"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,

wszystko co po niej nastąpi

również stanie się lepsze. "


Paulo Coelho



sobota, 25 czerwca 2011

Co znaczy byc dobrym czlowiekiem? - osobowosc Kacper.

“W momencie uświa­domienia sobie, że jesteś święty, smakujesz gorzkie­go owocu samousprawiedliwienia. Dobry uczynek jest dobrym uczynkiem tylko wtedy, gdy ty sam nie uświadamiasz sobie, że on taki jest — wkładasz tak wiele miłości w swoje działanie, że prawie nie uświa­damiasz sobie tego, że jest to dobry i zasługujący na pochwałę uczynek. Twoja lewa ręka nie ma pojęcia, że prawa ręka czyni coś dobrego, zapewniającego za­sługę w niebie. Robisz tak, bo to wydaje ci się natu­ralne i oczywiste. Poświęć trochę czasu, by uświa­domić sobie, że jakakolwiek cnota, którą możesz w sobie dostrzec, wcale nie jest cnotą, ale czymś, co chytrze sam z trudem wypracowałeś. Gdyby to była prawdziwa cnota, cieszyłbyś się nią głęboko i odczu­wałbyś ją jako coś tak dalece naturalnego, że do gło­wy by ci nie przyszło sądzić, że to jest cnota. Tak więc pierwszą cechą świętości jest to, że człowiek so­bie jej nie uświadamia.”

A tyle w okol swietych krzykaczy.......

Moja praca licencjacka i ostatnie wydarzenia w moim swiecie pchnely mnie do zastanowienia sie nad nastepnym tematem – mianowicie co to znaczy bycie dobrym czlowiekiem? Powiem szczerze i bardzo dobitnie, wiec ostrzegam, uzyje sobie mocnego slowa by troche sie wyladowac – rzygac mi sie chce jak ktos mi mowi, ze jest dobrym czlowiekiem. Tak, rzygac mi sie chce. Narazie powiem skorotowo – nie lubie "dobrych" ludzi. Dodam nawet wiecej – ja nie uwazam, ze jestem dobra. Wprost przeciwinie, uwazam, ze jestem calkiem paskudna z natury, a to dlatego, ze czesto challenguje ludzi tam mocno, ze az sie wciekaja i na pewno maja bardzo negatywne emocje wzgledem mnie. Ale jest jeszcze jedna rzecz, ktora sprawia, ze jestem jeszcze bardziej paskudna; DOSKONALE ZDAJE SOBIE Z TEGO SPRAWE I DALEJ TANCZE SWOJ TANIEC. A muszki wpadaja do mojej sieci i jedni sie wsciekaja, a drudzy?  Zrzucaja swoje schematy, common thinking, empty talk, ego, biora to co sie im przydaje do rozwoju myslenia za czym idzie do uwolnienia i.... staja sie wolni (w sensie bardziej wolni niz mniej). Egoistycznie mnie to uszczesliwia. Nie daje ludziom tego, czego ich ego sie karmi, a mianowicie tego podejscia jak do dziecka, ktore daje prawo uzalania sie nad soba, mdlego idealizowania, szukania tlumaczen i usprawiedliwien i na tym koniec. A czesto sa to tlumaczenia natury zewnetrznej, czyli nie wynikajace z tego, ze problem tkwi w srodku, powiedzenie sobie – tak, to wina mojego myslenia, programu etc. Choc przemeblowanie swiata zewnetrznego pomaga (jak wyprowadzka z dysfunkcjonalnego domu) to jednak nie dokonuje trwalej zmiany.
Teraz rozwine ten temat po kolei...

Ambicja bycia dobrym jest dla mnie bardziej niz podejrzana. Po pierwsze  - taka ambicja zalatuje mi tu niskim poczuciem wartosci, ktora jak bluszcz oplata drzewo by wycisnac z niej ostatnie soki dla wlasnego uzytku. Jest to sztuczny twor, ktory pomaga zyc w iluzji dobroci. Powiem wiecej - wiekszosc mysli, ze jest dobra tak samo jak wiekszosc mysli ze jest deep thinker. Ale to tylko jest ich iluzja, ktora ma na celu utrzymanie zdrowia psychicznego.  Ale co oznacza prawdziwe dobro? Filozofowie nadal debatuja. Moja glowa moze tylko wskazac pewien kierunek i podziele sie z Wami moimi przemysleniami.

Dobro moze byc rozumiane biblijnie. Czyli proste prawdy typu, oddaj ostatni plaszcz potrzebujacemu, nastaw drugi policzek kiedy dostaniesz w pierwszy, nie ran slowem i gestem, badz Matka Teresa, Ty jestes niewazny, wazne sa inne osoby, wazne jest wszystko co przynosi szczescie innym. Bo to jest milosc, Ty mozesz cierpiec, miec mniej ale druga osoba bedzie szczesliwa i to jest dobro. Co za ciemnota. Mam tu szanse opowiedziec Wam troche o mojej pracy na temat altruizmu. Swietny cytat:

Altruizm jest odwrócona moralnościa, "moralnościa" śmierci. Uczy człowieka, że jego interesy są przeciwne interesom wszystkich i że tylko "moralna" rzecz, ktora można zrobić, to poświęcić swoje interesy. Oznacza to, że wszystko, co jest praktyczne i pożyteczne dla człowieka jest "niemoralne" i odwrotnie, że to co jest "moralne" dla niego jest niepraktyczne i niszczy jego wartości.

Linda i Morris Tannehill


  Jednym slowem – daj drugiej osobie rybe, nie wedke i nauke jak ja uzywac. Kij ma dwa konce, i dla strony otrzymujacej bedzie sie dobrym czlowiekiem, swietnie to polechcze nasze ego a na dodatek da to benefity bez emocjonalnego wysilku osobie, pod ktora sie zadziala. Wiec odwrocmy pytanie teraz, logicznie rzecz biorac, czy osoba, ktora bierze moze byc nazwana dobrym czlowiekiem? Co z ta druga osoba, bioraca bez wysilku, widzaca poswiecenie jednak tylko bioraca.  Czy ograbianie z ostatniego plaszcza darujacego (zaznaczam ostatniego) sprawi, ze zebrak bedzie dobrym czlowiekiem? Komus nadal bedzie zimno. Bo co odrazu zakladamy widzac zebraka – bo jest biedny, bo nie daje sobie rady, bo moze ktos mu umarl lub sam jest chory. Tak samo co myslimy o dziecku, ktore sprytnie krzykiem dostaje to co chce dostac bo placzem rozczula serca ludzi? Na pewno nie jest to duzy wysilek tak sie powydzierac – a ze mam wysoki glos, pewnie moglabym zrobic z niego niezly uzytek. A zebrak? Jak czesto sie slyszy o szansie dawanej zebrakom do podniesienia jakosci swojego losu, ale wysilek i chec jest zbyt mala by sie dzwignac. 

To co wiecie o dobroci jest w Was zakodowane przez lata poprzez srodowisko (katolickie w wiekszosci), media, rodzicow, ktorzy sami wyrosli w jeszcze bardziej scislych czasach. Wezmy takie slowo WYBACZENIE. Jaka definicja przychodzi Wam najpierw do glowy? Niech zgadne.... Wybaczenie to ponowne odtworzenie relacji (pomimo ciezkiej pamieci), brak ciezkich emocji (co stoi wbrew faktom i ludzkim emocjom). Wybaczyc nie znaczy zapomniec. Albo wybaczyc znaczy zapomniec? Na poziomie madrosci wybaczenie to wcale nie nawiazanie ponownych relacji bo byloby to oszukiwanie samo w sobie. To nie pustka. Jak mozna wyzbyc sie tego bolu. Ten bol zmienia wszystko, juz nigdy nie bedzie tak samo. Wybaczanie to pogodzenie sie z bolem i brak negatywnych emocji wzgledem osoby, ale wcale nie jest to rownowazne z wchodzeniem znowu do tej samej rzeki i przyjmowanie osoby do swojego zycia. To po prostu brak nienawisci, rozprawienie sie tym w sobie ale nie koniecznie znowu bliska wiez. Jestescie DDA? Rodzic pije? Czy musicie kochac rodzicow? Czy musicie odwdzieczac sie za dach nad glowa, czuc sie pozniej zobowiazanym do dzwigania ich zycia? Nie. Nie musicie. Jedyne co jest madre to zrozumienie, ze wybaczenie to swiadomosc ich limitu poznania, srodowiska etc i po prostu uwolnienie sie od nienawisci, by ja nie szerzyc w swiecie. Reszta - nic nie musicie.

Wybaczanie to nie pojednanie - jak gdzies przeczytalam.

Nastepne slowo - kochaj siebie. Co przychodzi do glowy? Egoizm, a czlowiek nie jest samotna wyspa. A to jest zle. Czy wylapaliscie kiedys fakt, ze tak jak namawianie kobiet do rodzenia bez znieczulenie - bo naturalnie to dobrze, jak Bog przykazal, a naukowe wyniki jakos dziwnie sa podane tylko z jednej strony - tak samo ciagle przekonywanie swiata do tego ze czlowiek nie jest samotna wyspa jest bardzo czeste i powszechne, szczegolnie w mediach. Osobiscie wydaje mi sie to podejrzane.  Na poziomie rozwoju emocjonalnego na jakim jestesmy - moge powiedziec, ze tak jest. Ale czy moze byc inaczej? Przeciez nasz mozg jest niewyobrazalnie elastyczny w przystosowaniu. Jest nas tak wiele, ze zaleznosci samoistnie juz sie powiazaly, warunkowanie przez tysiace lat jest w naszych genach, ale czy mogloby byc inaczej? Co z tymi monkami, ktorzy sie zamykaja od swiata i czerpia milosc i sile po prostu w obcowaniu z przyroda, soba. Czy jest to wlasnie ta glebia gdzie zwykly Kowalski po prostu jeszcze nie doszedl? Potem wychodzac do ludzi nic od nich nie potrzebujesz, zadnego glaskanie ego, tylko lubisz sobie wsrod nich pobyc, jak wsrod kwiatow. Bo naczynie w srodku jest pelne, a kazde ekstremum wiedzie do nastepnego uwarunkowania. Pomyslmy o tych co sa w totalnej izolacji i nagle spotykaja drugiego czlowieka. Uwazamy ich za wariatow bo sie zachowuja dziwnie, moze krzycza, moze uciekaja, moze mowia jakies dziwne rzeczy. Ale to jest dziwne dla nas bo w wiekszosci swiat spoleczny jest calkowicie inny niz swiat osoby odilozowanej. Jestesmy uwarunkowani inaczej. Ale czy moze byc inaczej?

