"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,

wszystko co po niej nastąpi

również stanie się lepsze. "


Paulo Coelho



niedziela, 29 listopada 2015

#stopmowienienawisci

Ciekawy artykul. Polecam. Moje doswiadczenie w zyciu i w necie.

Co się dzieje w głowie hejtera?

„Wielu ludzi nie wie, jak rozładować frustrację. W sieci mogą zrobić to bezpiecznie, nie narażając się praktycznie na żadną karę” – mówi dr Małgorzata Wójcik, psycholog z Uniwersytetu SWPS Katowice. Co więcej, ludzie najczęściej odreagowują w ten sposób własne życiowe problemy. „Jeśli nie możemy wyładować swej frustracji np. na szefie, który nie dał nam podwyżki, przenosimy ją na inny obiekt, pisząc o imigrantach, którzy odbierają Polakom pracę. Jeśli widzimy piękniejszą od nas celebrytkę, napiszemy, że jest głupia, by podnieść własną samoocenę i lepiej się poczuć”. - pisalam juz Wam o transferze emocjonalnym. W Polsce to nagminne i wszechobecne. Juz jako nastolatka nie moglam zrozumiec, czemu ktos na mnie krzyczy w sklepie, kiedy nic nie zrobilam, a osoba mnie nie zna. Nie mia£o to sensu, ale teraz wiem, ze ma to sens emocjonalny dla osoby atakujacej. Niestety....


"Jest to szczególnie nasilone wtedy, kiedy uważamy, że czyjeś zachowanie odbiega od normy." - oh, gdybyscie wiedzieli, ile mi sie dostalo za moje poglady, decyzje zyciowe i wiedze, ktora lubie sie dzielic. Jezeli ktos slyszy/widzi cos co burzy jego schemat, ktory zostal gleboko zinternalizowany, wowczas dochodzi do dysonansu poznawczego. Wowczas w osobniku zachodzi kaskada emocji, od poczucia dyskomfortu, zlosci, czesto agresji, obwiniania i osadzania drugiej osoby, oczywiscie poprzez pryzmat schematow w tym osobniku. Niestety ludzie maja problem z odroznieniem w rozmowie personaliow od £amania logicznie argumentow drugiej strony. Przewaznie narzucaja drugiej stronie wizje jej samej, oczywiscie przewaznie negatywnie i agresywnie, zamiast ukazac swoja inteligencje i znalezc dziure w argumentacji. Na tym polegaja debaty, a debaty rozwijaja.

"Gdybyśmy mogli zajrzeć do głowy osoby piszącej nienawistny komentarz w internecie, zapewne zobaczylibyśmy pobudzenie ważnego fragmentu jej mózgu – tzw. układu nagrody." - a nie mowilam, ze nic nie robi sie bez egoizmu, czyli wlasnej przyjemnosci? Tu nie chodzi o to, ze same poczucie przyjemnosci jest zle, chodzi o to z czego je czerpiemy czyli jaki to ma wp£yw na innych. A skoro czlowiek zyje w spolecznestwie to poniekad ma, bo to kim jestesmy pokazujemy w ciaglej interakcji z innymi. To samo dotyczy sie np. wiary w boga. Nie o to chodzi czy ktos wierzy czy nie. To nie wazne, kazdy niech sobie wierzy w co chce. Ale wazne jest co ten bog osobie mowi na temat co jest dobre a co nie, i jak nalezy karac lub rozdawac nagrody, bo to ma si£e razenia spolecznego.

"Niektórzy działają pod wpływem impulsu, by rozładować emocje. Inni jednak są spokojni i cierpliwi. „Mają wystarczająco dużo czasu, aby napisać tak, żeby zrobić komuś przykrość. Dobierają słowa tak, aby jak najbardziej zabolały." - jak pieknie....

"Hejterzy stanowią tylko część tego jednego procenta – możliwe, że mniejszą niż ci, którzy są zdolni do kulturalnej dyskusji. Problem jednak polega na tym, że ci niekulturalni mają też większą motywację do pisania."- bo napedza ich potrzeba wy£adowania.

„Nadmierne restrykcje wywołują tzw. efekt mrożący – skłaniają do milczenia »na zapas« i to nawet wtedy, gdy to milczenie bynajmniej nie jest pożądane. Bo osłabia i hamuje debatę w sprawach publicznych, bez której nie ma demokratycznego społeczeństwa” - a z tym sie nie zgadzam. Jest roznica pomiedzy debata a hejtem. Restrykcje na hejt powinny istniec, aby one ksztaltowaly debate, czyli walke na logiczne argumenty. Zalozenie, ze rezultatem restrykcji bedzie milczenie, i ze lepszy hejt niz milczenie, brzmi dla mnie masakrycznie, bo co mozna sie dowiedziec od "jestes nikim" jestes zalosny" "cwok, imbecyl" i insze....

Ale to moje zdanie :-)
Mi£ego tygodnia.


niedziela, 22 listopada 2015

Seria mi£osna - Pomiedzy Dwojgiem cz.1

   W poprzednim poscie mowilam o Mi£osci Niezaleznej. Takiej, ktora pochodzi z wewnetrznego zrodla i niewiadomo jak sie tam znalazla. Jest to motywacja, jakis ciagly zachwyt nad wybranym przez siebie aspektem, zrod£o zyciowej energii. Dzis pogadam sobie o mi£osci pomiedzy dwojgiem ludzi. Od wiekow tegie g£owy staraja sie rozpracowac czym ta mi£osc jest, na czym polega i co sprawia, ze ludzie sie ze soba £acza. Jeden aspekt ciekawi mnie najbardziej, mianowicie poszukiwanie recepty na d£ugi zwiazek. Tak jakby to byl ten w£asciwy rodzaj relacji miedzyludzkiej, najbardziej szlachetny i trzeba znalezc na to sposob. Tyle ze, czemu nikt nie zadal sobie pytania, ze skoro trzeba znalezc na to sposob to raczej wynika to z przekonania niz stanu faktycznego natury? Wiec zaczynajmy.

   Zaczynajac znowu od podstaw naszej natury, mi£osc jest emocjonalnym zjawiskiem, ktore ma jakies zadanie. Zadaniem tym jest poczucie wiezi, ktora prowadzi do prokreacji, ale takze poczucie wiezi, ktora wplywa na nasza psychike i chroni nas przed zagrozeniami w odrebie naszego gatunku (spo£eczny poziom). Takie przynajmniej sa teorie antropologow, biologow, psychologow i inszych. Z perspektywy biologii wiemy, ze reakcja naszego mozgu na widok obiektu pozadania reaguje uwolnieniem dopaminy, vassopresiny, endorfin, nasze cia£o migda£owe szaleje a oksytocyna, odpowiedzialna za poczucie wiezi zalewa neurony. Badacze mi£osci mowia, ze tak naprawde zakochujemy sie w mozgach innych osob, a nie poprzez wizualne aspekty, ktore media tak usilnie wzmacniaja. Ale "w mozgach" nie oznacza w intelekcie, czy inteligencji, chodzi tu o neurochemiczne procesy. Np. feromony okazaly sie bardzo waznym czynnikiem w procesie zakochania. Zakochanie moze prowadzic do zaangazowania, wspolnego dazenia do celu jak dzieci, czy po prostu towarzystwo w zyciu. Z perspektywy ewolucji, chec kochania i bycia kochanym ma swoje uzasadnienie w przetrwaniu i w podaniu genow dalej. Z perspektywy psychologicznej natomiast mi£osc moze byc porownana do, po prostu, dazenia do przyjemnosci, do szczescia, do poczucia znaczenia w zyciu a takze moze to byc ucieczka od samotnosci, poprzez strach bycia samemu lub dyskomfort wynikajacy z braku poczucia przynaleznosci. 

   Ale odejde troche od naukowych teorii i podziele sie z Wami swoja obserwacja i konkluzjami w tej sprawie. Obserwuje swiat wnikliwie odkad pamietam. Kiedy dorastalam w Polsce, obserwowalam ludzi i sluchalam powtarzajace sie teksty jakimi ludzie siebie karmia. To co wyczuwalam i obserwowalam nie bylo w zgodzie z tym co slyszalam. Mianowicie ludzie mowili "mi£osc jest najwazniejsza", "znajdziesz ta swoja druga po£owe", "zwiazek z drugim czlowiekiem jest tym fundamentem w zyciu" " jak kiedys bedziesz miec meza i dzieci..." etc etc. Tyle, ze kiedy obserwowalam ich zachowania, zycie, reakcje, nigdy nie czulam, ze sa tak naprawde szczesliwi. Mialam poczucie jakiejs szarady. Pozostalo mi to na dlugo szczegolnie, ze nigdy nie bylam podatna na romantyczne fantazje na temat milosci. Moja mama uwielbia ksiazki i filmy mi£osne. Wzrusza sie na nich i karmi sie takimi marzeniami. Ale ja twardo stapam po ziemi i moim zdaniem schemat mi£osci na ca£e zycie, tego jedynego/jedynej przenaczonej dla nas bierze sie po prostu z uk£adanki spo£eczno-historyczno-kulturowej. I kiedy sie nad tym g£ebiej zastanowic, ma to sens czemu jest tyle rozwodow, tyle zmian partnerow w zyciu i braku checi by ciagnac cos, co po prostu nas juz nie buduje. Oczywiscie, zdarzaja sie wyjatki. Zaznaczam, ze jezeli mowie o czyms jak jest, mowie o tym, ze tendencje sa takie a nie inne, ale zawsze sa wyjatki. Tyle, ze wyjatki potwierdzaja regu£e.

