"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,
wszystko co po niej nastąpi
również stanie się lepsze. "
Paulo Coelho
niedziela, 22 września 2013
sobota, 14 września 2013
Wakacyjne tendencje cz.2
Wlasnie uzmyslowilam sobie, ze 7 wrzesnia 2007 roku napisalam pierwszy post na Bloggerze. Czyli to juz 7 lat mojego madrzenia w necie! Choc wczesniej pisalam na onecie, i pamietam ze tytul Pamietnik DDA nie wystepowal nigdzie, a teraz widze go powielanego w wirtualnym swiecie. Taki maly powod do dumy hehe
Druga czesc bedzie zawierac mniej tendencji, z ktorych mozna sie ponabijac, ale za to zjawisk, ktore budzily moja energie. W tym roku mialam o wiele mniej dziwnych akcji od ludzi jak krzyczenie na mnie w autobusie bez powodu, klotnie w sklepie czy na ulicy. Za to mialam duzo milych momentow i zawsze bylam zaskoczona, bo nie jestem do tego w Polsce przyzywczajona. I tak jestem w sklepie, wybieram jakis ciuch, ide do przymierzalni, prosze o numerek a Pan sie wygina dziwnie na bok. Myslalam, ze chce sie upewnic czy nie klamie z iloscia rzeczy i zaczynam liczyc przy nim, a on – Nie, nie, patrze na tatuaz. Bardzo fajny. Ooooo takie male niby nie znaczace zdanie ale jednak daje takie przyjemne odczucie jakze wazne w integracji spolecznej. Inna sytuacja, 37 stopni w Warszawie. Mozecie sobie wyobrazic jaka mialam radoche bo tygryski takie jak ja lubia goraco. Choc 37st bylo i dla mnie przesada, jednak wole to niz zimno. Wraz z Siostra wybralysmy sie do fontanny przy Starym Miescie. Pelno ludzi siedzialo na murkach albo w fontannie aby sie schlodzic. Usiadlysmy i my. Nagle slysze gardlowy ryk – Wychodzic z wody! Ogladam sie a tam pan z security doslownei drze sie na ludzi. Jeden Pan staral sie wytlumaczyc spokojnie z wszeszczacym, ze jest 37st i czy mozna sobie odpuscic itd. Pan Security odpowiadal strasznie agresywnie, ze nie moze, ze to jego praca itd. Jego mowa ciala mowila wszystko o jego agresywnym stanie – pamietajmy, ze tylko 20 procent pochodzi ze slow, reszta to ton, w jaki sposob skladamy zdania, mowa ciala. Szkoda mi sie zrobilo tego Pana, ktory zachowywal sie na jak najwyzszym poziomie nie dajac sie sprowokowac. Przysunelam sie wiec blizej aby jak cos dac mu wsparcie. Nigdy nie potrafie byc obojetna jezeli chodzi o niskie zachowania, jak juz mowilam. Jednak Pan Security zawinal sie i poszedl drzac sie dalej na ludzi. Jedna Pani chodzac z dzieckiem po srodku fontanny spojrzala sie na niego i odwrocila sie obojetnie nie schodzac ze srodka fontanny. Rozlegly sie gromkie brawa! Ale sie podjaralam tym wsparciem ludzi! ;) Pozniej siedzac sobie i moczac nogi nagle dostalam z pistoletu na wode w plecy. Patrze a to 5 letni chlopaczek ni stad ni z owad postawil mnie zaczepic. Wzielam pistolet i powiedzialam – teraz moja kolej. Hahah i byla bitwa na wode! Po jakims czasie zebralysmy sie z Siostra a tu nagle normalnie w plecy ojciec chlopaczka wystrzelil strumieniem wody! Hahaha Znowu sie zajaralam uczuciem, ktory mam czesto w Irlandii, taka wlasnie otwarcia i zabawa do obcych nam ludzi, ale tak naprawde nie obcych, Moi Drodzy, bo laczymy sie wszyscy w gatunku zwanym czlowiek i kazdy z nas chce po prostu byc szczesliwym, a najlepiej aby rozdawac szczescie w okol.
Inna pozytywna rzecz to fakt wsparcia jaki otrzymalam od rodziny i przyjaciol a takze od ludzi ktorych dopiero co poznalam. Mialam male zawirowania, ktore pochlonely wiekszosc czesc moich wakacji, musialam pozyczac pieniadze na niespodziewane wydatki i w tym wszystkim nie moglam sie nadziwic jak jestem bogata. Co mam na mysli – kiedys wspominalam napisze ksiazke, ktorej tytul bedzie brzmial Black and White. A to tylko dlatego, ze urodzilam sie w tzw. czarnej dupie (wcale nie mysle “z” czarnej dupy haha) w ktorej przez lata walczylam o przetrwanie emocjonalne i zyciowe. A teraz moja druga czesc zycia to jakis taniec slonca. I nie, nie jest to szczescie czy dobry los. To jest wlasnie konsekwencja moich wyborow, zaangazowania, odwagi, podejmowania ryzyka a przede wszystkim nie poddawania sie kiedy sie nie udawalo. I w koncu wiatr zmienil kierunek. A teraz z wielkiej samotni w ktorej wybudowalam sobie mocna przystan zwana “Ja” jestem w swiecie gdzie nagle juz nie ma “Ja” tylko ale szersza perspektywa laczaca i jego, i jego i ja i tamtego. Wyobrazcie sobie, ze zamrozona przez 24 lata, zla na swiat, calkowicie niezalezna przez to w swoich wyborach wyjechalam do Irlandii i moglam nie odzywac sie do domu najlepiej nigdy. Nic nie czulam. Kiedy przyjezdzalam a potem odjezdzalam tylko sie cieszylam, ze juz nie musze tam mieszkac. Nigdy nie napisalam pierwsza smsa do Mamy. bo nic do niej nie czulam. Pewnei stad podswiadomy syndrom opuszczenia emocjonalnego, bo po prostu bylam emocjonalna sierota. A teraz po 9 latach na emigracji, wielkich odkryc na temat siebie, swiata, poznaniu innych kultur, perspektyw a za tym idzie procesu odmrazaniu w rodzinie generalnie – dziwny, samoistny- sprawil, ze w tym roku pierwszy raz sie rozplakalam ze wyjezdzam! Nie moglam sie powstrzymac! Jednak dla mnie to olbrzymi sukces! To tylko pokazuje, ze moj proces dziala, odczuwam przywiazanie, czuje smutek bo jade w swiat a tu dostalam tak duzo wsparcia i dobroci.