A Dobro? Oddaj blizniemu wszystko co masz, cos Cie unieszczesliwia, ale to nie wazne, poswiec sie dla milosci do innych. Pytanie, czy swiat bedzie wtedy lepszy?Jedna karmiaca sie strona tym, ze daje, a druga tym, ze bierze. A czesto jest tak, ze ta co bierze staje sie wampirem i wysysa ile moze - w zaleznosci od rozmiaru pustki w sobie.  W srodku pustka, bo nie wypelniona miloscia wlasna, do wlasnego istnienia, przez to niszczaca siebie samego. Wpadla mi w reke ksiazka Osho (ostatnio cos czesto mnie odwiedza:) pt. Ksiega mezczyzn (to tez dla mnie hehe).
Czytam: "Dziecko, ktore jest ksztaltowane we wlasciwy sposob, moze rozwijac milosc do samego siebie. W rezultacie staje sie tak pelne milosci, ze dzielenie sie nia jest dla niego koniecznoscia. W takim przypadku milosc nigdy nie czyni Cie zaleznym. Jestes dawca a dawca nigdy nie jest zebrakiem. Druga osoba takze jest dawca. Kiedy spotykaja sie dwaj krolowie, dwaj mistrzowie swych serc, wowczas pojawia sie ogromna radosc. Zadna z tych osob nie jest zalezna od drugiej. Obie zachowuja swa indywidualnosc i niezaleznosc. Znajduja oparcie i ugruntowanie w sobie. Kazdy z tych osob jest gleboko zakorzeniona we wlasnej istocie. Z tego wewnetrznego zrodla wyplywa nektar zwany miloscia(...)".
Jezeli dwoje dawcow sie spotyka, ten sam poziom rozwoju i swiadomosci, to jest wlasnie dobre. Tworzy sie balans, po prostu wspolny taniec. Czytam dalej: "Uczenie sie milosci do samego siebie nie jest trudne. Jest to proces naturalny. Nauczyles sie postawy sprzecznej z natura. Nauczyles sie kochac innych, nie kochajac siebie. Zrobiles cos prawie niemozliwego. Teraz masz to zmienic (..).Jezeli nie potrafisz kochac siebie samego, nie mozesz kochac nikogo w tym swiecie."

I teraz Ci co maja w sobie to ziarno, ktore czeka tylko kropli wody zrozumie, ze kochac siebie nie ma nic wspolnego z egoizmem wykorzystywania kogos, klamania, ignorowania, czy ranienia aby zranic. To brak zdrowego egoizmu powoduje powstanie tego negatywnego. A na pewno to co mnie irytuje najbardziej to fakt, ze wlasnie tacy "dobrzy" ludzie, powoduja, ze swiat sie nie rozwija w rozumieniu i glebi, ale zatrzymuje sie w etapie przyjemnosci i plytkosci. Co obserwujemy na swiecie - tak technologicznie rozwinieci, w tak szybkim czasie. Ale czy emocjonalnie? Bo ja widze odgrom przykladow rodem z czasow jaskiniowych ale juz pokrytych iluzja spoleczna. 
Tak jak w Barcelonie - spotkaly sie osoby na bardzo roznym poziomie rozumienia zjawisk. One chcialy bym sie zlamala pod presja, ja wiedzialam, ze to nie jest madre. Czulam, ze nie zmienie planow, tylko dlatego, ze nagle dowiedzialam sie iz sa inne. Nie podobala mi sie forma, naciskanie i niskie slowa. Podejscie bylo bardzo prymitywne - wtedy nie oddaje rekawicy. Gdybym sie poddala - nie byloby klopotow, problemow, ale czy one by cos z tego sie nauczyly czy zapamietaly, gdyby poszlo tam latwo? Swoja dzialke zrobilam- reszta nalezy do nich.

Ostatnio obejrzalam sobie popularny program XFactor. Michal Szpak - kosmita laduje na ziemiach polskich i oczywiscie co sie dzieje? Reakcja wieszkosci naprawde mnie nie zaskoczyla. Pytanie zadane do niego: czy Ty siebie az tak kochasz? Co Ty taki zakochany w sobie? Jestes zbyt pewny siebie itd itd. Polska nie lubi kolorowych ptakow bo pokazuje to szarzyzne zycia ich mieszkancow. Michal Szpak niestety odpowiedzial, ze nie jest tak ze siebie kocha czy, ze jest pewny siebie. A szkoda, ze nie. MA KOCHAC SIEBIE. Zdrowo i madrze. I przekazywac ta energie dla wszystkich, poprzez muzyke i ekspresje, Ma swietny glos - oj jak ja lubie takie mocne glosy. Ale oczywiscie juz sie ludziom nie podoba jak sie ubiera. Bo facet w babskich ciuchach? Dla Polski to szok - dla swiata - ale to juz bylo.... Lenny Kravitz, ktory czesto ubiera cos kobiecego wyglada w tym tak mesko, ze az sie dech zapiera. Nie wspomne o Sebastianie Bachu za mlodu.... ciacho......To samo widze w Szpaku - mlody chlopak z talenetem, ubiera kobiece ciuchy ale ma meska energie. To widac. Ale oczywiscie wiekszosc widzi tylko powierzchnie...

Ale wrocmy do bycia dobrym.

Prawdziwe Dobro boli tych, ktorzy nie chca podzwignac ciezaru wyciagniecia reki po mape do ich wlasnego szczescie. Chca tylko brac i tak widza takze jak dobro powinno dzialac. Jak nie dostaja tego co chca i co odpowiada ich schematowi, uwazaja Cie za osobe zla i bez serca. Dobro jest wymiana, ktora nie powinna robic z ludzi osoby niezdolne do powziecia wysilku tworzenia wlasnego zycia. Dobro nie jest slowem majacym na celu sztuczne podniesienie zadowolenia, kiedy nie powoduje tym wzrostu swiadomosci. Na przyklad – kiedy moj bliski kolega opowiada mi jak to jego kobita ma napady szalu od lat, w ktorych wyzywa go ile wlezie, nie uslyszy ode mnie, ze to zla kobieta, ze to jej wina i dalsze takie slizganie sie tam gdzie nie trzeba. Ty jestes odpowiedzialny za swoje zycie, Ty decydujesz z kim chcesz zyc, czy bedziesz szczesliwy – to jest Twoja wina, ze pozwoliles jej na takie traktowanie przez lata. Wiec dlaczego ma cos w sobie zmienic kiedy nie czuje zadnego oporu? Jej problem to odzielna sprawa – ale co z tym robisz to juz Twoja. W duzej mierze sam kreujesz swoj swiat i paradoksalnie swiat dla innych tez. Kazdy nasz ruch to odpowiedzialnosc za nastepne kostki domina – i prosze nie mylic mojej wypowiedzi z faktem, ze jest to latwe. Nie jest. Szczegolnie dla osob, ktore maja ambicje bycia tzw. dobrym, co oznacza naginanie sie tak jakby nie bylo zadnego kregoslupa osobowosci. Niektore czyny czy slowa beda bolec – ale to nie odbiera faktu ze przyczynia sie czlowiek do szerzenia swiadomosci, ktora paradoksalnie ma przyniesc dobro, niestety droga nie jest uslana cukierkami. Bo skad sie bierze ocena dobra czy zla? Z faktu milej dobrej emocjii w sobie. Powiesz ze ktos jest dobry, kiedy Ty nic nie bedziesz musial wiekszego zrobic a juz masz pochwale lub inne benefity. Tylko poczucie lekkiego nacisku, deprymowania ego i juz dobrym czlowiekiem w oczach otrzymujacego sie nie bedzie. Jednak madry czlowiek tanczy swoj taniec i tak i tak.

Ja i moj przyjaciel John stworzylismy teorie na temat osobowosci Kacpra, przyjaznego duszka. Osoba z osobowoscia Kacpra ciagle daje, daje i daje a ludzie go uwielbiaja. Kacper jak to przyjazny duszek, nie straszy, nie mowi niczego co mialoby naruszyc emocje drugiej osoby, nie mowi nic co mierzwi ego. Na drugim koncu jest Dr. House (tak, tak, my man:). Dr. House ostro obnaza brak spojnosci logicznej i iluzje. Ciagle dotyka ego, bo ciagle challenguje powszechne myslenie. Nie jest lubiany. Nic a nic. Czesto przekracza nawet granice ustalonych dobrych manier. Jednak kiedy nie ma ego, nie ma co dotykac, nie ma co obrazic i Ci co patrza ponad to biora lekcje, choc nie jest komfortowo i ja pamietaja.

Z mojego zycia podam Wam przyklady, ktore mnie smiesza i niestety jako podla osoba nie daje latwej pracy osobie, ktora chce sie poczuc jako ta swieta. Na przyklad  - mam tendencje to wciskania nosa w najciemniejsze prawdy o zyciu. Szczegolnie takie, ktorych nie przezylam, albo jeszcze nie przezylam. I tak w tym przykladzie jest  posiadanei dzieci. Rozmawiam znowu z Mamuska (kolezanka), ktora po ciazy i porodzie przez pol roku usmiechala sie do mnie jakby wszystko co przezyla bylo piekne i lekkie jak puch. Szczegolnie porod opiewal w jakies dziwne slowa slodyczy. Dwie hipotezy sie nasuwaly – pierwszy – kobieta po prostu wycisnela to w podswiadomosc lub sama przed soba nie chce dopuscic mysli o bolu ktory jest – czy sie to komus podoba czy nie. Druga – ze chce byc DOBRA i mnie nie straszyc. Mialam jeszcze wiele innych hipotez, ale znalam kolezanke, jej osobowosc to zatrzymalam sie na tych dwoch. I co sie okazalo po kilkunastu miesiacach – ze kolezanka nie chciala nic mowic, by mnie nie straszyc, czyli nie wywolywac we mnie tej negatywnej emocji dla moich przyszlych doswiadczen porodowych (hahaha tu tez sie usmialam). Do cholery. To jest traktowanie doroslego jak dziecko, szczegolnie ponizajace jest to dla racjonalistki, ktora naprawde nie patyczkuje sie zyciem i choc lubi ogladac Disneya, marzyc, kreowac to umie odroznic realia od bajki. I wiem, ze wiekszosc tego wlasnie chce - iluzji. Nigdy do wiekszosci nie nalezalam. Wiec teraz, dobrze wiedzialam, ze moge pokazac jej wdziecznosc, jaka to DOBRA jest, bo niby o mnie pomyslala, nie powiedziala etc. Ale nie pokazalam – bo nie przyblizylo mnie to do prawdy, nie rozwinelo, nieuswiadomilo. A wszystko to co mnie nie rozwija, nie jest dla mnie warte swieczki. I nawet jakby mnie to bolalo, czulabym strach – nie jestem dzieckiem, ktory nie jest swiadome tego co czuje i na jakich zasdach to wszystko dziala.

