"Kiedy ulepszysz teraźniejszość,

wszystko co po niej nastąpi

również stanie się lepsze. "


Paulo Coelho



poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Zapisalam w czerwonym notesie....

   "Temu co napisze, daleko do podrecznikow psychologii (na szczescie nie pisze podrecznikow psychologii emocji). Na uzytek wlasny wyrozniam dwa rodzaje smutku – zewnetrzny, jak go nazywam i wewnetrzny.

   Zewnetrzny, jak sama nazwa wskazuje, to smutek adresowany do innych. Popatrz jak mi zle. Zajmij sie mna. Nie mozesz mnie zostawic samej. I wiele podobnych. To smutek-apel. Smutek prawie nigdy nie jest plytki. Dotyczy to tez smutku zewnetrznego. Czasami bywa bezpodstawny, a czasem nawet bezsensowny. Zdarza mi sie jednak myslec, ze jest to smutek teatralny. Efekt zalezy od srodkow wyrazu posiadanych przez aktora.

   Smutek prawdziwie gleboki to smutek wewnetrzny. Malo kto o nim wie. Czasem jest zrecznie maskowany (twardziel - przyp. Izabell) a zdarza sie, ze skrywany przed samym soba. To smutek pelen bolu (o ile nie jest samym bolem). To smutek, ktory nie nawoluje. Wprost przeciwnie – milczy, bo nie ma takich slow, ktore potrafilyby go dobrze wyrazic. Ten rodzaj smutku nielatwo zauwazyc u innych , ale – wiem dobrze – nie jest to niemozliwe. Trzeba jednak wielkiej uwagi i jeszcze wiekszej wyobrazni. Przede wszystkim jedak trzeba skupic sie na nim tak, ze przestajemy patrzec na siebie samych.

   Mowi sie, ze smutek i madrosc pozostaja w bliskim zwiazku. Mam wrazenie, ze powtarzane az do znudzenia zdanie Ludzie smutni sa madrzejsi ma zastosowanie tylko do tych smutnych na zewnatrz. Inaczej jest – jak mysle – z tym smutekim wewnetrznym. W tym wypadku to nie smutni sa madrzejsi. To madrzy sa smutniejsi. Moze to cena, jaka placi sie za madrosc, albo cena dzieki ktorej dochodzi sie do madrosci…

   Smutni – i ci, co ze swojego smutku czynia spektakl, i ci co czynia z niego tajemnice – zazwyczaj oczekuja jakiejs pomocy. Czy taka pomoc jest w ogole mozliwa? Pewnie tak. Jest nia przyslowiowa pomocna dlon kogos, kto w zamian nie oczekuje niczego. Tyle tylko, ze to nie zdarza sie czesto (Dawcy-przypis Izabell).

Wieskaw Lukaszewski. Charaktery Listopad 2011

sobota, 25 sierpnia 2012

Twardziel

   Nigdy nie bylam szczesciara w zyciu. Odkad pamietam o wszystko musialam walczyc, wyrywac losowi skrawki dobrego wiatru, by potem jeszcze wysilkiem swoich ramion uniesc sie na nim jak najdalej moge. W momentach slabosci zaczynam porownywac sie do innych. A to nie jest zdrowe. Porownywanie ma zawsze swoj poczatkujacy punkt w terazniejszosci i zawsze dotyczy deficytow. Kiedys byli to np rodzice – widzialam w kolo rodzicow moich znajomych, ktorzy wspierali swoje dzieci emocjonalnie, nawet jak z boku wygladalo to na wieczna walke. Kiedy taki delikwent mial same dwoje w podstawowce, matki potrafily poimo tego dopingowac do prob zdania do liceum, szukaly korepetycji, byly aktywne. Moja matka uwazala, ze nadaje sie tylko do zawodowki – wtedy uwierzylam i tam poszlam. Po roku nauczyciele namawiali mnie na zdawanie do liceum – jednak ja nie mialam sily przebic sie z ta wiara, ze jestem w stanie to zdac. Jak widac nie bylam zawsze tak twarda jak dab. Bylam w ciaglej depresji sytuacyjnej. Mowie sytuacyjnej, poniewaz mozna rozroznic dwie jej typy – biologiczna, ktora ma swoje zrodlo w nieprawidlowej pracy mozgu, oraz sytuacyjna – czyli wynikajaca ze stresu, ktora przekracza nasze sily. Wtedy psychika sie ugina. I ja wtedy czulam wieczny ciezar istnienia oraz ciagla walke psychiczna o to by sie sie calkowicie nie zalamac. Jednak moj paradoks osobowosci to cechy przecistawne – jak np. wytrwalosc. Dluzsza droga mnie nigdy nie zniechecala. Poszlam do liceum i na studia ale pozniej. I tak wszytsko w moim zyciu jest przez to pozniej – z powodu wiecznej walki o przetrwanie, ktora nie pozwolila mi na prosty rozwoj w swoim czasie, wraz z innymi. Zawsze widzialam siebie jako tez Syzyf, ktory wiecznie wtacza ten ogromny kamien na gore. Nigdy sie nie poddaje i probuje przez wiecznosc. Jednak nie ma czasu na proste bycie….

