"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,

wszystko co po niej nastąpi

również stanie się lepsze. "


Paulo Coelho



niedziela, 11 listopada 2012

Hibernacja

Przyszla zima i ciemnosc…. Moje cialo przygotowuje sie do hibernacji… Tak sie teraz czuje dlatego ostatnio sie nie rozpisywalam. Ciagle chce mi sie siedziec w domu, otulona ciepla kolderka i medytowac nad rozswietlona sloncem £aka, skrzacym jeziorem, cieplem rozgwiezdzonej nocy z plynaca po niebosklonie Luna. I ten zapach…. Zapach podmoklej lub scietej trawy…. Dzwiek brzeczacych w nocy swierszczy….. odbijajacych sie od wieczornego nieba koron drzew…. Czesto marze w zimie o wlasnie takich swietych dla mnie momentach jak zakochana krolewna o krolewiczu. Marze i tesknie kiedy znowu poczuje sie obudzona. Wrocilam z Malagi miesiac temu. Bylam bardzo naergetyzowana. Zachody slonca jakie sie tam rozlewaly budzily we mnie taka milosc, ze chyba nikt mi nie uwierzy kiedy powiem, ze wiekszej jeszcze nie czulam. Dlatego zdanie – Milosc nie ogranicza sie do zwiazkow – jest to celebracja zycia – bardzo do mnie pasuje.


Malaga generalnie bedzie przypominac mi jedna rzecz, ktora mnie zaczela zastanawiac a ktora tam doswiadczylam – mianowicie jezyk. Pytanie; jak sie tam dogadywalam - ja po angielsku a Ci po hiszpansku – ze zawsze wiedzielismy o co chodzi? Szczegolnie raz kiedy weszlam do cukierni po Ice Tea, wzielam butelke, poprosilam dodatkowo o gofra. Rozmowa byla taka jak zawsze – ja po angielsku, kobieta troche rozumiala w tym jezyku ale ni w zab nie mowila. Postawilam butelke na ladzie czekajac na gofra, spojrzala sie na mnie a potem na butelke i zatrajkotala po hiszpansku. Nic mi to nie powiedzialo. Nie widzialam rzadnego punktu zaczepienia aby rozpoznac o co jej chodzi. Zawazylam tylko jej oczy patrzace a to na mnie a to na butelke. Moj mozg jednak dziwinie domyslil sie o co jej chodzi, bo przytaknelam mowiac, yes please, nie dokonca wiedzac czy dobrze sie domyslam. Moj mozg mial pomysl w calej swojej wyobrazni, ze prawdopodobnie chodzi o szklanke. Serio, slowa swiadomie nie pasowaly do mojej wiedzy kompletnie – po polsku szklanka po angielsku – a glass, po hiszpansku – vidrio (tak google mi powiedzialo, bo sama nadalnie wiem:)) nijak sie mialy do siebie. Dlaczego przyszlo mi do glowy ze moze oto pytac? Ano zdarza mi sie to nie pierwszy raz ze z obserwacji potrafie wyciagnac pewne hipotezy. Analiza sytuacji, w jakiej ja jestem, jak to moze wygladac z drugiej strony, mowa ciala, wzrok – to wszystko daje pewien obraz. Sila wyobrazni, ktora pracuje nad mozliwosciami jest tu niezbedna. Dlatego zawsze mowie, jak wazne jest rozwijac wyobraznie. Wyobrazac sobie rozne scenariusze sytuacji, nawet takie w ktorych odlatujecie na inna planete. Nierealne, ale bardzo pracujace nad elastycznoscia myslenie. Bledy popelniaja czesto ludzie po prostu bez wyobrazni, ktora pomaga w przewidywaniach wachlarza konsekwencji.