Przeczytalam popularna ksiazke JEDZ MODL SIE KOCHAJ.  Lubie takie odskocznie od ciezkich tematow. Jest w niej opisane poszukiwanie mlodej kobiety wlasnego JA. Opisuje wiele ciekawych zagadnien, o Buddzie, o Guru, o medytacjach I rytualach. Jedna rzecz, ktora opisala to roznica pomiedzy guru, ktorego sobie wybrala, a guru, ktory byl Mistrzem jej guru (zakrecilam:)). Jej guru to byla kobieta – ciepla, miekka, dobrze wychowana, “tak stosowna, ze mozna bylo przyprowadzic ja do domu I przedstawic rodzicom”. Jednak Mistrza tej kobiety “porownac mozna bylo do starego, poludniowoindyjskiego lwa, raz kaprysnego raz iscie krolewskiego w zachowaniu”. Byl kontrowersyjny, ale to nie oznacza ze byl zly, bo ludzie nie mieli dobrych odczuc kiedy kazal im sie dyscyplinowac. Wymagal od nich “entuzjazmu, zaangazowania I samokontroli” (Amen bym powiedziala). Autorka pisze dalej “ Jest mistrzem jakiego mi potrzeba w moich zmaganiach, poniewaz moge go przeklinac I pokazywac mu wszystkie swoje porazki, a on tylko sie smieje. Smieje sie I mnie kocha. Jego smiech mnie zlosci, a zlosc stanowi motywacje do dzialania.”
Ta kobieta powziela wielka I ciezka podroz w znalezieniu siebie. I nie dostala to poprzez glaskanie, ale poprzez challengowanie. Najpierw challengowanie siebie, potem przez guru. Raz uslyszalam od osoby, abym przestala ja analizowac, bo chce sie zabrac za czyny. Ta osoba nie lubila drazyc tematu, bo czula, ze to do niczego nie prowadzi. Nie wie o tym, ze nie ma innej drogi jak tylko przez siebie. Przyjrzeniu sie kazdej czesci puzzle ktora sklada sie na nasze ja  - to jest swiadomosc. Czyny wtedy beda naturalne, wtedy dobro bedzie naturalne. Nie bedzie sie wiedzialo kiedy bedzie sie je robilo, a na pewno nie bedzie sie skupionym na fakcie by udowodnic sobie I innym jakim to sie jest dobrym. Nie bedzie sie sluchalo komentarzy innych, ktorzy spiac mowia co jest dobre. A skad mozesz to wiedziec, kiedy podazasz za podstawowa potrzeba zaspokojenia swoich potrzeb akceptacji, kochania, prestizu? Widzieliscie film JASMINUM? Dobra osoba nie wie, ze jest dobra. Wewnetrzny sterownik nie daje zejsc na zadna krawedz zla kiedy jest swiadomosc. Po prostu nie da sie.

       Nastepna historia, ktora mnie rozsmieszyla kiedy pomyslalam sobie o “byciu dobrym” to kiedy autorka zebrala pieniadze dla swojej bliskiej przyjaciolki z Bali na zakup jej domu. Ta przyjaciolka przez wiele tygodni dawala wsparcie, dobre rady I pomoc bohaterce, okazujac serce I cierpliwosc. Kiedy okazalo sie, ze Balijce grozi eksmisja, Liz (bohaterka ksiazki) zebrala zewszad sumy pieniedzy, ktore mialy byc jej prezentem urodzinowym I przekazala 18tys dolarow amerykanskich Balijce. Kobieta nigdy nie widziala tylu pieniedzy na oczy. Zyjac w wiecznej biedzie, majac troje dzieci na wychowaniu, bez meza (co na Bali bylo niedopuszczalne) cale zycia walczyla pod wiatr. Byla szczesliwa I zszokowana podarkiem, jaki otrzymala. Jednak dziwnie zwlekala z tym zakupem, ciagnelo sie to tygodniami, czego autorka nie mogla zrozumiec. Balijka zaczela opowiadac historie jak to jeden rolnik chce sprzedac jej ziemie, ale ja stac tylko na 2 akry, a on nie wie czy zona sie zgodzi na to by dzielic ziemie. Wtedy mozliwe bedzie sprzedanie tylko 7 akrow na ktore Balijke nie stac. Liz sie zadziwila I odkryla ze jest robiona w konia. Poczula sie dotknieta. Jednak jej madry przyjaciel wytlumaczyl, ze nie mu tu nic do rzeczy dobro czy zlo, okreslania osoby jako dobrej czy nie, ale fakt, ze osoba urodzona w takim a nie innym kontekscie dziala na takich a nie innych zasadach. To jest brak swiadomosci wielu aspektow. Taka jest taktyka przetrwania – mowi przyjaciel. Jednak – nie mozesz pozwolic by cie wykorzystala – ciagnal dalej. Z jego obserwacji wynika, ze osoby albo daja wszystko I sa ograbiani nieprzecietnie z tego co maja, jednak maja poczucie bycia dobrym. Ale sa tez tacy, ktorzy przechodza na drugie ektremum I nienawidza ludzi za ich kretactwo I oszustwo. A tu jak sie gniewac na dziecko, ktore mysli ze caly swiat to tylko matczyne £ono? Niestety, nalezy dziecko przedstawic rzeczywistosci. Nawet jak dostanie szoku. Bohaterka ksiazki ubiega sie do triku, ktory I tak ciezko przezywa, bo nie lubi k£amstw. Mowi Balijce, ze jej przyjaciele, ktorzy wplacili na dom, pytaja sie dlaczego ten dom nie jest jeszcze kupiony I podejrzewaja, ze jest kanciara. To szokuje Balijke. Jak pisze dalej – "wyglada na tak zraniona, ze przezywam moment wachania I nie mal juz ja obejmuje, zeby powiedziec “Nie, nie, to nie prawda. Ja zmyslam.”. Ale nie, musze doprowadzic to do konca” – stwierdza dalej.
Troche bolu, troche cierpienia, ustawienie granic dla dziecka – I oto Balijka po czterech godzinach kupuje ziemie.

      Osoba probujaca byc nad wyraz dobra uwazala by pewnie Liz za zla. Glaskanie swiata – takie zadanie stawia sobie osoba, ktora ma ambicje bycia dobrym. Ale na moj mozg – to przynosi wiecej szkody niz pozytku, a na pewno moze doprowadzic do wiekszych problemow I komplikacji bo swiat ludzi jest tak skomplikowany, ze trzeba miec w sobie duzo zrozumienia, swiadomosci by wiedziec co jest madre. A to co dobre nie oznacza, ze jest oblane lukrem tylko pozytywnych odczuc. Dlatego nazywajcie mnie pod£a czy zla, czy odczlowieczona – ja moge dac Wam tylko wedke I podac pewne wskazowki. To czy zlapiecie rybe – to juz Wasza ciezka praca. A jak wiemy wedkowanie wymaga wysilku, nie tylko cierpliwosci, obserwacji, ciszy, ale takze sily do wyciagniecia ryby. Kto sie porywa na duza rybe, musi sie liczyc z duzym wysilkiem. Wiec mozecie mnie spotkac wlasnie tam – z wedka w reku, gotowa na WIEEEEEELKA RYYYBEEEE!

A poza tym... 

"Out beyond of ideas of wrong doing and right doing there is a field. I will meet you there"
Rumi

piątek, 10 czerwca 2011

Zapisalam w czerwonym notesie....

Najszczesliwszymi chwilami mojego dziecinstwa byly… najszczesliwsze chwile moich rodzicow...

Izabell - Dorosle Dziecko




Dobrze dbac o swoje szczescie - nie ma innej drogi by uszczesliwiac innych jak przez madre uszczesliwianie siebie... Nie ma szczescia z pustki, jest zaleznosc z pustki, ktora Dorosle Dzieci pragna wypelnic. I gubia sie. I cierpia. Pustka dana przez rodzicow. Ich brak wlasnego szczescia zaszczepiony w naszej krwi.... Wszystko przechodzi przez JA, przez wnetrze i jego glebie. Nie przez JA niedojrzale, zamkniete, zalezne lub hedonistyczne, ale przez JA otwarte,dojrzale, samoswiadome i wolne. Wtedy nawet NIE jest miloscia tak samo jak TAK. Zrozumie to ten kto dojrzal, a nie tylko dorosl. Szczesliwe dziecko przede wszystkim dojrzalego, a nie doroslego.


I have got this light...


My soul like my friend....


Im falling safely to the ground...






Have no fear
For when I'm alone

I'll be better off than I was before

I've got this light
I'll be around to grow

Who I was before
I cannot recall

Long nights allow me to feel...
I'm falling...I am falling
The lights go out
Let me feel
I'm falling
I am falling safely to the ground

Ah...

I'll take this soul that's inside me now
Like a brand new friend
I'll forever know

I've got this light
And the will to show
I will always be better than before

Long nights allow me to feel...
I'm falling...I am falling
The lights go out
Let me feel
I'm falling
I am falling safely to the ground

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Zapraszam do Sligo.

Ta gora mnie przywolala. Przed przypadek serfowalam po internecie i zobaczylam zdjecie Ben Bulben - gory w Sligo, ktora jakby dziwna magiczna reka siegala po mnie by zaraz wciagnac mnie w swoje istnienie. Zachwycilam sie. Jest cos majestycznego w tym olbrzymie. Odrazu odpowiedzialam na wezwanie, zorganizowalam wycieczke and here you go - zapraszam teraz Was w ta mala podroz.


http://travel.webshots.com/slideshow/580301237UZeOXy

sobota, 28 maja 2011

Barcelona - Viva La Vida!

Juz jestem. Po egzaminach – ostatnich. Skonczylam je dwa tygodnie temu I nadal nie moge sie zrelaksowac. Wszystko nabralo tempa…. Trzeba bedzie zadbac o przystanki, gdzie wysiade by sie wyciszyc I pomedytowac.

Moj ostatni egzamin przypadl na 13 maja I juz wieczorem bylam w drodze do Barcelony. Kolezanka zaprosila mnie I 6 innych kobiet do jej apartamentu. Same polskie kobity. Czulam, ze to moze byc dla mnie problem. Po pierwsze nie jestem group person – lubie sama podejmowac decyzje, sama dzwigac odpowiedzialnosc I robic co chce. Bo niby dlaczego nie? A takze jestem kiepska w tzw. common speech. Gadanie o rzeczach powierzchownych z wieloma heurystykami (uproszczeniami myslowymi) bardzo szybko mnie nuzy. Dlatego juz przygotowalam kolezanke, ze nie bede sie prawdopodobnie caly czas trzymac grupy I bede chciala sama polazic po Barcelonie. Uwielbiam sama podrozowac I sama na siebie liczyc. Uwaga, analiza, logiczne myslenie, poczucie, ze moge liczyc tylko na siebie – to co przeraza wielu, mi dodaje energii. Nigdy ludzi nie potrzebowalam by podrozowac, by czuc sie pelna enegii I szczesliwa. I tak mialo byc w Barcelonie. Jednak – tak jak myslalam – wiekszosci sie to nie spodobalo.

Jednak od poczatku – juz w drodze do Barcelony wywiazaly sie dyskusje, ktore doprowadzily mnie do bolu glowy. I tak rozmowy o zdradzie. Kolezanki w wiekszosci mowily o tym jak o chwili zapomnienia, ekscytacji I mozna to wybaczyc. Ja to rozumiem, inni moga a inni nie. Jednak mowienie o tym tak lekko jakby to byla najnormalniejsza rzecz na swiecie tylko przywiodla mi na mysl cytat, ktory gdzies przeczytalam – jest roznica pomiedzy jak jest I jak byc powinno. A o tym jak powinno byc mozna tylko intuicyjnie wyczuwac – bo do czego mamy odniesc to powinno? Siedzialam cicho – co generalnie robie jezeli nie jestem zapytana wprost lub widze, ze nie mam sily wdawac sie w podstawowa dyskusje. Ale zostalam zapytana. Wiec odpowiedzialam, ze sprawa jest skomplikowana – latwo powiedziec – to byla ekscytacja – ale dla mnie osobiscie z czegos ona wynika. Oczywiscie wynika z faktu, ze jestesmy ludzmi bleb le, ale czy to oznacza, ze jestesmy niewolnikami biologi? Im wiecej o sobie wiesz I dynamice pewnych zjawisk tym mniejszy ma to na Ciebie wplyw. I tak kiedy jestes swiadomy etapow zwiazku, zachlysniecia I spadku chemii I wiesz, ze to nieuchronne, wowczas po latach kiedy mloda sarenka pokaze nogi lub jurny byk pokaze swoje miesnie, nie bedzie tak latwo poleciec za tak plytkim, biologicznym bodzcem. Chociaz, czy jest on plytki? Jest przeciez bardzo silnym I idealnym narzedziem natury po to bysmy sie prokreowali. Swietnie zorganizowanym I bardzo iluzorycznym, abstrakcyjnym – dlatego dla wiekszosci nie do zaobserwowania I nie do skontrolowania, szczegolnie w sobie. Do tego potrzeba uwagi, ciaglej swiadomosci, glebokiego wenetrznego skupienia I jakis wlasnych wartosci. Czyli to co jest na swiecie w deficycie.