   Wiec nigdy nie bylam w czepku urodzona. I w momentach uginania sie pod nadmiarem rzeczy do udzwigniecia moj mozg chce mi jeszcze dokopac i kieruje sie na porownywanie. I tak w moim 5-letnim zwiazku moj ex byl w czepku urodzony. Wszystko do niego samo przychodzilo. Jezeliby ktos zamknal go w wiezy na tysiac zamkow, odcial droge powietrzna, ladowa, morska, szczescie i tak znalazloby sposob by wejsc dziurka od klucza. W swoich porownywaniach nigdy nie bylam zazdrosna czy zawistna w odczuciach, ze chcialabym by sie innym gorzej wiodlo. Nie mam tego we krwi. Jednakze zawsze towarzyszylo mi pragnienie by w koncu i mi zaczelo sie wiesc bez walki, tak jak i innym.

   I tak wezmy nastepny przyklad – praca. Kiedy skonczylam liceum i zdalam mature szukalam pracy przez 3 lata. Znowu czulam sie jak uderzam glowa o sciane – moj krag towarzyski obfitowal w ludzi bez problemow w tym zakresie – zawsze ktos komus zalatwil prace, czy to rodzic, czy znajomy. A nie posiadali wiekszych kwalifikacji niz ja wtedy . Ja jednak nie mialam tyle szczescia, ani we wlasnym losie, swoich probach, ani w rodzicach. Czulam sie jak nieudacznik. Bylam zostawiona sama sobie. Wiedze o swiecie, o zasadach systemu spolecznosciowego musialam zdobywac sama i sama starac sie przetrwac. Ale nawet silaczka traci czasami sile…..Tak przynajmiej to wszystko odczuwalam.

   Pozniej wyemigrowalam. Nazywali mnie “odwazna”. Bez obcego jezyka, z pozyczonymi pieniedzmi, zdesperowana….Kiedy znajomi konczyli studia, tworzyli zwiazki, mysleli o rodzinach, ja wyruszylam w swiat by walczyc z losem o skrawek wiatru….. Znowu walczyc….Chcialam chociaz raz nie byc “odwazna”. Chcialam chociaz raz nic nie musiec i poczuc po prostu ten pozytywny wiatr… ot tak… z natury…. Uchodze za twarda osobe. Tak mnie widza ludzie. Ale niewielu rozumie twardych ludzi, tych co nigdy sie nie poddaja, co niby maja silny character. Muszla tez jest twarda – musi byc skoro zyje w swiecie walki o przetrwanie. A organizm chce przetrwac. Ale kto dostrzega co chroni ta twarda muszla? Tam jest miekko i wrazliwie. Kiedy mowie, ze jestem nadwraliwa w odczuwaniu, ludzie mi nie wierza. A to dlatego, ze obserwuja iz nie przejmuje sie gadaniem ludzkim, etykietami, stawianymi mi (jak na moj rozum) iracjonalnymi wymaganiami, robie tak jak mi sie podoba. Ciagle stoje pod prad, nie boje sie mowic NIE do zasad systemu w ktorym zyjemy. Narazalam sie wielokrotnie na agresje, ponizanie, klotnie tylko dlatego, ze nie chcialam sie ugiac w swoim spojrzeniu na rzeczywistosc.  Fakt – tutaj muszla jest bardzo szczelna – nigdy nie mialo to na mnie mocnego wplywu, poza kilkoma zalamaniami. Jednak wrazliwosc tych twardych polega na zupelnie czyms innym. To zasady dzialania swiata bola, to brak zyczliwosci do zycia generalnie boli, to brak swiadomosci, cierpienie innych spowodowane dzialaniem innych ludzi, czy tez po prostu prawami natury bola. Wrazliwiec tak jak w ksiazce "Weronika postanawia umrzec" po prostu widzi poprzez swoje emocjonalne receptory ogrom bezsensownych zasad przetrwania. Okrutnych zasad. Albo dokladniej – odczuwa ta tragedie istnienia wszystkiego, nawet wlasnego. Weronika nie bala sie ludzi. Nie przejmowala sie co inni mowia o niej. Jakby tak bylo, to taki bol jest wtedy inny niz ten o ktorym mowie. Taki bol wynika z braku oparcia w sobie i z pustki wewnetrznej. Nie…ja mowie o bolu odczuwania klatki zimnej rzeczywistosci w jakiej zostalismy urodzeni. "Gdy osiągnęła już wszys­tko, cze­go ocze­kiwała od życia, doszła do wnios­ku, że nie ma ono sen­su, bo wszys­tkie dni były ta­kie sa­me. I pos­ta­nowiła umrzeć."

