla na swiat nowa przedstawicielka homo sapiens. I tu padlo jak zwykle pytanie – a Ty kiedy? Oczywiscie, bez tego sie nie obedzie. Za kazdym razem staram sie wybierac wersje swojej odpowiedzi taka, aby byla z jednej strony jak najblizsza moim odczuciom, ale z drugiej strony nie bliska ich podejrzewanej przez mnie uwarunkowanej strukturze. Wiem, zolza jestem ;) Odparlam zgodnie z prawda, ze ja wole adoptowac. Spojrzaly sie na mnie zdziwione (znowu strzal w dziesiatke hehe) poczym kolezanka odparla – No co Tyyyyy……. Fajnie jest rodzic (czyt. miec SWOJE). I wierzcie mi – ta kobieta mysli, ze jest obdarowana teraz najwieksza I najprawdziwsza forma milosci, ze kocha nieegoistycznie bo jest wszystko wstanie poswiecic swojemu dziecku. Swojemu….Milosc jaka wyczuwam pomiedzy niuansami, ktorych nie potrafie wytlumaczyc nie jest czesto spotykana w realiach. Co nie oznacza, ze sie nie zdarza, jednak na takie wyzyny populacja ludzka jeszcze sie nie wdrapala. Spojrzalam tylko na kolezanke czujac lekki smutek spowodu slepoty biologicznej I milosci, ktora ogranicza sie w jej limitach. Ale smutek pochodzil tylko z intuicji i niuansow, na ktore nie mam dowodow. Jak powiedzial Hamlet Wiemy czym jestesmy, ale nie wiemy czym mozemy byc. W swoim szalonym umysle czasami mi sie zdaje, ze to wyczuwam...I tu nastepny cytat:


Nie pierwszy raz okazuje sie ze aby badac odchylenia od normy nie mozna samemu byc zupelnie normalnym. Jak ktos powiedzial w People watching magazine. hehe Daj jej Boziu zdrowia I szczescia – oczywiscie – jednak zdanie swoje mam – milosc, jedna z najsilniejszych energii napedzajacych nasze istnienie, zawsze siega ponad podzialy narzucone przez biologie. Bo milosc widzi dalej, jest na wyzynach swiadomosci I rozwoju emocjonalnego. 


    Nawiazanie do ostatniego posta – Co znaczy byc dobrym czlowiekiem? I komentarzy/maili na ten temat. Piszac co znaczy byc dobrym czlowiekiem I mowiac o momentach kiedy trzeba powiedziec NIE by oprzec sie wplywowi spolecznemu, ktory zmusza Cie do zachowan niekoniecznie madrych – to wcale a wcale nie oznacza olewanie, ignorowanie I posiadaniu w dupie wszystkich I wszystkiego. Jest takie zdanie od Arystotelesa – 
Każdy może stać się zły - to jest łatwe. Ale się gniewać na właściwą osobę i we wlasciwym  stopniu i we właściwym czasie i we właściwym celu i we właściwy sposób - to nie jest we władzy kazdego i to nie jest łatwe.
To samo tyczy sie mowienia NIE – trzeba wiedziec kiedy powiedziec NIE a kiedy powiedziec TAK madrze. I nie w sposob szakala. To bardzo wazne – forma jest bardzo wazna. Mowienie NIE nie oznacza, ze ma sie kogos w dupie.


   Odrazu skomentuje takze jedna rzecz, ktora utkwila mi w glowie  - kiedy mowiliscie o usmiechaniu. Kiedy nie mam ochoty sie usmiechac, to sie nie usmiecham I tyle. A widzicie – a ja sie usmiecham nawet wtedy kiedy mam w swojej glowie rzeczy, ktore sprawiaja, ze nie jest mi do smiechu. Co mam na mysli? Kiedy chlopak mnie wkurzyl albo szef, nie przenosze tego do Pani w kolejce w sklepie. Kiedy przechodze obok kogos I chce go minac, usmiecham sie I mowie przepraszam I mijam osobe. Kiedy ktos zwraca sie do mnie o cos a ja akurat rano dostalam ochrzan od szefa – nadal z usmiechem zwracam sie w kierunku czlowieka, ktory nie ma nic do poprzedniej sytuacji. Ale fakt – nie zmuszam sie do tego. Ja tak po prostu rozumiem wyzszy poziom zachowan i taka mam naturalna reakcje, ktora zostala jeszcze dodatkowo wzmocniona po emigracji. Zrozumieja to Ci co maja ambicje – tak jak ja – rozwijac sie w rozumowaniu I swiadomosci, za czym idzie swiadome zachowanie. Pierwsza reakcja nie jest negatywna I oczekiwanie nie jest negatywne. Jest otwarte I oczekujace. I tu dobry czas na kolejna historie I swietny przyklad.