Druga czesc bedzie zawierac mniej tendencji, z ktorych mozna sie ponabijac, ale za to zjawisk, ktore budzily moja energie. W tym roku mialam o wiele mniej dziwnych akcji od ludzi jak krzyczenie na mnie w autobusie bez powodu, klotnie w sklepie czy na ulicy. Za to mialam duzo milych momentow i zawsze bylam zaskoczona, bo nie jestem do tego w Polsce przyzywczajona. I tak jestem w sklepie, wybieram jakis ciuch, ide do przymierzalni, prosze o numerek a Pan sie wygina dziwnie na bok. Myslalam, ze chce sie upewnic czy nie klamie z iloscia rzeczy i zaczynam liczyc przy nim, a on – Nie, nie, patrze na tatuaz. Bardzo fajny. Ooooo takie male niby nie znaczace zdanie ale jednak daje takie przyjemne odczucie jakze wazne w integracji spolecznej. Inna sytuacja, 37 stopni w Warszawie. Mozecie sobie wyobrazic jaka mialam radoche bo tygryski takie jak ja lubia goraco. Choc 37st bylo i dla mnie przesada, jednak wole to niz zimno. Wraz z Siostra wybralysmy sie do fontanny przy Starym Miescie. Pelno ludzi siedzialo na murkach albo w fontannie aby sie schlodzic. Usiadlysmy i my. Nagle slysze gardlowy ryk – Wychodzic z wody! Ogladam sie a tam pan z security doslownei drze sie na ludzi. Jeden Pan staral sie wytlumaczyc spokojnie z wszeszczacym, ze jest 37st i czy mozna sobie odpuscic itd. Pan Security odpowiadal strasznie agresywnie, ze nie moze, ze to jego praca itd. Jego mowa ciala mowila wszystko o jego agresywnym stanie – pamietajmy, ze tylko 20 procent pochodzi ze slow, reszta to ton, w jaki sposob skladamy zdania, mowa ciala. Szkoda mi sie zrobilo tego Pana, ktory zachowywal sie na jak najwyzszym poziomie nie dajac sie sprowokowac. Przysunelam sie wiec blizej aby jak cos dac mu wsparcie. Nigdy nie potrafie byc obojetna jezeli chodzi o niskie zachowania, jak juz mowilam. Jednak Pan Security zawinal sie i poszedl drzac sie dalej na ludzi. Jedna Pani chodzac z dzieckiem po srodku fontanny spojrzala sie na niego i odwrocila sie obojetnie nie schodzac ze srodka fontanny. Rozlegly sie gromkie brawa! Ale sie podjaralam tym wsparciem ludzi! ;) Pozniej siedzac sobie i moczac nogi nagle dostalam z pistoletu na wode w plecy. Patrze a to 5 letni chlopaczek ni stad ni z owad postawil mnie zaczepic. Wzielam pistolet i powiedzialam – teraz moja kolej. Hahah i byla bitwa na wode! Po jakims czasie zebralysmy sie z Siostra a tu nagle normalnie w plecy ojciec chlopaczka wystrzelil strumieniem wody! Hahaha Znowu sie zajaralam uczuciem, ktory mam czesto w Irlandii, taka wlasnie otwarcia i zabawa do obcych nam ludzi, ale tak naprawde nie obcych, Moi Drodzy, bo laczymy sie wszyscy w gatunku zwanym czlowiek i kazdy z nas chce po prostu byc szczesliwym, a najlepiej aby rozdawac szczescie w okol.