Wiec powiedzialam – yes, please – myslac ze chyba pyta o szklanke. Nie wiedzialam na co przytaknelam. Jakie bylo moje zdziwienie, kiedy osoba przyniosla mi szklanke z lodem. Lodu nie przewidzialam, choc bylo goraco i to byloby najlatwiej do przewidzenia, ze tak wlasnie bedzie. Myslalam tylko o szklance w jeszcze bardziej zawezonej i nieoczywistej bazie danych. Mozg jest niesamowity, szczegolnie w momentach kiedy otwiera sie do poziomu o ktorych nie mamy pojecia. Teraz rozumiem co miala na mysli podrozniczka Beata Pawlikowska mowiac, ze mozna zrozumiec inny jezyk nawet bez jego znajomosci, bo czyta sie wiele innych informacji w okol tego. Caly pobyt w Hiszpani sprowadzal sie wlasnie do takich zjawisk. Pytam sie o droge napotkanego czlowieka – on trajkocze w swoim jezyku – nic nie kapuje – ale widze jak pokazuje rekami prosto i w prawo. Ile razy sie usmialismy, ze ja w jednym jezyku, hiszpan w drugim i tak stoimy i gadamy jakbysmy znali kazde slowo. Obserwacja… skupienie…. Uczucie jakby plynnosci w mozgu…. Moze rzeczywiscie jest tak, ze inne wymiary istnieja, po prostu nie potrafimy jeszcze nimi zarzadzac w naszym mozgu.

Proponuje pewne cwiczenia – zawsze zaczyna sie od pierwszego kroku. Praktyka przynosi wiele benefitow i sama jestem tego przykladem, a wiecej dowodow w nastepnym poscie. Teraz podziele sie z Wami pomyslem, ktory mi uzmyslowilo zwykle obcowanie z doniczkowym kwiatkiem. Lekcje leza tam gdzie sie tego nie spodziewamy. Otwartosc umyslu – bardzo wazne.
Proponuje zakupienie doniczkowego kwiatka jakiego nie znacie. Im bardziej dziwny dla Was, nieznany, najlepiej egzotyczny (bo tedy potrzeby sa jeszcze bardziej dziwaczniejsze) tym lepiej. Nie czytajcie instrukcji. Nie dowiadujcie sie nawet jak sie nazywa. Zostawcie google w spokoju :) Zaadoptujcie takiego osobnika i zacznijcie nad nim opieke. Dowiedzcie sie co potrzebuje, jakie ma reakcje od waszego dzialania. Czy lubi miec sucho czy bardziej mokro? Slonecznie czy ciemno? Zimno czy cieplo? Kiedy najlepiej rozkwita – kiedy marnieje i co trzeba zrobic by znow ozyl? Obserwujcie jego zwyczaje – bo kwiatki maja swoje zwyczaje w zaleznosci od gatunku. Dlaczego nie zakupic zwierzaczka - ktos zapyta? Ano - ja mam - chomika hehe Poznajcie Plamke- najbardziej przyjacielskiego z chomikow:)
Jednakze obserwacja zwierzaczkow jest latwiejsza. Sa bardziej ekspresyjne. Rosliny sa bardziej subtelne. Opowiem Wam jedna przygode z kwiatkiem, ktorego uratowalam od wyrzucenia. Stal sobie w pracy w magazynie i czekal na wywoz smieci. Akurat przechodzilam i zauwazylam ze jest jakis zmarnowany. No i oczywiscie sie oburzylam, kto wyrzuca zdrowy kwiatek. Wiec zabralam go na swoje stanowisko pracy. Wygladal egzotycznie. Patrzac na niego wydawalo mi sie ze am za duzo wody, bo lodygi byly jakies miekkie. Wiec przesuszylam go niezle i podlewalam tylko wtedy kiedy naprawde bylo sucho. Zaczal rosnac i rozwijac sie z niebywala predkoscia. Nadal nie wiedzialam co to za kwiatek, planowalam wrzucic nawet zdjecie by sie dowiedziec ale jakos do tego nie doszlo. Obserwowalam go, co lubi, na co najlepiej reaguje. Generalnie zawsze dotykam kwiatki - z kontemplacja masuje liscie i gadam do nich. Mam zielone rece i serce - tak o sobie mowie ;) Jednak ten kwiatek zauwazylam, ze opadal za kazdym razem jak go dotykalam. Stwierdzilam, ze nie lubi dotykania - z takim kwiatkiem osobiscie sie jeszcze nie spotkalam. Ale widac, ze byl egzotyczny:


Jakie bylo moje zdziwienie kiedy zobaczylam go w DDTVN! Ogladalam wstawke o roslinach, jakie sa aktywne i sprytne. Jak potrafia zmylic rosline obok, wyslac chemikalia do korzeni i sprawic by roslina uwierzyla, ze jesien nadeszla i czas zrzucac liscie. Ale spryciule! I tam zostal takze pokazany moj kwiatek - okazalo sie, ze jest to Parrot Impatiens, African Queen - czyli Niecierpek. Okazalo sie, ze potrafi ukladac swoje liscie tak, aby nie zakrywac slonca drugiemu Niecierpkowi obok. A oprocz tego nazywaja go - touch me not! Ha! Dobra obserwacja, Holmes! Natura uczy tak wiele!