I tak ciagnelam swoj wywod, jednak kolezanki juz po minucie sie nudzily. Jedna zarzucila, ze za dlugo mowie, ze ona zapomina juz co miala mi powiedziec na poczatku I w srodku, ze to nie jest normalne tak dlugo analizowac. No wlasnie – pomyslalam – dlaczego mnie to nie dziwi… Uwaga… skupienie… wsluchiwanie sie a nie sluchanie powoduje, ze bedziesz pamietac I cierpliwie poczekasz I godzine jak ktos postawi kropke na koncu zdania. To zalezy od spokoju w Tobie, o tym czy jestes nastawiony na siebie czy na osobe z ktora rozmawiasz. Kolezanka jest make up artist – I na moje slowa, ze niestety to wszystko wlasnie jest skomplikowane I nie da sie powiedziec jednym zdaniem, to nie jest make up – zjawiska I dynamika sa complex. I tu uslyszalam zdanie stulecia – “a ja uwazam, ze makijaz tez jest complex”. Gosh….. gdybym nie miala doswiadczenia w obcowaniu z takimi typowymi tekstami….rece opadaja… Wiedzialam, ze to bedzie ciezki wyjazd – znowu odczuwalam ta ukryta agresje w rozmowie, ktora czulam przez 24 lata zycia w Polsce, znowu to poczucie, ze trzeba sie przepychac z wlasnym zdaniem, znowu ten brak dobrej woli by cel dyskusji byl objety na analizie I posunieciu sie dalej w rozumowaniu a nie na udowodnianiu wlasnej racji. Kiedys znana aktorka p. Kurowska bardzo celnie moim zdaniem okreslila polskie tendencjea – buraczano – pszenne, a dokladnie kraj buraczano - pszenny. Haha usmialam sie po pachy…

Wrocmy do Barcelony – mielismy tam spedzic trzy dni. Pierwszy dzien podzielilismy sie na grupy – jedni poszli na plaze, inni na zakupy a moja grupa na zwiedzanie. Rozmowy w domu czy przy sniadaniu pierwszego dnia toczyly sie tylko na temat ciuchow, jaki kolor paznokci jest teraz fashionable, jaka jest roznica pomiedzy depilacja brazylijska a kanadyjska. Czulam sie taaaaaaak znudzona… nigdy nie potrafilam I nadal nie potrafie o tym rozprawiac. Tutaj chyba meska czesc mnie jest silna, bo naprawde dla mnie wchodzac do sklepu sekunda oznacza sekunde. A kolezanki znikaly w otchlaniach sklepu na godzine. Przy sniadaniu sluchalam tylko jak to trzeba sie malowac by o siebie dbac, ze kolezanka ktora tego nie robi powinna to robic, bo lepiej wyglada…. Jejku – myslalam sobie – pogadajmy o hiszpanskiej kulturze, albo o sztuce albo o tym jak powstaja gwiazdy, please!!!

Bylam juz raz w Barcelonie 3 lata temu. Pamietalam slynna ulice La Ramblas, pamietalam Sagrada Familia. Moja grupa liczyla trzy inne dziewczyny I niestety nie czulam jakby dotykala kultury do dna. Grupa ma swoja specyfike – czlowiek czuje sie bezpiecznie, jednak odgradza go to od bezposredniego poznawania ludzi z innej kultury, poniewaz grupa takze odstrecza pojedynczych ludzi od zaczecia rozmowy, chocby na ulicy. A takze w grupie – czy to ktos zauwazyl czy nie – uwaga jest rozproszona pomiedzy czlownkow grupy, na wymiane slow, pewnego przywiazania poprzez wspolne podrozowanie. Dla mnie osobiscie jedna osoba to max, jezeli chce z kims podrozowac. I tak mialam ciekawa sytuacje. Wracajac autobusem do domu odeszlam od grupy trzech kobit I usiadlam od nich dalej na wolnym miejscu. Obok mnie siedzial starszy czlowiek. Cos zaczal do mnie mowic po hiszpansku, poniewaz w Hiszpani bardzo malo ludzi mowi po angielsku. Nagle jego noga, ktora byla najblizej mnie zaczela drzec. Cos powiedzial, nic nie zrozumialam doslownie ale wyczulam, ze mnie przeprosil. W ogole to bylo dziwne… Przez caly pobyt w Barcelonie, rozmawialam z hiszpanami, nie rozumialam ani slowa, ale domyslalam sie o co chodzi z polaczenia brzmienia, ruchow ciala I mimiki. Niebywale… Czy posiadamy jednak kolektywna pamiec jak Jung sugerowal? Czy jest to podobne brzmienie czesci jezykowych z powodu laciny? Bedzie to poddane pod test kiedy pojade do Chin J.

Wiec moj hiszpanski wspolrozmowca zakonczyl dlugi wywod po hiszpansku czekajac na odpowiedz. Spojrzalam sie niewinnie mowiac, no Spanish, English. Ku mojemu zaskoczeniu uslyszalam perfekcyjna angielszczyzna – English? no problem!.
Ah – jak ja uwielbiam wlasnie takie momenty! Rozmawianie z obcymi, na ulicy, w autobusach, a szczegolnie z takimi, ktorzy sa otwarci I opowiadaja o swoim zyciu. Kiedy podrozuje sama bardzo czesto mam takie sytuacje. To jeden z plusow podrozowania samemu (lub max z jedna osoba!). I tak dowiedzialam sie ze rozmawiam z czlowiekiem z Argentyny, ktory mieszkal 30 lat na Florydzie I w Los Angeles . Mowil, ze mial swietne zycie I ze byl “bad boy”. A teraz placi za to cene. Jest sam, nie ma dzieci, nikogo bliskiego tylko rodzicow. Zapytalam sie co sie stalo z noga – powiedzial, ze to Parkinson. Cala prawa strona od czubka glowy do palcow. Mowi, ze oglada czasami TV a tu nagle cala prawa strona zaczyna mu sie trzasc. Powiedzial, ze to jest tak naprawde jedna z  gorszych wiadomosci, bo najlepsza jest taka, ze nie ma to afektu na jego mozg I narazie jest stabilnie. Wiec stara sie nie tracic ducha. Mowil, ze Barcelona jest szybkim miastem, a on juz jest za stary na to. Wraca do Argentyny, do rodzicow by tam pozostac do konca.
Widzicie – zawsze jest cena za przyjemnosc, jezeli ciagle zyje sie na hedonistycznych popedach – niektorzy zaczynaja to rozumiec kiedy sila I mlodosc mija – inni umieraja nieswiadomi, inni rozumieja to od poczatku.

Gdybym trzymala sie na srednicy grupy, prawdopodobnie ten czlowiek nie zaczalby rozmowy I nie poznalabym kolejnej unikatowej ludzkiej historii. Zreszta nie byla ona jedyna.

Plan na wieczor byl taki, ruszamy w miasto na tance I swawole. Ja od poczatku mowilam, ze ide na salse, ze nie ide na zadne dyskoteki. Kolezanka miala miec przy okazji wieczor panienski. Wszyscy dowiedzieli sie o tym w drodze do Barcelony. Moj zamysl od poczatku byl celebracja ukonczenia szkoly I moich urodzin w Barcelonie I to kolezance powtarzalam. A ona nie lubi salsy, wiec powiedzialam, ze ide sama, nie ma problemu. I tu zaczely sie schody – nikomu nie podobalo sie, ze chce isc sama I typowe teksty, ktore mialy wywolac we mnie presje I mnie zlamac zostaly wyrzucane jak z karabinu maszynowego. A to, ze jestesmy w grupie wiec powinnysmy trzymac sie razem, a to ze ze wzgledow bezpieczenstwa, a to ze jest kolezanki wieczor panienski. Nie ugielam sie – bo nie widzialam powodu. Podrozowalam po Ameryce sama I o bezpieczenstwo umiem sama zadbac. Poza tym nie mam 15 lat I jezeli ma cos sie stac to moze stac sie I w drodze do pracy. Tym bardziej sie zdenerwowaly I trzy w jednym momencie darly sie na mnie w taksowce jak trza! Mam dosc doniosly glos I z latwoscia potrafilam dac im na rowni, jednakze wowczas zrozumialam na jakim poziomie reakcji jestem. W trakcie wscieklego ich ataku I mojego mocnego odbijania w ogole nie czulam sie zla, wsciekla czy chocby wkurwiona. Na zewnatrz widzielibyscie dziewczyne ktora argumentuje I podnosi glos, jednakze w srodku sie….. smialam. To bylo dla mnie zabawne. Odrazu cofnelam sie do przeszlosci w tym momencie – ja w szkole, jednej I drugiej, na podworku w pracy w Polsce. Ta czesc mojego zycia, ktora nazywam ciemna. Znowu, jak 10 lat temu ja jedna odbieram ataki kilku osob. I jak wtedy czulam nienawisc teraz czulam rozbawienie. I ta klotnia nic we mnie nie pozostawila. Przeminela jak burza.

W jednej z ksiazek Osho Dojrzalosc – odpowiedzialnosc bycia soba czytam pewne slowa na temat Buddy:

Jesli uderzysz Budde, bedzie on cierpial bardziej niz ty, jesli ktos cie uderzy. Budda jest nieskonczenie wrazliwy wrazliwoscia platka lotosu. Twoj kamien spowoduje glebokie cierpienie. Oczywiscie bedzie go swiadomy, oczywiscie bedzie mial do niego dystans, bedzie ponad to - obserwujac co sie stanie, nie stanie sie jego uczestnikiem, bedzie jak mgla, ktora otacza to wszystko, co sie wlasnie przydarza. 