Historia nr. 3

    Weszlam do budki na bazarku po fasolke szparagowa trzymajac przy uchu telefon I ochrzaniajac Siostre, ze nie mozna sie do niej dodzwonic. Ma komorke, a ma wylaczony dzwonek. To po co Ci ta komorka – trejkocze swoim sarkastycznym tonem, az tu nagle slysze nienawistne I pelne agresji slowa – Prosze nie drzec mi sie do ucha!! Zamrozilo mnie. Kobieta stojaca przede mna w kolejce z nienawistnym spojrzeniem obrocila sie po tych slowach plecami a ja otrzasnowszy sie z tak pelnej nienawisci tonacji w glosnie jaki odebralam, odparlam dobitnie: Przepraszam (naciskajac mocno to slowo), przeciez nie zrobilam tego specjalnie. Nie mogla mi Pani milej zwrocic uwagi???

    I tak, czy ta Pani okazala wyzszy poziom niz ja w tej sytuacji? Dlaczego nie pomyslala najpierw, ze moze sama siebie nie slyszalam jak rozmawialam, albo ze bylam poddenerwowana I specjalnie nie nastawilam sie by drzec sie jej do ucha. Poza tym mogla sie rownie dobrze odsunac. Ale oczywiscie w Polsce trzeba byc cicho, bo ekspresja to zlo ktore nalezy dusic w zarodku. Niedawno jak wczoraj w drodze do pracy w pociagu jakas irlandka glosno rozmawiala przez telefon. Bardzo glosno, tak, ze nawet moje uszy to odczuwaly. Ale nikt nie wazyl sie zwrocic jej uwagi a to dlatego, ze spoleczenstwo generalnie nie odbiera tego jako atak osobisty na wlasna cisze, ktora notabene powinna byc przed wszystkim wymagana w swoich czterech scianach. Osoba po prostu prawdopodobnie nie slyszala – przezyje sie. Luz. Ale jak powiedzialam, nawet jezeli to przeszkadza, kulturalne I z szacunkiem zwrocenie uwagi swiadczy o poziomie. To takze powiedzialo mi o podejsciu tej osoby do ludzi – czyli odrazu wrog.
Ale najlepsza historia przed nami. Bo podejscie do ludzi juz znamy a teraz przyjzyjmy sie podejsciu do zwierzat.