Inna pozytywna rzecz to fakt wsparcia jaki otrzymalam od rodziny i przyjaciol a takze od ludzi ktorych dopiero co poznalam. Mialam male zawirowania, ktore pochlonely wiekszosc czesc moich wakacji, musialam pozyczac pieniadze na niespodziewane wydatki i w tym wszystkim nie moglam sie nadziwic jak jestem bogata. Co mam na mysli – kiedys wspominalam napisze ksiazke, ktorej tytul bedzie brzmial Black and White. A to tylko dlatego, ze urodzilam sie w tzw. czarnej dupie (wcale nie mysle “z” czarnej dupy haha) w ktorej przez lata walczylam o przetrwanie emocjonalne i zyciowe. A teraz moja druga czesc zycia to jakis taniec slonca. I nie, nie jest to szczescie czy dobry los. To jest wlasnie konsekwencja moich wyborow, zaangazowania, odwagi, podejmowania ryzyka a przede wszystkim nie poddawania sie kiedy sie nie udawalo. I w koncu wiatr zmienil kierunek. A teraz z wielkiej samotni w ktorej wybudowalam sobie mocna przystan zwana “Ja” jestem w swiecie gdzie nagle juz nie ma “Ja” tylko ale szersza perspektywa laczaca i jego, i jego i ja i tamtego. Wyobrazcie sobie, ze zamrozona przez 24 lata, zla na swiat, calkowicie niezalezna przez to w swoich wyborach wyjechalam do Irlandii i moglam nie odzywac sie do domu najlepiej nigdy. Nic nie czulam. Kiedy przyjezdzalam a potem odjezdzalam tylko sie cieszylam, ze juz nie musze tam mieszkac. Nigdy nie napisalam pierwsza smsa do Mamy. bo nic do niej nie czulam. Pewnei stad podswiadomy syndrom opuszczenia emocjonalnego, bo po prostu bylam emocjonalna sierota. A teraz po 9 latach na emigracji, wielkich odkryc na temat siebie, swiata, poznaniu innych kultur, perspektyw a za tym idzie procesu odmrazaniu w rodzinie generalnie – dziwny, samoistny- sprawil, ze w tym roku pierwszy raz sie rozplakalam ze wyjezdzam! Nie moglam sie powstrzymac! Jednak dla mnie to olbrzymi sukces! To tylko pokazuje, ze moj proces dziala, odczuwam przywiazanie, czuje smutek bo jade w swiat a tu dostalam tak duzo wsparcia i dobroci.
Czy kiedykolwiek zastanawialiscie sie czy kiedys w zyciu tak naprawde sie smialiscie. Nie, nie mowie o smianiu sie takim codziennym, kazdego dnia. Mowia o takim, ktory siega az do zoladka, takim ktory trzesie kazda Wasza tkanka, i ktora sprawia ze energia w Was dzwieczy i wszystko gra jak w perfekcyjnej orkiestrze. To jest tak jak oddychanie. Niby oddychamy ale okazuje sie, ze nie umiemy oddychac odpowiednio, gleboko i uczymy sie tego na medytacji. I jest udowodnione, ze poprawia to ogolne zdrowie i stan emocjonalny. To samo jest ze smiechem. Prawdziwy smiech po prostu sprawia ze kazda komorka w Twoim ciele fruwa. I ja mialam pierwsz takie przezycie w ostatnie swieta, jak juz Wam pisalam. Taki transcendentalny smiech. Zobaczcie ile zajmuje proces z bolu i traumy do pozytywnego trzesienia tkankami. I nic nie stalo sie samo. Pchalam ile moglam. I nie wiedzialam czy sie uda. Czasami moze sie nie udac, takie ryzyko. Ale najgorsza dla mnie porazka to pasywnosc. Czulam sie wygrana tylko dlatego, ze nie dalam sie ciezarom zatrzymac na dobre. A ciezary to i gdzie sie urodzilam, w jakiej rodzinie, przeszlosc ale takze ludzie, ktorzy mnie dolowali i starali zatrzymac. Z ludzmi bylo najgorzej. To byl moj najwiekszy ciezar, bo wplywy spoleczne sa ogromnie silne, a szczegolnie te agresywne, tnace Twoje serce bez litosci. A nie zyjemy na bezludnej wyspie choc tysiace razy o tym marzylam. A teraz czuje, ze mam kogo zabrac i zrobilabym to bez zastanowienia. Praca nad moim zyciem rodzi teraz plony. Ten czas wakacyjny to bogactwo plonow. Oczywiscie nie zawsze jest idealnie. Ale moim celem nie byla perfekcja ale normalnosc.
Wiec na zakonczenie serii wakacyjnej moge podsumowac, ze generalnie bylo bardzo ciekawie i slonecznie. Teraz jednak czas na powrot do rzeczywistosci, i to troche doluje. Odczuwam syndrom niespokojnego ducha. Czyli czuje, ze chce znowu duzej zmiany, jakis duzych krokow w moim zyciu. Jednakze realia wymuszaja cierpliwosc - szkola zaczyna sie za 10 dni, jeszcze 2 lata i bede mogla rozwinac skrzydla bardziej. Jednak moja cierpliwosc jest naprawe wystawiona na probe. Obawiam sie takze nadchodzacej zimy. Nie jest to moj czas. Natura spi i ja wtedy ciagle walcze aby nie zasnac. Wiec patrze na nadchodzace dni z lekkim strachem i nadzieja, ze bedzie lepiej niz mi sie wydaje.
Milego weekendu zycze!