To takie dziwne.... niby sie jest a sie nie jest, niby boli a nie boli.... dziwne....I dokladnie to czulam we mnie – paradoks, rozdwojenie, widzenie siebie, innych I sytuacji. Ale roznica byla taka, ze nie czualm bolu, czy smutku, czy wscieklosci. Tylko smiech. Moglam zachowac sie jak rozumiany przez powszechne myslenie psycholog. Bo to slyszalam co kazdy krok – jestes psychologiem, to powinnas to I tamto, jestes psychologiem to powinnas zrobic to I tamto, powinnas przelamac sie, ustapic. To jest chyba rzecz, ktora jeszcze mnie irytuje – teksty ludzi, ktorzy czytaja pop-psychologie I potem sa przekonani, ze sie psychologia interesuja. Ludzie, ktorzy nic nie wiedza na temat roznicy pomiedzy psychologiem a psychoterapeuta, a wiedza najwiecej jak takowy ma sie zachowywac. Laczenie zawodu psychologa z misja ksiedza, ktory ma ciagle gladzic ich ego by czuli sie dobrze, nawet na prywatnym gruncie. Uslyszalam nawet od kolezanki ze dla niej wszyscy psychologowie to szarlatani bo wiekszosc ma duze problemy ze soba I wiedza duzo o innych a nic o sobie. Zero wiedzy, zero zrozumienia – glupota ludzka. Tak, to mnie irytuje. To tak jakbym ja wypowiadala sie na temat fizyki kwantowej czytajac uproszczone ksiazki dla poczytnej gawiedzi. Tekst kolezanki – jestes psychologiem, powinnas zrozumiec wywolal we mnie prosta odpowiedz – dokladnie, rozumiem, ale to nie oznacza, ze sie zgadzam ze stanem rzeczywistym. Uczas sie, na temat bystander effect, czyli braku reakcji wiekszosci na sytuacje wymagajaca tejze reakcji jednak osobiscie zagrazajaca, nie oznacza, ze ja bede takze stac I nic nie robic. Albo uczac sie na temat halo effect czyli przeciagniecia jednego aspektu na temat osoby na cala jej osobowsc (czyli byla mila raz to juz jest oceniana jako mila I dobra osoba  I zawsze bedzie zachowywac sie tak milo), nieoznacza, ze sie z tym zgadzam I ze bede to stosowac. Jak to ktos powiedzial – jest roznica pomiedzy JAK JEST I JAK BYC POWINNO. Takie rzucane uproszczenia myslowe byly rzucane przez kolezanki co drugie slowo – niestety nie potrafilam tego wytrzymac. Po jednym dniu odlaczylam sie od grupy, o czym I tak jednej mowilam, ze to sie stanie, predzej czy pozniej.

Ale jeszcze nie zakonczylam tematu imprezy. Po klotni w taksowce skierowalismy sie do klubu. Szlam na koncu. Podeszla kolezanka I pyta co sie stalo w taksowce. Mowie, to co mialo sie stac, ja chce isc na salse I moge isc sama. A ona ze dlaczego sie nie zlamie dla kolezanki panienskiego. Ona tez nie wiedziala, ze jedzie na panienski. A ja jej na to, ze dlatego iz nie przyjechalam tu na panienski I przygotowalam kolezanke ze ide na salse. Wiec dla niej nic nowego. W ogole nie mozna Cie przekonac – odpowiedziala z ta podszyta agresja w glosie. A dlaczego mialabys? Czy ja Cie przekonuje bys zachowywala sie tak czy siak? Wciskam Ci na sile presje? Odeszla.

To jest nastepny temat, ktory mnie nurtuje. Kiedy wypowiadam sie na rozne tematy nie mowie nikomu – masz zrobic to, przelam sie. Moja forma wypowiedzi zawiera stwierdzenia typu – moim zdaniem, jak zrobisz to czy tamto, to konsekwencje beda takie czy tamte, Ty wybierasz. Wypowiadam swoje slowa NIEINWAZYJNIE. Jezeli ktos ma ochote isc samemu pozwiedzac miasto – prosze bardzo. Nawet jakbym byla tylko ja I druga osoba, I ta druga chcialaby sobie sama gdzies pojsc – to cholera droga wolna – nie ma parcia czy zobowiazania, ze ma sie do mnie przykleic. Jednakze ludzie nie sa przyzwyczajeni do wolnosci. Wiaza sie tysiacami wymagan, ktore pochodza z uspoleczniania I ktore osobiscie nie uwazam za madre I wymagaja by inni takze cieszyli sie ze siedza w klatce. Uwazam sie za osobe bardziej wolna niz mniej. Umiem byc sama I nie jest mi zle kiedy tak jest. Nie ma dla mnie roznicy czy ogladam zachod slonca sama czy z kims – odbieram go tak samo pieknie I majestatycznie. Tak samo cieszy I tak samo czuje sie szczesliwa. Bo widze POZA schematy, bo odczuwam POZA granice spoleczne. Ale jak wiemy, swiat nie lubi ludzi wolnych bo naruszaja porzadek. Trzeba wtedy stanac w twarz z inna mozliwoscia spojrzenia I zycia a takze wlasnego niewolnictwa. A to boli.

Po krotkiej dyskusji odwrocilam sie plecami do grupy by spojrzec w niebo I ksiezyc, ktory lsnil tak mocno I byl tak piekny. To zawsze daje mi energie – niebo, w dzien czy w noc. Czy to piekne biale chmury, niebieskie niebo czy gwiazdy I Luna – Moja Siostra. Tam czuje, ze przynaleze. Odwrocilam sie po minucie z powrotem i…. dziewczyn nie bylo. Pusto. Domyslilam sie, ze prawdopodobnie weszly do klubu obok ktorego stalam. Zajrzalam przez okno – muzyka hiszpanska ala umca umca. Ale zaraz uslyszalam bachate w drugim klubie. Decyzja byla szybka – I weszlam tam gdzie serce mnie wiodlo.

Usiadlam na krzesle obserwujac ludzi. Salsa world jest specyficzny. Gdziekolwiek jestes na swiecie dzielisz ta sama pasje z ludzmi z innych kultur I odrazu czujesz sie jak u siebie w domu. Nie ma tam alkoholu, jest tylko taniec, pasja. Odrazu poznajesz duzo ludzi, tanczysz z wieloma ludzmi – czujesz sie zaopiekowana – jezeli jestes otwarta na to wszystko. I tak tam sie czulam, bo jestem otwarta. Nie mam paranoi rodu z horroru.  Kupilam drinka I rogladalam sie po wystroju. Na scianie migaly male swiatelka. Przypominaja mi gwiazdy – pomyslalam. Odwrocilam sie w druga strone I oniemialam. Nad barem wisiala wielka kopula ksiezyca! Znowu to zrobiles – szepnelam w sobie do swojego Stroza (ktory jestem przekonana jest stary I pomarszczony I ma ze 100 latJ). Wiedzialam, ze jestem w domu I nigdzie sie stamtad nie ruszam!

Byla to jedna z fajniejszych nocy! Wytanczylam sie, wybawilam, ludzie mnie zaczepiali by pogadac, bo widzieli, ze jestem sama. Poznalam dziewczyne z Bialorusi, jedyna blondynke wsrod ciemnookich I ciemnowlosych hiszpanow. Serce mi roslo. Czulam sie szczesliwa. Bawilam sie do 7 rano. Pare razy przeszlo mi przez mysl, ze powinnam poszukac dziewczyn. Pewnie zastanawiaja sie gdzie jestem. Poza tym nie znalam adresu do naszego mieszkania. Ale to wszystko wydawalo mi sie najmniejszym problemem jaki doswiadczylam w swoich podrozach. Bawilam sie tak dobrze, ze nie chcialam tego przerywac. I tak o 7 rano stanelam w swietle wschodzacego slonca,wsrod hiszpanskiego ludu I pomyslalam – ah… kocham Cie Zycie!
Nie wiedzialam gdzie jechac – ale to niebylabym ja gdybym zostala calkowicie bez magazynu nabytych wiadomosci w swoim mozgu. Zaczelam analizowac – to co takie tygryski jak ja lubia najbardziej. Pamietalam, ze podczas zwiedzania, kiedy juz wracalysmy, weszlysmy do autobusu numer 9. Tam rozmawialam z Bad Boy. Byl to plac Universitat. Weszlam wiec do taksowki I poprosilam na ten plac. Weszlam do autobusu I oczywiscie wdalam sie w mila pogawedke z kierowca. Taka hiszpansko – migowa pogawedke. Mowilam mu, ze nie jestem pewna gdzie wysiasc, ze pamietam tylko budynek przy apartamencie, ktory wygladal jakby go oblano biala farba, a zacieki byly zrobione z metalu. Utknal mi ten budynek w glowie, byl charakterystyczny. Oczywiscie taksowkarz mnie nie rozumial, ale byl cierpliwy I cos tam staral sie zalapac. Usiadlam wiec po prawej stronie I obserwowalam domy by wyjsc w odpowiednim momencie. W koncu wywiozlo mnie gdzies, gdzie nic nie rozpoznawalam. Budynku takze nie zauwazylam po drodze. Postanowilam wrocic. Cale szczescie autobus robil kolo. Tym razem po krotkim czasie zauwazylam znany budynek, Bingo! Okazalo sie ze pomylily mi sie strony I kierunki, jakbym siedziala po lewej stronie to bym zauwazyla budynek. Wypite wczesniej drinki takze mi nie pomagaly haha. Wysiadlam wiec zadowolona I pobieglam do apartamentu. Weszlam do srodka. Kolezanki zdziwione jak udalo mi sie wrocic. Jedna zaczela mowic jak sie martwily, bo ja tam sama I bez pieniedzy. Ale jak bez pieniedzy? – odparlam. 
Widzicie? – to jest przyklad pomyslow, idei, schematow bioracych sie tylko I wylacznie z wlasnych strachow, bolaczek I mysli, ktore znowu byly zaszczepione przez wiele zrodel; rodzicow, media etc etc. Dlaczego pierwszy pomysl to przekonanie, ze bylam bez pieniedzy??? Jak na zdrowy chlopski rozum, osoba ktora idzie na impreze nie bierze ze soba pieniedzy. I jeszcze sam fakt – JA, racjonalna jednostka, ktora wiedzac ze jest sama, to ma miec odlozona kase na taksowke chociazby – how come mialabym to wszystko przepic????

Z tego wszystkiego najbardziej moglabym czuc sie urazona brakiem wiary w moja inteligencje. Albo w ogole brakiem zauwazenia faktu, ze  - sorry – glupia nie jestem I rzadne impulsy nigdy calkowicie mnie nie zaslepialy I nie zaslepiaja. A takze fakt, ze dwie kolezanki z szesciu znalam osobiscie (reszta byla mi obca) I po moich wyjasnieniach przez tyle lat kim jestem, jak dzialam etc etc byly jak grochem o sciane. Wkurzajace jest to, ze chcesz by ktos Cie poznal, wiedzial kim jestes, jak dzialasz, robisz co mozesz by osoby nie byly urazone lub wystraszone moim zachowaniem, slowami czy reakcja, a one tak jakby znaly mnie od wczoraj. Powtarzalam tysiace razy, ze mi sie przyklejaja do mozgu rozne rzeczy, widze pewne szczegoly, koduje wiele rzeczy – nawet przy zwyklym pojsciu do sklepu. Jestem obserwatorem, analitycznym umyslem, ktory nie jest bierny w istnieniu – jak ide po ulicy to mysle, ze ide po ulicy – lewa noga, prawa – patrze jak inni chodza – tak dzialam. Jestem swiadoma rzeczy, ktore sa automatyczne I o ktorych ludzie nie mysla, bo wlasnie sa automatyczne. Jestem swiadoma swojej nerki, chociaz mnie nie boli. Zakodowalam punkty podczas zwiedzania, plac Universitat, autobus numer 9, budynek jak oblany farba I wiele innych rzeczy. Gdybym nawet tego nie zapamietala, zawsze uwazam, jest wyjscie z sytuacji. Gdybym nie wiedziala jak wrocic, poszlabym do internetu I wyslala smsa z internetu – co to za problem! Kolezanki byly zaskoczone – a co masz numery telefonow w internecie? Kurcze – oczywiscie ze mam, bo wlasnie jak ktos logiczny to jest za wczasu przygotowany na wiele ewentualnosci. A nawet jakbym nie miala, to bym I tak cos wymyslila. Nie bylam w Afryce tylko Europejskim kraju – ludzie!