Historia nr. 4

Stalam I czekalam na chinszczyzne kiedy pies przyciagnal moja uwage. Byl przywiazany zaraz obok I wygladal prawie jak moj Cezar swietej pamieci. Tylko, ze ten mial dlugi wlos I widac ze byl juz wiekowy. Byl przywiazany na linie do ogrodzenia przy budkach z roznymi towarami. Szczekal. Przyciagal jakos moja uwage, szczegolnie, ze kocham psy. Jaka kobita zaczela do niego cmokac, a potem sprzedawca z budki wyszedl I zaczal komentowac, ze ktos zostawil tego psa juz godzine I on szczeka, denerwuje sie I nie wiadomo co teraz robic. Serce mi sie scisnelo. Podeszlam do niego by go uspokoic. Byl jednak zdenerwowany. Szczekal patrzac sie jednak w jednym kierunku drogi. Zaczelismy analizowac sytuacje ze sprzedawca podejrzewajac, ze ktos zostawil go tu w celu pozbycia sie klopotu. Rodzaj zawiazania na ogrodzeniu takze byl perfekcyjny, nigdy by sie nie zerwal. Wiedzialam, ze jezeli czegos nie zrobie to nie bede spala przez kilka tygodni. Postanowilam wziasc psa I podazyc za nim. Moze mnie zaprowadzi do domu. Przekazalam swoja chinszczyzne sprzedawcy z budki a sama rozwiazalam psa I poszlam za nim. Wyobrazcie sobie, ze zaprowadzil mnie pod same drzwi. Co za madre stworzenie. Dzwonilam, pukalam I nikt nie otwieral. Zadzwonilam do sasiadki I zapytalam czy zna tego psa. Potwierdzila, ze mieszka ze starszym Panem I jego synem,wnukami I synowa. Niestety nie chciala zgodzic sie by przetrzymac psa do powrotu wlasciciela (bo wlosy pewnie nah), jednak byla na tyle mila w swojej postawie, ze gotowa bylam jej to wybaczyc. Poprosilam wiec o papier I dlugopis I napisalam dobitnie, ze pies czekal godzine na wlasciciela I nikt sie zglosil. Nastepne zostawilam swoj numer telefonu. No nic, zabralam psa do siebie majac nadzieje, ze wlasciciel sie odezwie. Nawet jak nie, wiem gdzie mieszka I sprawa dla policji bylaby bardzo latwa. Zamknelam kota w pokoju, wprowadzilam psa, dalam wody a on tak fajnie mnie popychal noskiem, I tak fajnie chlapal ta woda jak pil….. Czulam momentalne polaczenie I drgania w sercu. Rozmarzylam sie, powspominalam Cezarka – mojego Aniola Stroza, ktory uratowal mnie od calkowitej zimnoty emocjonalnej – jak wierze. Zatesknilam za posiadaniem pieska, znowu. Bede go miala w przyszlosci jak moj niespokojny duch osiadzie w jednym miejscu. Teraz jest czas na ruch. Nagle zadzwonil telefon – to wlasciciel. Zaczal tlumaczyc jak to synowa poszla na zakupy i……zapomniala zabrac z powrotem psa. Dziwne, ale nawet nie bylam zla, choc oczywiscie sarkastyczna mysl nie omieszkala mi przejsc przez glowe – jak mozna zapomniec o zywej istocie????? Ciekawe czy tak o swoim dziecku by zapomniala! Zaprowadzilam psa do domu I znowu wlasciciel tlumaczyl sie. Jak moge sie odwdzieczyc, moze kawke? Zapytal . Nie, dziekuje – prosze sie nim dobrze zajmowac, to bedzie dobra wdziecznosc.

    Nawet nie wdawalam sie w dysksusje I oswiecanie, chociaz mialam ochote zapytac czy jest synowa bo chetnie bym z nia pogadala. Jednak widzicie, po tylu latach grzebania w zyciu, psychice, myslach, juz tylko madra reakcja mnie zaskakuje. Bezmyslna juz nie. Rzadne tlumaczenie nie przetlumaczy mi jak mozna zostawic zywa istote za ktora jest sie odpowiedzialna ot tak bo sie zapomnialo.  Na plytkiej plaszczyznie byl to fakt, ze  dla niej to zwierzak, nie czlowiek. Nie zdaje sobie sprawy ze jej dzieci do ok 5 roku zycia przynajmniej beda na poziomie rozwojowym takim na jakim generalnie sa pieski. Choc jak widac po synowej czlowiek potrafi sie zatrzymac nawet wczesniej niz to. W glowie sie nie miesci……