wtorek, 20 sierpnia 2013
Wakacyjne tendencje
Moje wakacje w Polsce trwaly dokladnie 3 tygodnie. Pierwszy tydzien wraz z Siostra i Mama wyjechalysmy do Pucka, nastepnie 2 tygodnie spedzilam w Warszawie. Uwielbiam Warszawe latem. Mieszkajac w Dublinie i bedac w kilku miejscach na swiecie odczuwam Warszawe jako zielone miasto. To co, ze jest nudna architektonicznie. Jednak zielonych miejsc mamy od groma a kolorowych budynkow przybywa coraz wiecej. Mialam okropnie zalatany czas. Jak nie lekarze, to renowacja mieszkania gdzie w Ikei spedzilam caly dzien, nie wspomne o Castoramach i inszych. Pomiedzy tym wciskalam spotkania ze znajomymi, z ktorymi sie ustawiam zawsze jak przylatuje. Przy tym paru sie zweryfikowalo. Pierwsza lekcja a raczej przypomnienie o polskich stosunkach miedzyludzkich – spotkam sie z Toba kiedy akurat nic nie bede miec do roboty. Bo jak musze cos poprzesuwac, wykazac wysilek w swoim planie dnia aby znalezc dla Ciebie miejsce to juz zbyt duzo. Cale szczescie byly to tylko gora dwa przypadki. A to dlatego, ze dobrze tworze swobie swoj spoleczny swiat i widze kiedy jestem wykorzystywana do zabicia nudy. Wiec pierwsza tendencja, ktora w tym roku odczuwalam byla tendencja “nie mam czasu”. Czego nigdy nie rozumialam i teraz nawet po emigracji nie rozumiem. Nie wiem czy mozecie takze pochwalic sie tym samym doswiadczeniem, ale przewaznie wyglada to w ten sposob; jestesmy dziecmi, bawimy sie z kolezankami i kolegami. Rosniemy, stajemy sie nastolatkami, imprezy, zabawy, zwierzenia, smichy i lzy dzielone z paroma najblizszymi psiapsiolami/kumplami. Do poki…. ktores nie wejdzie w zwiazek lub urodzi sie dziecko. Wtedy nie ma sie czasu nawet zadzwonic, napisac smsa a co zabiera moze 5 minut czasu. I kiedy slyszy sie ten tekst “nie mialam czasu” prawda jest taka, ze ludzie naprawde w to wierza, ale prawda bez iluzji i kognitywnych bledow umyslu jest taka, ze w glowie tworza sie priorytety, hierarchia ktore czesto dzialaja podswiadomie. Wowczas nie przychodzi nam po prostu do glowy aby zadzwonic do kumpeli, bo mamy teraz inne rzeczy wazniejsze na glowie. Czesto ta hierarchia jest tworem kultury w ktorej przyszlo nam zyc. Bo jak inaczej wyjasnic znowu kulturowe tendencje Irlandii w tych sprawach visa polskie. W Irlandii friends sa tak samo wazni jak rodzina. Ba! Grupa przyjaciol to tez rodzina! Nie spotkalam sie jeszcze aby irlandczk powiedzial “nie mialam/em czasu zadzwonic, bo dostalam nowa prace, bo urodzilo mi sie dziecko itd itd”. Robiac wywiad na ten temat wsrod ludzi tutaj takze nie slyszalam o innym doswiadczeniu. Kiedy dziecko sie rodzi jest to celebracja dla rodziny ale takze i przyszywanej rodziny, czyli przyjaciol. Natomiast jaka jest kultura w Polsce? Tendencja polska polega na tym, ze zostawiamy jedno calkowicie dla drugiego. Dla oznacza to prosta rzecz - fajnie bylo jak nie bylam/em zajety a teraz nie mam czasu wiec Cie wcisne jak mi sie okienko zwolni. Polacy szczyca sie tym, ze stawiaja rodzine na pierwszym miejscu. Jest to jednak moneta, ktora ma dwe strony. Rodzina jest wazna, oczywiscie, jednak zbytnie na nia zamkniecie i gloryfikacja odcina nas od swiata zewnetrznego do tego stopnia, ze zaczynamy myslec “oni – my”. Mialam o tym artykul, ale gdzies mi sie zapodzial - sorry;)
Wiec w tym roku szczegolnie to odczulam z tymi dwoma osobami. Przyjezdzam raz na pol roku – nie wierze, ze nie da sie jednego wieczoru zorganizowac na spotkanie. Podaje date pare tygodni wczesniej aby mozna bylo sie zorganizowac. Jednak i tak jak widac sa problemy. Jak to obserwuje i wnioskuje, poziom wysilku pokazuje jak bardzo jestesmy zdolni do glebokich relacji i jej uczestictwa. Zwiazek czy to przyjazni czy damso-meski zawsze wydawal mi sie czyms aktywnym a nie jak wielu ludzi mysli, czyms na czym mozna spoczac. Czyli aktywnie pokazuje swoje zaangazowanie, to, ze mysle o danej osobie, to ze jest dla mnie wazna. I nie mowie tu o kwiatkach i czekoladkach co wydaje mi sie - wybaczcie – osobiscie smieszne jako forma wysilku, ale o aktywnosci emocjonalnej, ktora jest wysilkiem przelamywania przeszkod na drodze do okazania przywiazania. Nie mowie, ze to latwe, albo ze zawsze sie udaje. Jednak uwazam ze wysilek sprawi iz wiecej bedzie sie udawac niz nie udawac.
Tak, tak ciagle brzmie jak idealista. Jednak do czego innego mamy dazyc jak nie do czegos wyzej niz nizej?
Wracajac do wakacji, to bylo jednak doswiadczenie w mniejszosci, wiekszosc ludzi spotkalam, a Ci ktorzy pokazali kim dla nich jestem – wypelniaczem – bez problemu zostawilam w ich swiecie. Zreszta nie byli akurat jakims zaskoczeniem w tej sprawie. Widzialam, ze po prostu nie jestem na tyle wazna, aby po pol roku nie widzenia bardzo chcieli spotkac sie na piwko. I oczywiscie nie wierze, ze zrobili to specjalnie. Sa po prostu tak zaprogramowani przez kulture, doswiadczenia itd. Mamy takze na to nazwe - memy - czyli wszystko co uczymy sie poprzez modelowanie. Tzw. geny kulturowe. Tak tworza sie np. fale upodoban, jak np. jakiejs piosenki (hity) lub wlasnie zdan, stad common speech - czyli powszechne stwierdzenia.
Nastepna tendencja jaka przezylam w tym roku bylo ciagle wypytywanie o dzieci i meza. Myslalam, ze zyje w 21 wieku, ale chyba jednak pomylilismy sie w obliczeniach. Wszystko co teraz powiem – zaznaczam – nie ma na celu wytkniecia, ze posiadanie dzieci i rodziny jest zle czy cus, jednakze jak zwykle przeplatam swoje osobiste stanowisko z wiedza psychologiczna na ten temat bez wartosciowania. A wiec oto takie dialogi non stop mnie spotykaly:
Wchodze z Siostra do klatki. Spotykam sasiadke i slysze:
- Oj Izabell, chyba Twoja Siostra pierwsza wyjdzie za maz.