   Generalnie uwazam, ze zwiazki rozpoczynaja sie ze slepoty racjonalnej. Poprzez chec bycia w zwiazku, poprzez osrodek nagrody jaki jest pobudzony przy spotkaniu osoby, idziemy w to slepo jak dziecko za cukierkami. Jezeli jeszcze gra w nas chec posiadania rodziny, dzieci, szczegolnie w kraju gdzie wszyscy maja taki sam pomys£ na zycie, wowczas jest jeszcze wieksze prawdopodobienstwo, ze bedziemy slepi na rzeczywisty obraz osobnika. Szczegolnie zauwazam to u kobiet i moze wiaze sie to z tym, ze kobiecy czas prokreacji jest ograniczony. Mam czasami wrazenie, ze juz po prostu nie bylo nic lepszego i osoba sama siebie przekonuje, ze to jest to i stara sie racjonalizowac sygnaly, ktore ewidentnie moga byc martwiace. Tlumaczy partnera, szuka wymowek itd itd. U facetow jest o tyle lepiej, ze im starsi tym ciagle maja szanse na rodzicielstwo, no i podobno sa jak wino.... hehehe. Ja akurat nie gustuje w duzo starszych, wiec nie wiem o co chodzi :-D Nastepnie, to co mnie zastanawia, to te przekonanie, ze musi byc na zawsze, a jak tak sie nie stanie, to mowi sie, ze to porazka. Przypatrzmy sie temu. Uzyje do tego malzenstwa, choc wiemy, ze teraz nie trzeba sie hajtac. Jednak ta historia organizacji spolecznej moim zdaniem jest g£ownym powodem internalizacji przekonan dzis zyjacych ludzi na temat zwiazku i mi£osci pomiedzy dwoma osobami. A zaczyna sie to rozpadac dlatego, ze zmienily sie wp£ywy, ktore ksztaltowaly i ograniczaly wybory czlowieka takie jak: ekonomia, kultura, religia etc. Sa dostepne polskie napisy (settings-subtitles - polish).





   I tak spo£eczne teksty (ktore jak zwykle sa moimi ulubionymi zabawkami do £amania) na temat rozpadow zwiazkow w naszym nowoczesnym swiecie sa:
 - kiedys ludzie naprawiali, a teraz sie wymienia,
 - teraz ludziom sie juz nie chce, mysla tylko o sobie (egoisci, narcyzi),
 - rozwod po 20 latach? - to moja porazka
 - nie ma stalego zwiazku? cos z Toba jest nie tak,
 - ludzie chca prowadzic hedonistyczne zycie,
 - nad zwiazkiem trzeba pracowac.

   To zabierzmy sie za to.

   Po pierwsze, kiedy uslyszycie, ze "kiedys to bylo dobrze, bo bylo tak a nie inaczej" radze zabrac sie za poczytanie troche antropologii czy historii. Nic kiedys nie bylo lepiej. Kiedys wcale nie bylo prawdziwiej i glebiej. Bylo po prostu inaczej, bo byly inne czynniki, ktore ksztaltowaly postawy, ale nic nie mialy z szlachetnych przeslanek. Kiedys ludzie nie rozwodzili sie, ale to nie oznacza, ze gdyby mogli to by tego nie zrobili. Religia, kultura, miejsce kobiety w spoleczenstwie (czyli dom i czynniki rozrodcze) nie pozwalaly na inny stan rzeczy, chyba, ze mialo sie w sobie si£e buntownika. Ale moglo sie to skonczyc jak w tym filmie Anna Karenina. Swietnie zrobiony film - polecam.
Kiedys ludzie nic nie naprawiali, tylko sie adaptowali i tkwili w zwiazkach, bo tak to zinternalizowali, ze trzeba. Wielu z nich na dodatek przekonalo samego siebie w swojej glowie, ze sa tam z milosci. Nie wypadalo mowic inaczej. Po wielu latach, nawet jak czasy sie zmienily i ma sie wieksza wolnosc wyboru, ciezko jest zburzyc cos co nasz mozg przyjal juz jako czesc siebie. Romantyzujecie na temat jak to jedno umiera a drugie idzie za nim? To nic innego jak zakorzeniony w swojej rzeczywistosci mozg, gdzie przez wiele lat istnial tak samo, a kiedy cos sie zmienilo dostaje wstrzasu. Starsi ludzie moga tego nie przezyc. Slyszeliscie o mlodych tak umierajacych jeden po drugim? Nie. Bo tu nie chodzi o to, ze tak bardzo sie kochali, ale o to, ze tak bardzo sie do siebie przyzwyczaili. Wiem, ze to moze brzmiec cynicznie szczegolnie dla romantykow, ale bazuje na wiedzy i jak mowilam juz - staram sie widziec, a nie sobie malowac swiat na rozowo. Jestem wielkim zwolennikiem realizmu, bo wtedy choc bedzie mozna cos z tym robic, a jak sie k£adzie na swiat fantazje to ciezko cos tu zarzadzic. 

   Nastepne, ludzie mysla tylko o sobie. To juz wyjasnilam w poprzednim poscie. Wszyscy myslimy. Nie da sie opuscic siebie, chyba, ze chce sie szybko zejsc z tego swiata.

   Rozwod po 20 latach, to porazka - ano ja mysle, ze to akurat osiagniecie. I zaloze sie, ze wiekszosc z tego i tak bylo rozterka pomiedzy wiara, ze trzeba do konca zycia, bo to jest szlachetniejsze i prawdziwsze, a swoim strachem bycia sama ze soba. I gdzie jest napisane, ze to musi trwac cale zycie?

   Dalej, brak stalego zwiazku wcale nie musi oznaczac, ze cos jest z osoba nie tak. Kiedy wybuchla wielka afera Tigera, ktory bzykal sie ze wszystkim co sie rusza (albo prawie:-)) przy tym odgrywajac przykladnego meza i ojca jak tradycja nakazuje, swiat sie zbulwersowal. A ten poszedl na leczenie dla seksualnie uzaleznionych. Czemu nikt nie pomyslal, ze czlowiek po prostu nie jest reprezentantem tradycji w ktorej przyszlo mu zyc? I ze byl na tyle nieodporny, ze zamiast byc uczciwy ze soba, czego chce i kim jest, to wybral podlozone przez spoleczna presje oczekiwania. W koncu kto chce byc oceniany jako pustak?  Natomiast swoje ukryte przed swiatem preferencje uwalnial gdzie popadnie liczac, ze nikt sie nie dowie. Czy nie uczciwiej byloby nie udawanie kim sie jest? No ale czy swiat na to pozwoli?
   I tu odniesmy sie do kolejnego, ze ludzie chca zyc hedonistycznie. Spojrzmy na definicje. Hedoizm oznacza proste przyjemnosci bez zbednego bagazu i glebszego wysilku. Natomiast eudajmonia to taka, ktora niesie wysilek a przy tym znaczenie dla osobnika. Rozrozniamy szczescie hedonistyczne i eudajmonistyczne. I tu zawsze zadaje pytanie: dlaczego kazdy musi miec takie same preferencje co do aspektow zycia? Jezeli ktos chce zyc w dlugim zwiazku i poprzez wysilek wkladany w jego przetrwanie uruchamiaja sie w nim poklady zadowolenia, nie oznacza to, ze takie same reakcje chemiczne wystepuja u kazdego osobnika w takim samym aspekcie. Moze dla Tigera gra w golfa to szczescie eudajmonistyczne (MN), a reszta to hedonizm. Dopoki bylby w tym szczery, to nikomu nic do tego. Tak jak mowilam, moim zdaniem zewnetrzne wplywy ujednolicaja czlowiecza nature, ale poniewaz nasz mozg jest najbardziej skomplikowana biologiczna maszyna, to chyba logiczne, ze musi sie tam i dziac roznie. 

   Przynosi to teraz pytanie: co sprawia, ze zwiazki dzialaja? Ciagle slyszymy te pop psychologiczne teksty, ze nad zwiazkiem trzeba pracowac. Zawsze sobie wtedy mysle: ide do pracy, musze pracowac, wracam do domu, nadal musze pracowac. No ilez mozna?
Ja uwazam, ze dopoki jest wewnetrzna motywacja, ktora bazuje na tym, ze wiecej jest tego dobrego niz zlego, to nie ma pracy nad zwiazkiem. Samemu, naturalnie dazy sie do poprawy, do rozwiazania konfliktow i nieporozumien. Naturalnie czlowiek sie stara aby usunac przeszkode na drodze, jest elastyczny. Dla mnie to nie jest praca. Kiedy zaczyna to byc praca, wowczas bym sie zastanowila, z jakich pobudek jestem w zwiazku. Z tego, ze uwierzylam iz tak trzeba? Oczywiscie jak sa dzieci sprawa sie komplikuje, ale nie wyobrazam sobie aby dzieci byly powodem zycia w klatce, jezeli naprawde nie czerpie sily i radosci z calosci. Czesto ludzie biadola, ze uczymy dzieci tego, ze mozna sie latwo rozstac. Moim staniem gorzej jest kiedy uczymy dzieci, ze zwiazki ludzkie sa stale i niezmienne. I tak tworzymy kolejne pokolenia ludzi, ktorzy nie radza sobie ze zmianami w relacjach. Dzieje sie wtedy jak z tymi staruszkami - sa zbyt ucementowani w jednej rzeczywistosci i nie ma juz miejsca na elastycznosc.
W nastepnym poscie dam troche danych psychologicznych na temat zwiazkow, czym sie charakteryzuja te udane i co psychologia odkryla na temat ich dzialania.


Do nastepnego.




niedziela, 8 listopada 2015

Seria Mi£osna - Mi£osc Niezalezna

Witajcie Moi Drodzy, 

dzis pogadam sobie o Mi£osci Niezaleznej (MN). Co to takiego? I niezalezna od czego? I co Single maja tu do rzeczy?
Ten temat zwrocil moja uwage przy czytaniu polskich artykulow i forow, ktore sa oczywiscie w kontrascie kulturowym z krajem mojego obecnego pobytu. Postanowilam zaczac od podstawy, kiedy jestesmy sami ze soba i jak sie z tym czujemy. Moim zdaniem w£asnie tam rodzi sie podstawowy budulec do poczucia przynaleznosci i mi£osci w roznych innych formach. Bez tej podstawy wszystko jest jakby wykrzywione, karykaturalne i moze przyniesc wiecej szkody niz pozytku.

MN to mi£osc, ktora ma swe zrodlo wewnatrz. Wyp£ywa stamtad samoistnie i napedza wszystko inne co jest na zewnatrz. Ta mi£osc nie ma w centrum mi£osci instynktownej/ewolucyjnej czyli potrzebie relacji z drugim cz£owiekiem (dla ewolucji oznacza to przekazuj geny w£asnego gatunku) w celu zapewnienia nam wypelnienia emocjonalnych potrzeb, ale nadal ma na celu wiez i poczucie przynaleznosci tyle, ze poprzez innych agentow. Ta mi£osc jest niezalezna od ludzi. Uwazam, ze jest niezbedna w budowaniu pozniejszych relacji z innymi. Jezeli nie ma tej podstawy wowczas narazamy sie na zycie w  chaosie, destrukcyjnej pustce lub iluzji 
mi£osci, ktora bedzie po prostu atrapa. Choc niektorym sie udaje ;-) Co zaliczamy do MN?