   W pamieci mam pierwsze swiadome zdarzenie konfliku egzystencjalnego jakiego doswiadczylam. Mialam chyba z 10 lat. Bylam na wakacjach, na Mazurach, w domu mojej babci. Stare mieszkanie z wysokimi sufitami, a pokoj udekorowany kolorowymi obrazami jakichs swietych, Jezusa, Maryii etc. Byla religijna. Szkoda, ze na zycie sie to nie przekladalo (sarkazm). Raz uslyszalam brzeczenie owada. Byl to dzwiek desperacji i walki. Spojrzalam w strone skad dochodzil i zauwazylam pajeczyne a w nim pszczole. Pajak juz do niej schodzil, a ona doslownie brzeczala o pomoc. Moj pierwszy odruch, juz 10 letniej dziewczynki bylo ratowanie zycia. Zerwalam sie na rowne nogi i…. stanelam oslupiala mysla jaka naplynela…. Pomoge pszczole… ale co wtedy zje pajak? On tez ma prawo do przetrwania…. Wiec stalam tak patrzac jak prawo natury sie wypelnia. Do tej pory slysze to brzeczenie pszczoly… I to boli. Boli, bo nie da sie dokonac wyboru szczescia dla dwoch stron. Cos kosztem czegos. Na dodatek kosztem tego co wydaje sie tak cenne - zycia. Jezeli ktos mi mowi o Bogu, to niech Go zapyta, dlaczego nie mogl stworzyc tego wszystkiego lepiej? Czy ktos widzi w osobie twardej ten konflikt spowodowany takim wrazliwym mysleniem? Oczywiscie, ze nie. Bo paradoks jest taki, iz aby to zobaczyc samemu trzeba najpierw byc w srodku miekkim. Nie miekkim poprzez przejmowanie sie bzdurami, jak co inni o mnie mysla, lub obawa przed wyrazaniem swojego zdania (konstruktywnie oczywiscie) by niby nie ranic innych. To nie jest ta miekkosc, to sa wewnetrzne braki w czlowieku. Poprzez te braki osoba nie wie kiedy sie mowi TAK, a kiedy trzeba powiedziec NIE. Chodzi o to, ze twardziele sa wrazliwi na rzeczy znaczace w swiecie, wartosciowe ogolnie, jak zycie, pokoj, zyczliwosc do drugiej istoty zyjacej, czy to czlowiek czy to pszczola. Twardziela paradoksalnie boli, ze swiat jest jaki jest. Ze zasady natury jak i systemu spolecznego sa twarda szkola przetrwania, a on sam musi dzwigac ta muszle by sie miec gdzie schronic. Mowi sie, ze milosc to odpowiednie pole do zrzucenia takiej skorupy. Tak spiewali trubadurzy w czasach rycerskich. Tego pragniemy - jednak jak mowilam - czas dawcow jeszcze nie nastapil...

   Bedac w taksowce w Gdansku wszedzie mozna bylo zobaczyc latajace mrowki. I ta jedna wpadla do taksowki, wiec zaczelam ja odganiac. “A prosze zabic i bedzie spokoj” – powiedzial taksowkarz. “Nie zabijam jak nie musze” – odpowiedzialam. Otworzylam okno i powolilam owadowi spelnic wlasne przeznaczenie natury wtedy kiedy nie ma juz innego wyjscia. Ja to wyjscie mialam. Nie byl to owad, ktorego musialam zabic by zjesc. Inna historia z moim kolega – ciepla noc i nocny spacer. Na drogach pelno slimakow. I kolega na jednego nastapil. Nawet sie nie zatrzymal – nie bylo w jego twarzy chocby sekundy smutku – cholera, szkoda, ze tak sie musialo stac – to jest wlasnie brak wrazliwosci o ktorej tu rozprawiam. Pochylajac sie nad slimakiem zadumalam sie nad prawami natury, ktora jest okrutna. Sa twardziele, ktorzy czuja mocno swiat poprzez swiadomosc przekraczajaca system w jakim zyjemy. I aby wytrzymac ta swiadomosc - musza zbudowac skorupe. Inaczej zgina.

   Wiec tak – jestem odwazna i jestem twarda – ale jezeli przychodzi do rzeczy ktore uwazam za wazne -  a uwazam te ktore byly przez stulecia gloszone przez wizjonerow madrosci -  boli mnie moje wnetrze. Boli mnie kiedy widze osobe ochrzaniana przez szefa w sposob tak ponizajacy, ze osoba az kuli sie pod ostrzalem slow. Boli mnie kiedy widze zlosliwosc na ulicy, ped do wolnego krzesla w pociagu za cene odepchniecia drugiego czlowieka lokciem. Boli mnie wyrzywanie sie na innych za swoj bol, ktory nosi ktos w sobie. Na poziomie czlowieczenstwa bardzo to odczuwam i rejestruje. Weronika z ksiazki byla swiadoma tej pszczoly i tego pajaka odgrywajaca w systemie odwieczny taniec natury. Nie jestesmy niczym innym, chociaz moja filozofia zaklada, ze byc mozemy. Jako jedyny gatunek mamy skomplikowany mozg, by przekraczac siebie kazdego dnia, porzucac zwierzece reakcje. Ale jesc musimy…. Musimy zabic by zjesc…(przewaznie placimy w sklepie za to ze ktos to za nas zrobil). Czy ktos mysli o tym w calym tym swoim zabieganiu? Zabijanie zwierzecia jest takim samym zabijaniem jak czlowieka. Zwierze tez sie boi, trzesie, chce zyc. Czerwien krwi zalewa ziemie...  Choc wydaje nam sie, ze czlowiek stoi na piedestale, bo w lancuchu biologii - stoi. Ale czy w wartosci i prawie do przetrwania? I nawet nie chodzi tu tylko o zabijanie by zjesc - niezyczliwosc, ponizanie, agresja to nic innego jak przejaw natury przetrwania. Ktos poczuje sie lepiej pokazujac swoja wladze. Ktos poczuje sie lepiej zrzucajac odpowiedzialnosc sa swoje akcje na zewnetrzne zrodla. Ktos bedzie mial sile do nastepnego dnia tylko dlatego, ze wylal swoje negatywy na psa, bo byl akurat pod reka. I go kopnal. Dla wrazliwcow to smutna prawda, ktora jest odczuwana kazdego dnia. Nawet jak we wlasnym zyciu wszystko uklada sie pozytywnie - wrazliwiec widzi poza obreb swojego istnienia.
Czy tylko o to chodzi na tej ziemi? O przetrwanie?
 