   Jeszcze jedna historia utknela mi w pamieci. Historia nr. 5 Pojechalam na pare dni do Krakowa. Chcialam odwiedzic w koncu Auschwitz. Jeszcze tam nie bylam. Przez wiele lat interesowalam sie tymi wydarzeniami, naogladalam sie I nasluchalam historii. Przyszedl czas by to w koncu zobaczyc na wlasne oczy. Wiekszosc przewidywala, ze wyjde z tamtad przybita. Tak…. Wychodza ludzie, ktorzy na co dzien o takich sprawach nie mysla, nie analizuja a ogrom zla I destrukcji nagle przybiera forme w ich glowach. Ja bylam zawsze tego swiadoma z powodu wlasnej potrzeby wiedzy na ten temat no i tego, ze moje dziecinstwo dawalo mi niezle przyklady traumy. Im gorsza forma zla, tym wiecej chcialam rozumiec co I jak. Wizyta w Auschwitz dala mi mozliwosc zobaczenia na wlasne oczy ziemi przesiaknietej krwia niewinnych…. Dom, w ktorym byly robione eksperymenty na kobietach. Niektore nie przezyly, inne zostaly okaleczone na cale zycie. Sciane stracen gdzie rozstrzeliwano ludzi I stojace cele w podziemiach, gdzie bez wody I jedzenia wiezniowie byli przetrzymywani. Mordercza pomyslowosc przekracza moje pojmowanie… Widzialam zaplakane oczy, niektorzy bardzo to przezywali. Jednak cala ta otoczka byla takze przesiaknieta jeszcze jednym  - mianowicie taka nerwowoscia I naciskiem na to, ze mamy czuc sie tam zle, mamy tam sie dolowac, mamy to odczuc. Niezrozumcie mnie zle – biegne by wyjasnic aby znowu pisane slowo bylo zrozumiane poprawnie – to jest przerazajace, tragiczne I wywoluje smutek, jednak uwazam, ze czasami transferuje nienawisc dalej. Ta tragedia powinna zbudowac cos dobrego na zgliszczach, jednak nie czulam tego tam. Mianowicie sytuacja byla taka: 
    wyszlam z budynku po obejrzeniu stojacych cel I zauwazylam kobiete tlumaczaca cos komus przez komorke z boku. Nagle jakis przewodnik mijal ja ze swoja grupa I znowu jezykiem szakala, z pelna nienawiscia I zloscia wycedzil: Prosze nie rozmawiac tu przez komorke, to nie Disneyland .
Znowu zostalam uderzona sila negatywizmu i nienawisci w jego glosie. Nie wspomne o paradoksie myslowym. Pomyslmy: stalam na ziemi ktora pochlonela tyle krwi, ktora zostala przelana z powodu nienawisci do specyficzych grup etnicznych. Nienawisci, ktora nie miala rzadnego powodu tak naprawde jak tylko powod w ich chorych glowach. A tutaj jakis pracownik przekazuje to dalej z powodu telefonu. Kolega jednak uwazal, ze dobrze ten czlowiek zareagowal, bo to cmentarz. Smutno to slyszec od kogos kto zwie siebie psychoterapeuta. Jezeli reakcja nienawisci jest tym czym popiera  - powodzenia dla jego klientow. Ja jednak nie popieram. A takze nie popieram faktu patrzenia na rozmowe przez telefon jak robienia sobie party. Dlaczego nie moge rozmawiac przez telefon? Nie spiewam tam przeciez, nie tancze a na cmentarzu takze rozmawiam przez telefon jak zajdzie taka potrzeba. Tamta kobieta nawet sie nie smiala. Nawet bym sie nie zdziwila gdyby po prostu cos sie stalo I musiala cos tam powiedziec. Nawet jezeli Panu nie podobal sie telefon znowu – jaki szacunek pokazuje do tych zabitych poprzez zywe okazywanie nienawisci z powodu czegos tak glupiego?

    Podejscie do smierci jest wielka sztuka. A to dlatego, ze niesie ze soba olbrzymi bol powiedzenia zegnaj do bliskich I braku pewnosci, ze kiedykolwiek bedzie sie mialo okazje ich zobaczyc. Niektorym pomaga wiara, niektorzy jej nie uzywaja bo akceptuja fakty teraz I tu jakie sa. Jednak dla kazdego to jest bol. Szczegolnie gdy smierc jest tak makabryczna jak w obozach koncentracyjnych. Jednak nie powinno to niesc nienawisci dalej, bo wtedy stajemy sie jak oprawcy. Nie powinno sie zmuszac ludzi, ktorcyh to nie dotknelo by czuli taka sama zalobe jak tych co bezposrednio cierpieli z tego powodu. Pamietajmy, ze ludzie nadal umieraja, sa torturowani lub zmuszani do tyranicznej pracy nie lzeszej niz w pierwszej czy drugiej wojnie swiatowej. Spojrzmy na Koree Polnocna. Akurat ogladalam dokument w Polsce, ktory przedstwial fakty przemawiajace za tym, ze to co sie tam dzieje jest kontynuacja ludobojstwa I tortur. To bylo takze tragiczne do sluchania. Spojrzmy na Afryke, nie wspomne o blizszych ziemiach – Czeczenia. Wojny sie nadal tocza I ludobojstwo nadal sie toczy. I my lezac w cieplym lozku, majac szynke w lodowce nie zdajemy sobie sprawy jak duzo mamy. Tak naprawde wszystko co potrzeba do szczescia. Albo pomyslmy o Powstaniu Warszawskim. Akurat bylam w Polsce na 67 rocznice. Urodzic sie w kraju gdzie trwaja wojny I nie masz szansy po prostu dorosnac. Idziesz I walczyc I giniesz, lub udaje ci sie przetrwac jednak Twoja mlodosc juz nigdy nie wroci. Zaczytujac sie we wspomnieniach ludzi przezywajacych takie stany widzisz ogrom dobroci, ktora Cie otacza. Bo moze byc gorzej. Perspektywa  - bigger picture jak w ukladzie slonecznym ktory pokazalam poprzednio – wtedy akceptuje sie pewne rzeczy lepiej I docenia sie je wiecej. I po co ten jezyk szakala???