MN to pasja, nieustajaca ciekawosc swiata, ciag£a motywacja do poznawania, rozwijania czegos w sobie. Jest to forma zakochania, ktore trwa cale zycie jezeli jest to pasja, ale tez moze byc zmienna jak np. hobby, ktore moze sie zmieniac co jakis czas. Np. jestem szczesciara bo jestem zakochana od zawsze w psychologii, filozofii, nauce, ale takze w Naturze (szczegolnie lasach) i podrozach. Jezeli zylabym w dzungli bez cywilizacji prawdopodobnie obra£abym sobie jakis gatunek zwierza i namietnie sie o nim uczyla. Przezylam tez krotkotrwale zauroczenia jak salsa czy fotografia a teraz jest to nauka grania na Ukulele. Wszystko jednak jest napedzane poprzez wewnetrzna motywacje, chec poznawania i ciekawosc. Przez to zawsze mialam poczucie wiezi i cel w zyciu. Nigdy nie mialam celu znalezienie meza, posiadania dzieci (choc zawsze chcialam adoptowac), bo nigdy nie odczuwalam pustki w sobie i nigdy nie wierzylam, ze tylko drugi czlowiek moze mnie wypelnic. A nie wierzylam w to dlatego, bo po prostu nigdy mnie nie wypelnil. Moja osobowosc - jak juz wspomnialam - jest aktywna, zawsze dazy do poszukiwania innych rozwiazan. Mysle, ze tak i tu sie stalo. Automatycznie moj umysl skierowal sie tam, gdzie mial najwiecej przyjemnosci i poczucia przynaleznosci. Natura czlowieka dazy do wiezi. Ale jedni poprzez wiele czynnikow takich jak kultura (w Polsce jest to familocentryczna kultura), srodowisko, osobowosc i temperament ogranicza swoj emocjonalny promien skupienia tylko na jednym czlowieczym czynniku. A rzeczywistosc nie jest jednowymiarowa chyba, ze bazujemy tylko na starym pradawnym programie ewolucyjnym. 

MN nie zaklada izolacji od ludzi. Jak mowilam ona bedzie jak klej ktory klei wszystko inne choc sa ludzie - ma£o ich - ktorzy najlepiej czuja sie kompletnie odizolowani od swiata ludzkiego. Zyja gdzies w lasach czy gorach pojawiajac sie tylko kiedy jest taka koniecznosc i pomimo badan nad samotnoscia, maja sie swietnie i dozywaja sedziwego wieku. Dla wiekszosci jednak byloby to trudne. Moim zdaniem dlatego, ze pradawny program ma sie dobrze. Nie oznacza to, ze nie mozna jednak nad nim popracowac - czyli rozciagac - jak pisalam w ostatnim poscie. Mysle, ze wtedy zapewnimy sobie zycie wypelnione dobrymi emocjami znacznie czesciej niz jak skupimy sie wasko na jednym aspekcie przynaleznosci. 

Wiecie jak psychologia okresla samotnosc? Po angielsku nazywa sie to "perceived loneliness" czyli postrzegana samotnosc. Mozna byc samotnym w rodzinie, mozna byc samotnym w t£umie. Bierze sie ona z wewnatrz nas, a nie z samej izolacji lub braku zwiazku/rodziny itd. Sa tacy, ktorzy na spektrum przynaleznosci po prostu potrzebuja mniej czegos a wiecej czegos innego. Np. introwertycy beda potrzebowali mniej ludzi. Sa wyjatki, tzw. ouliners (poza centrum skupienia wystepowania zjawiska) ktore  - jak mowilam - lubia zyc z dala w ogole i to, ze pogadaja sobie ze sprzedawca przy zakupie zapasow raz na pol roku, kompletnie im wystarcza. Ale to naprawde sa wyjatki, slyszymy o nich czasami w mediach. Ekstrowertycy bazuja na kontaktach z ludzmi. Sa zalezni emocjonalnie od 
w£asnego gatunku i potrzebuja byc ciagle w ludzkiej interakcji. Analizujac siebie, ktos patrzac sie na moja historie dorastania moze ocenic ja jako samotna. Zimna emocjonalnie matka, pijacy ojciec, wycofany brat i tylko pies za przyjaciela. Jednakze prawda jest taka, ze ja nigdy nie czulam sie samotna, bo zawsze mialam barwne zycie wewnetrzne, ktore dawalo mi wrazenie wiecznego domu. Na pewno, jak natura dziecka wskazuje, biologicznie potrzebowalam wiezi, potrzebowalam opiekuna i odpowiedniej reakcji na moje potrzeby. Inaczej dziecko nie przezyje. Wiemy takze z badan, ze nieodpowiednie reakcje na potrzeby dziecka moga wplynac na jego podejscie do roznych innych relacji w zyciu (znowu w zaleznosci od genow, temperamentu itd. O tym w nastepnym poscie). Ale personalnie, kiedy juz stawalam sie swiadoma swiata i siebie nie mialam poczucia samotnosci ale bardziej frustracji na system w ktorym przyszlo mi zyc. Zmuszano mnie do kontaktu z ludzmi, ktorych nie lubilam, zmuszano mnie do robienia rzeczy, ktorych nie lubilam (siedz prosto, powiedz to, zrob tamto). Chcialam wolnosci wyboru odkad pamietam bardziej niz drugiego czlowieka, ktory by mnie w koncu zrozumial. Moja g£owna emocja nigdy nie by£ strach przed zwiazkami z ludzmi, ale frustracja i irytacja nimi. Jednak przy tej frustracji i tym braku poczucia samotnosci czy strachu, nie bylam osoba izolujaca sie, bo bylam ludzi ciekawa. Bylam ciekawa dlaczego zachowuja sie tak a nie inaczej, chcialam poznac ich historie zyciowe, sposoby postrzegania i myslenia. Wiec mialam kolezanki, kolegow, ale nikt nigdy nie wypelnil mnie emocjonalnie, bo nie bylo we mnie pustego miejsca do wypelnienia. Moje wnetrze bylo juz wypelnione pasja, ktora trwa przez cale moje zycie. Kreci mnie to i rajcuje niebywale. Przez to moje wybory zwiazkowe nigdy nie byly tylko emocjonalne. Zakochanie wylacza racjonalne myslenie i czesto dopiero po latach widzimy jasniej kogo wybralismy. Niektorzy gloryfikuja ten stan zgodnie z romantyczna idea z przeszlosci. Ale ja tego nie popieram. Ja zawsze staram sie widziec, bo nie mam biznesu w tym aby ignorowac realia aby dostarczyc sobie wype£nienia iluzja. 

Jednym z czestych pop psychologicznych tekstow jakie slysze od ludzi, ktorzy nigdy nie tkneli psychologii naukowej to to, ze przeciez jestesmy zwierzetami spolecznymi. Oczywiscie wiekszosc mysli, ze to oznacza, iz czlowiek musi zyc wsrod ludzi, bo nie jest samotna wyspa. Tylko co z tymi wyjatkami? Co maja w sobie, ze oni umieja? Badania pokazuja, ze ludzie ktorzy czuja sie samotni zyja krocej. Ale dlaczego czuja sie samotni? Bo sa czy po prostu maja problem z emocjonalnym po£aczeniem? Czy gloryfikuja jedna forme relacji z innymi i swiatem? Czy sa samotni wtedy, kiedy nie maja rodziny ale maja kumpli? Czy sa samotni kiedy nie maja rodziny, ale maja psa? Lub moze kiedy rodzina nie wystarcza, bo nie oznacza to przeciez, ze czlowiek ma z nimi silne wiezi. A co z introwertykami, dla ktorych sama obserwacja ludzi wypelnia ich spo£eczna energia. Z badan wiemy, ze nasz mozg reaguje na przedstawiciela swojego gatunku automatycznie. Co jezeli juz sama obserwacja, usmiech od nieznajomego, zart z kelnerem powoduje, ze osoba czuje, ze dokonala dla niej wystarczajacej wymiany a reszta to pasja? Poczucie bliskosci zalezy od tego co juz w czlowieku jest. Znowu wracamy do tego, ze powinnismy zrozumiec siebie a potem tworzyc sobie swoj swiat jak potrzeba.

W psychologii termin "zwierzeta spoleczne" ma rozne znaczenie. Naukowcy zastanawiaja sie czy to oznacza, ze czlowiek nie moglby zyc samotnie czy chodzi o spo£eczny kontrakt wspierajacy przetrwanie. Odpowiedz jest taka, ze czlowiek moglby przetrwac samotnie i pewnie zalezy to od wielu innych czynnikow jak wlasnie osobowosc (dlatego na Marsa chca wyslac introwertykow), schematow percepcji itd. Jednakze gatunek czlowieka nie rozmnozylby sie do takich rozmiarow a cywilizacja nie osiagnelaby takiego poziomu. Zycie spoleczne wspiera rozwoj gatunku, jednakze nie oznacza to, ze kazdy czlowiek bedzie nieszczesliwy bez tworzenia tradycyjnych relacji, bo kazdy stoi na roznym spektrum takowych potrzeb. Denerwuja mnie filmy takie jak film Poza swiatem lub Jestem Legenda gdzie pokazuja, ze czlowiek doslownie dostaje halucynacje i jest niebywale nieszczesliwy, bo nie ma ludzi na wyspie. Nie sadze, ze dla wszystkich bedzie to prawda. To zalezy co i jak sie uklada wewnatrz czlowieka. Albo znacie ten schemat z filmow: przychodzi singielka do domu po pracy, sciaga buty a w domu tylko kot. I ona taka smutna. Chcialaby slyszec tupot malych nozek w czterech scianach....Co za stereotyp. Sa ludzie, ktorzy wlasnie uwielbiaja to, ze po aktywnym zyciu na zewnatrz moga wrocic do swietego spokoju i mruczacego kota. I nie sa smutni, bo sa wypelnieni wieloma innym rzeczami w zyciu niz tradycyjna forma organizacji spolecznej. Np. taka Pani Czubaszek zawsze chciala byc Sierotka Marysia, hahaha. Jakby nie spotkala partnera, ktory odpowiada jej stylowi samotnicy, w ogole by sie nie przejela. Sa tacy ludzie....