A propo kodowania – opowiadalam swojej mamie o moich przygodach I jak szwendalam sie sama po Barcelonie. Okazalo sie, ze moja mama to tez maszyna do kodowania. Teraz wiem, po kim to mam hehe A myslalam, ze malo po niej odziedziczylam. Albo tak mi wygodniej myslec, z powodow juz tu przeze mnie przedstawionych nie raz. Jedan ciekawie bylo sluchac, jak odnajduje droge nawet po 10 latach poprzez punkty zaczepne – tutaj stal ten budynek, a teraz jest inny, a tutaj jest to drzewo, nadal tu stoi. I w ogole sie na tym nie skupia, przyczepia sie jej do mozgu. Tak jak I mi :)

Wracajac do sytuacji – nasluchalam sie jak to sie o mnie kolezanki martwily, czy zyje, jak wroce itd. No wlasnie…. Martwily. Teraz pytanie – czy jak sie o kogos martwisz, to czy to rowna sie z ograniczeniem swobody tej drugiej osoby I przy tym zmniejszeniu Twojego stresu?? Bo tak to kolezanki rozumialy. Doceniam martwienie sie o mnie itd, jednak to nie oznacza, ze mam nagle zmienic cos co sprawia mi frajde I czego ja sie nie boje. Doskonale mozna to przyrownac do rodzica I dziecka. Rodzic sie martwi cale zycie o swoje dziecko. Taka Martyna Wojciechowska – podrozniczka – jakos tez musiala zaczynac. Rodzice sie bali nie raz I nie raz byla w niebezpieczenstwie – ale czy milosc to ograniczenie swobody bo sie rodzic martwi???? To rezygnacja z tego kim sie jest bo sie ktos martwi?? Niestety Free Spirits tego nie lubia, a ja na pewno nie odbieram tego jako milosc do mnie. Rozumiem poczucie strachu o druga osobe, ono tam bedzie I nienalezy sie jej wypierac, jednak to ja musze sobie z tym poradzic I dac drugiej doroslej osobie wolnosc wyboru co do swojego zycia. Moge porozmawiac, ostrzec lub opowiedziec o tym jak ja to widze, jednak na pewno nie wywolywac presji. Dlatego nie podobalo mi sie ich martwienie.

I teraz spojrzmy na to wszystko co napisalam – czy tak mysli przecietny czlowiek??? Normalny??? I tak polowe z tego co mysle, jeszcze tu nie wu£uscilam. Lubie takie porownanie: z mojej glowy wyrasta drzewo o tysiacach galezi, czesto poplatanych, jedna galaz wychodzi z drugiej i laczy sie z trzecia lub ta sama. Tak widze swiat, taka zlozonosc zjawisk obserwuje – ale jak to udowodnic kiedy to wszystko jest abstrakcja, plynna jak mleko. I tym zajmuje sie wlasnie psychologia! To wlasnie stara sie zrobic – zmierzyc I dac dowody na zjawiska, ktore sa wynikiem jakiejs dynamiki mikroskopijnej. Psycholog zajmuje sie obiektywnym mierzeniem takich zjawisk poprzez rozne narzedzia obiektywne – naprawde robiac statystyki nie musze znac siebie gleboko. Zyczylabym sobie by w koncu ludzie, szczegolnie moi znajomi, pojeli najprostsze fakty. Chca osobe, ktora musi siebie sama analizowac doglebnie I wtedy innych, poprzez wlasna intuicje, poprzez wlasna obserwacje – niech idzie do psychoterapeuty.
Ale ja optuje za psychologiem psychoterapeuta – wieksze prawdopodobienstwo widzenia szklanki I pustej I pelnej - obiektywnie I subiektywnie.

Nastepne 2 dni w Barcelonie spedzilam sama. I to byly najlepsze dwa dni ever! Pojechalam do Parku Gudiego – bylo surrealistycznie. Jego dreamy art I jeszcze artysta grajacy na dziwnym instrumencie jakas surrealistyczna muzyke. Ludzie rozmawiajacy ze mna – jedna kobita robila mi zdjecia I kazala zakrzyczec La Vida! Haha
Jak tu czuc sie samym? Jak sie ma swiat w sobie – nie jest sie nigdy samym. To jest wolnosc – istnieje sie w swiecie tylko dlatego by sie wymieniac ale nie by wypelniac pustke. Moze to wlasnie jest mniej egoistyczne? Moze wlasnie to jest emocjonalny rozwoj na wyzszym poziomie, o ktorym Medrcy przez wieki rozprawiaja?

Wspomne jeszcze tylko w skrocie zakonczenie wycieczki: kolezanka zatrzasnela klucze do domu i spoznilysmy sie na autobus do Girony. Musialam skakac przez balkon od sasiadki by otworzyc drzwi. Musialysmy lapac taksowke - 200e! bo to godzina od Barcelony, by dostac sie na samolot. I wyborazcie sobie teraz komedie - 40 min do wyjscia a kobity co robia? Jedna naklada trzy warstwy makijazu przez pol godziny, a druga myje wlosy godzine, by pieknie wygladac! W samolocie! Bo moze spotkac kogos fajnego i trzeba byc przygotowanym! Ja tylko lezalam na sofie i ponaglalam dziewczynki. Przez to spoznilysmy sie prawie na samolot, bylysmy normalnie minute przed wylotem. I wez tu nie zwariuj! ;)

Wkleilam pare zdjatek - viva La Vida!!!!

http://travel.webshots.com/slideshow/580266959zqfjvk



niedziela, 8 maja 2011

Zapisalam w czerwonym notesie....

"Podstawowym problemem w milosci jest stanie sie na poczatek dojrzalym. Wtedy znajdziesz dojrzalego partnera, wtedy ludzie niedojrzali nie beda Cie w ogole interesowac. Tak to jest (..). 

"A gdy dwie dojrzale osoby laczy milosc, pojawia sie jeden z najwiekszych paradoksow, pojawia sie cos wspanialego: sa oni ze soba ale jedoczesnie sa calkowicie sami. Sa ze soba tak bardzo, ze niemal stanowia jednosc, ale ta jednosc nie niszczy wcale ich indywidualnosci.(...)

"Gdy nie ma w Tobie milosci, prosisz druga osobe aby Ci ja dala: jestes zebrakiem (...)"

"Milosc jest luksusem, jest obfitoscia. Ma w sobie tyle zycia, ze nie wiesz co z nia zrobic, wiec zaczynasz sie dzielic. W Twoim sercu pojawia sie tyle piosenek, ze musisz zaczac je spiewac czy ktos slucha czy nie." 
"Wtedy milosc nie jest zwiazkiem, lecz stanem".

Osho - Dojrzalosc: Odpowiedzialnosc bycia soba

Milosc jest w nas...niezalezna....Kochamy wtedy kiedy mamy jej w sobie za duzo....
Izabell

poniedziałek, 2 maja 2011

Into the wild - polecam film....

Slysze ten krzyk wolnosci... ta piosenka wyjatkowo porusza.... Melancholia....pewne zmeczenie rzeczywistoscia, cywilizacja.... Skad ja to znam...W koncu czesto sama sie chowam.....
Choc bohater generalnie ucieka i to jest jego klatka. Zle sie do wolnosci przygotowal... Bo wolnosc to jednak latwa nie jest....





Oh it's a mystery to me.
We have a greed, with which we have agreed...
and you think you have to want more than you need...
until you have it all, you won't be free.


Society, you're a crazy breed.
I hope you're not lonely, without me.

When you want more than you have, you think you need...
and when you think more then you want, your thoughts begin to bleed.
I think I need to find a bigger place...
cause when you have more than you think, you need more space.

Society, you're a crazy breed.
I hope you're not lonely, without me.
Society, crazy indeed...
I hope you're not lonely, without me.

There's those thinkin' more or less, less is more,
but if less is more, how you keepin' score?
It means for every point you make, your level drops.
Kinda like you're startin' from the top...
and you can't do that.

Society, you're a crazy breed.
I hope you're not lonely, without me.
Society, crazy indeed...
I hope you're not lonely, without me
Society, have mercy on me.
I hope you're not angry, if I disagree.
Society, crazy indeed.
I hope you're not lonely...
without me.

sobota, 16 kwietnia 2011

P£ec psychologiczna

    Na drodze poznania siebie nalezy zadac szereg pytan I spojrzec z wielu katow. Pytanie JAK JESTEM SKONSTRUWANA/Y jest jednym z podstawowych, jednak Ci ktorzy lubia wiedziec takze dlaczego? co sprawilo, ze tak sie stalo musza wykonac dalsza prace wglebiania sie w swoje wspomnienia I mysli. Kazde odkrycie jakiegos aspektu o sobie powoduje w takich ludziach jak ja energetyczny dreszcz. Jest to radosc poszukiwacza, ktory przybliza sie do skarbu, ktory w moim przypadku jest zrozumienie siebie, a potem swiata. Ale to szczescie jest droga, nie ma drogi do szczescia. Samo poszukiwanie jest dla mnie wlasnie takim szczesciem.


    Ostatnio natrafilam na bardzo ciekawy temat, ktory dodaje nastepna teorie do pytan na temat uksztaltowanej osobowosci – p£ec psychologiczna. Jest to struktura utworzona w procesie socjalizacji (sex-typing). Mianowicie, pewne tendencje, ktore zostaly nam wtloczone poprzez wychowanie, przekazy slowne, postawy innych, ktore obserwowalismy I powielalismy. Na przyklad kiedy kobieta slyszy, ze dziewczynka powinna pomagac, nie odpowiadac nie pytana czy wykazywac duza wrazliwosc, wowczas takie moze miec tendencje w dalszym zyciu. Natomiast kiedy chlopcy przez lata slyszeli, ze “chlopaki nie placza”, lub ze chlopak to musi byc silny I wtedy osiagnie sukces w zyciu, wowczas takie dziecko moze powielac takie tendencje I np. miec problemy w okazywaniem emocji. Co powszechnie mozna zaobserwowac. Aczkolwiek moze stac sie takze odwrotnie, dziewczynka jest bombardowana afirmacjami sily I sukcesu, wtlaczana w wiare we wlasne sily I radzenia sobie ze wszystkim. A chlopak moze byc uczony, by zawsze pomagal innym, by byl wrazliwy, szczegolnie dla kobiet, bo to slabsze istoty. I taki chlopak np. w przyszlosci moze miec problemy z powiedzeniem “nie” I ustawieniem pewnych granic, a silna kobieta moze miec problemy z wrazliwoscia. Rozne moga byc konfiguracje I rezultaty. Nie doszlismy w wiedzy jeszcze do takiego momentu ze mozemy okreslic ile biologii, genow, wplywa na nasze ksztaltowanie a ile wychowanie I kultura. Obowiazkiem kazdego poszukiwacza jest znalezienie wlasnych schematow I konfiguracji. Ja zabralam sie za siebie dawno temu I nadal to kontynuuje. Plec psychologiczna dostarczyla mi wielu punktow do analizy. I tak…