Taki byl pierwszy tekst po pol roku nie widzenia mnie. Nie – co s£ychac? Jak w Irlandii? Co robisz? Co ciekawego w swiecie? Tylko jedyny pomysl na zycie ktore dzieli 99.9% ludnosci! Swoja droga – czy nie wydaje sie Wam podejrzane to, ze 99.9% ma takie same “hobby (dzieci, maz/zona) i na tym koniec? Dla mnie zawsze to bylo podejrzane dlatego od dziecka studiuje swiat i pscyhologicze zjawiska. Staje sie bardzo podejrzliwa jezeli cos wystepuje w wiekszosci w abstrakcyjnej dynamice i bardzo sie wysilam aby wir wplywow mnie nie wciagnal, chyba, ze sama tak zdecyduje swiadomie. A to ciezkie zadanie bo normalnie mozna czuc sie wykluczonym a nawet zle osadzonym. Np. moj krag znajomych w Polsce widzi mnie jako motyla skaczacego z kwiatka na kwiatek, wiatr w polu, osobe nie zdolna do zaangazowania sie i dlatego brak meza i dzieci. Na dodatek jestem pozytywna, usmiecham sie, ukazuje otwarcie swoja radosc (czego musialam sie nauczyc jak juz Wam wspominalam po zamrozeniu w dziecinstwie) i jakos nie widac depresji z powodu nie posiadania dziecka i meza a to wydaje sie niemozliwe. Wiec takze nie jestem – w ich spojrzeniu – autentyczna lub wiarygodna. Znowu swietny artykul o usmiechu:
Wiec wracajac do dialogu, zawsze mam w zanadrzu odpowiedzi rodem z piekla (hahaha) bo oczywiscie nie jestem typem, ktory pozwoli waskim horyzontom odejsc w spokoju. W terapii Gestalt frustracja jest bardzo popularnym narzedziem terapii. Dla mnie jest naturalnym haha Wiem dobrze, ze to co powiem moze rozezlic, ale mowie i tak, bo uwazam, ze milczenie nic nie zmieni. Jedynie co staram sie zachowac to szacunek. A wiec na zdanie sasiadki odpowiedzialam z tonem lekko zartobliwym:
Oczywiscie realistycznie byloby sadzic, ze dzieci przynosza duzo radosci i duzo stresu, jednak gloryfikacja, ze tylko taka forma szczescia i milosci jest najwieksza i najbardziej wartosciowa kompletnie mnie nie przekonuje. A na pewno jako jedyny sposob na zycie, bez ktorego zycie bedzie puste i bez znaczenia. Nie zapomnijmy o troche przyziemnym wyjasnieniu potrzeby posiadania dzieci – wiemy jaka jest biologia, znamy nature, ktora zacheca do rozmnazania. Dlatego towarzysza nam przy tym emocje, potrzeby, pragnienia a dziecko wyglada slodko i maluszko co ma na celu prawdopodobnie zwiekszenia szans, ze ktos sie zaopiekuje bobasem nalezycie itd, itd.. I naprawde nie mowie, ze jest w tym cos zlego, uwazam ze to fascynujace jak wszystko jest zorganizowane. Dla natury i przetrwania ludzkiego, oraz zawierania glebokich wiezi jak najbardziej wazne. Jednak jest znowu ta druga strona monety – jako ludzie mozemy dokonywac swiadomych wyborow, ktore sprawia, ze nie bedziemy niewolnikami biologii, ale konstruktorami przyszlosci. Juz mozemy, kiedys bylo ciezej, brak zabezpieczen itd itd. Fajnie decydowac sie na dzieci swiadomie, ale Ci co ich nie maja nie powinni odczuwac, ze sa tredowaci bo dziecko powinno byc chciane i zaproszone na ten swiat z gotowoscia do sprostania wszelkich wyzwan. Swiadoma decyzja o posiadaniu lub nieposiadaniu dzieci jest oznaka wielkiej odpowiedzialnosci z dwoch stron - o nieodpowiedzialnej wpadce i pozniej "jakos przetrwaniu" nie mozna tego powiedziec. I ja zawsze podziwiam takie osoby, ktore wykonuja dobra robote, bo to jest bardzo wazna i ciezka praca. Ale w wiekszosci widze znudzenie, stresy, lub ucieczki od uczestnictwa w zyciu dziecka, niestety...... Jak juz mowilam - nie wierze, ze wszyscy maja takie same "hobby" ale kultura zacheca do tego.
Opowiem Wam jeszcze jedna historie i krotki tekst. Dzis zaslyszane od kolezanki, lat 36, po rozwodzie, bez dzieci. Slowa jej wlasnej matki: Jestes juz prawie 10 lat w tej Irlandii i nie osiagnelas nic, ani meza, ani dzieci.