Jednak teraz jestem senna, jak Ona. Chociaz dzieje sie tak wiele w mojej glowie. Jak juz mowilam, zaczelam specjalizacje, o ktorej dawno marzylam. Pracuje nad zostaniem oficjalnym terapeuta. Mam tyle Wam dopowiedzenia, ze to az boli. Boli z nadmiernego poczucia, ze oto w koncu jestem tam, gdzie byc powinnam, a na zajeciach nic mnie nie zaskakuje. To we mnie drzy i dzwieczy od dawna -az mnie dziw bierze. Skad to sie we mnie wzielo? Jak to mozliwe?

Ale o tym wiecej nastepnym razem. Milego tygodnia!

niedziela, 21 października 2012

Weekendowo 2 :)

Podpisuje sie pod tym artykulem wszystkim konczynami (tyle, ze z Irlandii) - w koncu ciagle o tym trabie na tym blogu. Nie jestem slepa na swoje krytyczne nastawienie na polska rzeczywistosc, mentalnosc i zasady. Jednak mysle iz mam podstawy. Milej niedzieli!

http://biznes.onet.pl/powstanie-druga-polska-w-anglii,18563,5280867,1,news-detal


sobota, 20 października 2012

Weekendowo.

Dzis zapraszam do obejrzenia dwoch wywiadow, z ktorymi moge sie bardzo utozsamic. Madre slowa, sarkazm i moze dla nie ktorych szokujace stwierdzenia, ktore budza we mnie tylko wybuch smiechu i ruch glowy na TAK. Pan Najsztub i teoria przywiazania. Pani Bakula i ten bol "twardzieli" ktorzy widza.
Milego ogladania.


sobota, 13 października 2012

Polskie wakacje cz.2 ostatnia

Czas dokonczyc opis paru spostrzezen z polskich wakacji. Jedna rzecz zapadla mi w pamieci z Leby. W trakcie spaceru gdzie nie mozna bylo nawet szpilki wcisnac, tyle bylo ludzi, zauwazylam zbiegowisko a w samym srodku…lezacego mezczyzne. Byl pijany, smierdzacy i obdarty – stereotypowy pijaczek. A przy nim nachylajacy sie mezczyzna. Bynajmniej nie do pomocy ale do robienia sobie zdjecia z lezacym jak z trofeum. Kto robil mu zdjecie? Jego kobita z dzieckiem w wozku. I nikt nie widzial w tym zadnego problemu. Bylam w szoku. Juz otwieralam buzie by zareagowac, ale facet chyba to zauwazyl, bo spojrzal na mnie i sie odsunal. Przez dlugi czas ze zloscia patrzyl sie na mnie kiedy opowiadalam swojemu kumplowi Johnowi co zaszlo. Znowu iracjonalnosc – nie wstydzil sie zrobic to przed tyloma ludzmi ale jak juz ktos opowiadal o tym co zaszlo to wowczas wynika dla niego problem. Powiem Wam szczerze, ze iracjonalnosc jest wszedzie. Niby mamy mozg, niby mozemy go uzywac w wiekszym spektrum niz zwierzaczki, ale tak sie czesto nie dzieje. A nawet powiem dobitnie, ze uzywamy go mniej niz zwierzaczki, bo jak dla mnie one sa zawsze racjonalne, zawsze jest jakis powod, ktory swiadczy o checi przetrwania. A z czlowiekiem? Moze przewidywac, moze przemyslec ale ni w to graj. Powinnam sie do tego juz przyzwyczaic, ale ciagle nie moge. Nie, nie mowie, ze jestem idealna. Bo nie chodzi o idealnosc. Ale moge szczerze powiedziec, ze przez cale zycie z powodu ciaglego wysilku by siebie przekraczac (swoje prymitywne odziedziczone reakcje, czy wtloczone przez srodowisko schematy itd) czesto mi sie udaje zachowac glebiej (albo tak lubie myslec;)). A patrzac w okol nie widze tego czesto. Ale to tylko moja personalna opinia.