…. zawsze mnie zastanowialo jak to jest mozliwe, ze moja matka, wieczna ofiara losu, placzliwa I wpajajaca mi posluszenstwo w stosunku do ludzi I autorytetow nigdy nie osiagnela celu. A takze to uczucie ktore wylapywalam w sobie; ta irytacja na jej nadwrazliwosc I brak konkretnych dzialan by zmienic nasz los. Takie poddanstwo…. Odkad pamietam, nigdy tego nie lubilam.Kumulowalam frustracje. Pozniejsze dorosle zycie przynioslo nastepne weryfikacje. Zwiazki, przyjaznie przynosily te same emocje jezeli chodzi o nadwrazliwosc lub brak sily do podejmowania okreslonych decyzji. Przyjazn jest innym tworem niz milosc, wiec tutaj mam duzo wiecej tolerancji. Najgorzej bylo w zwiazkach – tutaj wymagalam (I nadal tak jest) duzo wiecej. Takie cechy jak konsekwencja, wytrwalosc, przelamywanie sie, nie poddawanie i nie podleganie sytuacji czy wplywowi ludzkiemu jezeli prowadzi to do glupoty a szczegolnie z celu gromadzenia sobie sojusznikow -  to wszystko mialo I ma dla mnie ogromne znaczenie. I wiele lat czulam sie winna ze tak wlasnie jest, dopoki przestalam sluchac “swietych krzykaczy”. Wina wynikala z wiecznego  odbijania sie mojej osobowosci od polskiej kultury I srodowiska. To mnie kaleczylo I czulam sie winna.Nawiazujac do wtlaczanych nam postaw kobiecych I meskich patrzac teraz na te cechy, ktore wymienilam powyzej widze jak bardzo nie pasuja do….kobiety. Oczywiscie teoretycznie. Do wizerunku kobiety rozumianej przez nasze spoleczenstwo. Polska nie jest odosobniona, ale pozwole sobie skupic sie na rodowej ziemi bo tam sie wlasnie uformowalam. Odnosze analize do siebie w tym tekscie.

   A wiec wpadl mi w rece test, ktory mial okreslic moja plec psychologiczna. Zwrocil moja uwage – jak ja to mowie – przykleil mi sie do mozgu – a to zawsze oznacza, ze mam sie temu przyjzec. Sandra Bem, badacz spoleczny,  okreslila cztery kategorie cech psychicznych w nawiazaniu do plci. Pod uwage zostaly wziete cechy typowo kobiece okreslone przez badaczke, ktore sa opisywane w stereotypach: dla kobiety jest to empatia, rozwiazywanie konfliktow, cieplo, wsparcie, zorientowanie na innych. Dla mezczyzn takie cechy to analityczne myslenie, sila, brak okazywania emocji, skupienie sie na problemie a nie emocjach, lepsze opanowanie itd. I tak cztery kategorie to:


1)      Osoby określone seksualnie: charakteryzują się one cechami typowymi dla ich płci; są to tzw. „męscy mężczyźni” i „kobiece kobiety”;
2)      Osoby krzyżowo określone seksualnie czyli wykazujące cechy przeciwne dla ich płci biologicznej:„męskie kobiety” i  „kobiecy mężczyźni";
3)      Osoby androgyniczne: można u nich zauważyć duże nasilenie cech zarówno kobiecych, jak i męskich, niezależnie od płci biologicznej;
      4)      Osoby nieokreślone seksualnie czyli takie, u których w niewielkim stopniu zostały określone cechy zarówno kobiece, jak i męskie.

Zaznaczam jeszcze raz – nie chodzi tu o plec biologiczna, ktora okresla orientacje seksualna, a psychologiczna, czyli nabyte cechy powszechnie okreslone za kobiece lub meskie. Mozna sie dowiedziec jakie cechy w procesie socjalizacji a takze pewnie tendencji genetycznych (bo nie wszyscy przyjmuja wszystko) przyjelismy do struktury swojej osobowosci I zachowan.

No I zrobilam sobie ten test…. I nastepna kurtyna spadla z moich oczu. Nastalo swiatlo w tym temacie.

Moj rezultat to 66% meski typ, 40% kobiect typ, 47 androgyniczny. 

Kurcze…. Jestem psychologicznym facetem jak widac. Jednak cieszy mnie to, ze typ androgyniczny nie jest daleko w tyle jak i kobiecy. Jestem blisko balansu a wlasnie to uwazam, za madrosc - droga srodka. W ostatnich miesiacach ten schemat zaczyna byc dla mnie coraz bardziej jasny. Po tescie zaczely wracac do mnie roznego rodzaju sytuacje. I stad prawdopodobnie wynikalo ze mnie poczucie winy, kiedy przeciskalam sie ze swoja osobowoscia juz na starcie okreslana najpierw jako dziecko (czyli nic nie wie) a potem kobieta (czyli ma siedziec cicho, musi chciec miec dzieci, w koncu ma macice, rodzina powinna byc pierwsza potrzeba no i kobieta plec slabsza trzeba jej pomagac). Jakos nie pamietam by matka wciskala cos takiego mojemu bratu.

Ale trzeba zaczac od poczatku by lepiej to zaanalizowac. Najpierw dziecinstwo - ciemny i ciezki czas dla mnie. Ciagla walka i brak akceptacji. Obserwacja mojego ojca, jego agresywnej i ponizajacej nas postawy mogl mnie zgiac gdybym tylko posiadala tendencje matki - tej cichej kobiety, wybaczajacej, i wiecznie placzacej. Postawa mojego ojca nauczyla mnie tylko tego, ze musze sama sobie radzic, bo nikt tego za mnie nie zrobi. Moja mama wtlaczala mi przez cale zycie, ze mam siedziec cicho, ze powinnam sluchac innych, podawala mi obcych ludzi za przyklady - a bo sasiadka dobrze sie uczy a Ty nie, spojrz jakie dobre dziecko itd itd. Dlatego nie moge do konca zgodzic sie na odzielenie biologi od psychologii w pracy Sandry Bem. Czy przyjmiemy stereotyp czy nie zalezy to od jakis naszych sklonnosci. Nie jestem zwolnenniczka myslenia, ze rodzimy sie Tabula Rasa. Na pewno analizujac siebie tego nie widze - jako dziecko nie mozemy swiadomie wybierac i rozumiec wyborow, po prostu reagujemy. I ja reagowalam bardziej jak chlopak (w nawiazaniu do stereotypow) niz dziewczynka. Zawsze denerwowalo mnie robienie czegos za mnie, jakbym nie mogla tego czegos udzwignac, myslenie za mnie, jakby cos nie moglo byc mi wytlumaczone lub moze juz o tym wiem. Nie wspomne o nadwrazliowsci - rozklejanie sie z powodow, ktore naprawde nie emanuja silna tego potrzeba czy nawet powodem by sie rozkleic. W zyciu towarzyskim zawsze napotykalam na opor, szczegolnie meski, jakbysmy sie przepychali - oni chcieli mi pokazac moje miejsce, a ja nie oddawalam im pola. Jednakze z drugiej strony, po latach okazalo sie ze najlepiej dogaduje sie z mezczyznami. Jednak znowu z tymi, ktorzy wykazuja sie takze cechami kobiecymi, sa w balansie mesko - kobiecej i potrafia sluchac, nie wdaja sie ze mna w emocjonalne przepychanki, bo nie musza udowadniac swojej meskosci a ja kobiecosci. To samo tyczy sie kobiet - te ktore wykazuja takze cechy meskie sa mi najblizsze. 

W doroslym zyciu wszystko jeszcze bardziej sie wyklarowalo. Nawet powiem ze im jestem starsza tym bardziej widze ze nie do konca stoje na przeciwstawych biegunach. I tak w zwiazkach coraz bardziej rozumiem jak potrzebuje byc kochana. Nie potrafie udawac, ze jestem wrazliwa, marzaca o dzieciach kobieta, ktora potrzebuje oparcia w postaci meskiego ramienia. Uwielbiam brac sama odpowiedzialnosc za wlasne wybory i bardzo nie lubie gdy ktos mi ta odpowiedzialnosc zabiera, jakbym byla dzieckiem. Najwiekszym darem jaki osoba moze mi dac to ufnosc w to, ze sobie poradze. To dodaje mi skrzydel. Jestem konsekwentna, jestem aktywna w decyzjach i mysleniu, podejmuje ryzyko i jestem racjonalna. Lubie analityczne myslenie i pare lat temu kiedy zastanawialam sie na jaki kierunek studiow isc bralam dwa pod uwage - psychologie lub informatyke. Nie rozczulam sie nad niemowlakami, i nad super ciuchem w sklepie, a takze rzadko placze na filmach, chyba, ze jest to film Never let me go - ktory goraco polecam. Czulam sie dotknieta historia w tym filmie i moge zapewnic, ze nie byla to niespelniona milosc ale traktowanie czlowieka jak sklep z organami. Poza tym film jest prosty w swej wymowie i to mnie rusza. Nie powiem wiecej, jednak serce zatrzymalo mi sie nie raz. A muzyka....piekna...... I jak widac po drugiej stronie widze w sobie cechy jak wrazliwosc, empatie, wsluchiwanie sie w swiat i w innych. Jednak empatia to nie nadwrazliwosc - czujac czesto skret kiszek w powodu czyjej histori nie oznacza, ze zaraz sie rozkleje i bede uzywac miekkich slow, rozklejajac sie razem z placzaca osoba. Mam odrazu gotowosc do aktywnosci i motywacji, ktore takze swiadcza o tym jak meska mam do tego postawe. Sama mowiac czy piszac nie uzywam slow JA CZUJE, tylko JA MYSLE. Czesto mam potrzebe sarkazmu kiedy ktos stara mnie sie przekonac argumentami rodem z Harlequina, jak to potrzebujemy innych by byc szczesliwymi a szczegolnie tego jedynego THE ONE, bo bez tego jestesmy niepelni, jak polowa jab£ka (niah!). Zreszta najwiekszy test jaki sobie przypominam swoich tendencji przyszedl pare miesiecy po emigracji. Byl to ciezki test - ale moja reakcja wiele mi o mnie teraz mowi. Kiedys juz tutaj o tym pisalam.