    Kazdego dnia po otwarciu oczu wrazliwiec pomysli o tych co juz tych oczu nie mieli szansy owtorzyc - od malej mrowki po czlowieka. Oczywiscie bedzie madrze wdzieczny za szanse wlasnego zycia i taka wiedze wrazliwca bedzie wypelniaj spiewem kazdej minuty, nie zapominajac jakim szczesciarzem jest, ze nie jest teraz np. w Syrii gdzie ludzie sa mordowani, i za co? Za brak kolektywnej swiadomosci. Widzialam te zdjecia zabitych dzieci.... oczy otwarte w niebyt.... Mialy dorosnac, kochac, ksztalcic sie - tak byc powinno. Ale teraz juz nic nie doswiadcza. Wrazliwiec nosi w sobie pamiec takich obrazow. Ale, ze jest i twardzielem dzwiga to do budowania jak najwiecej zyczliwosci w okol siebie. Gdzies przeczytalam, ze osoby, ktore maja depresje silniej odczuwaja realia w okol. Im wieksze odczucie tym wieksza depresja i skorupa peka. Tak, narazie jestem twarda... Jestem twarda w dzwiganiu i chronieniu swojej nadwrazliwosci, choc mysle o roznych czesciach swiata gdzie ludziom nie jest tak dobrze jak mi. Korea Polnocna np... nie slychac o tragediach z tamtej czesci swiata, jednak wiem, ze sa wielkie.
Chcialabym jednak czasami poprzestac na prostym byciu..... bez mysli i walki z systemem, ktory jest odczuwany przeze mnie jako okrutny i bezsensowny. Ale kiedy upadam - powstaje. Narazie ide dalej.

   Tak jak ta mala dziewczynka z filmu Life above All. Ona swiat w okol siebie widziala szerzej niz spolecznosc w ktorej przyszlo jej zyc. Wrazliwa a tak twarda.

Polecam.

piątek, 17 sierpnia 2012

W nawiazaniu do....

... posta " Teoria przywiazania" - pare psychologicznych spostrzezen. Znalezione w Charakterach (Listopad 2011).

“O losach zwiazku w duzym stopniu przesadza juz sam wybor partnera. Szczesliwy zwiazek mozna stworzyc tylko z odpowiednia osoba. Jaka to osoba? Empatyczna i wspierajaca. Ktos empatyczny potrafi wejsc w buty partnera, zrozumiec co on czuje i jak widzi jakas sytuacje. A czesto widzi ja calkiem inaczej niz my. (….) Empatyczny partner podczas konfliktu docieka co stoi za naszym odmiennym stanowiskiem, dlaczego tak sie przy nim upieramy (…). (jak juz powtarzalam – dwoch Dawcow – przyp. Izabell).

“Przeciwienstwem osoby empatycznej jest partner narcystyczny.(…) Narcyz uwaza sie za osobe lepsza od innych, bardziej inteligentna. Uznawany za dusze towarzystwa, umie sobie ludzi owinac w okol palca. Ale troska o innych lub przestrzeganie zasad moralnych nie jest jego mocna strona (…)."

"Druga, obok empatii, wazna cecha kandydata do zwiazku jest to, czy potrafi on panowac nad swoimi emocjami. Osoby, ktore charakteryzuje wysoka samokontrola, wydaja sie bardziej godne zaufania: mozna na nie liczyc, dotrzymuja obietnic, madrzej wydaja pieniadze i bardziej angazuja sie w zwiazek (…). (jak pisalam w teorii przywiazania, sa fundamentalne cechy/zachowania, ktore daja wieksze prawdopodobienstwo przewidzenia przyszlych zachowan. I choc odbiera to romantyczna wizje milosci, warto uwaznie obserwowac kandydata/tke do wspolnego tworzenia naszej i moze innych (dzieci) przyszlosci. To jest odpowiedzialnosc za to co tworzymy - przyp Izabell) (..) badano jak samokontrola partnerow wplywa na ich sytuacje w zwiazku. Pokazali, ze im wyzsza samokontrola, tym zwiazek szczesliwszy. Nie jest wiec tak, ze ktos bardzo opanowany zazna najwiekszego szczescia z kims niezwykle zywiolowym. A tak wlasnie, jak stwierdzili badacze, najczesciej ludzie dobieraja sie w pary - na zasadzie przeciwienstw (z biologicznego puntku widzenia to swietnie - wowczas tworzy sie "balansowe dzieci" czyli znowu pula genow bierze z kazdego ekstremum by stworzyc zycie jak najbardziej optymalne i elastyczne - przy. Izabell) . Czyzby jak mawial amerykanski psycholog Daryl Bem: exotic becomes erotic? Przeciwienstwa sie przyciagaja? Moze sie i przyciagaja ale – jak pokazuja badania – takie zwiazki nie daja szczescia partnerom. Przeciwnie, skazane sa na konflikty. Najszczesliwsze zwiazki tworza partnerzy, ktorzy maja wysoka samokontrole (…). Wspolne zycie warto planowac z kims empatycznym, wspierajacym, sklonnym do angazowania sie w zwiazek i trzymajacym emocje na wodzy. Jezeli kandydat ma w tym wzgledzie deficyty, lepiej zawczasu sie wycofac. Nie ma co sie ludzic, ze pod wplywem naszej milosci lub czasu parter zmieni sie na lepsze i np. przestanie reagowac agresja na kazdy konflikt lub flirtowac (choc przewaznie moze tak sie wydawac na czas chemii czyli zdobywania i zauroczenia osoba. Jednakze chemia tak jak i postawa niezgodna z osobowoscia i przez lata powtarzanymi schematami znika wraz z falami substancji w mozgu – to jest ten czas, ktory moze zamacic nam w glowie i sprawic, ze bedzie sie widziec osobe taka jaka tak naprawde nie jest, albo dawac zludne myslenie, ze czlowiek sie zmienil lub ze sie zmieni – a trzon osobowosci jest jak korzen drzewa, cudem sie go nie wyrwie - przyp. Izabell). Mozna zmienic partnera, twierdzi Manuela Gretkowska, ale tylko na innego. Wiele osob wchodzi dzis w zwiazki w wieku dojrzalym, z utrwalonymi nawykami i postawami, ktorych nie chca i nie bardzo juz moga zmienic. Jak twierdza terapeuci, po 40 roku zycia nawet psychoterapia nie daje szansy na zmiane osobowosci. A malzenstwo (zwiazek - przyp. Izabell) z pewnoscia nie powinno byc mylone z terapia (a w wiekszosci to kobiety myla te dwie rzeczy. Zgadzaja sie na "edukacje" niedojrzalego partnera mowiac "faceci tacy sa"– przyp. Izabell)."