Ale opuscmy £ebe. Teraz Warszawa. Opisze tutaj dwa spostrzezenia, ktore wynioslam z warszawskich wakacji. Pierwszy wiaze sie z moim towarzystwem i dawnymi schematami. Spotkalam sie z grupka znajomych jak co roku. Niby lubie te spotkania, moze z powodu echa przeszlosci, ale generalnie one zawsze sa jak dla mnie jednostronne i bezproduktywne. Dlatego wole spotykac sie indywidualnie. Jednak raz w roku zwolujemy sie i tym razem tak bylo. Wyobrazcie sobie, ze siedzielismy gdzies z trzy godziny, nie widzielismy sie rok a tylko raz przez krotka chwile kolezanka zapytala co u mnie slychac. Spotkanie wygladalo generalnie tak, ze ja siedzialam sluchajac i obserwujac innych. Rozmowa znajomych dokladnie brzmiala nastepujaco:

Moje dzieci jak poszly do szkoly pierwszy raz to stalo sie to i to – mowi jedna.
A moj syn jak poszedl to bylo tak i tak – mowi druga.
To moja corka zawsze reaguje tak i tak – mowi trzecia.

Co mozemy zauwazyc w tym stylu? Ano ani razu nie slyszalam aby ktos okazal czyste zainteresowanie poprzez zapytanie: A jak Twoj syn zareagowalna to i tamto kiedy poszedl do szkoly? Czyli wszystko wychodzilo od JA i opowiadaniu o sobie. Nie widzialam zadnego wyjscia do drugiego czlowieka poza JA. Czulam jakby kazdy sie przescigal w mowieniu o swoich doswiadczeniach, ale nie slyszalam aby ktos okazal jakiekolwiek zainteresowanie w doswiadczeniach innych. Generalnie rozmowa nakrecala sie sama, kazdy zajety opowiadaniem o swoich doswiadczeniach bez okazywanej zachety z drugiej strony, a w tym wszystkim ja, siedzaca cicho. I nikt tego nie zauwazyl. Nikt nie wyciagal ode mnie wiadomosci jak sie czuje, jak tam w Irlandii. Nikt nie byl zainteresowany jak tam jest, jakie sa roznice, jakie sa moje plany. Tylko raz kolezanka zapytala: A co u Ciebie slychac? Aby zaraz po minucie na powrot wrocic do wyjscia z wlasnego ego. Kiedy na nastepny dzien spotkalam wlasnie ta kolezanke, rozmowa byla juz bardziej skierowana na balans. Jednak kiedy jakos doszlismy do roznic kulturowych pomiedzy Irlandia i Polska zachaczylam o moje przemyslenia. Kiedy powiedzialam iz w Irlandii rzadko sie zdarza, ze bedac w grupie i nic nie mowiac ktos tego nie zauwaza, tylko wprost przeciwnie, przewaznie czlonkowie staraja sie osobe osmielic i porozmawiac. Kolezanka zadala bardzo jak na moj gust polskie pytanie – Ale czy to jest szczere?

Mam wrazenie, ze ciezko polakowi uwiezyc ze ktos moze byc zyczliwy ot tak, szczegolnie do osob obcych. Bo szczere jest olewactwo, wylewanie zlosci i agresji," bo tak sie czuje akurat dzis" podejscie. Zyczliwosc nie moze byc szczera. Dlatego tak jada po Kasi Cichopek. Ciagly usmiech. Tutaj bylaby kochana za to, bo pomimo prawdopodobnie swoich problemow, potrafi odzielic to co nalezy do niej i z czym musi sobie radzic a to co nalezy do ludzi, ktorzy nienaleza do jej swiata. Wiec czemu ma sie zloscic na tych co nie maja nic wspolnego z jej problemami? Nie, dla polaka to trzeba wylac na kogo sie da, a usmiech to – jak powiedziala Doda (to sie usmialam) tylko wtedy kiedy przez pomylke wystapi na twarzy spazm (hahaha).