Wiec w tym roku szczegolnie to odczulam z tymi dwoma osobami. Przyjezdzam raz na pol roku – nie wierze, ze nie da sie jednego wieczoru zorganizowac na spotkanie. Podaje date pare tygodni wczesniej aby mozna bylo sie zorganizowac. Jednak i tak jak widac sa problemy. Jak to obserwuje i wnioskuje, poziom wysilku pokazuje jak bardzo jestesmy zdolni do glebokich relacji i jej uczestictwa. Zwiazek czy to przyjazni czy damso-meski zawsze wydawal mi sie czyms aktywnym a nie jak wielu ludzi mysli, czyms na czym mozna spoczac. Czyli aktywnie pokazuje swoje zaangazowanie, to, ze mysle o danej osobie, to ze jest dla mnie wazna. I nie mowie tu o kwiatkach i czekoladkach co wydaje mi sie - wybaczcie – osobiscie smieszne jako forma wysilku, ale o aktywnosci emocjonalnej, ktora jest wysilkiem przelamywania przeszkod na drodze do okazania przywiazania. Nie mowie, ze to latwe, albo ze zawsze sie udaje. Jednak uwazam ze wysilek sprawi iz wiecej bedzie sie udawac niz nie udawac.
Tak, tak ciagle brzmie jak idealista. Jednak do czego innego mamy dazyc jak nie do czegos wyzej niz nizej?
Wracajac do wakacji, to bylo jednak doswiadczenie w mniejszosci, wiekszosc ludzi spotkalam, a Ci ktorzy pokazali kim dla nich jestem – wypelniaczem – bez problemu zostawilam w ich swiecie. Zreszta nie byli akurat jakims zaskoczeniem w tej sprawie. Widzialam, ze po prostu nie jestem na tyle wazna, aby po pol roku nie widzenia bardzo chcieli spotkac sie na piwko. I oczywiscie nie wierze, ze zrobili to specjalnie. Sa po prostu tak zaprogramowani przez kulture, doswiadczenia itd. Mamy takze na to nazwe - memy - czyli wszystko co uczymy sie poprzez modelowanie. Tzw. geny kulturowe. Tak tworza sie np. fale upodoban, jak np. jakiejs piosenki (hity) lub wlasnie zdan, stad common speech - czyli powszechne stwierdzenia.
Nastepna tendencja jaka przezylam w tym roku bylo ciagle wypytywanie o dzieci i meza. Myslalam, ze zyje w 21 wieku, ale chyba jednak pomylilismy sie w obliczeniach. Wszystko co teraz powiem – zaznaczam – nie ma na celu wytkniecia, ze posiadanie dzieci i rodziny jest zle czy cus, jednakze jak zwykle przeplatam swoje osobiste stanowisko z wiedza psychologiczna na ten temat bez wartosciowania. A wiec oto takie dialogi non stop mnie spotykaly:
Wchodze z Siostra do klatki. Spotykam sasiadke i slysze:
- Oj Izabell, chyba Twoja Siostra pierwsza wyjdzie za maz.
Taki byl pierwszy tekst po pol roku nie widzenia mnie. Nie – co s£ychac? Jak w Irlandii? Co robisz? Co ciekawego w swiecie? Tylko jedyny pomysl na zycie ktore dzieli 99.9% ludnosci! Swoja droga – czy nie wydaje sie Wam podejrzane to, ze 99.9% ma takie same “hobby (dzieci, maz/zona) i na tym koniec? Dla mnie zawsze to bylo podejrzane dlatego od dziecka studiuje swiat i pscyhologicze zjawiska. Staje sie bardzo podejrzliwa jezeli cos wystepuje w wiekszosci w abstrakcyjnej dynamice i bardzo sie wysilam aby wir wplywow mnie nie wciagnal, chyba, ze sama tak zdecyduje swiadomie. A to ciezkie zadanie bo normalnie mozna czuc sie wykluczonym a nawet zle osadzonym. Np. moj krag znajomych w Polsce widzi mnie jako motyla skaczacego z kwiatka na kwiatek, wiatr w polu, osobe nie zdolna do zaangazowania sie i dlatego brak meza i dzieci. Na dodatek jestem pozytywna, usmiecham sie, ukazuje otwarcie swoja radosc (czego musialam sie nauczyc jak juz Wam wspominalam po zamrozeniu w dziecinstwie) i jakos nie widac depresji z powodu nie posiadania dziecka i meza a to wydaje sie niemozliwe. Wiec takze nie jestem – w ich spojrzeniu – autentyczna lub wiarygodna. Znowu swietny artykul o usmiechu:
Wiec wracajac do dialogu, zawsze mam w zanadrzu odpowiedzi rodem z piekla (hahaha) bo oczywiscie nie jestem typem, ktory pozwoli waskim horyzontom odejsc w spokoju. W terapii Gestalt frustracja jest bardzo popularnym narzedziem terapii. Dla mnie jest naturalnym haha Wiem dobrze, ze to co powiem moze rozezlic, ale mowie i tak, bo uwazam, ze milczenie nic nie zmieni. Jedynie co staram sie zachowac to szacunek. A wiec na zdanie sasiadki odpowiedzialam z tonem lekko zartobliwym:
- No, jak nie bedzie myslec to wyjdzie za maz (Siostra o malo nie prychnela smiechem)
- No jak sie zakocha to nie bedzie myslec i wyjdzie za maz - odpowiedziala sasiadka
- Mowie wlasnie, ze jak nie bedzie myslec to wyjdzie. Ja sie zakochuje i mysle – dodalam.