"Sa jednak umiejetnosci, nad ktorymi mozna i warto popracowac. Jedna z nich jest zdolnosc decentracji, czyli porzucenia od czasu do czasu wlasnej perspektywy i spojrzenia na sytuacje oczami partnera. Latwiej go wtedy zrozumiec.(..). Pozwala to uniknac pulapki rzutowania na niego wlasnych cech lub pragnien w mysl zasady “Ja go kocham, wiec i on mnie kocha”. Nie wszyscy w rownym stopniu sa zdolni do decentracji. Nie jest to prosta umiejetnosc. Aby przyjac perspektywe partnera, trzeba dostrzec, ze taka perspektywa istnieje, odroznic ja od wlasnej perspektywy i chciec ja przejac – a to wymaga wysilku i refleksji. Zrozumienie partnera wymaga tez uwaznego sluchania, co on chce wyrazic. (…). Wzajemne zrozumienie i sluchanie to fundamenty zwiazku. Na nich buduje sie szczegolna wiez – intymnosc. Para tworzy swoj wlasny jezyk, ktory jest tylko dla niej zrozumialy, ktora buduje ich tozsamosc jako partnerow. To wlasnie intymnosc jest kluczem do zadowolenia ze zwiazku – im jej wiecej, tym bardziej jestesmy ze soba szczesliwi. Zbudowanie jej wymaga jednak czasu, potrzebnego na wzajemne poznawanie sie i doswiadczanie razem nowych rzeczy (..).(jak juz pisalam kiedys, ta "tajemnica", ktora jest dzielona tylko pomiedzy dwojgiem ludzi, a "dzielona" z kims dodatkowo, wnosi rozlam i rozproszenie - przyp. Izabell)."

"Badania i praktyka potwierdzaja, ze zwiazki szczesliwe naprawde sa do siebie podobne. Ale nieszczesliwe tez nie roznia sie tak bardzo. Spektrum mozliwych niepowodzen w zyciu dwojga ludzi jest na szczescie skonczone (a nawet mozna powiedziec wiecej – spectrum naszych zachowan, emocji, rezultaty decyzji i dzialan tez sa skonczone, tyle, ze jednych jest wiecej niz drugich. Czlowiek latwo sie gubi kiedy nie ma wystarczajacej wiedzy, wyobrazni, zdolnosci obserwacyjnych i do wnioskowania, oraz trzezwego spojrzenia potrzebnego do objecia jak najszerszego spektrum w danym czasie. A na dodatek potrzebne jest wewnetrzne wyciszenie w trakcie sztormu. To jest dopiero sztuka! - przyp. Izabell). Terapeuta slyszy od kolejnych pacjenow opis tych samym problemow (..)."

"Lepiej wystrzegac sie narcyzow i osob impulsywnych. Proste. Ale czy na pewno? Znalezienie drugiej polowy wymyka sie prostym receptom. Niestety. A moze na szczescie." (Dlatego starajmy sie myslec jak najbardziej zlozenie. To nam wyjdzie na zdrowie - przyp. Izabell)

Milego weekendu!