Mianowicie - moje pierwsze miesiace na emigracji byly ciezka przeprawa, szczegolnie z naszymi rodakami. Polacy dali mi sie niezle we znaki i mieszkajac z paroma w jednym mieszkaniu postanowilam znalezc inne lokum. Wlasciciel tegoz mieszkania mial pokoj do wynajecia w innym domu. Poszlam by go obejrzec tyle ze.... wlasciciel zamknal za mna drzwi. To byla moja wielka glupota, ze poszlam tam sama. Typowy schemat - osoba, ktora w sumie znasz moze stac sie Twoim najwiekszym zagrozeniem, nigdy do konca nie wiesz. I tak sie wtedy stalo - stalam w tym pokoju sluchajac grozb pod swoim adresem, ze jezeli nie zgodze sie na seks polubownie wowczas bedzie niepolubownie. I teraz przygladam sie w glowie tej dziewczynie, stojacej tam i skupionej na analizie sytuacji. Tak - analizowalam sytuacje. Balam sie bardzo. Bylam zestresowana, jednak nadal analizowalam i nie wykonywalam pochopnych ruchow. Ktos mi powiedzial moglas kopnac go miedzy krocze i uciekac. Nie wszyscy rozumieja jak ciezko to zrobic, szczegolnie kobiecie w szoku - a wiele ktorych to zrobilo wyszlo z pocharata twarza lub w ogole z tego nie wyszlo. Wtedy uwazalabym to za porazke. Utrata zycia czy okaleczenie to porazka. Z kopniecia mozna sie latwo wywinac, wystarczy zacisnac kolana i kopniecie wcale nie musi dac az tak duzego efektu jak by sie chcialo, a moze to takze rozsiedzic napastnika. To nie film. Ten facet byl duzy i silny, a ja bylam w szoku fizycznym - jednak nie psychicznym. Widzicie? Nie psychicznym - bylam wycofana wglab siebie. Oszacowalam sytuacje, tego czlowieka i jego mozliwosci i wybralam najlepsza opcje, moim zdaniem. I wygralam. Zaczelam mowic, zadawac pytania i nawet udawac, ze mi sie podobal i myslalam, ze bedzie to wygladac inaczej. Rozmawial ze mna nie dotykajac mnie. Przedluzalam minuty. Udawalo mi sie to. I moge takze powiedziec, ze moje czesto kontrowersyjne opinie i wierzenia pomogly mi trzymac wszystko pod kontrola, czyli gwalt nie byl dla mnie najgorsza opcja.  Bo reagujemy tak jak wierzymy. Jezeli mamy do swojego ciala postawe swietosci, lub widzimy siebie tylko jako cialo i nic wiecej, wtedy wszystko co sie stanie naszemu cialu bedzie miec glebokie implikacje psychologiczne. Albo jezeli widzimy, ze seks jest tylko wyznaniem milosci, czyms co Kosciol neguje jezeli tak nie jest, czyms swietym - wowczas takze ciezko mozemy podchodzic do pewnych sytuacji zwiazanych z cialem. Albo takze, jak zle sie czujemy ze swoim cialem, wstydzimy sie, chowamy - to wszystko ma wplyw jak do niego podchodzimy. Na przyklad kobiety po amputacji piersi ciezko to przezywaja ale sa takie, ktore nie traktuja piersi jako wymiar swojej kobiecosci. I to buduje ochrone dla ich psychiki. Moje myslenie tez jest inne -  i wiem, ze to by takze chronilo mnie w jakis sposob psychicznie.

Mianowicie - uwazam ze gwalt jest bardzo ciezka sprawa. Jest psychiczna trauma, pogwalceniem nie tylko ciala ale takze czlowieczenstwa i duszy. Nikt nie ma prawa do wymuszania czegokolwiek od drugiej osoby - jak to robi, to tylko swiadczy o niskiej pozycji w lancuchu ewolucji i na pewno totalnej patologii i zimnoty emocjonalej.  Jednak zostalam postawiona (lub sama sie w to wpakowalam z braku myslenia) w takiej a nie innej sytuacji i trzeba bylo walczyc. Jednak w moim przypadku myslenie bylo takie: walka o co? o cnote? To wydawalo mi sie nawet smieszne w porownaniu z walka o zycie. Osoba patologiczna doprowadzona do wscieklosci staje sie zabojca. Jezeli mam umrzec to nie z braku opanowania i myslenia, nie z czystej reakcji bronienia swojej cnoty (?). Ta fizycznosc choc ja szanuje i nigdy nie chcialabym byc zmuszona do jej uzywania kiedy tego nie pragne - jednak nie jest czyms za co gotowa jestem umrzec. Bo bedac na tamtym swiecie i sluchajac poematow jak to bronilam swojej cnoty i jak swiat jest ze mnie dumny - na pewno ja bym dumna z siebie nie byla. 

Jednak nie o tym chcialam sie rozpisywac. Takie momenty sa ciezkie i prowadza do traum. Mi sie udalo, bo gosciu mnie nie tknal. Jednak gdybym byla ta ciepla, wrazliwa, cicha typowa kobieta, podazajaca za emocja (a byl to ogromny stres, strach) - czy udaloby mi sie tam to wszystko tak zaanalizowac? pod wplywem ogromnego w sumie paralizu energetycznego?  Dlatego przestalam czuc sie winna, ze lubie byc zosia samosia, ze sie nie rozklejam z byle powodu, ze lubie sama podejmowac decyzje i na prawde nie potrzebuje porad dopoki sama o nie nie poprosze. Czesto nawet mnie wkurza jak ktos zaklada, ze czegos nie wiem tylko dlatego, ze jestem kobieta. I wierzcie mi - zdarzaja sie na prawde tak prostackie zachowania jakbym byla typowa blondynka. Raz na przyklad mialam sytuacje ze swoim ex of 5 years w Polsce. Jechalam raz samochodem i zaczelo mi cos piszczec. Dzwiek pochodzil z przedniej maski. Otworzylam ja i dzwonie do faceta i mowie, ze cos tu mi piszczy. Powiedzial, ze tak, bo cos tam sie odkreca samo i trzeba po prostu cos tam odlaczyc. Wiec mowie, to powiedz co dokladnie, znajde to. A on, z kompletnym brakiem wiary juz na samym wstepie ze lepiej nie, zebym przyjechala to on to zrobi. Rzucilam pare ostrych slow na temat szowinistycznych zachowan wiec sie przelamal i zaczal tlumaczyc. Bo minucie bylo po wszystkim. A teraz wyobrazcie sobie obrazek, kobieta zawisa nad przednia maska, cos tam dlubiac a tu nagle przechodzi dwoch facetow patrzac na nia jak na kogos kto pomylil samochod z torebka. Jestem w wielu rzeczach samoukiem. Psychologia, filozofia, fotografia, komputer, photoshop, teraz nawet gitara, kiedys syntezator itd itd - jestem logicznym ciagiem i nie bede za to przepraszac. Jak chce sie czegos nauczyc to sie naucze sama bo mam mozg i ja nim zarzadzam. Lepiej aby swiat przestal mnie stopowac.

Tu juz ostatni przyklad ktory juz Wam opisywalam - Miami. Ukradzione dokumenty, wscieklosc, a facet przebywajacy ze mna staral sie zrobic wszystko za mnie, nawet rozmawiac przez telefon w sprawie ukradzionej karty. Myslalam, ze szlag mnie trafi. I teraz pytanie - czy on pomagal mi czy sobie? Bo ja jakos nie czulam by mi pomagal bo w ogole nie wyczuwal jakiej ja pomocy potrzebuje. Zalozyl ze jestem kobieta wiec trace kontrole.

A propo zwiazkow - wyroznione zostaly pewne wskazowki dotyczace roznych plci psychologicznych- jezeli chodzi o mnie bardziej meskiego typu a potem androgynicznej i na koncu kobiecej - lepiej nie mozna bylo tego okreslic. Jezeli wezme pod uwage kobiecego faceta - ta nadmierna uczuciowosc i wrazliwosc to jest wlasnie to co mnie irytuje. Pewnie dlatego, ze wlasnie moja matka byla taka nadmierna i to wcale nie pomoglo nam w zyciu. To w ogole nie pomaga. Moj ojciec byl meskim mezczyzna - typowy stereotyp faceta, ktory staral sie wtloczyc mojemu bratu. Jednak moj brat byl wlasnie wrazliwcem i moj ojciec nie uwazal tego za postawe "prawdziwego faceta". Androgyniczny typ to chyba ideal Balans! :) Ale gdzie te Androgyny!!!   :)



Oto kilka wskazówek jak postępować z osobami o określonej płci psychologicznej:
  • Kobieca kobieta: to osoba bardzo wrażliwa, łatwo ją zranić. Najlepiej czuje się, gdy może zaoferować innym swoją opiekę i troskliwość. Pozwól jej na to i jednocześnie sam często zapewniaj ją o swoich uczuciach;
  • Męska kobieta: wydaje się być niewrażliwa, twardo stąpająca po ziemi, nastawiona na osiąganie konkretnych celów. Nie staraj się na siłę udowadniać jej, że jest krucha i bezbronna. Jej zachowanie niekoniecznie musi świadczyć o braku uczuć; prawdopodobnie woli wyrazić je poprzez działanie niż słowa;
  • Kobiecy mężczyzna: zdarza się, że w otoczeniu taka osoba uchodzi za nieudacznika. Podobnie jak kobieca kobieta, mężczyzna taki kryje w sobie ogromne pokłady wrażliwości i uczuciowości, co może okazać się jego dużą zaletą. Nie okazuj zniecierpliwienia, jeśli wydaje Ci się, że traktuje Cię niczym małe dziecko. Pozwól mu wykorzystać jego ogromne pokłady troski w stosunku do Ciebie – on naprawdę robi to z miłości;
  • Męski mężczyzna: to prawdziwy mężczyzna i zapewne często wydaje Ci się, że nic nie może go załamać. Wiedz, iż to tylko pozory. Twój partner po prostu zachowuje się zgodnie z modelem, jakiego prawdopodobnie nauczył się w dzieciństwie. Bądź ostrożna, naprawdę możesz go zranić, nawet jeśli otwarcie tego nie okaże! Tego typu mężczyźni także wolą okazywać uczucia do partnerki poprzez działania wobec niej. Nie miej zatem pretensji, jeśli zbyt często nie powtarza Ci, jak bardzo Cię kocha: jedno takie wyznanie naprawdę wiele go kosztuje.
  • Osoby androgyniczne: zgodnie z teorią S. Bem takie osoby można uznać za partnerów najbardziej zbliżonych do ideałów: potrafią być zarówno silne, jak i czułe, poradzić sobie z różnymi typami trudności w związku. Musisz jednak pamiętać, że osoby takiej nie można ograniczać: nakazywać jej, by zachowywała się w sposób typowo kobiecy czy męski. Twój partner nie będzie szczęśliwy, jeśli okażesz mu, że oczekujesz od niego zachowania według określonego schematu.

Wiec reasumujac - nastepna podroz po nowa czesc ukladanki zostala zakonczona. Im bardziej siebie rozumiem, tym bardziej bede potrafila tworzyc zdrowe relacje i byc w nich szczesliwa. A wtedy i swiat bedzie bardziej szczesliwszy bo nie ma innej drogi jak przez siebie.

 Zapraszam takze do sprawdzenia swoich tendencji w tescie S. Bem. Test jest niestety po angielsku, ale nie jest jakos wielce skomplikowany, poniewaz zawiera jedno okreslenie emocjonalne. Mozna skorzystac z google translator w przypadku bardziej skoplikowanego slowa. To wazne aby zrozumiec dokladnie o co jestesmy pytani. Dajcie znac jakie macie wyniki :)


Dzis na tyle - za dwa tygodnie zaczynam ostatnia serie egzaminow - wiec bede znowu nieobecna na blogu przez jakis czas. Ale juz blizej niz dalej do wolnosci!

I ta wiosna! ah... wszystko pachnie i ja budze sie do zycia! 

A tutaj piekna muzyka z filmu Never let me go.
Do nastepnego!