Pozniej wieczor stal sie jeszcze ciekawszy. Caly wieczor widzialam jeszcze ostrzej niz kiedy zylam wsrod nich jak bardzo irytujaca i jak bardzo boli slepota na pewne sprawy. Mamy w swojej grupie dziewczyne, ktora nikt nie lubi. Z opowiesci i roznych historii mowia ze jest falszywa, ze jest obludna i ma ciagle usmiech klamliwy na twarzy. Jak Kasia Cichopek – skwitowala moja kolezanka. Znam troche ta dziewczyne z czasow kiedy obracalam sie w tym towarzystwie. Mialam z nia jakies scysje. Ale zaliczalam je jak do kazdych klotni, ktore zdarzaja sie w zyciu. Tamtego wieczora jednak uderzyly mnie jednak mocne etykiety, ktore nawet dla mnie, osoby, ktora uwaza, ze kategorie sa bardzo potrzebne w opisie i zrozumieniu zjawisk byly ciezkie do sluchania. Bylo to nawet nie kategoryzacja, tylko szufladkowanie z zamknieciem na klucz. Nie ma cienia watpliwosci. I tak slyszalam stwierdzenia: Ona jest falszywa. Zapytalam – dlaczego?. Bo najpierw sie do mnie usmiechala, udawala kolezanke a potem okazalo sie ze stanela po stronie mojego exa (ktory notabene jest bliskim kumplem meza tej falszywej dziewczyny). Ale dlaczego mialaby chciec to zrobic? – znowu zapytalam. A ona – bo po prostu taka jest jej natura. Jest falszywa.
Rece mi opadly i powiedzialam – ale popatrz na to z drugiej strony. Ty czujesz ze jest falszywa w stosunku do Ciebie, jednakze moze ona jest lojalna do kumpla swojego meza. Nie mowie ze zachowuje sie madrze, ale ze ktos jest falszywy jest mocnym stwierdzeniem. Takie zamykanie szuflady, bez innych opcji, ktore wplywaja na takie a nie inne zachowanie jest mysle krzywdzace.
Kolezanka zaczela myslec, ale juz druga nie. Zaczela wyklad jak to slowami mozna duzo zrobic, ale czyny swiadcza o czlowieku i ze czynami nie oszukasz. Wiec falszywa kolezanka jest falszywa bo ona obserwuje i to jej wystarczy.
To jest znowu powszechny mit i powtarzane przez wieki przyslowie, ze to czyny sa wazniejsze niz slowa i to swiadczy o czlowieku. Ale wezmy przyklady ludzi, ktorzy moga klamac swoim zachowaniem kim sa. Ile osob chowalo druga rodzine przed pierwsza. Ile osob pokazuje, ze niby zalezy na kims a nie zalezy, po prostu chce na przyklad wyciagnac kase lub dla seksu, itd itd. Jest duzo przykladow. Wdalam sie w rozmowe zachowujac asertywnosc, a potem wyszedl moj temat. Powiedzialam, ze tak mocna kategoryzacja moze byc bardzo dotkliwa, bo taka byla dla mnie kiedy mialam swoje zdanie a nikt nie chcial je akceptowac tylko ze mna walczyl. A kolezanka na to, ze powod byl taki iz bylam mloda, mialam 13 lat kiedy wszyscy byli starsi (18lat) i traktowali mnie jak dziecko. Tyle, ze ja nadal oserwuje, ze jest tak samo. Musze jakby forsowac swoj glos a w tym moje zdanie. A najlepsze bylo kiedy kolezanka dodala, ze zachowywalam sie jak dziecko (skoro nim bylam) bo .... skakalam ciagle.

Wobrazacie sobie?

Co z tego ze skakalam? - odpowiedzialam. To oznacza ze nie mam swojego zdania, lub nie mam madrych rzeczy do powiedzenia? To oznacza ze jak ktos husta sie na hustawce to nie moze juz miec swojego zdania ktore moze przekraczac to co widza ci niby dorosli? Tutaj znowu nachylamy sie do tematu wsluchania sie w dziecko. Nie zakladania, ze jest male to nic nie wie i nic madrego moze nie zauwazyc. Dlatego traktuje dzieci powaznie, co mowia, jak mowia i jestem otwarta na nauke takze i od nich.

No ale pamietan, ze mozna bylo powaznie porozmawiac z Toba bo mi pomogla rozmowa z Toba na temat naszych ojcow (bo oboje pili). – dodala kolezanka.

To w takim razie mozna bylo wysluchac kogos mlodszego czy nie w takim razie?

No mozna bylo, ale jak byl czas na powaznie to rozmawialas powaznie, a jak nie to skakalas.