Oczywiscie opisalam historie, ktore zapadly mi w pamieci z powodu swojej problematycznosci. Jest tam cos do rozwiazania, do zaanalizowania, do wyciagniecia wnioskow. Wiec to robie. A te pozytywne – oczywiscie byly I te przynosily niezwykla radosc. Zwykle przepuszczenie w kolejce, zwykly zart kuriera, ktory przyniosl moje zamowione bankowe dokumenty, pomoc sasiadki w dostaniu sie na stacje. Ale to nie wymaga wiekszego zastanowienia tylko oddania pozytywnej energii I cieszenia sie z okazanej zyczliwosci. Bo zyczliwa reakcja juz jest na wysokim poziomie zrozumienia spolecznego. To nad szakalem nalezy sie zastanowic.

Do nastepnego.


ps. Nie pytajcie mnie dlaczego slowa maja w tle takie wypelnienie - probowalam wszystkiego. Nie rozumiem czasami tych ustawien...

środa, 20 lipca 2011

Zapisalam w czerwonym notesie....

Wyrzymam, jesli mi powiesz,
Co zrobiłem, a czego nie.
Wyrzymam też twoją interpretację,
Ale wiedz, że to sprawy są dwie.

Jesli chcesz zagmatwać cokolwiek,
Podam ci dobry sposob:
Poplacz to, co naprawdę robię,
Z reakcja własną lub innych osob.

Mow mi o swoim rozczarowaniu
Widokiem niedokończonej roboty,
Lecz jesli powiesz "ty niesumienny draniu!",
Do pracy nie nabiorę ochoty.

I mow mi, jak cię to boli,
Gdy odtrącam umizgi twe wiosną,
Lecz jesli powiesz, żem jest oziębły,
Twoje szanse przez to nie wzrosną.

Tak, wytrzymam, jesli mi powiesz,
Co zrobilem, a czego nie.
Wytrzymam też twoją interpretację,
Lecz wiedz, proszę, że to sprawy są dwie.

Marshall B. Rosenberg "Porozumienie bez przemocy"


SPOSTRZEGA]! Mało jest zadań równie ważnych i swiętych jak spostrzeganie.
Frederick Buechner


poniedziałek, 18 lipca 2011

Od slowa do perspektywy.