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Holidays 2012 cz.1

Ok - lecimy dalej z tym pisaniem. Wakacje.
   Nie podrozowalam 7 miesiecy. Myslalam, ze zwariuje. Rutyna, wiecznie zachmurzone niebo i bryza wyspy wymeczyla mnie do cna. Podroze pomagaja naszej psychice. Ucza, pomagaja nabrac dystansu, daja nowe wrazenia, ktore karmia nasza wyobraznie i inspiruja. Z roznych powodow w tym roku siedzialam w Irlandii przez 7 miesiecy (oprocz 4 dni we Wroclawiu) i nie bylo to dla mnie zdrowe. Kiedys nie zauwazalam tego mieszkajac w Polsce. Nie bylo jeszcze kultury podrozy, podrozowali tylko Ci co mieli kase. Ja jej wiecznie nie mialam. Plus nie bylam otoczona ludzmi insiprujacymi do nowych odkryc, wszyscy byli zajeci swoimi sprawami. Tak naprawde zaczelam podrozowac dopiero kiedy wyemigrowalam. Jak juz pisalam w ostatnim poscie dopiero wtedy poczulam, ze moge byc soba. Nagle okazalo sie cos, czego w zyciu u siebie nie widzialam – ze naleze do swiata, ze cala Ziemia jest moim domem. Mam na mysli, doslownie. Gdziekolwiek jade juz po tygodniu czuje jakby to bylo moje miejsce. Zapamietuje twarze w sklepach, a czasami jest tak ze i mnie pamietaja jezeli przyjde wiecej niz dwa razy. Nie jestem typem bycia ciagle w drodze z plecakiem, jednakze zaczynam dochodzic do wniosku, ze moge mieszkac wszedzie. To powoduje pewien chaos i niepokoj z jednej strony, z drugiej poczucie jakiejs wolnosci. Teraz jestem na etapie mysli, ze chyba Irlandia nie pozostanie moim miejscem na Ziemi a to z powodu pogody, ktora niestety powoduje ze jak niedzwiedz chce mi sie albo wiecznie siedziec w lozku jak w jaskini, albo ...siedziec w £ozku (wiele opcji czuje nie?;)). Takie mysli bladzily po mojej glowie na moim polskich wakacjach. Pojechalam do kraju na dwa tygodnie i musze powiedziec podzialalo to jak najlepsza terapia, chociaz bylam zajeta jak piorun i nie bardzo byl czas na lezakowanie. Ale cos tam sie posmazylam, nie powiem, ze nie hehe Trafilam na swietna pogode - 30stopni a to jest to co takie Tygryski jak ja lubia najbardziej ;) Pierwszy tydzien to £eba. Bardzo chcialam zobaczyc ruchome wydmy. Juz w styczniu zabukowalam pensjonat na trzy osoby, dla mnie, Siostry i mojego przyjaciela Johna. Plan byl taki, ze spotykam Johna w Gdansku, spedzamy tam dwa dni, a potem lapiemy bus w ktorym bedzie jechac moja Siostra z Warszawy. Hostel w Gdansku zabukowany. Jednak juz w taksowce driver nie wyrazil entuzjazmu z okolicy w ktorej znajduje sie hostel. Jak dojechalismy zrozumialam dlaczego – wygladal podejrzanie, w starej okolicy porozwalanych domow i buszu. Jak pozniej sie dowiedzialam - najgorsza dzielnica Gdanska. Wyszlam z taksowki lekko zirytowana i ruszylam do drzwi. A tam stal facet, ktory wygladal jakby pil jakis czas. Jeszcze bardziej sie podirytowalam. Kiedy weszlam do budynku poczulam lekka stechlizne. Dom wewnatrz odnowiony jak trza, jednak dziwnie wilgoc byla wyczuwalna w powietrzu. Okazalo sie ze Pan, ktory wygladal jakby pil tak naprawde po prostu ma…taka urode. Razem z wlascicielka okazali sie sympatycznymi ludzmi, jednak musialam wyrazic brak ochoty zostania w hostelu. Za daleko do centrum i powrot noca nie byl mi w smak w tej okolicy. Plus czulam, ze wszystko przesiaka zapachem wilgoci, moje ubrania i nawet moje wlosy. Czulam takze, ze niestety wlasciciele takze tym juz przesiakli. Znalezlismy inny hotel, jednak sytuacja byla troche niezreczna. No ale coz… klienta pieniadze wiec klienta sprawa.

   Gdansk nie zlapal mojego serca jak Krakow i Wroclaw. Jeden dzien wystarczyl aby obejsc co wazniejsze. Nastepnie uderzylismy do £eby. John bardzo sie dziwil roznym zachowaniom i niuansom kulturowym. Najpierw zdziwil sie, ze wszedzie trzeba placic za toalety, a wiekszosc z nich i tak wyglada tragicznie. W Irlandii wchodzisz po prostu do pubu i uzywasz. A takze jedno haslo pod jakie moge podstawic wrazenie podrozowania po Polsce to – “Nic nie ma za darmo, nawet dobry uczynek”. Pierwszy dowod pojawil sie juz w autobusie. Dziewczyna podeszla do kierowcy i zapytala, czy moglby sie zatrzymac w miejscowosci takiej i takiej, to wtedy nie bedzie musiala jechac do konca i sie cofac, choc billet kupila do konca. Na co pan kierowca odpowiedzial? “Jak Pani cos rzuci to sie i zatrzymam”. Przetlumaczylam to Johnowi to nie mogl sie nadziwic. Jeszcze bylo pare takich sytuacji, ktore okreslaly ten kraj jako bardzo nastawiony na zarobek. Pewnie dlatego tak malo ludzi usmiecha sie na ulicy, poniewaz nikt im za to nie placi (sarkazm :)). Raz w autokarze pan kierowca byl wyjatkowo rozmowny i opowiadal o Leborku, gdzie Pani obok zarzucila – “powinien Pan powziac zaplate za przewodnictwo”. Fajnie czasami dac cos drugiemu czlowiekow za darmo – odpalilam. Konsternacja i wzrok bezcenny (Tssssssss). Takze jak chcialam wejsc do Pokoju Krzywych Luster, mlody czlowiek przy wejsciu odpuscil nam 2 zlote przy czym zapytal o .....napiwek za dobry uczynek. Gosh.....