I tu przechodzimy do singlow...

Bardzo czesto na polskich forach, kiedy czytam na temat singlow wyjawia sie namalowany przez ludzi o waskim promieniu skupienia obraz osoby egoistycznej, nastawionej na kariere, kase, albo nieszczesliwej, tej ktorej sie nie udalo. Oczywiscie wynika to z kultury familiocentryzmu, gdzie niestety swoj udzial ma Kosciol i religia katolicka. Plus kiedys nie bylo duzo do roboty jak tylko miec rodzine i na nia pracowac. Okreslenie "egoizm" bawi mnie szczegolnie, bo tacy ludzie pochlebiaja sobie iluzja, ze posiadanie rodziny to juz oznaka braku egoizmu. Akuratnie to jest najwieksza oznaka egoizmu, im blizej wlasnych genow tym bardziej egoistycznie. Ewolucja/biologia uzywa narzedzi przyjemnosci lub bolu aby zarzadzac gatunkami wedlug wlasnego planu (nie wspominajac presje spo£eczna). I tak chec posiadanie dziecka jest jednym z najbardziej ewolucyjnie egoistycznym narzedziem. Kiedys zastanawialam sie dlaczego akuratnie Natura plasuje dalsze pokolenia w srodku cia£a nosiciela, czy to ssak, czy to ptak. Nie bylo innego sposobu? Doszlam do wniosku, ze juz blizej byc nie mozna wlasnych genow i jest to swietny sposob aby pobudzic oksytocyne do zalania mozgu. Chce sie przedluzenia siebie i dos£ownie pochodzi to z siebie. Bycie w zwiazku tez jest egoizmem. Jestesmy nie z jakimkolwiek osobnikiem, ale z tym "naszym" juz wybranym. Jestesmy w zwiazkach, bo to cos nam daje. Na przelomie wiekow wypelnianie potrzeb sie zmienialo. Kiedys byla to akceptacja spoleczna i opieka, kontrakt dwoch stron w celu wychowania potomkow. Kobieta nie mia£a wyjscia. Pozniej nastapila era romantyzmu i gloryfikacji emocji. Jak widac chwiejna. Ale zawsze ma to na wzgledzie wypelnienie naszych potrzeb poprzez wypelnienie czyichs potrzeb. Dajac wsparcie, cieplo i mi£osc jest duze prawdopodobienstwo, ze to sie nam zwroci. Sama wiara, ze to jest dobre i szlachetne daje nam poczucie sensu. Ja wybralam sobie swoj zawod nie dlatego ze jestem taka dobra i chce pomagac ludziom, ale dlatego ze sprawia mi PRZYJEMNOSC pomaganie ludziom poprzez zaspokajanie mojej MN czyli ciekawosci na temat wewnetrznego swiata homo sapiens. I wcale nie robie tego dlatego, ze chce sie zbawic :-) Tego mozecie byc pewni.To bylby dopiero egoizm :-D I teraz jak sie to ma do singlow?

Oczywiscie sa single nie z wyboru. I nie sa szczesliwi, bo maja wlasnie ten jeden waski cel w zyciu - tradycyjnie rodzina, choc wiemy, ze to nie gwarantuje szczescia. Ale sa tacy, ktorzy naprawde nie szukaja wypelnienia tradycyjnego schematu, bo maja juz Mi£osc Niezalezna, ktora jest w centrum ich jestestwa. W Irlandii na przyklad znam wielu singlow, w Polsce prawie w ogole, co juz jest dla mnie podejrzane. I tak tutaj single wcale nie chca kariery i pieniedzy. Sa zajeci wolontariatami, pomagaja innym czynnie, podrozuja do Afryki i innych miejsc, udzielaja sie w roznych innych spolecznych akcjach, podrozuja, maja przyjaciol. Rodzina moze byc, ale jak nie bedzie to tez nie ma za£amki. Raz spotkalam w Cork pielegniarke na emeryturze, w parku. Tak usiadla i zaczelysmy rozmawiac. Mowi, ze tak kochala swoja prace, ze w sumie posiadanie rodziny ja ominelo, ale nie zaluje. Nigdy nie czula, ze cos traci, bo rajcowalo ja humanistyczna mi£osc poprzez swoja prace (a zakonnica tez nie chciala byc:-)). Czy widzieliscie aby posiadanie rodziny prowadzilo do wzrostu zachowan np. altruistycznych lub humanistycznych? Zwyczajnie czesto nie ma sie na to czasu i si£y. Dlatego roznorodnosc jest tak potrzebna i powinnismy ja wspierac. I single i zwiazki maja swoje miejsce w spo£eczenstwie. Irlandia jest generalnie krajem skupionym na szerszej perspektywie niz na familocentryzmie. Nawet jak ludzie maja rodziny, to ciagle udzielaja sie spolecznie, nie odcinaja sie od znajomych, bo sa zajeci swoja trzodka. Czlowiek nie czuje sie tu wyizolowany, bo podejscie humanistyczne powoduje, ze ciagle czujesz iz przynalezysz. Poza tym spojrzmy na nasza cywilizacje, jest tyle ciekawych rzeczy do roboty, do nauki, ze skupienie sie tylko na jednej formie dostarczenia sobie sensu w zyciu jawi sie jako marnotrastwo.

A wiec wszyscy jestesmy egoistami. Wszyscy chcemy to, co sprawi, ze nam bedzie dobrze. Jednakze Mi£osc Niezalezna moim zdaniem uszlachetnia relacje z innymi, bo daje poczucie balansu i twarda podstawe do przechodzenia przez zycie bardziej konstruktywnie. Nie wisimy na innych. Nic mnie nie przeraza jak uslyszenie od drugiej osoby "Nie moge bez ciebie zyc" lub "Bez ciebie bede nieszczesliwy". To nie jest dojrzala mi£osc ale wo£anie o pomoc dziecka, ktore nie przecielo mentalnie pepowiny z opiekunem i takiego szuka. Ale tak jak i wszystko moze byc uzyte jako obronny mechanizm tak i MN moze byc w ten sposob uzyta. MN nie powinna byc ucieczka, tylko podstawa do rozszerzania polaczenia ze swiatem. Bo mi£osc £aczy i buduje, a nie zamyka i niszczy. Ktos na przyklad tworzy muzyke. Taka ma pasje. Jest to mi£osc jezeli dzieli sie ta muzyka z innymi, daje innym niebywale doswiadczenia, sam spotyka ludzi o takich samych zainteresowaniach. Wiec podstawa dlaczego to robi to mi£osc do muzyki ale poprzez nia szerzy po£aczenia z innymi i w zamian czuje sie po£aczony z odbiorcami, ktorzy dziela jego styl i pasje. To tez ogromnie wype£nia i daje poczucie przynaleznosci.

Jest jeszcze jedna zaleta MN. Ona cie nigdy nie zawiedzie. A oznacza to, ze zycie jest rozne i ludzie sa rozni. Ludzie odchodza, umieraja, zawodza. MN powoduje, ze zawsze jest sie na czym oprzec, zawsze ma sie niezalezny sens. A jak sie ma na czym oprzec, to jest nadzieja, ze wszystko inne znowu sie razem po£aczy bez presji.

W nastepnym poscie bedzie o Mi£osci Relacyjnej. O mi£osci rodzicielskiej juz napisalam w ostatnim poscie. Czeka nas jeszcze Mi£osc Romantyczna i Przyjazn. Wyglada to tak: 
Mi£osc JA - JA - done
Mi£osc JA - Bliscy - next
Mi£osc JA - Spo£eczenstwo/Humanizm - cdn
Mi£osc JA - Ziemia/Natura/Wszechswiat (transcendencja) - cdn. 

Mi£ego tygodnia.


niedziela, 25 października 2015

Film na niedziele.

Chcialam zarekomendowac film, ktory nawiazuje do mojego postu #stopmowienienawisci .
"Dar" jest psychologicznym thriller -em i rozprawia o prawdopodobnych konsekwencjach zachowan i wyborow z przeszlosci. Pokazuje takze to o czym Wam juz wspominalam. Mianowicie to, jak doswiadczenia ukladaja sie w czlowieku w zaleznosci od tego co juz biologia/geny/temperament utworzyly jako pewien ksztalt psychiczny. Oczywiscie nieusprawiedliwia to zadnych zachowan przemocy, poddania w niebezpieczenstwo zycia i zdrowia innych. Ale to juz temat spoleczny. Jezeli chodzi o psychologie 
cz£owieka - podstawowy filter to to kim fundamentalnie jestesmy.
Polecam.


niedziela, 18 października 2015

Seria Mi£osna - wprowadzenie.

   Postanowilam napisac pare postow na temat mi£osci. Pare, dlatego bo jest to szeroki temat i ma wiele odcieni. Jednym z tych najbardziej popularnych jest zwiazek mi£osny stworzony przez dwie osoby, ktore przechodza pewne etapy emocjonalne i sytuacyjne. Oczywiscie te dwie osoby to jest idea naszej kultury, wlacznie z tym jak to ma wygladac. Idea, ktora nie do konca mnie pociaga£a. Obserwujac w okol srodowiska i ludzi, nie widzialam takze aby ta idea dzialala. Ale to, ze mnie nie pociagala nie znaczy, ze zylam bez mi£osci. Tyle, ze definiuje ja inaczej niz popularne schematy mysleniowe.

   Dlaczego zdecydowalam sie na ten temat? Raz ktos mi wspomnial, ze nic o milosci nie pisze (by the way - doceniam pomysly na nowe posty :)). Jednakze dziwnie nie zauwazylam tego sama, bo dla mnie ciagle pisalam na temat mi£osci, tyle, ze nie na temat romantycznej mi£osci. Mi£osc to dla mnie przyjazn, to dla mnie spoleczna interakcja na bazie humanizmu, to pasja, to zachwyt nad pieknem natury. Mi£osc to jest to co buduje, scala, wype£nia. To wymiana, ale nie tylko z ludzmi, ale i z natura, zwierzetami i samym soba. Jednym z moim ulubionych opisow mi£osci pochodzi od Vincenta Van Gogh-a:


“Whosoever loves much performs much, and can accomplish much, and what is done in love is well done!”