Juz kompletnie stracilam glowe – jak dla mnie to wszystko bylo chaotyczne. Sokratowska metoda pytan czesto to ujawnia. Prawda jest taka, ze jak patrzymy tylko na zachowanie a nie sluchamy lub odwrotnie, tylko na slowa a nie wpatrujemy sie, tracimy wiele cennych informacji. Ktos kto stoi na glowie moze powiedziec nam wiele madrych rzeczy, ale takze ktos moze powiedziec wiele madrych rzeczy ale kompletnie sie tak nie zachowywac. Zawsze powtarzam akcja i slowa to jak brat i siostra – ich spojnosc swiadczy o glebokim poznaniu i glebokim zyciu oraz rozwoju. Ale do tego wroce jeszcze w nastepnym poscie.

A na koniec mojego wywodu ciekawe statystyki - http://natemat.pl/34675,zaskakujace-badania-polska-szkodzi-zdrowiu-psychicznemu

"A co sie dziwisz?" - Ja sie nie dziwie;) (sssssarkazzzm :))
Dobranoc.

sobota, 6 października 2012

P£yne, ah, P£yne!

Juz jestem Moi Drodzy po mojej podrozy. Musze sie teraz tylko ogarnac, bo dzieje sie, ah sie dzieje! Podroz, zaczelam tez szkole i jeszcze fotografia! Ah plyne teraz, plyne - pozwalam uniesc sie teraz fali dobrej energii! Niedlugo sie wszystkim podziele! A narazie dla Was piosenka, podrzucona przez kolege Sebka;) Swietna!
Do wkrotce:)



piątek, 21 września 2012

Samsara

Pamietacie jak w poscie Twardziel wspominalam o tym wewnetrznym widzeniu i poczuciu swiata, jego roznorodnosci, wychodzenia z wlasnego box-u zycia i zauwazeniu emocjonalnie ogromu smutkow i radosci?
Jakie bylo moje zaskoczenie kiedy poszlam obejrzec film Samsara po paru dniach oddania Wam posta a tam poprzez image oddano dokladnie moje stany swiadomosci i kontemplacji o ktorych pisalam. Mowilam o kupowanym miesie, jak to nie myslimy o calym tym procesie, nie nachylamy sie nad tak prostymi a jednak waznymi rzeczami. A tam? Nagle to widze.... i wiele innych zdjec z mojej glowy..... Polecam goraco. Ja siedzialam jak na szpilkach - moja dusza rozpoznala ten lot ptaka....

Oczami dziecka.

  Ogladam sobie historie chlopca, ktory pozwal rodzicow do sadu. Cross-dressed. Ciezkie zycie. Od malego kompletnie inny niz rodzice by sobie tego zyczyli. Wieczna samotnosc malego chlopca. Przerzucanie z jednego obcego miejsca do drugiego. Czytam komentarze polskiej spolecznosci. Tragedia. Na klikadziesiat komentarzy moze dwie, czy trzy zawieraja slowa gratulacji za odwage. Dziecko we mnie sie budzi. Samo pamieta ta samotnosc i odrzucenie przez rodzicow, za fakt bycia innym, ale takze – jak samo odczuwalo – za fakt po prostu bycia. Ciagle zastanawia mnie ta irracjonalna spoleczna tendencja wystawiania dziecka na piedestal do momentu kiedy jest male, z malutkimi nozkami, raczkami, noskiem. Takie niewinne – odczytuje nasz mozg. Ale pozniej cos sie dzieje, ze odpowiedzialnosc zostaje przerzucona na dziecko, kiedy traci walory niewinnosci w oczach doroslego (juz duze stopy, juz duzy nos, nic pieknego i slodkiego) i wowczas to dziecko ma wybaczac, ma dzwigac wlasne dziecinstwo bez adresowania wlasnego bolu, bo “rodzicow ma sie tylko jednych”. Buduje to zbiorowa psychoze. Gdzie tu prawo do wlasnego bolu i faktu, ze to dziecku robi sie krzywde, a nie odwrotnie. Dlaczego to dziecko ma dzwigac ta odpowiedzialnosc, ktora rodzice powinni dzwigac od juz samej decyzji powolania nowego zycia.