Otrzymalam w odpowiedzi ten lekko zszokowany “look”, dobrze mi znany od lat. Dodam, ze sasiadka wyszla za maz, maz bardzo zaawansowany alkoholik, ciagle burdy i krzyki w ich domu to rzecz powszednia. Jej chyba jednak zakochanie nie wyszlo na dobre. W wiekszosci malzenstw pokolenia mojej mamy – tych co znam oczywiscie – nie wyszlo im to na dobre. Znowu zaznaczam, nie mam nic przeciwko ludziom zawierajacym malzenstwa czy posiadania dzieci. To owczy ped i presja mnie irytuje. Kiedys w tysiecznej rozmowie na temat dzieci i mezow kolega zapytal – no ale co robic wtedy z czasem jak nie ma sie zajecia czyli dzieci itd? Czy widzimy jaki dajemy sobie self-service? Jeszcze w zyciu nie slyszalam by ktos powiedzial – chce miec dzieci by dawac i wykonac najlepsza robote jaka bede potrafic aby swiat mial o jednego dobrego czlowieka wiecej. Znowu idealizm co? heheh Za to inna sasiadka wytlumaczyla mi po co ma sie dzieci. Znowu kolejne spotkanie na schodach, dwie sasiadki. Jedna mowi:
- No jak sie zakocha to nie bedzie myslec i wyjdzie za maz - odpowiedziala sasiadka
- Mowie wlasnie, ze jak nie bedzie myslec to wyjdzie. Ja sie zakochuje i mysle – dodalam.
Otrzymalam w odpowiedzi ten lekko zszokowany “look”, dobrze mi znany od lat. Dodam, ze sasiadka wyszla za maz, maz bardzo zaawansowany alkoholik, ciagle burdy i krzyki w ich domu to rzecz powszednia. Jej chyba jednak zakochanie nie wyszlo na dobre. W wiekszosci malzenstw pokolenia mojej mamy – tych co znam oczywiscie – nie wyszlo im to na dobre. Znowu zaznaczam, nie mam nic przeciwko ludziom zawierajacym malzenstwa czy posiadania dzieci. To owczy ped i presja mnie irytuje. Kiedys w tysiecznej rozmowie na temat dzieci i mezow kolega zapytal – no ale co robic wtedy z czasem jak nie ma sie zajecia czyli dzieci itd? Czy widzimy jaki dajemy sobie self-service? Jeszcze w zyciu nie slyszalam by ktos powiedzial – chce miec dzieci by dawac i wykonac najlepsza robote jaka bede potrafic aby swiat mial o jednego dobrego czlowieka wiecej. Znowu idealizm co? heheh Za to inna sasiadka wytlumaczyla mi po co ma sie dzieci. Znowu kolejne spotkanie na schodach, dwie sasiadki. Jedna mowi:
- Oj Izabell, Ty sie nic nie zmieniasz! Wygladasz ciagle tak samo!Szczupla, mloda! (kurcze, mysle sobie, ale fajnie, complement dostalam) A na to druga sasiadka:
- Nie ma dzieci, stresow, meza to nie ma jak sie szybko zestarzec. Mialaby te wszystkie stresy to by inaczej to wygladalo. Jak milo co? ;) Pytam sie wiec
– To wytlumaczcie mi, po co w takim razie ludzie maja dzieci? A na to sasiadka
– Musza! Musza! Kto bedzie placil podatki, na przyszle emeryturyjakby wszyscy byli tacy jak Ty. (no to mnie przekonala – pomyslalam sobie hahah).
- No ale nie lepiej jest miec dzieci po glebokim zastanowieniu lub nie miec po zauwazeniu, ze moze to nie jest nasz wybor tylko presja spoleczna. Moze byloby mniej dzieci, i tak zyjemy dluzej, a lepsza jakosc w wychowaniu? Druga sasiadka odpowiedziala;
– Mowisz lepsza jakosc, ale to mozna mowic o ludziach ktorzy planuja dzieci. Ci co wpadaja moze nie sa tak w to zaangazowani. Ja na to
– Ale przeciez wiekszosc ludzkosci to wpadki.......... I znowu ten look – bezcenny;) Czesto mysle sobie, kiedy widze ten look, ze chyba wlasnie tak musial to doswiadczac Sokrates. Zadawal trudne pytania, ukazywal brak spojnosci i logicznosci i to bylo irytujace wsrod populacji, ktora nie chciala myslec. Bo wiadomo, jak zaczyna sie glebiej czlowiek zastanawiac to wowczas wszystko staje sie bardziej skomplikowane i wowczas znowu – wysilek sie klania. A kto chcialby sie dowiedziec, ze zyciowe wybory moze nie sa jednak jego? Tak jak w Matrixie, prawda moze nie byc atrakcyjna. Znowu ciekawe badania:
Opowiem Wam jeszcze jedna historie i krotki tekst. Dzis zaslyszane od kolezanki, lat 36, po rozwodzie, bez dzieci. Slowa jej wlasnej matki: Jestes juz prawie 10 lat w tej Irlandii i nie osiagnelas nic, ani meza, ani dzieci.