Ktokolwiek mocno kocha ten i dzia£a dobrze i moze osiagnac duzo. Co jest zrobione z 
mi£osci, jest dobrze zrobione.

"Love a friend, love a wife, something, whatever you like, but one must love with a lofty and serious intimate sympathy, with strength, with intelligence, and one must always try to know deeper, better, and more."

Kochaj przyjaciela, kochaj zone, cos, cokolwiek chcesz, ale kochanie musi isc w parze z powazna intymna sympatia (zrozumieniem), z si£a, z inteligencja, i zawsze musi probowac wiedziec g£lebiej, lepiej i wiecej.

"(...) one loves because one loves. Then we keep our heads clear, and do not cloud our minds, nor do we hide our feelings, nor smother the fire and light, but simply say: Thank God, I love."


Kocha sie, poniewaz sie kocha. Wtedy w naszej g£owie wszystko jest jasne i nie zachmurzamy naszych umyslow i nie ukrywamy naszych emocji ani nie t£umimy ognia i swiat£a ale po prostu mowimy: Dzieki Bogu, kocham.


   Kiedy czytam te s£owa, przypominaja mi sie typowe racjonalizacje ludzkie na temat innych, z ktorymi podswiadomie chca na si£e zachowac relacje albo obraz tych relacji. Wezmy pod lupe podstawowa relacje czyli rodzice. Mowi sie: kochali ale nie wiedzieli jak, bo nikt ich tego nie nauczyl. Skad mieli wiedziec? Albo, kochali ale ranili. Ja sie z tym w ogole nie zgadzam. Jezeli sie kocha to sie wie, inaczej jest to tylko instynkt, reaktywnosc biologiczna aby miec dzieci. "Co jest zrobione z mi£osci jest dobrze zrobione." Jak nie, to milosc jest rozumiana podstawowo, jako dawanie formy (jedzenie, ubior) a nie esencji (jak szacunek, wsluchiwanie sie, uwaga, zainteresowanie swiatem wew. drugiej osoby). Tak samo jak wiemy od samego poczatku jak byc smutnym, jak p£akac, jak sie usmiechac, tak i mamy instynkt wiezi, tyle ze kazdy ma prawdopodobnie inny poziom talentu do rozciagania tego w zaleznosci od wrazliwosci, kompleksowosci percepcyjnej i inszych. Ale to rozciagniecie to dla mnie mi£osc, nie sam instynkt wiezi. Jezeli ktos poniza, nie interesuje sie emocjonalnie kims slabszym i wrazliwym jak wlasne dziecko (lub drugi 
cz£owiek), ten nie kocha, albo powiedzmy kocha podstawowo. Wtedy jest w swoim wnetrzu zajety czyms innym, czyms silniejszym. Przewaznie zajety wlasnymi problemami, w£asnym emocjonalnym biznesem. A mi£osc moim zdaniem, skupia uwage automatycznie na tym co sie kocha, pomimo. Bardza trafne jest tu nazewnictwo "przytomnosci psychologicznej". Patrzac na historie swiata wiekszosc dopiero sie jej uczy, bo wychodzimy z instynktu i go rozciagamy. Ale przez ten caly czas zawsze istnieli ludzie, ktorze wyprzedzali wlasny gatunek i dawali ta wyzsza forme, ktora nazywam 
mi£oscia. Ale jak ze wszystkim co dobre, szlachetne ale przy tym trudne, jest to mniejszosc.

  Jest pare teorii milosci. John Lee juz w latach 70' podzielili mi£osc na Eros, Ludos, Storge, Pragma, Mania i Agape bazujac na filozofii Grekow. Wspomniana juz przeze mnie teoria instyntku jest wspierana przez Helen Fisher,antropolog. Twierdzi ona, iz mi£osc to biologiczny naped, zadza (ang. drive). Poprzez swoje badania podzielila ona ten "drive" na pozadanie, przyciaganie i wiez. Uwazam, ze dokladnie taka mi£osc jest dana przez nature. Podstawowa. Aby przekazac geny. Taki jest cel. Robert Sternberg dokonal podobnego podzialu na intymnosc, pozadanie i zaangazowanie.Te aspekty moga sie wymieniac i tworzyc rozne odmiany mi£osci jak np. przyjazn (intymnosc i zaangazowanie). Jak widac 
mi£osc zawiera wiele komponentow, ktore dzialajac wspolnie tworza motywacje a za tym zachowanie. Motywacje choc generalnie bazuja na biologicznej potrzebie wiezi z zewnetrznym obiektem moga sie roznic, ale to zalezy od nas. Jak wspomnialam powyzej, albo tylko biologia, waska przestrzen dla emocji, albo wyjscie poza nia. Ta podstawowa, prymitywna motywacja ma zaspokoic nasze potrzeby przynaleznosci i rozrodu (instynkt wiezi ale tez wplywow spolecznych dlatego jest s£aba i podatna na wplywy zew.), ale jest tez ta ktora jakby przekracza ta podstawowa i rozciaga sie do tej idei, o ktorej tylko my ludzie mozemy myslec poprzez zlozonosc naszego wyjatkowego mozgu. Mianowicie to milosc, ktora nie jest reaktywna, nie jest tylko instynktem, ktory dziala wtedy kiedy jest dobrze a jak nie to zagryza (emocjonalnie) swoje potomstwo. To jest milosc, ktora jest wlasnie si£a ponad to. I taka mnie tylko interesuje.

   Moja mama jest doskonalym przykladem reaktywnej "mi£osci". Obserwuje ja od dawna. Nigdy nie zastanawiala sie nad tym, czy chce miec dzieci czy nie. Wszyscy mieli to i ona. Przez cale swoje malzenstwo byla nieszczesliwa z powodu pijacego meza i jego ekscesow. I tym byla zajeta. Spe£ni£a swoj instynkt i wplyw spoleczny, ale nie da£a mi£osci bo byla skupiona na swoich problemach. Jednakze znowu reaktywnie i bez refleksji da£a ja az nadto mojemu bratu, ktory mial jej temperament i podejscie do sytuacji k£opotliwych. Dlatego go lubila bardziej niz mnie. Mianowicie; wycofanie, ucieczka, pasywnosc, siedzenie cicho. Ja bylam inna. Aktywna, chcialam mowic co mnie boli, chcialam dzialac aby rozwiazywac problemy. Moj brat przez to zostal emocjonalnie rozpuszczony przez moja mame (co konczy sie tym, ze nie ma nikogo na wzgledzie tylko siebie z malymi przeblyskami), a ja zostalam emocjonalnie pozbawiona wsparcia i ciepla (czyli jedzenie dostalam, dach nad glowa ale nigdy w zyciu nie uslyszalam od niej jak sie czuje, co mnie boli czy chocby przytulenie mnie kiedy bylo mi zle). To nie byla milosc. Gdyby to byla milosc, wowczas motywacja przewazylaby jej skupienie na problemach doroslych i wowczas jeszcze bardziej wiedzac jak jej jest ciezko poczulaby jak musi byc ciezko dziecku. Ale jak mowilam, kompleksowosc percpecji i emocji nie jest dana wszystkim. 

   Jednym z czestych reakcji na rzeczywistosc jaka tu przedstawiam, jest to, iz jest to okrutne, ze nie, na pewno kochali, lub ja powinnam wspolczuc, albo ze zajmuje sie obwinianiem. To jest wlasnie ta racjonalizacja, kiedy podwaza sie powszechne przekonania. Stwierdzenie faktow nie jest obwinianiem. Mowienie, o naturze czlowieka a takze zachodzacych tam dynamik i motywacji jak i wp£ywach spolecznym jest czysta obserwacja i uzyciem intelektu, nie emocjonalnego koloryzowania rzeczywistosci by bylo mi mi£o. Tym zajmuje sie psychologia. Ja sie tym zajmuje. Jestem doros£a. Nie musze wierzyc w sw. Miko£aja. Jestem zwolennikiem drazenia do prawdy nawet jak jest trudna, choc na pewno nie ruminacja nad nia. Paradoksalnie pomaga mi to w akceptacji stanow, ktorych nie moge zmienic. Taka jest natura mojej matki i ojca. Takimi sa ludzmi. Nie zwalnia to ich od odpowiedzialnosci za jakosc dziecinstwa wlasnych dzieci, bo musimy ustalic jak byc powinno. To byla ich robota i nie ukrywam tego przed nimi. Ale mam szeroka wiedze o tym na czym swiat stoi, na czym psychika ludzka stoi. Wiem po prostu, ze moi rodzice nie sa nikim wyjatkowym. Sa wiekszoscia tamtych czasow oraz typowymi przedstawicielami podstawowych insynktow.

A wiec podsumowujac:
 - mi£osc to motywacja, ktora daje rezultaty odczuwalne dla drugiej strony. Kocha sie wtedy, kiedy celem jest budowanie, kreowanie, dawanie. To nie emocja dla nas, to emocja motywacji do zew. obiektu w celu jej odbioru mi£osci, lub w celu budowania,
 - instynkt wiezi nie jest dla mnie mi£oscia choc ma tam swoje podstawy. Mi£oscia jest to rozciagniecie poza instynkt. To si£a.
 - mi£osc to nie konsekwencja wp£ywu spo£ecznego, 
 - mi£osc ma wiele odcieni. Mi£oscia jest przyjazn, mi£oscia jest humanizm, pasja, zrezygnowanie z czegos dla dobra wiekszego,
 - mi£osc to wymiana,
 - no i mi£osc jest trudna. Dlatego jest mi£oscia.