   I tak slucham przeprowadzajacych wywiad jakie zadaja pytania i znowu nie moge sie nadziwic tendencyjnosci i schematowi tychze zapytan sugerujacych jak to niemoralne jest pozwac wlasnych rodzicow. Ogladam DzienDobry TVN a potem przeskakuje na Pytanie na Sniadanie. Czuje presje nakladana na tego mlodego czlowieka. Dwie inne telewizje ale te same pytanie/stwierdzenie – jestes juz dorosly, masz 18 lat, mozesz sam na siebie zarobic, a nie ciagnac od rodzicow. To jest jakas tragedia. Tragedia niestety zacofania. Mlody czlowiek, ubierajacy sie jak kosmita, przerzucany cale zycie do obcych ludzi, a jak w domu to pod presja rodzicow majacyh problem z kochaniem wlasnego syna pomimo…. I co slyszymy? Masz 18 lat wiec zajmij sie soba. A gdzie presja na tych niby doroslych, ktorzy niby z wlasnej pozycji powinni sie zajac wlasnym synem od samego poczatku? Swoja droga – 18 lat moze i dostaje dowod ale dorosly nie jest. Nie powinien zajmowac sie przetrwaniem w niby cywilizowanym swiecie, ale wlasnym rozwojem, rozrabianiem, nauka itd. I za co tego wszystkiego nie ma? Za dziwne ubieranie, wlasne zdanie i prawdopodobnie problemowe dla rodzicow zachowanie. Zawsze mnie szokuje brak odpowiedzialnosci i nigdy nie ulegne desentyzacji w tej jak i w wielu innych sprawach (desentyzacja – bycie tak czesto wystawionym do stimuli, ze w koncu przestaje nas ruszac i sie do niego przyzwyczajamy). W glowie mi sie nie miesci jak mozna tak traktowac wlasne dziecko, ktore samo sie na ten swiat nie prosilo. To my je “przywolujemy”. Ludzie “tworza” dziecko a potem zostawiaja je z wielu tchorzliwych powodow. Jednak ta tchorzliwosc podczas przyjemnej prokreacji jakos miejsca nie znalazla, aby choc zdopingowala do np. odpowiedzialnego seksu. Jak powiedzial artysta Robert Janowski “i tacy ludzie sa na swiecie”. A mnie zawsze bedzie to ruszac, bo – jak juz to wytlumaczylam w ostatnim poscie – Twardziela bedzie ruszac.

   Zawsze odczuwam ruch wewnetrznego dziecka w sobie kiedy slysze naciski na wybaczanie rodzicom. Dlaczego rodzic jest swiety kiedy dziecko dla rodzica swiete nie bylo? Jedyna pozyteczna rzecz jaka dobrze jest zrobic dla wlasnego wew. dziecka, to zaakceptowac fakt takiej a nie innej rzeczywistosci. W koncu nie moge tego zmienic, ze urodzilam sie w takiej a nie innej rzeczywistosci. Wybaczyc jak dla mnie oznacza punkt w ktorym odczuwam wlasnego rodzica jako czlowieka. Nie chce szerzyc nienawisci poprzez nienawisc do wlasnych rodzicow. Jednakze nigdy nie dam im prawa bycia na piedestale rodzicielstwa, gdzie powinnam zignorowac swoje prawo do pozytywnego wzrastania. Wlasnie przyznanie, ze tak, schrzanili a nie moim zdaniem wybielanie -  uwalnia. Z pozycji dziecka we mnie nie bardzo mnie obchodzi czegos sie bali czy jakie mieli wlasne programy wcisniete. To mnie interesuje jako psychologa i osobe dorosla, ale dziecka to nie obchodzi - dziecko czuje i tyle. Wiec jezeli ktos rozmawia z wew. dzieckiem z pozycji doroslej - jak to zewnetrzni ludzie robia typu: jestes dorosly, juz rozumiesz, to rodzice, sa tylko jedni, sami mieli ciezko itd -  moze tylko wywolac poczucie winy lub zle zrozumianego obowiazku za czym idzie nacisku na ignorowanie wlasnego poczucia krzywdy. Ostanio przeczytalam oto zdanie, ktore pieknie to tlumaczy:


   Ale ludzie patrza na tego chlopaka i widza, ze ma 18 lat i na tym sie ich wizja konczy. A co z jego prawem dziecka? Musial sam sie o nie upomniec poprzez wejscie na droge sadowa. Powiem szczerze, gdybym wiedziala w jego wieku, ze moge to sama zrobic stalabym juz u drzwi sadu. Prawda jest taka, ze nadal moge to zrobic. Podobno to niewazne ile dziecko ma lat, moze nadal walczyc o wlasne prawo – jak wyjasnil prawnik. Co dla mnie jest racjonalne, w koncu jestesmy odpowiedzialni za to co stworzylismy i jest to zrozumiale dla tych ktorzy widza poza odreb wlasnego nosa. Jednakze majac ponad 30 lat i stala prace zwyczajnie mi nie zalezy. Jednak majac 18 lat – szkoda, ze o tym nie wiedzialam. Mowi sie, ze nic nie jest czarno biale – jednakze ja uwazam, ze sa rzeczy czarno biale. Te ktore mowia o wartosciach, choc ciezko je czasami okreslic i wiaze sie z nimi duzo pytan. Ale sa sytuacje w ktorych cos jest bardziej jasne niz niejasne. Nikt mnie nie przekona do postawienia w pierszenstwie braku odpowiedzialnosci, tchorzostwa lub waskich horyzontow myslowych ponad prawa dziecka do istnienia w milosci. Idealnego prawa – bo jak widzimy, prawo dzungli i tak dziala w naszych komorkach. Czasami sobie mysle, ze tak jak sie mowi iz wszechswiat sie rozciaga, tak i my rozciagamy sie w naszym mysleniu, w naszych postawach i wyborach. Zle rozumiana wolnosc. Co chwila slysze - a kto bedzie mi nakladal limity, jestem wolny! Kiedys wszystko byli scisle i sztywne, a teraz staje sie luzne i bez granic. Ekstrema jakby caly czas sie powtarzaja. Nie jestem zwolennikiem takiej rzeczywistosci. Optuje za balansem, sa rzeczy w ktorych dobrze byc silnym w granicach, ale sa rzeczy, ktore mozemy sobie puscic jak latawiec a w innych wybrac droge srodka. Przypomina mi sie nastepna historia, kiedy to czlowiek byl przerzucany z domu do domu, wzrastal w chaosie i nie mial struktury. Wyladowal w wiezieniu za zabojstwo. W wiezieniu mogl otrzymac warunkowe zwolnienie za dobre sprawowanie po ilus tam latach. I sprawowal sie swietnie. Pracowal, skonczyl szkole, zdobyl zawod, brak udzial w spolecznych. Zwolnili go za to dobre sprawowanie. On wyszedl, jednak po krotkim czasie zgwalcil dziewczyne. Wrocil do wiezienia. Do miejsca, ktore.... nakladalo na niego strukture, ktorej nie doznal wczesniej. Wiedzial co sie od niego oczekuje, widzial jasno zasady. Bezpieczne granice.

   Mowiac o odpowiedzialnej prokreacji...
Ostatnio czytalam artykul na temat pigulek antykoncepcyjnych dla facetow. Jak to w Polsce wyglada? Oczywiscie po chlopsku jak na kraj panszczyzniany przystalo. Tytul – Pigulka nie dla Polaka”. I tak czytami ze:
– Kto jest odpowiedzialny za antykoncepcję? Przede wszystkim kobiety – ginekolog i położnik dr Grzegorz Południewski zawiesza głos, a po chwili dodaje: – Mężczyźni w pewnym sensie też, oczywiście, jak zdążą.W Polsce albo facet „uważa”, czyli uprawia stosunek przerywany, albo stosuje prezerwatywę. Nic się w tej kwestii nie zmieniło od lat 30. ubiegłego wieku. Śmieje się pani? Tak, żyjemy w śmiesznym kraju – mówi dr Południewski. Mieszkańcy tego kraju – jak wynika z badania prof. Zbigniewa Izdebskiego i Polpharmy „Seksualność Polaków 2011” – rzeczywiście najchętniej wybierają prezerwatywę (66 proc.), stosunek przerywany (21 proc.) i kalendarzyk małżeński (13 proc.). Do stosowania tabletek antykoncepcyjnych przyznało się tylko 30 proc. badanych. Aż jedna piąta Polaków – to już sondaż Dureksu – w ogóle się nie zabezpiecza.
http://facet.onet.pl/warto-wiedziec/pigulka-nie-dla-polaka,1,5238779,artykul.html#.UFmqmSO9VvI.gmail

Tu trzeba plakac a nie sie smiac...

Ale narazie sie posmieje, bo juz w weekend lece do slonecznej Hiszpani i nie mam zamiaru dokladac sloncu chmur! Do uslyszenia za pare tygodni!