   Kiedy dojechalismy do £eby bylismy bardzo zmeczeni. Doczlapalismy sie do pensjonatu by nastepnego dnia zostac…wyrzuconym! I teraz nikt mnie nie przekona, ze nie mozna wyciagac wskazowek o czlowieku chocby z tego jak pisze maile. Tylko pozniej okazuje sie czy byla to wazna przeslanka. Juz w mailu, kiedy bukowalam trzy pokoje narodzily sie pewne problemy. Najpierw plan byl, ze przyjezdzam tylko ja i John. Pozniej Siostra na koncu sie zdecydowala, wiec chcialam dokonac zmiany bukowania. Poprosilam czy mozna zrobic dostawke do juz zabukowanego przeze mnie 2-pokojowego pokoju, lub przesunac nas do trojki. Otrzymalam dziwna odpowiedz, ze takich rzeczy nie praktykuje sie w tym pensjonacie i ze moze dac Siostrze miejsce w trzypokojowym pokoju za 200zl! Bardzo sie zdziwilam i powiedzialam, ze nie bede placic za pokoj 200zl za jedna osobe w nim. Otrzymalam odpowiedz, ze zaszlo nieporozumienie, bo Pani zrozumiala, ze moja Siostra bedzie ze swoja rodzina (gdzie tego nie napisalam), a ja z kolega. Wiec w takim razie moze zaproponowac jej single pokoj za 90zl! Wiec odrazu wiedzialam, ze pokoj 3 pokojowy byl wolny, ale Pani nie chciala nas przesunac, bo ma taka zasade. Wolala dac singel room bo i wiecej zarobi. Tym razem machnelam reke, nie chcialam juz wdawac sie w dyskusje i wzielam co mi dano. Okazalo sie, ze powinnam siebie posluchac i znalezc miejsce gdzies indziej. Kiedy przyjechalismy okazalo sie, ze pokoj nie byl pierwszej mlodosci, widac, ze nie odswierzany po zimie, a reczniki byly jak papier scierny. No ale dobra, juz tu jestesmy wiec damy rade - myslelismy. Na drugi dzien poszlismy zrobic sobie zakupy na sniadanie. Po drodze spotkalam wlascicielke, ktora powiedziala iz widziala Johna z chlebem i kielbasa i ze jej sie go szkoda zrobilo, i ze ona robi sniadania za 20zl i abym mu to przetlumaczyla. Powiedzialam, ale on nie byl zainteresowany. Kiedy wrocilismy z mlekiem i musli jak nigdy nic weszlismy do wielkiej kuchni i stolowki z zamiarem zjedzenia sniadania – i tu sie zaczelo. Ze nie bedziemy tu jesc bo to tylko dla ludzi, ktorzy zamawiaja sniadania i obiady, zebym jeszcze raz przetlumaczyla koledze, ze ona moze robic sniadania za 20zl, ze to nie do pomyslenia by jesc w kuchni, ona nie bedzie za nas sprzatac, ze jezdzi po calym swiecie i nigdy do kuchni nie wchodzila. Bylismy w szoku. Po calym swiecie jezdzimy i wszedzie jest dostep do kuchni, a na pewno do czajnika z herbata. Oczywiscie wywiazala sie dyskusja i pewnie gdybym sie zamknela to bysmy tak i zostali. Niestety nie mam w zwyczaju byc pasywna i odrzucalam zarzuty trzymajac swoj glos na wodzy, ze chyba Pani jezdzila po swiecie z agencji z wyzywieniem to i nie musiala miec dostepu do kuchni, ale jak byc moze ze my nawet herbaty nie mozemy sobie zrobic? Nie zamowilam pakietu, tylko pokoj. Wywiazala sie taka dyskusja, ze Pani az sie uniosla, a jej maz po polsku rzesko rzucil – jak sie nie podoba to prosze sie wynosic. Tego bylo za wiele – wynieslismy sie. Koniec swiata normalnie. Jeszcze na odchodnym kobieta szukala kogos by przetlumaczyl mojemu koledze, ze sa sniadania za 20zl. Uparla sie na niego, bo dla niej widac zagraniczny wiazal sie z pieniedzmi. Nas jakos o to nie pytala. Pozniej jak sie dowiedzielismy Pani ta wynajmuje miejsca dla starszych Niemcow, ktorzy przewaznie nie wychylaja sie z jedzeniem poza obreb jej pensjonatu. Ruszylismy wiec w droge. Znalezlismy w koncu miejsce u sympatycznej Pani w mieszkaniu. Moglismy dopiero wtedy cieszyc sie plaza i morzem. A Baltyk jest niesamowity!!! Uwielbiam nasze Polskie plaze i kolor morza. John byl zachwycony. Uczcilismy to puszczajac moje ulubione lampiony, ktore uwazam za magiczne. Ogladaliscie Tangled (Zaplatani), Disneya?



   Moje serce unosi sie w marzeniach kiedy slucham tej wlasnie piosenki i patrze na piekna kreska narysowany magiczny zamek, jezioro i tysiace, tysiace lampionow. Chcialabym przezyc kiedys chwile kiedy widze ich tyle jak w tej bajce, unoszace sie nad woda, odbijajace swoje swiatlo od tafli wody i pozniej szybujace wysoko, coraz wyzej, jak najwyzej potrafia – tak jak i my mozemy poszybowac wysoko we wlasnej swiadomosci, rozwoju i za czym idzie szczesciu. Wystarczy miec wlasnie ten malenki ogien wytrwalosci, wiary w swoja sile i mozliwosci by poszybowac i spelnic swoje przeznaczenie. Jezeli zgasnac to tylko po tym....    Ja probuje, a Wy?:)


cdn......


niedziela, 12 sierpnia 2012

Hejterzy

Bardzo ciekawy eksperyment i swietny pomysl. Hejterzy. Jak widac o poziom samorefleksji i poczucia odpowiedzialnosci za wlasne slowa chocby anonimowe mozemy sobie pomarzyc.
A o to na temat eksperymentu:




piątek, 10 sierpnia 2012

Podroz Tysiaca Krokow

   Juz po polskich wakacjach. Zanim zabiore sie do dzielenia sie z Wami moimi obserwacjami, sytuacjami I przemysleniami z tego okresu, najpierw podziele sie tym dla mnie najwazniejszym. Najpierw wprowadzenie:)