W nastepnym poscie opowiem o Mi£osci Niezaleznej a w tym o tym czy na prawde nie ma singli z wyboru.
Do nastepnego.

wtorek, 15 września 2015

#StopMowieNienawisci

   Kiedy bylam ma£a.... dawno, dawno temu....mieszkalam w miejscu, ktore jawi£o mi sie jako ciemna jama, a ja w niej.... Nie potrafilam ulozyc to jeszcze w logiczna calosc ale po prostu czulam, ze wszedzie wokol jest ciemnosc, i ze mnie przenika.... Ta ciemnosc miala mase. Byla ciezka. Ja bylam jej nosicielem. Zycie zawsze bylo dla mnie wysilkiem. Czulam tak odkad pamietam. Wysilek niesienia jakiegos ciezaru. Nie pamietam by bylo inaczej. Nie potrafilam jeszcze odroznic czy to moja natura czy to swiat w ktorym zyje. Wiem, ze nigdy nie czulam sie wdzieczna za to, ze przyszlo mi "stac sie"....  Bylam jednak i silaczka. Geny Ludzi Gniewu paradoksalnie dawaly mi sile do dzwigania wszystkiego w okol i wszystkiego co we mnie. Wiecej. Dawaly mi naped do obronnej walki. Ludzie patrza na gniew jako na cos negatywnego, cos niszczacego. Ale to byla moja bron. Bez niego - tak mysle - poddalabym sie dawno temu. Mysle tez, ze wiele mlodych ludzi, ktorzy sie poddali (np.Dominik) wlasnie nie mieli tej broni w sobie. Byli odslonieci, a w srodku wrazliwy i ostateczny punkt decyzyjny. Ich osobowosc/geny nie wytworzyly ochronnego pancerza. Dorosli tez nim sie nie stali, a czyz nie tak byc powinno?

   Pamietam wiele takich momentow, ktore zostawily glebokie slady. Nie. Nie bylam bita. Mialam co jesc. Byly to zawsze slowa. Codzien, przez 24 lata i jeszcze rok na emigracji kiedy zdecydowalam kompletnie odciac sie od polakow. Tnace jak tepa zyletka kazdy skrawek twojego czlowieczenstwa. Jednak mowili to do Czlowieka Gniewu. Im bardziej uderzali tym bardziej roslam w sile. To tez zawsze bylo dziwne. Teraz juz wiem, ze w psychologii nazywaja to hardiness/odpornosc psychiczna lub/i post traumatic growth/potraumatyczny wzrost. Tak, z jednej strony mialam szczescie do genetycznej loterii w tym wzgledzie. Ale wiecie czemu zolw ma tak twarda skorupe? Bo w srodku chroni jednak wrazliwe wnetrze...

   Bylam pulchna dziwczynka w dziecinstwie. Do tej pory umiem zjesc za dwoch. W kazdym agrumencie z kolezankami bylo to mi wyrzucane. "Spadaj grubasie" "Eeeee gruba." A bylam nienajgrubsza w swojej klasie (podstawowce). Pamietam te sytuacje i odczucie z tym zwiazane. Czesto wynikalo to nie z odwetu na moj atak, bo zawsze bylam przeczulona na emocjonalny transfer (jak wspominalam, jest to transfer np. negatywnej emocji wyniklej ze sprzeczki z szefem na czlowieka ktory nie ma z tym nic wspolnego). Ot tak, bo podzielilam sie opinia. Mysle, ze zawsze bylam typem mysliciela i tym czym sie dzielilam wiekszosci sie nie podobalo. Zawsze stalam w opozycji do wiekszosci. Nic nie moglam poradzic, ze czulam inaczej. Na przyklad kiedy kolezanki rajcowaly sie chlopakami, zaczynaly palic/pic i insze ja jakos nie moglam tego zrozumiec. Zawsze bylam jakby umyslem z boku, obserwujac zaleznosci i zachowania innych. Oczywiscie mialam swoje zauroczenia, ale pamietam, ze szybko mi przechodzily, bo wychwytywalam zawsze cos co wydawalo mi sie takie..... proste, podstawowe, powszednie. Czesto tez bylo tak, ze nic sie nie odzywalam i to wystarczalo do tego aby przyklejono mi £atke. Jaka? Raz ktos mi powiedzial, ze nie musze nic mowic bo widac, ze twarda ze mnie sztuka. A w Polsce, moim zdaniem, nie jest to bezpieczne wrazenie. Beda chcieli cie za wszelka cene z£amac, bo wlacza sie im kompleks. A ja poprostu chcialam zwyklych debat, nie argumentow. Bo w debacie dazy sie do tego co jest prawda a nie kto ma racje. Nie ma nawiazywanie do personaliow, ale do teorii, ksiazek, innych ekspertow w tej dziedzinie, wlasnego rozumowania. Kiedy emocjonuje sie czlowiek przy temacie, i temat jest tym celem, to jest ok. Ale nie wyladowuje sie emocji na czlowieka za samo dzielenie sie opinia. Temat to jest obszar, ktory w rozmowie jest celem. Nie sam czlowiek, ktory na ten temat rozprawia. Ale taka sztuka to wyzsza polka. Moim zdaniem w Polsce marginalna....

   Moj mozg zawsze produkowal dziwne odpowiedzi na te i wiele innych sytuacji. Ostatnio obejrzalam program o najmlodszej dziewczynce, ktora dostala sie do Mensy. Mowila, ze jak widzi zadanie matematyczne to ona po prostu zna odpowiedz, ale nie wie jak do tego doszla. Uderzylo mnie to. Ja tak zawsze mialam z samym zyciem. Zawsze wiedzialam co wybierac i jak wybierac madrze. Zawsze wiedzialam instynktownie co robic. Mialam jakies odpowiedzi od mojego mozgu. Dlatego nigdy nie moglam powiedziec, ze zrobilam w czyms blad, ze nie wiedzialam gdzie bylam jak cos robilam. Ja zawsze wiedzialam, zawsze decydowalam, zawsze obracam sytuacje z roznorakich stron przypisujac temu prawdopodobienstwo i decydowalam. Opowiem Wam jedna historie.

   Kiedys mialam nauczyciela od historii. Mlody czlowiek. Czas podstawowki. Siedzialam w pierwszej £awce. Bylam wtedy pulchna nastolatka. Jakos historyk upatrzyl mnie sobie (moze dlatego, ze czesto siedzialam bokiem, bo mialam z tylu kolezanki, z ktorymi gadalam) i bez glebszej refleksji wymysil dla mnie przezwisko, ktore zaraz podchwycila cala klasa i uzywala tego do sprawiania mi przykrosci. Nauczyciel, ktory kto jak kto powinien znac zaleznosci pomiedzy dzieciakami i jakie problemy tam wystepuja...... Pamietam to jak dzis, kiedy to bylo uzywane. Zalozmy, ze przezwisko to bylo Grubcia. Wymyslilam, bo nie chce powtarzac prawdziwego. Nadal ciarki mi przechodza. I na przyklad ktos chcial cos ode mnie to wolal mnie tym przesmiewczo. Jak ktos przebiegal obok mnie to wolal tym zasmiewajac sie z kolezkami. Tak. Bolalo. Tyle, ze ja mam dziwnie tak, ze jak cos mnie boli to wlacza mi sie gniew. Nie gniew reaktywny, ze zaczynam sie drzec, ale motywacyjny, nie do zatrzymania. Potrafie byc wtedy bardzo konsekwenta by cos wyplenic. W pop psychologii mowi sie czesto, ze gniew oznacza podszyty lek. Moze czasami. Ale nie jest to jedyna formula. Kiedy mnie osa ugryzie albo uderzam palcem we framuge tak mnie to boli, ze czuje jak mnie gniew zalewa. Oczywiscie jestem wtedy wsciekla na ose lub framuge i puszczam wiazanke :-) Wiec bol wystarczy by sie wsciec. I tak kiedy uzywanie przezwiska sie rozkrecalo moj mozg wygenerowal mi pomysl. A ze ufam sobie niezmiernie, zaczelam wprowadzac go w czyn. Mialam wtedy chyba z 12-13 lat....

Kolega wola mnie w klasie:
 - Ej Grubcia.
Nie odwracam sie.
-Eeeejj Grubcia.
Ignoruje dopoki nie uslysze swojego imienia.
 - Gruuubbciiaaaaaa - hihy, smichy
Odwracam sie i mowie: 
 -  Tak Krosta? (chlopak mial na nazwisko Krostewicz i dzieciaki takze mu dokuczaly  przekrecajac nazwisko. To oczywiscie nie przyczynilo sie do refleksji "Nie rob drugiemu co Tobie nie mile").
Koledze doslownie opadla zuchwa. Cos tam pomrukal, pomrukal i przestal.

Kolejny kolega.
- Ej Grubbciiaaaaaaaaa... hehe....
Szybko objechalam go wzrokiem w poszukiwaniu punktu zaczepienie i zapytalam spokojnie ale z naciskiem:
 - Tak, Plastusiu? (mial odstajace uszy).
Szczeka mu opadla.

Uzywanie mojego przezwiska nie trwalo nawet miesiaca. 

   Wiele razy slysze aby nie odpowiadac agresja na agresje, atak na atak, bo to moze tylko eskalowac sytuacje. Niektorzy dopisuja jeszcze romantyczne idee o przekazywaniu agresji dalej. Ja mam kompletnie inne doswiadczenie. Tak. Nie odpowiadala bym gdyby ktos realnie mi zagrazal. Gdybym czula, ze ktos ma przewage miesnia, jestem sama i ktos nadwyraz jest niebezpieczny. To jest zawsze wybor - fight or fly (walcz lub uciekaj). Nastepnie, uzywalabym sposobu romantycznego gdybym wierzyla, ze ktos mowi tym jezykiem. To nie dziala jezeli ktos sam nie wykazuje sie inteligencja emocjonalna, glebia mysli, samorefleksja. Nie zalapie jezyka, ktorego w sobie nia ma. Niestety Polska jest krajem, ktory nie zna tego jezyka, a ta mniejszosc, ktora ja zna jest widziana jako s£aba, miekka, albo gorzej, ciota, mieczak i insze. Polak jest hardy, nie dziala na modu£ach miekkich. Czesto to widze, kiedy np. mowie do znajomej: przykro mi, ze to ci sie przytrafilo. Kilka min i ruchow ciala zalewaja osobe w nanosekundzie; widze zaskoczenie, odrzucenie, wzruszenie ramion, zbycie. Zero wyjscia do osoby, ktora chciala powiedziec dobre slowo. Zero wiary, ze to bylo szczere. Ucieczka przed wlasna wrazliwoscia.... Strasznie to dziwne.....W moim sposobie, ktory moj mozg mi podsunal, najpierw zastosowalam ignorowanie, ktore nie pomoglo a nasilalo zachowania, a nastepnie uzylam metode lustra. Czyli dalam dokladnie to samo co mi dano, choc z innymi intencjami (bronilam sie, chcialam aby to ustalo). Wowczas nastepowala emocjonalna reakcja, osobe tez to bolalo, bo znajdywalam wrazliwy punkt. Dopiero wtedy, poprzez realny bodziec bazujacy na egoizmie osoba £apa£a o co chodzi. Do tego bylam bardzo konsekwentna, ale nie agresywna. Jak wbijanie gwozdzia. 