A takze ostatnio slyszalam oto taka historie. Kolezanka siedzi w Ameryce. Mowi mi ze tam posiadanie minimum trojki dzieci swiadczy o pozycji spolecznej. Wiec, jezeli masz jedno czy dwojke dzieci jestes widziana jako ta na nizszym szczeblu. Pewna prawniczka, na wysokim i waznym stanowisku posiada juz dwojke dzieci z mezem i nie mogla zajsc w trzecia ciaze. I zaczely sie hormony, sztuczne zaplodnienia a przez to tycie, szalenstwo hormonow i wiele cierpienia po to aby posiadac trzecie dziecko. I pomyslmy – ma dwojke dzieci, po co jej trzecie?? Po co meczyc swoj organizm psychicznie i fizycznie nie wspomne o pieniadzach, ktore moga byc wydane na dzieci ktore juz ma? Ano dlatego, ze tam posiadajac mniej niz dwojki dzieci ukazuje pewne uchybienie jak u nas nie posiadanie w ogole dzieci. Czesto nasze wybory i myslenie nie jest naszym wyborem i naszym mysleniem. Kiedys o tym mowilam – dopoki nie zlamiemy siebie, niezakwestionujemy siebie, swojej percepcji, swoich wierzen, a pozniej nie wyruszymy na eksploracje roznorodnosci – doglebna i drobiazgowa – wowczas nigdy nie staniemy sie wolni. Jezeli po wyprawie, po lamaniu sie z kazdej strony wrocimy do tego co przedtem – ale nigdy nie 100% tego samego bo kazde lamanie pozostawia slad wiedzy i wplywa na wiele innych czynnikow – wtedy mozemy byc bardziej pewni, ze zyjemy blizej prawdziwnego zycia, blizej prawdziwych nas, tego co chcemy i z czego bedziemy dumni. Nasze wybory zyciowe beda nas bardziej spelnialy i bedzie to odczuwalne: energia bedzie Was rozpierac. I bedziecie sie zastanawiac – skad ona sie bierze! Bo im blizej do prawdziwyego JA tym blizej do zrodla zycia. Wazne aby uczyc dzieci wsluchiwania sie w siebie a nie w podazaniu za zewnetrznym nawolywaniem. Moja kolezanka niestety boryka sie z brakiem aasertywnosci i sily przebicia wiec cierpiala po slowach wlasnej matki w milczeniu. Przykre....
Na dzis to tyle. Dokoncze nastepnym razem. Buziaki.
sobota, 17 sierpnia 2013
Wywiad
Zbieram mysli do kupy ale zanim urodze posta to w miedzyczasie ciekawy wywiad:
Jaroslaw Kuzniar - nie emigrowal a jakie trafne rozumowanie i spostrzezenia - polac mu!. Dzielimy duzo doswiadczen oraz rozumiem jego pesymizm, ktory odczuwalam przez 20 lat - ale ja emigrowalam, a on nie;) Chociaz po moich wakacjach.... ale o tym w krotce..;)
Jaroslaw Kuzniar - nie emigrowal a jakie trafne rozumowanie i spostrzezenia - polac mu!. Dzielimy duzo doswiadczen oraz rozumiem jego pesymizm, ktory odczuwalam przez 20 lat - ale ja emigrowalam, a on nie;) Chociaz po moich wakacjach.... ale o tym w krotce..;)
czwartek, 8 sierpnia 2013
Jestem....
.....po 3 tygodniach wakacji w Polsce a raczej zabieganych i bardzo aktywnych dniach. Jak w tym roku przezylam polska goscine? Bede psioczyc czy chwalic? O tym w krotce, bo jak zwykle duzo lekcji, obserwacji i wnioskow rodzilo sie w mojej glowie. Narazie musze wrocic z powrotem do rzeczywistosci i rutyny, a co najwazniejsze potrzebuje porzadnie sie wyspac. Najlepiej tak z dwa dni a weekend tuz za pasem:)
Do w krotce.
Do w krotce.
czwartek, 11 lipca 2013
Zapisala£am w czerwonym notesie...
"Poznanie siebie nie jest celem samym w sobie, lecz środkiem do wyzwolenia spontanicznych sił rozwojowych. Praca nad sobą staje się więc nie tylko podstawowym moralnym obowiązkiem, ale zarazem podstawowym moralnym przywilejem. Gdy będziemy poważnie traktować sprawę własnego rozwoju – sami owej pracy nad sobą zapragniemy. Pozbywając się neurotycznej obsesji na temat własnej osoby, uzyskując wolność dbania o własny rozwój – wyzwalamy u siebie zarazem zdolność do miłości i do troski o innych ludzi. "
- Karen Horeny, “Nerwica a rozwój człowieka”
Krotka historia codzienna
Krzatam sie po domu. Domofon przeszywa cisze Drrrr Drrrr.
- Yes?
Dzien dobry - slysze w sluchawce po polsku (dziwne, ze tak odrazu po polsku, jakby wiedzieli, ze polak tu mieszka - mysle sobie)
- Dzien dobry - grzecznie odpowiadam.
- Chcialbym sie zapytac czy moge wrzucic do Pani skrzynki zaproszenie na spotkanie.
- A na jakie spotkanie? - pytam zaciekawiona.
- A takie spotkanie gdzie rozmawiamy o Bibli, Bogu, nauce Jezusa itd
Oh nie - mysle sobie - juz wiem dlaczego zagadal odrazu po polsku. Miesiac temu byla u mego domofonu kobieta z zaproszeniem na rozmowe o zyciu w nawiazaniu do Biblii i pewnie zapisali sobie, ze pod tym numerem zyje polak.
- Ale ja nie wierze w Boga - odpowiadam majac nadzieje, ze to zamknie sprawe jak ostatnio.
- Nie wierzy Pani w Boga - powtorzyl glos po drugiej stronie sluchawki - a moge wiedziec dlaczego?
- Studiowalam psychologie, filozofie itd - znowu krotko odpowiadam
- Ah i Pania przekonali?
(w mojej glowie uslyszane zdania jak polaczenia neuronalne tworza siec wiazan w ktorych wypaluje absurdalnosc wypowiedzi. Czuje kognitywna prace w mozgu i wzbierajacy naplyw informacji).
- Nikt mnie nie przekonal ( kto tu zostal przekonany? - mysle sobie). Sama mysle i dochodze do wnioskow (staram trzymac krotko jednak spokojnie).
- Aha, sama Pani mysli...... To smutno slyszec, ze..... tit tit tit (nagle domofon sam sie rozlaczyl w polowie zdania).
Odkladam powoli sluchawke - A jednak Bog istnieje :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)