   Kiedy bylam mala dziewczynka chcialam robic wiele rzeczy. Myslalam by zostac piosenkarka. Spiewalam wszedzie, nawet w autobusach a ludzie bili mi brawo. Stawalam na stolku z mikrofonem od magnetofonu szpulkowego I namietnie oddawalam swoj performance. Umialam niezle wyciagac. Ale potem zamilklam I nie wrocilam do tych emocji. Chcialam byc takze modelka;). Przebieralam sie w kiecki jakie tylko byly w domu I chodzilam przez duzy pokoj wyobrazajac sobie, ze jest to wybieg. Odchudzilam sie tez bardzo. Tak bardzo, ze stracilam okres na 7 miesiecy. Jednak moje sklonnosci do samorefleksji pozwolily mi sie opamietac I wrocilam do normalnych posilkow. Z tamtych czasow pozostala mi wiedza o tym jak dbac o siebie zdrowo, bo antyprzyklad przezylam sama. Modelka mi przeszla. Nastepnie powaznie myslalam aby zostac fryzjerka. Czytalam o tym duzo, kupowalam magazyny z fryzurami I sama zmienialam kolor wlosow jak rekawiczki. Z czarnych do blond, z blond do rudych. Dobrze, ze mam duzo wlosow wiec nie wylysialam;). Bylam takze na tyle zorientowana w produktach, iz wiedzialam jak je wzmacniac od poczatku. Sama takze obcinalam I farbowalam wlosy kolezankom. Uczylam sie poprzez obserwacje fryzjerow do ktorych sama chodzilam. Wiec wyobrazcie sobie jakie zaufanie kolezanki mialy do moich zdolnosci fryzjerskich opartych tylko na obserwacji. W koncu nie praktykowalam. Ale chyba mialam talent do tego bo zawsze wychodzily zadowolone. Zafascynowanie wlosami trwalo do moich poznych lat 20stych I w wiekszosci tez przeszlo. Teraz juz sama zmieniam kolor wlosow rzadziej, a magazyny poszly w kat. Przez ten caly okres czasu gdzies tam plataly sie moje tendencje, na ktorych sie nie skupialam. Kompleksowe myslenie, filozofowanie, ciagla kontemplacja na temat swiata, obserwacje, wylapywanie niuansow. Wieczny problem ze swiatem ludzi, ktory przedstawial mi sie jako irracjonalny. Irytowalo mnie to. Lubilam czytac ksiazki, ktore mowily o ciezkich probach ludzkiej natury, o tych co ja przekraczali I tacy ktorzy sie pod nia uginali. Jednak slowo psycholog nigdy do konca nie zagoscil w mojej glowie, bylo to dla mnie zbyt systemowe. Pozniej mialam jakis blysk I przed emigracja rozmyslalam nad dwoma drogami, psychologia lub informatyka. Komputery takze zajely moje mysli przez jakis czas. W szczegolnosci rozwiazywanie z nimi problemow. Widac powiazanie? Rozwiazywanie problemow…… To mnie krecilo. Duzy research, analiza, stopien prawdopodobienstwa I proby. Nastepnie wyemigrowalam. Ta powazna decyzja zapoczatkowala potop procesow samopoznawczych. Nagle nie musialam juz walczyc o to by byc soba I moc myslec na odwrot jak mi sie podoba. Nie bylo agresji spolecznej, nie bylo zlosliwosci, nie bylo walki. Przestalam odczuwac wieczna sciane o ktora sie obijalam. I wtedy mnie olsnilo. To co bylo zawsze we mnie i nie mijalo jak spiew czy obcinanie wlosow, nagle blysnelo mi swiatlem w oczy. I nastala jasnosc. Przypatrzylam sie ponownie swojemu zyciu, przypatrzylam sie sytuacjom, moim reakcjom, reakcjom innych, moich tendencjach, zainteresowaniach, emocjom, uczuciu FLOW I stylowi rozumowania. Moj glos naturalnie pobrzmiewal we mnie bez zastanawiania ale zastanowienie sprawilo, ze mocno stanelam na drodze pewna gdzie ide. Teraz juz mam kontrole, wtedy bylo to tylko spontaniczne, czyli chaotyczne.

    A teraz zaczynam druga polowe mojej Podrozy Tysiaca Krokow, gdzie pierwsza polowe krokow powzielam dawno temu. Zaczynam w tym roku szkole psychoterapii, aby po dwoch I pol roku otrzymac oficjalnie tytul psychoterapeuty. Ta droga bedzie o tyle wazniejsza iz zaglebie sie w sobie jeszcze bardziej I usiade sama na kozetce terapeuty jako klient. I mozecie byc pewni, ze czekam na to z niecierpliwoscia I otwartoscia. To dopiero bedzie podroz! I oczywiscie nie omieszkam zdawac Wam relacje:)

   Milego weekendu!





It's gonna be alright now
We'll make it through somehow
You have to be patient now
Cause this is the longest journey back home
From the coldest place I know
Just keep your eyes shut
And try to reach for tomorrow

Everything seams to be a dream
one hundred percent unreal
Just breathing
Keep breathing through your skin
There's a little fuse
in your heart
so be careful and watch out
Maybe most important
is not to lose the right direction


Sitting staring at the wall
Nothing seams to fill me in
Sitting staring at the wall
Nothing seams to fill me, fill me

It's gonna be alright now
We'll make it through somehow
You have to be patient now
Cause this is the longest journey back home
From the coldest place I know
Just keep your eyes shut
And try to reach for tomorrow

You have to be patient
you have to be patient now
You have to be patient
you have to be patient now