Troche psychologii.

   Znacie definicje pozytywnego i negatywnego wzmocnienia? Otoz pierwsze oznacza wzmocnienie zachowania poprzez dodanie przyjemnego bodzca/nagrody po wykonanym zadaniu (pochwala rodzica za posprzatanie pokoju). Drugie natomiast nastepuje wtedy gdy awersyjny bodziec jest usuniety kiedy zadanie jest dobrze wykonane (np. dziecko nie wstanie od stolu dopoki nie zje wszystkich warzyw). Oba te wzmocnienia maja za zadanie zwiekszenie prawdopodobienstwa wykonania zadaniaJest jeszcze kara. Kara to negatywna konsekwencja po wykonanym zachowaniu. Ma na celu zmniejszenie jakiegos zachowania. (W polskim tlumaczeniu widze, ze negatywne wzmocnienie jest traktowane jak kara, ale juz w zagranicznym nauczaniu jest rozroznienie). Jest pozytywny i negatywny bodziec do stosowania kary. Pozytywny jest wowczas kiedy dodaje sie negatywne konsekwencje po zachowaniu (np. karny kacik). Negatywna wtedy kiedy odbiera sie pozadany przez osobe obiekt po wykonaniu zachowania (czyli odbiera sie cos ulubionego, pozadanego np. nie ma TV, bo lekcje nie sa odrobione). Badania nad tym aspektem pokazuja, ze miksowanie pozytywnego i negatywnego wzmocnienia jest najbardziej korzystne. Jednak to jest rezultat dla doroslych. Nie kiedy sam jestes dzieckiem wsrod dzieci.

   Analizujac to teraz, wowczas intuicyjnie uzylam mixu kary z negatywnym wzmocnieniem. Czyli za zachowanie byla kara w postaci odpowiedzi na ich czu£y punkt. I bylam konsekwentna. Za kazdym razem kiedy tak sie do mnie zwracali, dostawali taka sama odpowiedz. Przestalam kiedy oni przestali uzywac przezwiska, kiedy sie do mnie zwracali. I powiem Wam, ze metode lustra (jak to nazwalam) uzywalam przez wiele lat dorastania w wielu sytuacjach. Zawsze dzialal. Czas dorastania dla wielu dzieci jest czasem braku kompletnej refleksji i empatii. To czas egoistyczny. Niestety, nie zawsze zmienia sie to pozniej i moim zdaniem w takim kraju jak Polska jest to nagminne. Terroryzm emocjonalny czyli jezyk przemocy jest polska codziennoscia. I teraz wiem, ze to bylo moja ciemnoscia. Nie tyle pijacy ojciec i zimna matka, ale zimne emocjonalnie srodowisko, nauczyciele, pracodawcy, znajomi. To slychac nawet w tonie glosu, w sposobie ukladania zdan, jak ludzie odpowiadaja, jak rysy twarzy sie ukladaja. Bylam na to zawsze bardzo wrazliwa. Mierzwilo mnie przebywanie wsrod polakow. Przez wiele lat nic nie robilam w Polsce tylko sie bronilam, wiec opuszczenie gardy zajelo mi troche czasu. A moglam ja opuscic, bo tu nikt mnie nie atakuje jak mam inne zdanie, a wyzwisk nie slyszalam od lat. Irlandia opiera sie na miekkich zasadach zachowan miedzyludzkich. Szybciej znajda sposob aby osobe wytlumaczyc niz znalezc cos przeciwko niej. Teraz wiem, ze to iz sie bronilam, a nie, ze sama stalam sie opresorem ot tak by przynalezec do grupy lub dlatego, ze w takim kraju sie wychowalam, wychodzilo z tej wrazliwej czesci mnie, ktora musialam zamknac skorupa by ochronic czlowieczenstwo. Inaczej nie wiem, czy bym przetrwala. Niestety glosna sprawa Dominika i wielu innych pokazuje, ze nie wszyscy buduja ta skorupe. Sa otwartym wnetrzem. Dorosli zawodza choc to oni powinni trzymac tarcze widzac emocjonalne meczenie drugiego czlowieka. Niektorzy po prostu nie maja sily do walki z nienawiscia spoleczna lub sie boja. Ale wielu tego po prostu nie zauwaza, bo sami tacy sa. Stosuja takie same techniki w pracy, a ostatnio czytalam artykul "Polak za kierownica" - po prostu straszne.....Polska Prawem Dzungli - silniejszy wygrywa....

   Ostatnie wydarzenia immigracji syryjskiej pokazaly jak wiele nienawisci, zlosci, agresji, chuliganstwa a przy tym strachu siedzi w polakach. Nie wspomne o niewiedzy. Rozumiem strach przed terrorystami, ale mieszkam wsrod muzulmanow, pracuje i z jednym mieszkalam w jednym domu i nigdy przez 11 lat w Irlandii nie bylo z nimi problemow na zadnym tle tym bardziej religijnym. Nigdy nie doznalam krzywdy czy ponizenia od muzulmanina. Ale od polakow - wiekszosc mojego zycia. Dlaczego wszedzie cos sie z muzulmanami dzieje, a w Irlandii nic? Czemu tu sie asmyliluja a slyszymy ze we Francji i Anglii nie? (ja mam teorie). I czemu nikt o tym NIC nie slyszy, ale za to o tych najbardziej brutalnych rzeczach slyszymy non stop? Duzo czynnikow tu sie naklada, nie bede sie teraz tym zajmowac. Ale to co czytam na forach to nie dyskusje i racjonalne komentarze za i przeciw ale wyzwiska, ponizanie slowne drugiego czlowieka kiedy ma inne zdanie, bluzgi, prostactwo, dzicz, ignoranctwo, ksenofobia, generalizowanie, segregacja i dyskryminacja i wiele innych obrzydliwych zmij. Tylko raz widzialam rzeczowy wywiad gdzie ci na Nie uzywali logicznych argumentow, tak jak i ci na Tak. Reszta to reaktywna bezmyslna wojna, ktora nigdy sie nie skonczyla w psychice polskiego obywatela i teraz ma odpowiedni wiatr aby sie ukazac. Pokolenia bezmyslnie, nieswiadomie przekazuja ja dalej nastepnym - jak nie powod na zew, to pomiedzy ludzmi.

Dlatego zachecam Was do poparcia akcji #stopmowienienawisci. 
Pozdrawiam i dobrej nocy.

http://stopmowienienawisci.pl/







niedziela, 23 sierpnia 2015

"Lepszy zywy obywatel...."

   Jestem. Po polskich wakacjach. Dwa i pol tygodnia jedzenia, zwiedzania i spania do poznych godzin. Akurat wyjechalam przed fala goraca, ktora podobno trwa w Polsce do dzis. A w Irlandii.... tylko deszcz jest cieplejszy...

   Zawsze kiedy jestem w Polsce oprocz wielu innych rzeczy, ktore sklaniaja sie na ocene pozytywna czy negatywna czasu spedzonego w Polsce, jedno nalezy do kategorii ile razy ktos bezpodstawnie wydarl sie na mnie, wtracil w moja rozmowe, mial problem z brakiem jakiegokolwiek logicznego sensu lub potracil i odszedl jakbym byla powietrzem bez przepraszam (ulica, sklep). Te wakacje moge zaliczyc do udanych. Tylko trzy razy trafily sie sytuacje gdzie moglam przypomniec sobie jak bystro odpowiedziec na pyskowke. Wyszlam z wprawy, bo w Irlandii nikt sie nie czepia i nie narzuca swojej idei zycia spolecznego. Chyba, ze bijesz kogos po twarzy, plujesz itd, no ale to ekstrema....Natomiast wiele razy ludzie obcy przyjemnie ze mna rozmawiali na ulicy, lub sie usmiechali, co raduje oczywiscie moje serducho. Takie zachowania tez notowalam, szczegolnie, ze jak pochodza od Polakow, bazujac na moich negatywnych doswiadczeniach sa dla mnie szczegolnie radosne. I jestem na nie otwarta. Ale np. slyszalam, ze ostatnio wiele sie mowilo o rozmowach przez komorke w pojazdach publicznych. Niedlugo bedzie trzeba nosic tylko plaskie buty na miekkiej podeszwie, bo stukanie wysokich obcasow pod blokami to juz bedzie naruszenie czyjegos prawa do ciszy.... Coraz lepsze pomysly w tej Polsce....

   Ale chcialam dzis troche podebatowac na temat patriotyzmu i bycia Polakiem. Zaznaczam, nie daze do obrazy nikogo, ale do wyrazenia swojej opini. Ano, za kazdym razem jak przyjezdzam do Polski, wiekszosc zdan na temat tego, ze jestem to:
- jestes w koncu u siebie,
- no i przyjechalas odwiedzic domek, 
- no ale tu jest Pani miejsce, stad Pani jest itd. i insze, 
czyli zalozenie, ze odczuwam tak jak byc powinno albo tak jak oni by czuli. 
   W mediach ostatnio naczytalam sie jak to Polacy tesknia za ojczyzna, jak to dumni, ze sa Polakami, jak ciagle gloryfikuja przeszlosc i nawiazuja do niej jakby to byl jedyny kierunek skupienia. W tym ostatnim to o Pilsudskim slyszalam juz chyba z 1000 razy. A u znanego coacha wyczytalam (przytaczam z pamieci):
Co powiecie Pilsudskiemu, kiedy staniecie przed brama niebios? Ze co zrobiliscie dla kraju?
albo:
Tesknie za czasem bohaterow, ktorzy umierali za idee

   Odniose sie do tego zdaniem sarkazmu: czyz wy ludzie kompletnie powariowali?