Zdolnosc nazywania emocji uznawana jest za jeden z glownych wymiarow inteligencji emocjonalnej. Wyrazajac emocje, dostarczamy innym informacji o tym co czujemy jak I oceniamy sytuacje oraz jakie sa nasze intencje I zmiary. Dzieki wiedzu czerpanej z ekspresji emocjonalnej partnerow interakcji mozemy interpretowac I przewidywac okreslone zachowania innych ludzi: nasza zlosc moze prowadzic innych do uleglosci, smutek moze wywolywac wspolczucie, wdziecznosc nagradzac za okazana pomoc, poczucie winy prowadzic do poprawy nadwatlonych relacji spolecznych, a pogarda sygnalizowac innym ich nizszy status. Wazna role w komunikowaniu emocji odgrywaja zachowania niewerbalne. Jednak sama ekspresja mimiczna, gestykulacja, postawa ciala I ton glosu nie sa w stanie dostarczyc precyzyjnych informacji o naszych uczuciach I okolicznosciach je wywolujacych. To staje sie mozliwe dopiero wowczas, gdy emocje zostana oznaczone slowami. Nazywajac swoje stany emocjonalne, stajey sie rowniez zdolni do zrozumienia tego, co czujemy I zwiekszamy swoje szanse na zyskanie kontroli emocjonalnej. O tym jak wazny jest wglad we wlasne stany emocjonalne przekonuja wyniki badan przeprowadzonych przez tworcow pojecia inteligencji emocjonalnej – Petera Saloveya z Uniwersytetu Yale I Johna D. Mayera z Uniewersytetu w New Hampshire . Badacze ci skonstruowali skale mierzaca sklonnosc ludzi do zajmowania sie wlasnymi nastrojami (Train Meta-Mood Scale). Mierzy ona miedzy innymi uwage poswiecana emocjom (Czesto mysle o swoich uczuciach) oraz rozumienie stanow emocjonalnych I adekwatne ich nazywanie (Zawsze umiem powiedziec, co czuje). Analiza wynikow badan pokazala, ze wlasnie nazywanie emocji I ich rozumienie chroni nas przed doswiadczaniem emocji negatywnych I stresu. Im wiekszy mam dostep do swoich emocji I lepiej radzimy sobie z ich nazywaniem, tym efektywniejsze sa nasze wysilki zmierzajace do podtrzymywania pozytywnego natsroju. Do podobnych wnioskow prowadza wyniki badan Alana Swinkelsa I Traci Giuliano. Wykazali oni, ze to zdolnosc do indentyfikowania I kategoryzowania stanow emocjonalnych – a nie samo analizowanie – wiaze sie z doswiadczaniem emocji pozytywnych oraz wieksza satysfakcja z kontaktow spolecznych. Mozna zatem przyjac, ze im wieksza swoboda z jaka nazywamy swoje emocje, tym wieksze sa nasze mozliwosci przystosowania I skuteczniejsza regulacja zachowania.
Charaktery nr. 11 Listopad 2009

Od slowa.....


Jak juz kiedys wspominalam kategoryzacja, nazewnictwo, slowo jest bardzo potrzebym drogowskazem. To jest poczatek drogi do zrozumienia. Zrozumienie czy czujemy smutek czy radosc, wstyd czy dume powoduje powstanie nastepnego schodka do rozwoju tego co zostalo zatrzymane na poziomie dziecka. Przywiazujemy mala wage do slow, nie wsluchujemy sie w swoj tembr glosu kiedy je wypowiadamy, w ich wybor, ktory moze byc czesto niszczacy. Bo slowo NIE jak i TAK moze w powiazaniu z wieloma innymi czynnikami przyniesc inne odczucia, inne emocje czy energie w zaleznosci od ukladow. Trzeba umiec powiedziec NIE i TAK stanowczo, w odpowiednim momencie, po tym a nie innym przecinku, ale nie prymitywnie. Taka jest roznica, i kazdy ten sposob zawiera swoja zasade. Od zawsze mi sie wydawalo, ze w Polsce pomiedzy wierszami i tonami kryje sie ukryta nienawisc. Szczegolna nienawisc bo po przednich pokoleniach, historii ale takze specyficznego charakteru narodowego, jakby biologicznych tendencji, ktore nie da sie zrzucic na historie. Zyjac na emigracji slysze roznice w tej kwestii.


...do perspektywy. 

Dorzucmy jeszcze rodzinne domy, agresje pijanego ojca/matki, lub wycofanie i pasywnosc. To jak psychologia kwantowa - na poziomie niewidzialnych i przez wiekszosc swiadomie niewyczuwalnych mikroenergii. Poznac siebie to dotrzec do tych mikroskopijnych powiazan, ktore sa abstrakcyjne, niezrozumiale. Jest tego pelno i sa ciezko wyczuwalne. To tak jakby widziec coraz wiekszy picture. Kiedy sie widzi wiekszy picture, nie jest juz mozliwe aby ten mniejszy dzierzyl cala wladze. Kiedy wyjdzie sie abstrakcyjnie, poprzes swiadomosc jakby poza swoj bol, poza swoja rodzine, poza swoj kraj pochodzenia, poza swoja plec itd itd, wowczas rozumie sie wiecej i widzi sie wiecej i pewne rzeczy zaczynaja nawet nas smieszyc. To tak jak widziec swoj pokoj, potem mieszkanie, potem podworko, potem miasto, swoje panstwo, miejsce na mapie swiata a potem swiat.... i dalej zobaczcie sami.





ps. U mnie czas na wakacje - wiec do przeczytania za ok. 2 tygodnie!