   I rozwine: 
Najpierw prywata:

   nigdy nie czulam sie u siebie w Polsce, a to dlatego, ze nigdy nie lubilam tam mieszkac. Czas spedzony w Polsce kategoryzuje do etapu najwiekszej czarnosci i ciemnosci mojego zycia. Nie dlatego, ze w domu nie bylo za dobrze. Mit, ze wszystko wywodzi sie z rodziny jest dla umys£ow, ktore moga ogarnac tylko zero-jedynkowe spektrum. Etap ciemnosci ogarnia£ kazda sfere zycia, ktorej doswiadczalam: dom, podworko, szkola jedna, druga, trzecia, praca, zycie towarzyskie. Wszedzie bylam nieszczesliwa i nic mi sie wtedy nie podobalo do punktu, iz zaczelam myslec, ze cos jest ze mna nie tak co skrzetnie ludzie w okol starali mi sie udowodnic. Do poki nie wyjechalam....  To, ze pochodze z Polski nie oznacza, ze ja zinternalizowalam i czuje iz "wrocilam do domu". Co Wam bede sciemniac, nie czuje tego, bo dom jest dla mnie tam gdzie czuje sie dobrze. Akuratnie dobrze czuje sie poza Polska. Nie tesknie, nie szlocham, nie ma dla mnie roznicy czy mowie po polsku, czy po angielsku. Fakt, jak jestem na wakacjach to nawet lubie tam byc. Ale na letnich wakacjach, bo ludzie sa przyjemniejsi, wszystko sie zieleni a na pewno jestem zakochana w Naturze, ktora na polskich ziemiach ma takze swoje krolestwo (jak wszedzie). Lasy, jeziora, pola, £aki. Absolutnie piekna ziemia. Zwiedzam ja ochoczo i odkrywam turystyczne skarby. Moja zasada wakacji w roku: jeden maly wypad do nowego kraju, i drugi maly wypad do nowego miejsca w Polsce. W tym roku bylam w Kazimierzu Dolnym. OMG! Uwielbiam te miasteczko. Bylam tam w podstawowce, malo pamietam, a cos mnie tchnelo by tam wrocic. Wiecie jakie tam sa piekne wawozy? I laaaasyyyy.... Ah, bylam bardzo szczesliwa. Ale wroce do tematu.

   Kiedys uslyszalam wypowiedz, ze brak poczucia przynaleznosci do jakiejs nacji to zycie bez wartosci. Ah, jak pustym trzeba byc w srodku zeby £yknac wartosci wcisniete w umysl tylko dlatego, ze przyszlo komus urodzic sie w takim a nie innym miejscu. Patrzac na moje doswiadczenie uwazam, ze dlatego iz rozumialam wartosci nie zgadzalam sie wewnetrznie na to co doswiadczalam w Polsce. Moje wartosci kompletnie nieprzystawaly do generalnych wartosci wystepujacych w spoleczenstwie. Zawsze bylam osoba, ktora jakby przyszla na ten swiat ze swoim swiatem w glowie. Trudno ;-) Czytalam takze, ze znana prezenterka z TVN zadala pytanie mlodemu ukrainskiemu tancerzowi: Nie przyszło ci do głowy, żeby walczyć o swój kraj?
   Mam nadzieje, ze jezeli przyjdzie co do czego to taka idea przyjdzie do glowy jej samej i wysle tam siebie i swoje dzieci/meza na taka walke. Postawimy jej pomnik, i dzieciom/mezowi, nazwiemy ulice jej nazwiskiem i bedziemy spiewac bohaterskie hosanny. Co to za logika sredniowieczna? Kazdy ma prawo do przezycia. Stawianie pod presja poprzez ideologie romantycznego bohaterstwa do jakiegos dziwnego obowiazku samobojstwa w imie ideii terytorialnych jest dla mnie niedorzeczne. Wszystkie kraje powinny uczyc sie ze soba rozmawiac, komunikowac i dochodzic do porozumien, nie dopuszczac sie barbarzynskich walk. Wole ta idee, niz idee smierci bohaterskiej. Moze pomysl Koloseum i walk sportowych bylby jakims pomyslem do rozstrzygania sporow jak juz tak sie lubuja w agresywnych i ma£pich formach rozwiazywania problemow. Ale presja oddania jedynego co mamy najwazniejsze, zycia, w imie systemu, ktorego nikt nie wybral, jest wstretna.

   A teraz logika:

"Jestem dumna ze jestem Polka" -  nie wiem jak Wy, ale ja jestem dumna z rzeczy, ktore swiadomie wybieram lub je wypracowuje, pokonuje, rozwijam. Nie wybralam miejsca urodzenia. Tak jak i koloru oczu, wzrostu i czy jestem kobieta czy mezczyzna. Z czego tu byc dumnym? Jestem dumna, ze mam genetyczne sklonnosci do prochnicy. Jedyne z czego chce byc dumna, to z bycia czlowiekiem, ktory uzywa wyzsze/kompleksowe formy myslenia, poszerza percepcje i rozumienie zjawisk aby przyczynic sie jakos do rozwoju konstruktywnych rzeczy na tym swiecie. Nie, nie zaprzeczam nikomu, ze urodzilam sie w Polsce. Bo taki jest fakt. Ale obce jest mi przyklejanie sie do sztucznego systemu organizacji zycia na tej planecie, bo ludzie nie sa na tyle rozwinieci w swojej swiadomosci, aby dac sobie z tym spokoj. 

Dialog, ktory mam non stop taki sam, ale z roznymi ludzmi:
 - Marzy mi sie wyjazd do Australii - mowie
- A to daleko... - slysze odpowiedz
- Od czego? - pytam
 - Nooo Polski...
(czasami slysze korzeni, lub Europy, ale rzadko).
 - ale co z tego, ze daleko? - znowu pytam
 Tu juz nie ma odpowiedzi, bo i tak jak sie odwiedza Polske to moze dwa razy do roku, a reszta to tylko mentalna reprezentacja, ze leci sie tam dwie godziny, nie trzydziesci, ktora i tak nie jest doswiadczana jak tylko gora dwa razy do roku. Reszta to Skype.To pokazuje sile uwarunkowania, jaka ona ma w£adze nad umyslem. 


 - przeszlosc. Jezeli mialabym wymienic jedna rzecz, ktora rzuca mi sie w oczy w bledach poznawczych Polakow to ciagle uparte skupianie sie na przeszlosci i ciagly nadmiar romantyzmu, ale niestety romantyzmu powiedzmy nastolatka. Jak mozna isc do przodu patrzac ciagle wstecz, przeciez nie widac nic co jest przed nami? Gdzie jest wizja jak chcemy aby by bylo? Gdzie jest plan? Pi£sudski? Ten co wszedzie mial s£awe autorytarnego dyktatora i jest to zapisane na papierach historycznych? Ten o ktorym zostalo napisane iz powiedzial " Lecz gdy po śmierci stanę przed Bogiem, będę go prosił, aby nie przysyłał Polsce wielkich ludzi." (ah, chyba nie zostal doceniony, ale o to sie martwil?) Ten, ktory doprowadzil do Procesu Brzeskiego i powybijal tych co byli przeciwko jego dyktaturze? Ten, co dazyl do calkowitej wladzy prezydenta, ktorym to on mial zostac? Ten co byl przeciwko demokracji? I wiele jeszcze innych rzeczy mozna sobie wyczytac. Jak zwykle zdania na temat tego czlowieka sa podzielone wsrod historykow, ale ja uzyje po prostu zwyklych podstaw myslenia psychologicznego. Jezeli pozna sie nature ludzka, nie przyjmuje sie swietosci bez krytycznego myslenia. 

   Wiara, ze ktos kto dazy autorytatywnie do w£adzy jest napedzana dobrem obywateli i ich prosperujacej przyszlosci jest naiwna. Czlowiek, jak i kazda ma£pa nie rozni sie niczym w zdobywaniu Alfa pozycji w stadzie. Sa to osoby specyficzne, ktore czuja podniete w£adzy samej w sobie. Zalozenie, iz Pi£sudski czy ktokolwiek byl bohaterem, bo zrobil to i tamto a napedem dla niego bylo dobro ojczyzny jest naginaniem rzeczywistosci do wlasnej potrzeby posiadania autorytetow. I niestety niektorzy sa tak charyzmatyczni, ze swoja osobowoscia potrafia mocno zawladnac umyslami innych i staja sie slepymi wyznawcami. 
Bohaterowie moim zdaniem nie szukaja w£adzy czy s£awy, bo maja bardziej wartosciowsze rzeczy do zrobienia. I tym sie zajmuja. Ewentualnie to sie dzieje jako efekt uboczny. Mam taka zasade:
im wiecej dziwnej na granicy swietosci s£awy osoby, tym bardziej jest to dla mnie podejrzane. Tak samo jak im wiecej osob powtarza te same zdanie na jakis temat, tym bardziej jest to dla mnie podejrzane.

    Wiec moim zdaniem jezeli kiedykolwiek jakims cudem stanelabym w bramach nieba, na pewno Pi£sudskiego bym tam nie spotkala. I bohaterow umierajacych za idee tez nie chce spotykac. Chce spotykac zywych, ktorzy na codzien wnosza do zycia spolecznego wartosci humanistyczne. Nie trzeba wielkich gestow i romantycznych spiewow o HEROES, bo jak obserwujemy spoleczenstwo, wielkim gestem moze sie okazac usmiech na ulicy czy komplement do obcego czlowieka. Jest mi przykro, smutno czy jestem przerazona tak samo jak sa potyczki, wojny, cierpienia w Afryce, Turcji czy gdzie indziej jak i w Polsce. Czy to wazne gdzie przez przypadek los rzucil geny? Dla mnie nie, bo odczuwanie emocji jest dostepne dla kazdego na calym swiecie. I to wcale nie oznacza utrate tradycji, kultury, tych rzeczy, ktore powoduja, iz jest ciekawie. Nie chodzi o to abysmy wszyscy byli tacy sami i wszyscy jedli pierogi. Ale podejscie jest inne. Nie pusto-idealistyczne, bazujace na terytorialnych instynktach, ktore karmia nasza wewnetrzna pustke, bo nie wychodowalismy korzeni wlasnej osobowosci.  Ale bazuja na bogactwie i wymianie dostepnych nam swiatowych bogactw, ktore wlasnie dodaja kolorytu naszej egzystencji, rozwijaja i pozwalaja jesc nie tylko pierogi. 

Pozdrawiam.

".... (...)wolałabym przeżyć niż zginąć za ojczyznę. Tak jest skonstruowany nasz polski duch, że śmierć wydaje się zawsze czymś bardziej wartościowym niż życie. Najwspanialej jest umrzeć za coś. A ja myślę, że żeby ten kraj stawał się coraz bardziej normalny, trzeba zrozumieć, że fajnie jest być po prostu uczciwym." M. Peszek